Gość: Z.P.
IP: *.elpos.net
15.10.04, 20:09
KURIER PORANNY:
Radź sobie sam
Wsiadasz do autobusu, zaczyna się bójka, ktoś cię popycha. Jeśli myślisz, że
możesz liczyć na pomoc kierowcy, możesz się przeliczyć. Mało tego. Nawet
gdybyś chciał się poskarżyć na kierowcę, też nie masz gdzie i komu!
Wczoraj dostaliśmy list od zbulwersowanego Czytelnika, który jechał
autobusem linii nr 20. Do autobusu wsiedli dwaj pijani mężczyźni, który
zaczęli się awanturować. Po chwili zaatakowali pasażerów. Ludzie zwrócili się
o pomoc do kierowcy. Co usłyszeli?
– Pan kierowca stwierdził, żebyśmy sobie sami poradzili, bo on prowadzi
autobus – pisze Czytelnik.
Kilkoro zdenerwowanych pasażerów postanowiło zadzwonić ze skargą do Zarządu
Dróg i Transportu Urzędu Miejskiego.
– Na bezpłatnej infolinii powiedzieli nam, żebyśmy zadzwonili do spółki,
obsługującej linię. A tam usłyszeliśmy, że „trzeba radzić sobie samemu".
Dyspozytor pomoże?
Po likwidacji Zakładu Obsługi Komunikacji Miejskiej, władze miasta nie
zadbały o stworzenie jednego punktu, gdzie można byłoby składać skargi i
zażalenia na wszelkie problemy związane z funkcjonowaniem miejskich
autobusów. Podobno wszystko przez pustki w miejskim budżecie.
– Ile byłoby gadania, gdybyśmy stworzyli nowe etaty za pieniądze podatników –
zżyma się wiceprezydent Krzysztof Sawicki, odpowiedzialny za komunikację
miejską. Jednak zdaniem Sawickiego, to kierowca powinien w sytuacji
zagrażającej bezpieczeństwu pasażerów zadzwonić do dyspozytora danej spółki.
– Oczywiście do mnie też można się poskarżyć, ale... na piśmie. W tym
przypadku na gorąco niczego nie da się załatwić – kwituje wiceprezydent.
Żale do prezesów
Tadeusz Arłukowicz, rzecznik prezydenta Białegostoku dziwi się, że prezesi
spółek komunikacyjnych (np. KPK, KZKM, KPKM) nie są czasami w stanie
skutecznie reagować na sygnały od pasażerów.
– Zarabiają spore pieniądze, więc powinni wykonywać swoje obowiązki wzorowo.
Prezydent nie ma czasu zajmować się wszystkim, co dotyczy komunikacji
miejskiej. Od tego są prezesi spółek! – uważa Arłukowicz.