ultramontanist1
21.06.10, 15:38
To taka refleksja jedynie...
Gdy mala i skromna myszka (badz to w ubiorze, badz to w posturze, badz w
charakterze), szarpnie sie na zakup cuda markowego np., torebki to musi uwazac
by nie "przegrzac".
Co mam na mysli?
Ano chocby super-duper markowe torebki wielkich swiatowych tuzow mody.
Lecac do jednego z zaglebi mody swiatowej - Mediolanu, glownej siedziby
niemalze wszystkich najbardziej znanych swiatowych marek, roznych takich
Gucci'ch, Balanciagi, Miu-Miu, Fendi'ch, Dolce & Gabbana'y czy wreszcie Prady,
mialem przyjemnosc miec za sasiadke mloda i bardzo elegancka kobiete.
Elegancka takze dlatego, iz miala na reku - torebke Prady.
I, wlasnie.
Torebka Prady byla tej klasy, tak slicznie wymodelowana, ze moja meska natura
- szarmanckiej atencji w strone kobiety zostala zwiedziona na manowce!
Przestalem widziec piekna kobiete; widzialem natomiast wysublimowana aranzacje
kolorystyczna torebki, caly ten chic, ten entourage rekodzielniczy,
powodujacy, ze klasa rzeczy zaslania soba osobowosc czlowieka.
To bylo cos porownywalnego do odczucia gdy sie oglada gotyckie malarstwo
gdzie odwzorowanie Madonny w przepieknej i polyskujacej zlotej mandorli
zabiera cala uwage z samego wizerunku Jej twarzy.
Co tylko chcialem zwrocic uwage na piekna pania to mi co rusz owa torebka
pierwej swiat zaslaniala.
Dzis, juz drugi dzien, mam sobie do zarzucenia, ze choc bylem wspolpasazerem
pieknej, mlodej pani to bylem jakis taki obcesowy, zbyt refleksyjny...
A moze to wlasnie ta cudowna Prada zlapala w potrzask i zamknela w kokonie
blichtru ta pania?