Dodaj do ulubionych

Przyjazn a emigracja

15.12.05, 17:23
Zblizaja sie Swieta i nastroj staje sie nieco bardziej nostalgiczny. Myslimy
o rodzinie o domu rodzinnym, ktory dla mojego pokolenia juz powoli w pamieci
zanika i o przyjaciolach.

Przyjaciol zdobywa sie w szkole, liceum lub na studiach. Potem zycie
przyspiesza i trudno miec czas na nowe przyjaznie.

Niektorzy z was maja szanse byc niedaleko od przyjaciol z mlodych lat inni,
na emigracji, sa daleka albo bardzo daleko.

Przyjaciele zyja innym zyciem, wiele rzeczy nas zaczyna dzielic ale tez
troche zostaje. I mimo, ze widzimy sie raz na rok czy dwa lata, to ciagle
jest przyjemnie byc razem.

Czasem jednak staje sie ta przyjazn sztuczna i zaczyna nam niekiedy ciazyc.

Przede wszystkim z powodu stereotypu, ze jak ktos na emigracji to mu sie
musowo udalo. Emigranci wiedza jak rzadko to prawda i jaka cena za sukces sie
traci i jak czesto mimo tego sie go nie osiaga.

Macie przyjaciol w takiej sytuacji? Zostaliscie im wierni? A oni wam? Czy
przyjazn wytrzymuje probe emigracji?

Jak sadzicie?

PF
Obserwuj wątek
    • manny_ramirez Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 17:24
      nostalgiczny ostatnio cos jestes
      • i-love-2-ski Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 17:28
        prawdziwe przyjaznie nie gina tylko rozwijaja sie tak jak my tego chcemy. na
        pewno czesc osob po drodze odpada,ale wielu tez sie zykuje po drodze.ja musze
        powiedziec,ze prawie wszystkie moje przyjaznie z dziecinstwa,szkoly i studiow
        prztrwaly probe czasu,chociaz widzimy sie ,jak dobrze pojdzie, raz na rok,ale
        razem dbamy o to aby wiedziec co druga strona robi.
        • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 17:34
          To bardzo dobry punkt: informowac sie. Wg mnie punkt podstawowy. Jak mozna
          rozumiec rozwoj innego jak sie nic nie wie.

          A masz przyklady te przyjazni co przepadly? I dlaczego przepadly?
          • i-love-2-ski Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 17:37
            polski_francuz napisał:

            > To bardzo dobry punkt: informowac sie. Wg mnie punkt podstawowy. Jak mozna
            > rozumiec rozwoj innego jak sie nic nie wie.
            >
            > A masz przyklady te przyjazni co przepadly? I dlaczego przepadly?

            przepadly z braku czasu,ochoty i zbytniej rozbieznosci pogladow. wiesz jak to
            jest przyjaznisz sie z kims kto ci odpowiada i z ktorym cos cie laczy. jesli sie
            zbytnio meczysz w tym zwiazku to odpuszczasz i tyle.(he,he podobnie jak w zwazku
            malzenskim dla niektorych):))na pewno podrozowanie po swiecie i moznosc
            przebywania dluzej w jakims miejscu powoduje,ze znasz wiele roznych
            ludzi,diametralnie roznych,ale kazdego sobie cenisz z innego powodu.
            • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 17:40
              Rozbieznosc pogladow to nie jest fatalne. Fatalny jest, wg mnie, brak kultury w
              akceptowaniu ze inni mysla inaczej.

              Poczytajmy to forum np:)

              PF
      • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 17:32
        Allez Manny pisz na temat. Masz przeciez przyjaciol w Polsce powiedz cos o nich.

        PF
    • wujekjurek Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 17:47
      Moim zdanie przyjaźnie pozostają. To co sie kończy to z reguły zwykłe
      znajomości, które zawiera się w pewnych sytuacjach i które po pewnym czasie
      tracą znaczenie. Czy utrzymujesz kontakt ze wszystkimi kolegami ze studiów czy
      tylko z tymi z którymi się na prawdę przyjaźniłeś? Ja podzczas podróży do
      Polski soptykam się zaledwie z kilkoma osobami. Ale siadamy przy piwie i
      właściwie rozmawiamy tak jak byśmy się nie widzieli nie dłużej niż 3 tygodnie.
      • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 18:53
        Niktore przyjaznie zostaja to prawda. Mialem kilka rozczarowan tez. Niektore
        powstaja jak ludzie "wchodza na stanowiska" i im woda sodowa do glowy uderza.

        Ale duzo zostaje.

        PF
    • krystian71 Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 17:48
      bardzo duzo chyba wlasnie od was zalezy ,emigrantow.Zeby podtrzymywac te
      kontakty,informowac sie,jak napisala rachelcia.
      My tu zostajemy,na pewno z jakims drobnym kompleksikiem,wobec tych
      odwazniejszych , bardziej przebojowych i rzeczywiscie zakladamy a priori,ze sie
      wam udalo,bo gdyby nie tobyscie wracali.
      Skoro kontakt sie rwie,dochodzimy do wniosku,ze zadzieraja nosa,przeskoczyli
      nasza klase,nasz swiat jest juz im zbedny.
      • z_daleka Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 18:11
        mysle krystek, ze to nie calkiem tak i nie tal po prostu.... Wez pod uwage, ze
        ci co zostaja, zostaja w jakiejs wzglednie stalej sytuacji, to samo otoczenie
        ci sami ludzie , te same problemy...ci co wyjezdzaja, rozpoczynaja zupelnie
        nowe zycie, a wiec nowe otoczenia, nowi ludzie, nowe problemy... Sila rzeczy
        wplywa to na moc i jakosc przyjazni. To ze spotykamy sie po latach przy piwku,
        wspominamy i wlasciwie nie dostrzegamy uplywu czasu i zmian jakie w nas
        nastapily, jest b. sympatyczne...ale gdy wyjezdzamy, znow oddalamy sie od
        siebie i to nie tylko na odleglosc.
        • krystian71 Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 18:24
          ja tez sobie z tego zdaje sprawe,ze ktos wyrzucony na nowy lad,ma cala mase
          wazniejszych i nowych problemow na glowie,zeby myslec o tym co pozostawil.
          Ale zamet mija, przychodzi wzgledna stabilizacja,po roku,dwoch.
          I wtedy najwyzszy czas na odswiezenie starej przyjazni,bo to ja zakladam w
          przeciwnym razie,ze zostalem olany.
          Maili nie bylo dlugo w Polsce, nie kazdy lubi pisac listy, no i jeszcze roznica
          w cenach polaczen telefonicznych.
          U nas karty to nowosc,godzinna rozmowa ze stanami do niedawna zrujnowalaby moj
          domowy budzet.
          Ale nie jest tak tragicznie, pare prawdziwych przyjazni przetrwalo te
          probe,choc to byly przyjaznie tzw z piaskownicy
          • z_daleka Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 18:35
            To prawda, ze wszystkie udogodnienia techniczne ulatwiaja kontakty, niweluja
            odleglosc, ale czy to wystarczy, zeby przyjazn pozostala przyjaznia?
            Chyba nalezaloby spytac co rozumiemy przez przyjazn...
            • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 18:58
              z_daleka,

