polski_francuz
15.12.05, 17:23
Zblizaja sie Swieta i nastroj staje sie nieco bardziej nostalgiczny. Myslimy
o rodzinie o domu rodzinnym, ktory dla mojego pokolenia juz powoli w pamieci
zanika i o przyjaciolach.
Przyjaciol zdobywa sie w szkole, liceum lub na studiach. Potem zycie
przyspiesza i trudno miec czas na nowe przyjaznie.
Niektorzy z was maja szanse byc niedaleko od przyjaciol z mlodych lat inni,
na emigracji, sa daleka albo bardzo daleko.
Przyjaciele zyja innym zyciem, wiele rzeczy nas zaczyna dzielic ale tez
troche zostaje. I mimo, ze widzimy sie raz na rok czy dwa lata, to ciagle
jest przyjemnie byc razem.
Czasem jednak staje sie ta przyjazn sztuczna i zaczyna nam niekiedy ciazyc.
Przede wszystkim z powodu stereotypu, ze jak ktos na emigracji to mu sie
musowo udalo. Emigranci wiedza jak rzadko to prawda i jaka cena za sukces sie
traci i jak czesto mimo tego sie go nie osiaga.
Macie przyjaciol w takiej sytuacji? Zostaliscie im wierni? A oni wam? Czy
przyjazn wytrzymuje probe emigracji?
Jak sadzicie?
PF