Gość: Krakowianin
IP: *.wbj.pl
26.03.03, 11:31
Nareszcie. Miejmy nadzieje, ze cos się w tej materii ruszy.
Rynek zaczal przypominac plac jarmarczny w podrzednym miasteczku
w mordobijskim powiecie. Albo slup ogloszeniowy. Chaos, brak
koncepcji w eksponowaniu tego, co stanowi o wyjatkowosci
Krakowa, pstrokacizna i tandeta. A wszystko to okraszone
koszmarnymi wystepami jakis podrzednych wyjcow, halasem i
promocja najgorszego gustu. A w dodatku za marne grosze dla
miejskiej kasy, jak dowiadujemy się z artykulu. Jak trafiam na
Rynek w letnie popoludnie mam ochote natychmiast wziąć nogi za
pas. Nie tylko ja, bo wielu moich znajomych tez. Mysle, ze
turysci, szczegonie ci, na których miastu powinno najbardziej
zalezec, maja podobny odruch. Tym bardziej jeśli nieopatrznie
zetkneli się z indywiduami, które wlasnie byly wlaly w siebie
dziesiate piwo w Vis-a-vis, i chca pofolgowac „ulanskiej”
fantazji.
Zachodni turysta gdy przychodzi na rynek widzi przede wszystkim
multum materialow reklamowych i promocyjnych, zza których może
się ewentualnie dopatrzec renesansowych fasad kamienic. Banalem
jest stwierdzenie, ze powinno być odwrotnie. Bo informacji o
tym, ze kawa Tchibo jest najlepsza, albo ze zeby powinien myc
pasta Blend-a-med, ma dosc u siebie.
Przed ojcami miasta w tej materii ciezka praca, bo wielu
przedsiebiorcom zalezy na utrzymaniu status quo. Ale Panowie nie
zrazajcie się. Wladze miasta sa m. in. od tego, zeby znalezc
zloty srodek pomiedzy zdrowym dazeniem do zysku, a interesem
ogolu. Myslec inaczej niż tylko w kontekscie obtrotow od
kwietnia do pazdziernika. Panowie dzialacie tez w interesie tych
przedsiebiorcow, z którego oni nie zdaja sobie sprawy. Nie
wiedza oni, ze tak naprawede w dluzszej perspektywie sami sobie
strzelaja w stope.
Tak wiec pan Majchrowski powinien z cala stanowczoscia ukrocic
zapedy restauratorow, ktorzy zajeliby kazdy kat na plycie,
ujednolicic parasole nad kafejkami, bo te staja się coraz
wieksze i coraz bardziej kolorowe, a przynajmniej wprowadzic
pewne ograniczenia w tej materii. Uporzadkowac kwestie tego,
gdzie stawia się ogrodki, a gdzie nie. Osobiscie jestem za tym,
żeby z plyty rynku w ogole zniknely stoliki. Jest dla nich az
nadto miejsca na chodnikach po drugiej stronie jezdni.
Pan prezydent powinien tez przeforsowac patent prawny, który
zapobieglby kompletnej dowolnosci w umieszczaniu szyldow nad
sklepami. Warto zapytac kolegow w Gdansku, jak sobie z tym
poradzili, bo tam wyglada to na zdrowy kompromis.
I – last but not least – zabronic absolutnie umieszczania reklam
wielkoformatowych na zabytkowych kamienicach. Nie chodzi tu o
maszkarony na Sukiennicach. I bez tego nieszczesliwego
przypadku, jest to praktyka wysoce szkodliwa. W Wenecji, gdy
stawia rusztowania, na nich na tychmiast wiesza się plotno z
odwzorowaniem fasady remontowanej kamienicy. Widocznie
wenecjanie wpadli na to, ze turysci przyjezdzaja do ich miasta
zobaczyc maisto, a nie reklamy. Sa swiadomi tego, ze pieniadze,
które im teraz przemkna kolo nosa, wroca do nich z nawiazka.
Niech i krakowianie na to wpadna.