              No wlasnie...sprobuj zdefiniowac co rozumiesz przez przyjazn.

              PF
              • z_daleka Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:00
                To twoj watek, zacznij pierwszy...
                • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:02
                  Leniwcze.

                  No dobra zaczne: przyjemnosc bycia razem, zaufanie, jakies podobienstwa w
                  robieniu rzeczy (?)

                  Kontynuuj lub zmien.

                  PF
                  • z_daleka Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:05
                    wspomaganie w "biedzie", usmiech (taki specjalny)bez slow, poklepanie po
                    ramieniu...
                    • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:09
                      Widzisz z tym pomaganiem w biedzie to mam troche zgryz. Jasne, ze mozna pomoc
                      raz czy dwa ale potem zaczyna to ciazyc.

                      Jedna z moich przyjazni sie rozpadla, jak moj przyjaciel zrozumial ze
                      potrzebuje jego pomocy.

                      Od tej pory zrozumialem, ze "help yourself" jest najlepsza pomoca na swiecie. I
                      ze sam jestes swoim najlepszym przyjacielem.

                      PF
                      • z_daleka Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:11
                        Nie myslalem wogole o pomocy materialnej, dlatego tez biede ujalem w "", ale
                        idzmy dalej...
                        • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:13
                          z_daleko,

                          chodzi ci o pomoc moralna. Psychoterapeutyczna i "bycie z toba" jak wszyscy sie
                          od ciebie odwracaja. O to ci chodzi?

                          PF
                          • z_daleka Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:37
                            ironizujesz...ale dosyc, trafnie to ujales, prawie jak w starym polskim
                            przyslowiu, ze prawdziwa przyjazn poznajemy w biedzie. Mimo wszystko, pogawedki
                            przy piwku, "o starych Polakach" to przeciez nie przyjazn...choc moze byc jej
                            malym fragmentem.
                            • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:41
                              z_daleka,

                              wcale nie ironizuje. Jak, na swoj uzytek, tak definiuje przyjaciol. To sa ludzi
                              mi lojalni. I mnie to wystarczy.

                              I staram sie byc na tyle inteligentny, aby tej lojalnosci za bardzo na proby
                              nie wystawiac.

                              PF
                              • z_daleka Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:58
                                No wiec jak z ta przyjaznia na odleglosc? Czy to przyjazn czy tylko serdeczna
                                znajomosc?
                                • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 20:01
                                  No coz, piszesz troche zerojedynkowo. Ale powiedzmy, ze ja tego w takim swietle
                                  nie widze. Lojalnosc dla mnie jest kryterium. Gdziekolwiek moj przyjaciel jest,
                                  ma byc mi lojalny.

                                  Jak nie jest to zostaje znajomosc, ale serca juz w niej nie bedzie.

                                  PF
                    • krystian71 Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:09
                      braterstwo,rozumienie sie bez slow i bezinteresownosc
                      • z_daleka Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:14
                        Rozumiem , ze gluchoniemi tez moga byc przyjacolmi, ale mowimy o szerszym ogole.
                        • krystian71 Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 20:06
                          gdybym sie musial tyle nagadac,zeby wytlumaczyc przyjacielowi co mam na mysli,
                          ile musze na tym forum,chybaby mnie szlag trafil
                          • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 20:07
                            Masz w sobie dusze nauczyciela. Juz ci to mowilem. Forum pozwala ci ja
                            uzewnetrznic.

                            PF
                            • krystian71 pamietam kazde twoje slowo :) 15.12.05, 20:11
                              gucio mowil,ze ksiundza,a w jego ustach to nie byl komplement
      • i-love-2-bike Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 18:27
        krystian71 napisała:

        > bardzo duzo chyba wlasnie od was zalezy ,emigrantow.Zeby podtrzymywac te
        > kontakty,informowac sie,jak napisala rachelcia.
        > My tu zostajemy,na pewno z jakims drobnym kompleksikiem,wobec tych
        > odwazniejszych , bardziej przebojowych i rzeczywiscie zakladamy a priori,ze sie
        >
        > wam udalo,bo gdyby nie tobyscie wracali.
        > Skoro kontakt sie rwie,dochodzimy do wniosku,ze zadzieraja nosa,przeskoczyli
        > nasza klase,nasz swiat jest juz im zbedny.
        >

