basia.basia
11.03.07, 22:51
Ewa Milewicz rozpętała aferę, w wyniku której na celowniku są dziennikarze
i ich "dyskomfort" moralny a nikt nie podnosi prostego argumentu, który
uspokoiłby ich i polepszył samopoczucie. Chodzi o to, że dziennikarze nie są
uznani ustawowo za grupę, która ma być lustrowana w pierwszej kolejności - tu
cytat z ustawy:
"Art. 52e.1.
Analizy oświadczeń lustracyjnych dokonuje się z uwzględnieniem kolejności,
według której zostały wymienione funkcje publiczne w art. 22 ust. 1 ustawy
z dnia 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów
bezpieczeństwa państwa z lat 1944 - 1990 oraz treści tych dokumentów."
Dziennikarze jako grupa podlegająca obowiązkowi składania oświadczeń
wymieniona jest na przedostatnim tj. 52. miejscu.
Pamiętać należy również o tym, że ustawa precyzuje co to jest współpraca z
wiadomymi służbami, i znowu cytat:
"1. Współpracą w rozumieniu ustawy jest świadoma i tajna współpraca z ogniwami
operacyjnymi lub śledczymi organów bezpieczeństwa państwa w charakterze
tajnego informatora lub pomocnika przy operacyjnym zdobywaniu informacji."
I konkluzja; obowiązek lustracyjny dotyczy około 400 do 700 tys. osób i wg dr.
Antoniego Dudka potrwa kilkanaście lat (o ile ten lub następny Sejm nie zmieni
tej, durnowatej ustawy), toteż pani Milewicz i jej, podobnie myślący,
koleżanki koledzy mogą spać spokojnie najmniej 15 lat.
W związku z tym, że taki sposób przeprowadzania lustracji jest idiotyczny
Dudek ma taką propozycję >>> całkiem nowa ustawa pod tą samą nazwą, która
będzie miała tylko 2 punkty:
1. Wszystkie dokumenty znajdujące się w archiwum są jawne;
2. Wszelkie spory mogące wyniknąć w wyniku ujawnienia tych dokumentów
są rozstrzygane p0rzez sądy, w oparciu o kodeks cywilny.
Jestem za:)
A swoją drogą to ciekawa jestem czy prezydenccy prawnicy mieli świadomość,
że świadoma i tajna współpraca wobec znacznego przetrzebienia dokumentacji
oraz ogromnej liczby osób zobowiązanych do składania oświadczeń na starcie
czyni całą operację mało skuteczną oraz rozciągniętą w czasie. Już Urban
znalazł sposób, żeby się wywinąć i czytam, że ma zamiar oświadczenie złożyć
ale napisze, że nie wie czy był czy nie był. I kto mu co zrobi, jeśli w jego
przypadku zachował się np. tylko zapis ewidencyjny? A on przed sądem, który
ma mu udowodnić kłamstwo, może kłamać, mataczyć, zsłaniać się sklerozą itd.