jerzyk.eu
01.12.10, 09:05
Znam kilku miłośników swoich samochodów którzy po to aby dojechać do pracy odległej o kilka kilometrów zupełnie niepotrzebnie katują siebie i swoje samochody. Wstaje taki fan motoryzacji pół godziny wcześniej aby zeskrobać swój samochód ze śniegu. Uruchamianie odbywa się różnie zależnie od stanu silnika. Później przez kilka minut smrodzi próbując rozgrzać silnik. Wreszcie jedzie tych kilka kilometrów klnąc na drogowców i innych kierowców.
Totalne bezhołowie. Jedno uruchamianie silnika przy dużym mrozie, zdaniem ekspertów, powoduje zużycie silnika równoważne kilkusetkilometrowej spokojnej jeździe. Niedogrzany silnik pożera straszne ilości paliwa.
W tym czasie można spokojnie dojechać do celu autobusem a nawet przejść się na pieszo. Przejście 2 - 3 kilometrów to raptem pół godziny. Z korzyścią dla kieszeni, zdrowia i środowiska.