        duzo zalezy od dwoch stron krystek. status materialny nie jest wazny,szczegolnie
        jesli zadna ze stron sie tym nie obnosi,wazne jest czy lubimy ze soba
        przebywac.wielu moim znajomym powodzi sie swietnie,wielu powodzi sie jako
        tako,ale status materialny akurat nigdy nie byl przeszkoda w podtrzymywaniu
        znajomosci. masz takich znajomych z ktorymi nawet po paru latach zaczynasz
        konwersacje jakbys ich nie widziala 5 minut,a z innymi sie zaczynasz meczyc,to i
        odpuszczasz. musze niestety stwierdzic z przykroscia,ze wielu ludziom,ktorym sie
        "udalo" odbija palma i zaczynaja sie obnosic,tym lubie najbardziej grac na
        nerwach,a oni zachowuja sie podobnie niedojrzale jak paru naszych forumowych
        rodzynkow,czyli trening forumowy nie poszedl w las:))
        • krystian71 Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:06
          dla mnie nie jest wazny i tu nie ma nic do rzeczy emigracja, bo ludziom palma
          odbija i w kraju, a innym nie.
          Ja po prostu zakladalem w takich momentach,ze to jest ta przyczyna, no bo jaka
          moze byc inna.?
          • i-love-2-bike Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:08
            krystian71 napisała:

            > dla mnie nie jest wazny i tu nie ma nic do rzeczy emigracja, bo ludziom palma
            > odbija i w kraju, a innym nie.
            > Ja po prostu zakladalem w takich momentach,ze to jest ta przyczyna, no bo jaka
            > moze byc inna.?
            palma ludziom odbija wszedzie,to miedzynarodowy problem,ktory widzisz chociazby
            tutaj:)) odleglosc i zroznicowanie problemow,robi swoje,przynajmniej w paru
            przypadkach w moim zyciu tak sie stalo.
            • krystian71 Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:12
              ja pare zawodow tez, franciz trudny i bolesny temat wymyslil
              • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:14
                Krystian,

                Jak ja trudny to pomysl o Dostojewskim. Ten to dopiero serdceszczpatielnyj.

                PF
              • i-love-2-bike Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:16
                krystian71 napisała:

                > ja pare zawodow tez, franciz trudny i bolesny temat wymyslil
                dlaczego bolesny,to samo zycie, a jak je przezyjesz zalezy od ciebie. niestety w
                zyciu trzeba byc zdecydowanym i zdziebko egoistycznym:))
                • krystian71 Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:26
                  mialem przyjaciela,niby najlepszego, tylko mi powiedzial w zaufaniu,ze
                  pryska,nie wraca z wycieczki,idzie do obozu.Potrzebowal pomocy,przede wszystkim
                  z uplynnieniem mienia,gratow,mieszkania , szybko i po cichu,zeby nikt sie nie
                  zorientowal w Organach.Mialem z tym duzo zachodu.Potem zapadla cisza,po paru
                  latach sie odezwal, tez pare razy.Jakos sie nie kleilo,wiem,ze dobrze sobie
                  ulozyl zycie.
                  Pare miesiecy temu znow zaczal dzwonic, serdecznie sie dopytywac o wszystko,
                  domowe szczagoly,jak klopoty ze zdrowiem,o dzieciaki .Cos mi podpadalo i nie
                  gralo,taki juz ze mnie zgryzliwy typ.
                  I rzeczywiscie, wyszlo szydlo z worka,chce wracac, dorobil sie i znowu (chyba )
                  potrzebuje pomocy,tym razem dopytuje sie o ladne dzialki w okolicy i okazyjne
                  domki,w co zainwestowac...
                  Dobrze,ze telefon mam z identyfikatorem polaczen.Przestalem odbierac.
                  • i-love-2-bike Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:31
                    krystian71 napisała:

                    >
                    >
                    > potrzebuje pomocy,tym razem dopytuje sie o ladne dzialki w okolicy i okazyjne
                    > domki,w co zainwestowac...
                    > Dobrze,ze telefon mam z identyfikatorem polaczen.Przestalem odbierac.

                    to raczej nie przyjazn krystek:))
                    • krystian71 Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:35
                      ja o tym wiem ,juz po pierwszym telefonie,jeszcze tym sprzed lat.
                      Bo sie debil o niego martwilem, czesto myslalem,ze zmarnial gdzies w jakims
                      obozie,cos zlego mu sie przytrafilo.
                      • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:36
                        Zmarnial. Tak jest.

                        PF
                  • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:33
                    Twoj instynkt cie nie myli. Jemu sie nie udalo. Taka jest (wg mnie najbardziej
                    prawdopodobna) prawda.

                    Trzymaj sie od niego z_daleka.

                    Chyba trzeba rozlaczyc przyjazn od spraw materialnych.

                    To jest na watek "wspolnicy a emigracja":)

                    PF
                    • krystian71 Re: :)))) 15.12.05, 19:35

          • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:11
            Krystian, Rachelka

            dobry punkt z odbijaniem klepki. Rzeczywiscie zeby przyjazn lata trwala musza
            buc partnerzy-przyjaciele silni.

            PF
            • i-love-2-bike Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:19
              polski_francuz napisał:

              > Krystian, Rachelka
              >
              > dobry punkt z odbijaniem klepki. Rzeczywiscie zeby przyjazn lata trwala musza
              > buc partnerzy-przyjaciele silni.
              >
              > PF

              wiesz co pf,klepka zwykle odbija tym malym,tym wielkim nigdy,ale o nich baaardzo
              trudno. im mniejszy robaczek tym wiecej sie chce pokazac,to znany syndrom
              zakompleksienia,ale rowniez czasem zyciowe niepowodzenia wielu usadzaja na
              wlasciwym miejscu. najlepiej byc optymista i miec pogode ducha,a takich ludzi
              jak na lekarstwo. polecam ksiazke siostry Kobuszewskiego "Smiech w
              genach",dzieki niej dolecialam szybko do mego celu podrozy i zobaczylam,ze
              jeszcze sa tacy ludzie na swiecie,oby bylo ich wiecej:))
              • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:25
                Klepka odbija ludziom z roznych powodow. Emigracja jest ciezkim stresem, rozwod
                tez, strata pracy...czytalas pewnie stres oklielznany, Selye'go.

