d.kielczewski 10.02.11, 18:08 Z góry przepraszam za prywatę. Jeśli kogoś zaintrygowała recenzja, zapraszam na spotkanie autorskie w dniu 26. 02.2011 w Spodkach o godz. 19.00. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
d.kielczewski Re: Co się wydaje: Opowieści z Chruściela 10.02.11, 18:09 Wstęp oczywiście wolny. Odpowiedz Link Zgłoś
w.koronkiewicz Re: Co się wydaje: Opowieści z Chruściela 11.02.11, 12:02 dlaczego prywatę? jeśli się sami nie pochwalimy, to kto nas pochwali? Odpowiedz Link Zgłoś
jeremy33 Re: Co się wydaje: Opowieści z Chruściela 16.02.11, 16:01 A gdzie (poza spotkaniem autorskim-jak sie domyslam) mozna kupic Panska ksiazke? Odpowiedz Link Zgłoś
shiva772 Re: Co się wydaje: Opowieści z Chruściela 16.02.11, 18:55 Właśnie gdzie? Chętnie przeczytam. Odpowiedz Link Zgłoś
d.kielczewski Re: Co się wydaje: Opowieści z Chruściela 17.02.11, 08:11 Książka jest dostępna w Akcencie i księgarniach Domu Książki. W przyszłym tyogdniu będzie można posłuchać jej fragmentów w Radio Białystok. Odpowiedz Link Zgłoś
bolsowy Re: Co się wydaje: Opowieści z Chruściela 31.03.11, 09:58 Ja widziałem na allegro. Odpowiedz Link Zgłoś
azp11 Re: Co się wydaje: Opowieści z Chruściela 16.02.11, 21:47 Widzę Dzwonku, że GW dba o twoje interesy. Odpowiedz Link Zgłoś
d.kielczewski Audiobook 17.02.11, 20:58 No prawie. Od poniedziałku do piątku w radio Białystok o godz. 17.45 "Opowieści z Chruściela" jako książka tygodnia. Fragmenty czytane przez autora (czyli przeze mnie). Można posłuchać i przy okazji otrzymać książkę. Zapraszam serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
nick_llatarnika Re: Co się wydaje: Opowieści z Chruściela 31.03.11, 15:39 Czytałem. Zacznę od minusów. Osoba, która mi książkę kupiła, twierdziła, że na Allegro jej cena wraz z kosztem wysyłki jest 2 razy droższa, niż w księgarni. Moim zdaniem to poważny dysonans i wcale nie chodzi o te kilka marnych groszy. Autor powinien interweniować i albo obniżyć cenę na Allegro, albo podnieść w księgarni. Teraz o samej książce. Wydaje mi się, że czas tam zbyt szybko płynie. Ledwo nasza wyobraźnia przeniesie nas do lat powojennych, a już autor przegania nas w coraz inne czasy. To tak trochę, jak amerykańscy turyści w europejskich muzeach - szybko, biegiem, trochę zdjęć i już do następnego. Zaliczają a nie zwiedzają. Książka robi wrażenie składaka. Przyznam też, że niektóre postacie tam występujące trochę "widziałem", to innych prawie zupełnie nie. To, co daje największego kolorytu w takich opowiadaniach to opisy miejsca i bohaterów, tak byśmy to "widzieli". To wyszło trochę średnio, ale zdaję sobie sprawę, że takie opisy to wielka sztuka - tak od niechcenia krótko i treściwie scharakteryzować postać i przemycić to tak, by nie zanudzić, odstraszyć czytelnika. Taki kunszt dostępny jest nielicznym wybrańcom, ale uważam że autor powinien nad tym popracować, bo inaczej nigdy nie przekona się czy ma talent czy też nie.. Czego mi w tej książce brakowało? Wspominając dawne czasy najbardziej tęsknię za pewną bliskością uporządkowaniem ówczesnego życia. Ludzie żyli w zgodzie z naturą, zgodnie z kalendarzem. Jesienią jadło się pestki ze słonecznika, obżerało się owocami, w domach pachniały suszące się grzyby. Później przychodziła pora na pestki z dyni, degustację win owocowych własnej roboty przy grze w karty. Do dziś pamiętam smak smażonych i wędzonych miętusów z przełomu listopada i grudnia. Wszystko miało swój czas, było na swój sposób przewidywalne, każda pora roku była inna, przynosiła inne uciechy, inne jedzenie, każdy wiedział na co czekać. To stanowiło moim zdaniem o nastroju tamtych czasów i tego w swej sentymentalnej naiwności na próżno szukałem. Co mnie najbardziej zaskoczyło? Pewna doza tak deficytowego w dzisiejszych czasach "naturszczykowego" kolorytu, tak charakterystycznego dla tamtych czasów bez zbędnych komentarzy, ocen, wywodów. Przyznam, że duży wpływ na ocenę tej książki miało to, że wraz z Opowieściami z Chruściela otrzymałem książkę Karpowicza, której tytułu nawet nie wspomnę, by badziewia nie reklamować. Autor ostatnio ostro promowany przez niektóre środowiska i media mocno mnie rozczarował. Dlaczego nikt mu nie powiedział, żeby nie porywał się z motyką na słońce i darował sobie pseudofilozoficzne i pseudointelektualne wypociny? Do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć intelektualnie, a Karpowiczowi pod tym względem, niestety, bliżej do Kononowicza niż Lema... Co do tak promowanej książki Karpowicza, to daleko nie zabrnąłem, bo szybko doszedłem do wniosku, że przemyślenia na tym poziomie intelektualnym miałem na etapie wczesnego liceum, więc przy pierwszej nadającej się okazji książki się pozbyłem. Tak więc na tym tle książka Kiełczewskiego wypadła dobrze. Przede wszystkim, zacząłem ją czytać w niedzielne popołudnie i tego samego późnego wieczora skończyłem. Czyta się lekko, przyjemnie, może nie jednym tchem, bo zdążyłem 2 razy coś zjeść wypić kawę, 2 herbaty, 3 piwa. Co więcej, pożyczyłem książkę córce, zaznaczając, że nie jest może najwyższych lotów, a wręcz przeciwnie - jest celowo trochę prostacka, sporo w niej wulgaryzmów, które mogą drażnić, ale nadają też pewnego kolorytu, na swój sposób uwiarygadniają narratora. Ciekawe czy jej trochę się spodoba i jak ona ją skomentuje... Odpowiedz Link Zgłoś