Gość: Do3c
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
19.03.05, 10:12
Ja sie na tym wrąbałem że szok, przekonywałem moja mame by wykipiła leki
w "nowej taniej aptece" - centrum na lipowej, nie chciała ale dała się
przekonac bo leków było dużo i miała zaoszczedzić. Potem do skrzynki wrzucili
ulotki i okazało sie za apteka u mnie blok dalej (ul. żelazna) jest tańsza ok
2zł na leku czyli bylismy w plecy ok 20 zł + wyprawa do centrum i kolejki i
niech mi ktos powie że reklama nie kłamie
Centrum Farmaceutyczne wprowadza klientów w błąd! Reklamuje się, że sprzedaje
leki homeopatyczne w cenach producenta, a to nieprawda - zaalarmował nas
Czytelnik
Pan Jan kilka dni temu dostał ulotkę reklamową z Centrum Farmaceutycznego
przy ul. Lipowej 20. Do zakupów zachęcił go napis, że leki homeopatyczne są
tam w cenach producenta. Poszedł więc zrealizować swoją receptę - wykupił
pięć popularnych leków od przeziębienia. Zapłacił za to prawie 140 zł.
- Później dowiedziałem się jednak, że leki sprzedano mi po cenach wyższych od
tych w hurtowniach - mówi. - A wiadomo, że hurtownie na sprzedaży leków muszą
zarobić, czyli ceny producenckie muszą być znacznie niższe. Więc właściciel
tej apteki wprowadza pacjentów w błąd, informując, że ma leki w cenach
producenta.
Jak się okazuje, leki zakupione przez naszego Czytelnika nie są produkowane w
Polsce. Można je co najwyżej kupić u przedstawicieli zagranicznych
producentów. Ci zaś, zasłaniając się tajemnicą handlową, nie chcą zdradzić,
ile wynoszą ceny producenta.
- Mogę powiedzieć tylko tyle, że ceny ustalone przez Centrum są wyższe od
tych, po których ja sprzedałabym leki bezpośrednio aptece - przyznaje
pracownica firmy Heel Polska, jedynego dystrybutora niemieckiej firmy Heel. -
Tak więc reklamowanie tych cen jako cen producenckich jest niejasne.
To, że ceny zaproponowane przez Centrum są wysokie, potwierdza też pracownica
Sanum Polska (przedstawiciela niemieckiej firmy Sanum-Kehlbeck). - Apteka,
kupując ten lek bezpośrednio od nas, zapłaciłaby mniej, niż żąda od
pacjentów.
Właściciel apteki przy ul. Lipowej, Marek Morusiewicz, początkowo nie chciał
z nami rozmawiać.
- Pani jest pod wpływem tej grupy, która mnie atakuje - denerwował się.
Potem zaczął się niejasno tłumaczyć.
- Wydanie tej ulotki to była reakcja na działanie konkurencji, która pod moją
apteka rozdawała swoje oferty - mówił. - Ja ulotek przygotowałem zaledwie
dziesięć, może 20. Myślę, że nic złego się nie stało.