                Jak sie go okielzna to staje sie czlowiek silniejszy. Jak stres wygra to sie
                szajbuje.

                Zbyt duza ambicja to tez rodzaj szajbowania. Dlatego tez politycy sa wszyscy
                troche szajbnieci.

                PF
                • i-love-2-bike Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:30
                  polski_francuz napisał:

                  > Klepka odbija ludziom z roznych powodow. Emigracja jest ciezkim stresem, rozwod
                  >
                  > tez, strata pracy...czytalas pewnie stres oklielznany, Selye'go.
                  >
                  > Jak sie go okielzna to staje sie czlowiek silniejszy. Jak stres wygra to sie
                  > szajbuje.
                  >
                  > Zbyt duza ambicja to tez rodzaj szajbowania. Dlatego tez politycy sa wszyscy
                  > troche szajbnieci.
                  >
                  > PF

                  zgadzam sie z toba,ze wiele ludzi nie wyrabia pod wplywem stresow,swych wlasnych
                  zawodow zyciowych,czy zawodowych i sie zalamuje. masz racje,emigracja w wielu
                  przypadkach jest tylko dla najsilniejszych,ale jak to bylo w moim przypadku
                  pomogla mi stanac na moje wlasne 2 nogi i mnie bardzo wzmcnila,bo uwierzylam w
                  siebie. pokonywanie przeszkod jest duza umiejetnoscia,podobnie do umiejetnosci
                  adaptowania sie w nowe srodowisko,co bylam zmuszona robic wiele razy w zyciu.
                  mnie osobiscie pomogl fakt,ze mam wspaniale malzenstwo i wzglednie udane
                  dzieci,tak,ze mam dobra baze. w koncu rodzina jest najwazniejsza struktura
                  spoleczna,bo od niej wszystko sie zaczyna,lub przez nia dzieje. ale do tego
                  rowniez trzeba i dorosnac i ciezko nad tym pracowac,aby to wszystko gralo:))
                  • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:34
                    Brawo Rachelko:)

                    sounds very good!

                    PF
                    • i-love-2-bike Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:38
                      polski_francuz napisał:

                      > Brawo Rachelko:)
                      >
                      > sounds very good!
                      >
                      > PF
                      sounds like a hard job,for the brave ones,but somebody has to do it.jak sobie
                      poscielesz tak sie wyspisz,niestety to sie sprawdza. w zyciu trzeba miec
                      rowniez sporo szczescia,a to jest dziedziczne,tak jak dobry humor. jak widzisz
                      kogos usmiechnietego to od razu ci lzej:))
                      • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:43
                        Rachelko,

                        You must be an American, are not you:) Keep smiling whatever happens.

                        Ale ja sie dosyc z tym zgadzam.

                        Widac mamy dosc podobne geny. Chociaz nikt mi o Zydach w rodzinie nie mowil.
                        Ale kto na Litwie tylu ich bylo:)

                        PF

                        • i-love-2-bike Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:47
                          polski_francuz napisał:

                          > Rachelko,
                          >
                          > You must be an American, are not you:) Keep smiling whatever happens.
                          >
                          > Ale ja sie dosyc z tym zgadzam.
                          >
                          > Widac mamy dosc podobne geny. Chociaz nikt mi o Zydach w rodzinie nie mowil.
                          > Ale kto na Litwie tylu ich bylo:)
                          >
                          > PF
                          >
                          ja jestem przede wszystkim Polka,zawsze nia bylam i zawsze nia bede i ucze
                          amerykanow,kim sa Polacy. musze powiedziec,ze wielu z nich dobrze wychowalam. od
                          amerykanow wiele sie nauczylam i przejelam,ale ten smiech to chyba jednak od
                          przodkow z moraw. ja tez mam przodkow litwinow,ale to bylo 3 pokolenia temu i
                          wyemigrowali do Polski,wiec juz nie placze czytajac Mickiewicza:))
                          • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:48
                            No to, co do Mickiewicza to sie roznimy:)

                            PF
      • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 18:55
        Wiem, ze tak jest. Ale przyjazn powinna sie ostac, nie myslisz tak?

        PF
        • i-love-2-bike Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 18:57
          polski_francuz napisał:

          > Wiem, ze tak jest. Ale przyjazn powinna sie ostac, nie myslisz tak?
          >
          > PF
          nie mysle,bo wraz z dorastaniem dojrzewamy i gusta nam sie zmieniaja.
          przyjazn,nie powinna meczyc,tylko dwie strony powinny czuc sie z niej
          zadowolone,jesli to nie nastapi lepiej sie rozejsc niz rozgoryczyc. swiat jest
          pelen ciekawych ludzi,nie warto odgrzewac zimnego obiadu,czy pukac do
          zamknietych drzwi,szkoda czasu.
          • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 18:59
            Czyli przyjaciele powinni sie rozwijac razem z toba. Ale jesli gdzie indziej
            zyja, to trudno ten warunek spelnic.

            PF
            • i-love-2-bike Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:00
              polski_francuz napisał:

              > Czyli przyjaciele powinni sie rozwijac razem z toba. Ale jesli gdzie indziej
              > zyja, to trudno ten warunek spelnic.
              >
              > PF
              absolutnie nie,zainteresowania moga cie laczyc lub dzielic,nie zalezy to od
              miejsca zamieszkania,ale czlowieka.
            • z_daleka Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:01
              slusznie
      • wujekjurek Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:24
        Masz dużo racji ale nie zgadzam się z Twoim stwierdzeniem, że ludzie w Polsce
        czuja kompleksy w stosunku do tych "odważniejszych, bardziej przebojowych".
        Mysle, że w tej sprawie nie ma reguł, jedni maja kompleksy a inni wręcz
        przeciwnie.

        Zreszta niektórzy nie wracają do Polski nie dlatego, że im sie udało. Czasami
        właśnie wstydzą się powrotu po latach bez grosza.
        • krystian71 Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:31
          napisalem:takie drobniutkie kompleksy:))
          ale gdzies tam siedza, wielu z nas chcialo zrobic to samo, zabraklo odwagi?choc
          przeciez wiemy,ze tu , na miejscu bylo trudniej.Moze zawod niekompatybilny...

          > Zreszta niektórzy nie wracają do Polski nie dlatego, że im sie udało. Czasami
          > właśnie wstydzą się powrotu po latach bez grosza.
          Tego nie wiem, jeszcze zaden mi sie nie przyznal:)
          • i-love-2-bike Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:35
            krystian71 napisała:

            > napisalem:takie drobniutkie kompleksy:))
            > ale gdzies tam siedza, wielu z nas chcialo zrobic to samo, zabraklo odwagi?choc
            >
            > przeciez wiemy,ze tu , na miejscu bylo trudniej.Moze zawod niekompatybilny...
            >
            > > Zreszta niektórzy nie wracają do Polski nie dlatego, że im sie udało. Cza
            > sami
            > > właśnie wstydzą się powrotu po latach bez grosza.
            > Tego nie wiem, jeszcze zaden mi sie nie przyznal:)

            dlaczego mowisz,ze zabraklo odwagi. tak samo mozesz powiedziec,ze ci ,ktorzy
            wyjechali,to wlasnie im zabraklo odwagi dzwigac ten ciezar i pchac wozek.ja
            osobiscie mialam dosc komuchow i chociaz nigdy nie myslalam o emigracji,to
            jednak stan wojenny i to co sie w nim dzialo,doprowadzilo mnie do takiej desperacji.
            • wujekjurek Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:36
              Czasami się zgadzamy.
              • i-love-2-bike Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:40
                wujekjurek napisał:

                > Czasami się zgadzamy.
                hm,a czy czasem sie wspolnie smiejemy,to byloby najlepszym pomostem?
                • wujekjurek Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:44
                  Kiedys juz ten temat z kimś przerobiłem na tym forum. Możemy się nie zgadzać
                  ale nie musimy się za to nienawidzieć. Po zejściu z ringu możemy możemy
                  powiesić rękawice w szatni i iść razem na piwo.
                  • i-love-2-bike Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:48
                    wujekjurek napisał:

                    > Kiedys juz ten temat z kimś przerobiłem na tym forum. Możemy się nie zgadzać
                    > ale nie musimy się za to nienawidzieć. Po zejściu z ringu możemy możemy
                    > powiesić rękawice w szatni i iść razem na piwo.

                    ale ja nikogo nie nienawidze,tylko piwo to niezbyt lubie,chyba,ze do grilla:))
            • krystian71 Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:44
              Zawsze niby chcialem stad pryskac,od najmlodszych lat.I zawsze cos stalo na
              przeszkodzie,ze niby juz nigdy nie zobacze starej babci,potem , ze dziecko w
              pieluszkach,a drugie w drodze.Teraz jak patrze w przeszlosc i analizuje swoje
              uczucia coraz bardziej przekonany jestem,ze jednak wcale nie chcialem opuszczac
              Polski i lapalem sie kazdego pretekstu.
              Na studiach mialem spotkanie z o.Klimuszka( znasz takiego) jeszcze za
              Gierka.Powiedzial nam-nie opuszczajcie Polski, TU bedzie kiedys centrum swiata,
              a jezyl polski jezykiem swiatowym :)))
              • wujekjurek Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:47
                Niektórzy na pewno żałują, że nie wyjechali ale wierz mi jest wielu emigrantów,
                którzy zastanawiają się czy dobrze zrobili.
              • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:47
                Krystian,

                Co do Polski. Oby tak sie stalo. Amen. Ja tez kibic bialo-czerwonych.

                Co nie znaczy, ze konczymy watek:)

                Przypomnij mi jeszcze tego Klimuszke, bo cos mi dzwni (jak to mowi Schlagie)
                ale nie wiem gdzie.

                PF
                • krystian71 Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:59
                  o.Klimuszko,zakonnik od ziol, uzdrawiania,mial w sobie jakis dar,jesli wierzysz
                  w takie rzeczy jasnowidzenia.Milicja korzystala z jego uslug przy odnajdywaniu
                  zaginionych.Nigdy nie bral zaplaty za swoje porady czy uleczenia
                  • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 20:03
                    Wierze, wierze, czytalem o tym w jakims polarze. A mam tez uzdolnione w tym
                    wzgledzie lepsza polowe.

                    Sprobowal bym nie wierzyc:)

                    PF
                    • krystian71 co to jest polar? nt 15.12.05, 20:07

                      • polski_francuz Re: co to jest polar? nt 15.12.05, 20:08
                        Kryminal po polsku.

                        PF
                    • krystian71 Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 20:09
                      jasnowidzaca zona? o rany?Swiety czlowiek bys musisz.Z musu :))
                      • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 20:20
                        Kobietysa bardziej wrazliwe. A ona m te ceche rozwinieta dobrze.

                        Mysle, ze potrafilbym byc cwanszy niz ten detektor prawdy. Tylko nie chce mi
                        sie:)

                        PF
          • wujekjurek Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 19:39
            Zgadzam się na drobniutkie kompleksy. Takie same jak mamy w stosunku do kogoś,
            kto kiedyś zachował się odważnie i zrobił fortunę.
    • chilijczyk Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 18:17
      polski_francuz napisał:

      > Macie przyjaciol w takiej sytuacji? Zostaliscie im wierni? A oni wam? Czy
      > przyjazn wytrzymuje probe emigracji?
      >
      > Jak sadzicie?

      Oczywiscie. Jesli nie wytrzyma takiej proby, to znaczy ze nie byla to przyjazn.
      Ja niektorych przyjaciol widze raz na kilka lat, ale za kazdym razem mam
      wrazenie, jakbysmy widzieli sie ostatnio poprzedniego dnia. Nie jest tych osob
      duzo, 3-4 mysle. Ale i tak uwazam, ze mam szczescie...
      • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 18:56
        3_4 osoby to bardzo dobry wynik. Moim zdaniem tez.

        Mieszkasz w Chile rzeczywiscie? Czy masz takiego nicka tylko?

        PF
        • chilijczyk Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 20:19
          Wlasciwie to nigdzie nie mieszkam... :) Ze wzgledow zawodowych kursuje miedzy
          Ameryka Lacinska a Europa/Azja/Afryka. Ale mysle, ze juz wkrotce osiade wlasnie
          w Chile.
          • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 20:21
            Po jakiemu sie mowi w Chile?

            PF
            • chilijczyk Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 20:21
              Español :)
              • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 20:24
                To jest kurcze dla mnie zgryz: espagnol et portugalski. Za nic nie znam. A
                chetnie bym pojechal do Ameryki Pold. Czytalem Kapuscinskiego, Marqueza (100
                lat w samotnosci) i lubie ten barokowy swiat.

                Ale nie lubie jezdzic tam gdzie nie znam jezyka:)

                PF
                • chilijczyk Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 20:35
                  Hiszpanski nie jest taki trudny. Zwlaszcza jesli znasz francuski. Ja do
                  hiszpanskiego trafilem wlasnie przez francuski. Po trzech miesiacach
                  intensywnego kursu (w kraju hiszpanskojezycznym) mowilem calkiem plynnie i
                  swobodnie.
                  • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 20:41
                    First thing in my next life: learn spanish:) Promise!

                    PF
                    • t0g Re: Namawiam na Ameryke Poludniowa! 15.12.05, 22:12
                      Sam spedzilem wszystkiego 10 dni (9 w Brazyli i jeden dzien w Argentynie), ale
                      wrazenia mialem wspaniale i marzy mi sie teraz dluzsza wyprawa. Z jezykiem...
                      rzeczywiscie, to jest pewien klopot, ale da sie zyc. Najzabawniejsze przygoda z
                      tym zwiazana to byla jak w Brazylii mi wlepiono mandat za nieprawidlowe
                      wyprzedzanie. Policjant nie mowil ani slowa po angielsku, ale domyslil sie, ze
                      ja nie bardzo rozumialem, co zlego zrobilem - wiec tlumaczyl mi na migi.

                      • polski_francuz Re: Namawiam na Ameryke Poludniowa! 15.12.05, 22:17
                        Troche to daleko, moj przyjaciel mechanik nawiazuje wspolprace z uniwerkami Am.
                        Pld. I tak mielismy niedawno kolezanke z Wenezueli a jednego studenta stamtad.

                        Zobaczymy jeszcze co przyszlosc przyniesie.

                        Pf


    • samsone Dziwne pytanie, chyba tylko tych dotyczy 15.12.05, 19:45
      ktorzy czesc swojej rodziny w kraju emigracyjnym zostawili i tez rodzine na
      emigracji zalozyli, ktora w glownej czesci( maz, zona) z ludzi tego kraju
      zlozona jest. Wniosek z tego,ze za pozno wyjechali....w liceum , sie robi
      stosunki miedzy rodzinami uczniowale jak sie miejsce ukonczenia liceum opusci to
      te stosunki sie rwia, jesli jeszcze bedziesz chcial mnie udowodlic ze w wojsku
      sie tez przyjaciol znajduje, to nie wiem ja ci odpowiedziec.
      Jedynych prawdziwych przyjaciol sie ma w klubach ,gdzie sie te same
      zainteresowania plewi...o sie poza praca razem z przyjaciolmi dobry czas spedza
      i jak potrzeba to sie wzajemnie pomaga.
      • polski_francuz Re: Dziwne pytanie, chyba tylko tych dotyczy 15.12.05, 20:31
        Masz racje z tymi klubami. Ale to nie sa chyba tacy przyjaciele (?) Dziela
        jakos z naszych pasji (dla mnie jest nia tenis). Ale sie na tym konczy.

        PF
        • samsone Re: Dziwne pytanie, chyba tylko tych dotyczy 21.12.05, 11:28
          chyba lepiej klub niz szkola, wojsko i tak dalej, w szkole i wojsku sie samemu
          kamratow nie dobiera...
    • t0g Re: Ja mam fioła na punkcie "spędów", co 15.12.05, 20:34
      chwila wdaję sie w organizowanie kolejnego: a to spęd naszego roku ze studiów, a
      to spęd klasy licealnej - a nawet, gdybyłem w Polsce przez rok na "sabbatical
      leave", to zdołałem pracowicie nawiązać kontakty z koleżankami i kolegami ze
      szkoły podstawowej i zrobic spotkanie, na które przyszło 11 osób! (na liście,
      która w kilka osób odtworzyliśmy z pamieci, mieliśmy ok. 50 nazwisk, ale
      większości juz nie udało sie odnaleźć, niestety).

      Najbardziej mnie cieszy, kiedy znajomi, których spotykam po 20-30 nieraz latach
      niewidzenia, mówia mi: "nic sie nie zmieniłeś" (oczywiście, nie maja na mysli
      wyglądu zewnętrznego, niestety...). Znam wielu emigrantów, którym "woda sodowa
      uderzyła do głowy" i wiem, jak tego rodzaju zachowania sa irytujące dla innych.
      Ja staram sie za wszelka cene nie być takim, jak oni.
      • polski_francuz Re: Ja mam fioła na punkcie "spędów", co 15.12.05, 20:39
        U nas niby sie ma prawo do sabbatical co 7 lat, ale zorganizwac zastepstwa to
        koszmar. I jeszcze ci zakosza jakis wyklad. A doktoranci... poki co nie mysle.

        Co do wody sodowej pelna zgoda. Znalem takiego absolwenta AGH (w melbourne) co
        to mial trudnosci po polsku mowic. Mialem ochete go kopnac w d.. za glupote.

        PF
      • wujekjurek Re: Ja mam fioła na punkcie "spędów", co 15.12.05, 21:51
        A ja się cieszę jeśli mnie znajomi nadaj poznają, jeśli nie przechodzą obok
        mnie obojętnie mimo moich rozpaczliwych spojrzeń.

        BTW, w niedzielę rozmawiałem z Przemkiem.
    • grzegorz1948 Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 21:19
      Nie zapomne spotkania w 96 roku z moim rocznikiem.Moja klasa to byla KLASA.
      Wychowawca pedagog pierwszej klasy.W pewnym momencie zamilklym w kacie sali
      i staralem sie tylko rejestrowac dokladnie te twarze ta atmosfere nie zmieniona
      z lat mlodosci.Nastepne dwa spotkania musialem ze wzgledow prywatnych odmowic
      ale nastepne znow staje do apelu.Francuz znow sie rozklejam i poco taki temat i
      to przd Swietami?
      • polski_francuz Re: Przyjazn a emigracja 15.12.05, 21:45
        No wlasnie przed swietami.

        Widze wczyscysmy dosc podobni:)

        PF
    • bam_buko Re: Przyjazn a emigracja 16.12.05, 04:05
      polski_francuz napisał:

      > Zblizaja sie Swieta i nastroj staje sie nieco bardziej nostalgiczny. Myslimy
      > o rodzinie o domu rodzinnym, ktory dla mojego pokolenia juz powoli w pamieci
      > zanika i o przyjaciolach.
      >
      > Przyjaciol zdobywa sie w szkole, liceum lub na studiach. Potem zycie
      > przyspiesza i trudno miec czas na nowe przyjaznie.
      >
      > Niektorzy z was maja szanse byc niedaleko od przyjaciol z mlodych lat inni,
      > na emigracji, sa daleka albo bardzo daleko.
      >
      > Przyjaciele zyja innym zyciem, wiele rzeczy nas zaczyna dzielic ale tez
      > troche zostaje. I mimo, ze widzimy sie raz na rok czy dwa lata, to ciagle
      > jest przyjemnie byc razem.
      >
      > Czasem jednak staje sie ta przyjazn sztuczna i zaczyna nam niekiedy ciazyc.
      >
      > Przede wszystkim z powodu stereotypu, ze jak ktos na emigracji to mu sie
      > musowo udalo. Emigranci wiedza jak rzadko to prawda i jaka cena za sukces sie
      > traci i jak czesto mimo tego sie go nie osiaga.
      >
      > Macie przyjaciol w takiej sytuacji? Zostaliscie im wierni? A oni wam? Czy
      > przyjazn wytrzymuje probe emigracji?
      >
      > Jak sadzicie?
      >
      > PF
      >
      jak slusznie zauwazyls przyjaznie tworza sie od dziecinstwa po
      szkole srednia ,na studiach w niewielkim stopniu kiedy ma sie ju
      wyksztaltowany charakter i trudno go zmienic/dostosowac ale zdarzaja sie.

      Na emigracji sprawa jest duzo gorsza,niby zna sie sporo ludzi,utrzymuje sie z
      nimi kontakty ale pomimo wszystko trudno ich nazwac przyjacielami.Ja osobiscie
      po 20 paru latach emigracji moge zaliczyc max dwie rodziny jako przyjaciol
      ktore tutaj poznalem,reszta jest znajomymi lepszymi lub gorszymi.
      Przyczyna dlaczego te przyjaznie sie nie tworza jest prozaiczna i typowa dla
      wszystkich emigrantow bez wzgledu na narodowosc- zawisc i zazdrosc.

      Przyjaznie ktore nawiazaly sie w Polsce w "mlodych" latach w zdecydwoanej
      wiekszosci przetrwaly probe czasu pomimo poczatkow sklerozy czy kiepskiej
      sytuacji finansowej niektorych.
      Pomagamy sobie w miare mozliwosci i przy spotkaniach zapominamy o
      problemach,chorobach.... cieszymy sie ze znow jestesmy razem.
      • dan34bratdany33 Re: Przyjazn a emigracja 16.12.05, 06:01
        bam-buko ja nie wiem jak ty wyczuwasz zazdrosc u kogos.
        Ja nigdy nikomu nie zazdroscilem to i tego nie moge u innych zauwzyc.
        Zreszta ja to moze nazywam przyjacielskim wspolzawodnictwem.
        Przyjazn,wazna sprawa.Przyjazn przetrwa a milosc czasem nie.
        Krystian-dla niektorych emigracja nie byla sprawa decyzji to bylo jedyne
        wyjscie a madry czlowiek sobie radzi wszedzie gdzie go los rzuci
        i ty dalbys sobie rade.Jednak emigrowac trzeba zanim sie czlowiek zestarzeje.
        Starych drzew sie nie przesadza.Ja mam duzo przyjaciol w Polsce i zawsze sie
        chetnie spotykamy jak tam jestem.
        • bam_buko Re: Przyjazn a emigracja 17.12.05, 13:09
          dan34bratdany33 napisał:

          > bam-buko ja nie wiem jak ty wyczuwasz zazdrosc u kogos.
          > Ja nigdy nikomu nie zazdroscilem to i tego nie moge u innych zauwzyc.
          > Zreszta ja to moze nazywam przyjacielskim wspolzawodnictwem.
          > Przyjazn,wazna sprawa.

          uzywajac okreslenia zawisc i zazdrosc moze uzylem ten termin zbyt dosadnie
          lecz..... to sie daje zauwazyc i odczuc w roznych okolicznosciach.Nie jestem
          psychologiem z wyksztalcenia ale potrafie wyczuc i docenic kto jest moim
          przyjacielem a kto jest tylko powiedzmy dobrym znajomym. Wydawac by sie moglo,ze
          jednych od drugich dzieli maly krok ale niestety kego kroku nie moglismy
          pokonac.Prawdziwa przyjazn sprawdza sie w okresach dobrych i zlych. Mysle ze
          wiesz o co mnie chodzi i wypisywanie elaboratow nie ma sensu,gdyz kazdy
          podejmuje decyzje osobiscie kto jest kto- to sie czuje to sie wie.


          Przyjazn przetrwa a milosc czasem nie.

          z tym sie zgadzam absolutnie
          • gloubiboulgomm Moja kolejka do psychoterapii grupowej. 18.12.05, 20:17
            W 1994 zadzwonil do mnie "kolega"; Nie widzialem go od 20- lat. Przyjechal do
            Paryza i znalazl mnie w "pages jaunes". Znal môj zawôd, i latwo mnie poszukac w
            Reims.
            "Jestem w Paryzu, czesc, potrzebuje 10.000 frankôw, poniewaz zmieniam salon (w
            Debicy)". Ja mu odpowiedzialem "czesc" i ze nie pozyczam ani obcokrajowcom
            (zdazylo mi sie odmôwic tych samych pozyczek Arabom) ani Polakom. To byl koniec
            dyskusji.
            Co do postu PF, uwazam ze ten pan ma sporo darôw "de communication" i dialogu
            (co jest normalne, poniewaz znam jego zawôd, jesli napisal prawde).
            Powinien pan byc psychoterapeuta, nie uwaza pan? Tyle "confidences" od paru
            tygodni, nie liczac innych postôw.
            Bien à Vous!
            • polski_francuz Re: Moja kolejka do psychoterapii grupowej. 18.12.05, 20:23
              No kolega co chce pozyczac to raczej nie z przyjaznia ale z latwowiernoscia ma
              cos wspolnego.

              Wielu z nas takie historie ma.

              Co do daru komunikacji, to jest rzeczywiscie moj zawod.

              Co do daru przekonywania, to nie wiem. Usiluje cie przekonac od wielu rozmow,
              ze jezykiem na forum jest tykanie. A ty mi ciegle przez "vous".

              Widocznie nie jestem zbyt przekonywujacy:)

              A co do watpliwosci to kazdy je ma, ale grzeczniej nic nie mowic...

              Pozrdo

              PF
              • gloubiboulgomm Re: Moja kolejka do psychoterapii grupowej. 18.12.05, 20:39
                Psiakrew sie zapomnialem, "ty" francuski Polaku, to moje "dobre wychowanie".
                Mama wrazenie, ze rozmawiam z dziecmi, kiedy pisze na "ty".
                • polski_francuz Re: Moja kolejka do psychoterapii grupowej. 18.12.05, 20:41
                  No juz dobrze. Forum ma swoj jezyk i tyle.

                  pozdro

                  PF
                  • gloubiboulgomm Re: Moja kolejka do psychoterapii grupowej. 18.12.05, 20:43
                    polski_francuz napisał:

                    > No juz dobrze. Forum ma swoj jezyk i tyle.
                    >
                    > pozdro
                    >
                    > PF

                    Widze, ze jestesmy "en direct" poprzez GW.
                    "No juz dobrze" = ze moge sie mylic co jakis czas?
                    • polski_francuz Re: Moja kolejka do psychoterapii grupowej. 18.12.05, 20:47
                      "No juz dobrze" znaczy nie ma cos sie przeprosiny bawic, cos takiego kazdemu
                      sie moze przydarzyc, nie stosujmy az tylu konwenansow...

                      Jasne, ze sie mozesz mylic. Jesli jestes "de bonne foi" a wg. mnie jestes, to
                      nie ma sprawy.

                      PF
      • polski_francuz Przyjaznie na emigracji 16.12.05, 07:55
        jak, slusznie piszesz, sa troche sztuczne. Laczy nas wspolne pochodzenie.
        Dzieli lepsze lub gorsze zaadaptowanie sie do kraju zamieszkania. I z tym
        zwiazana i sytuacja materialna i stan ducha.

        To sa czesto, gesto smutne historie, ktore mnie osobiscie z wiekiem i czasem
        (24 lata emigracji) doprowadzily mnie do utrzymywania przyjazni w Polsce. Nie
        szukam ich zupelnie wokol siebie.

        I widze, ze ty podobnie.

        Ale moze to znaczy, ze sie szybko adaptujemy? I nie jest to az tak zle?

        PF

    • picard2 Przyjazn 17.12.05, 11:36

      Czytalem Wasze wypowiedzi w milczeniu bo dla wielu Polakow piszacych
      na tym forum to spotkanie wokol PF bylo magiczna chwila gdzie obcy powinni
      sie trzymac z daleka.
      Dla mnie najbardziej trwale przyjaznie pochodza z ulicy na ktorej gralem
      w pilke.Z naszych "druzyn" spotykam sie cesto z piecioma przyjaciolmi ktorzy
      poszli ta sama droga co ja (wyzsze studia i praca pod Paryzem) do "elit" jak by
      powiedziala Anna.Mamy oczywiscie w dawnych znajomych conajmniej jednego
      chlopaka ktoremu Coca-Cola uderzyla do glowy bo zostal poslem i burmistrzem ale
      to nas tylko bawi i jesli go wspominamy to jako dobrego bramkarza.
      Zycze Wam wesolych swiat Bozego Narodzenia i szcesliwego Nowego Roku.
      • polski_francuz Re: Przyjazn 17.12.05, 13:07
        Tak widze, zesmy obydwoje mieli podobne dziecinstwo. Mnie tez wolali jak
        odrabialem lekcje...chodz nad Odre! Nad Odra bylo nasze boisko. Czasem na
        Polach Marsowych kolo Stadionu Olimpijskiego.

        Co zostalo z tamtych pilkarzy: jeden jest profesorem na Politechnice. Ale jest
        troche zazdrosny i nie jestesmy przyjaciolmi. Kilku sie zatrzymalo na szkole
        zaowodowej i sluch o nich zaginal. Inny jest dziekanem i zabieramy sie do
        nawiazania wiezow sluzbowo-przyjacielskich.

        Masz racje, ze pilka laczy. A Polacy, jak Brazylijczycy, najlepsi pilkarze na
        swiecie.

        Polska gola!

        Pozdro

        PF
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka