witomir
07.06.05, 08:59
W planowanym centrum handlowym w Białymstoku większość miejsc mają zająć
sklepy firmowe wielkich sieci. Lokalnym kupcom miejsca zabraknie lub otrzymają
do zagospodarowania najmniej atrakcyjne części nowego budynku. Dla wielu z
nich oznacza to prawdopodobny upadek – pisze „Kurier Poranny”.
Centrum handlowe ma powstać na terenie dawnych zakładów „Polpled”. Otwarcie
planuje się za półtora roku – w najbliższe wakacje radni mają „przyklepać”
zgodę na powstanie obiektu, prace budowlane ruszą najpóźniej na początku roku
2006, a pierwsi klienci mają się pojawić w gotowym obiekcie przed
przyszłorocznym Bożym Narodzeniem. Na terenie obiektu znajdzie się hipermarket
o powierzchni handlowej ok. 7 tys. metrów kw., a podobna ilość miejsca
przypadnie na samodzielne sklepy odzieżowe i przemysłowe. W osobnym budynku
będzie salon giganta z branży RTV/AGD – Media Markt.
Jak dowiedzieli się nieoficjalnie lokalni kupcy, to nie oni są brani pod uwagę
jako główni najemcy części obiektu przeznaczonej na sklepy detaliczne.
Pierwszeństwo mają sieciowe sklepy różnych firm zagranicznych, działających w
oparciu o jednolity wzorzec na terenie całej Polski. Lokalnym handlowcom mają
przypaść miejsca najmniej atrakcyjne, a wielu z nich nie dostąpi nawet tego
„zaszczytu”. „Zawsze jest tak, że to duże sieciowe firmy, które sprzedają
markowe ubrania mają pierwszeństwo do zaklepania sobie lokalu. Najczęściej są
to sklepy o dużych powierzchniach” – mówi wprost Zygmunt Chyla, prezes spółki
TK Development, która ma budować obiekt. Przewiduje się, że wielkie firmy
dostaną 50% całej powierzchni, ale tej o najlepszej lokalizacji – małym,
białostockim handlowcom zostaną do podziału miejsca „drugiej kategorii”.
Miejscowi kupcy są oburzeni. Jedna z właścicielek sklepu mówi: „Powinniśmy
mieć pierwszeństwo w wykupywaniu lokali. W innym przypadku zginiemy. Sieciowe
sklepy są dla nas największym zagrożeniem. Jeśli jeszcze dostaną najlepsze
miejsca w galerii, zniszczą nas”. Inny handlowiec dodaje: „Nie wygramy z
sieciówkami. Z nimi deweloperzy obchodzą się jak z jajkiem. Takie firmy jak
Reserved czy H&M nie dość, że zabierają najlepsze miejsca w galeriach, to
jeszcze płacą za nie grosze. Są traktowane jako magnesy, które przyciągają
ludzi do centrum handlowego. Duże pieniądze za wynajem płacą tylko mali, mniej
znani kupcy”.
Pozostaje tylko gorzka refleksja: nie myślcie sobie, że oni – hipermarkety i
zagraniczne firmy – przyszli tu po to, żeby komuś pomagać. Oni przyszli tu
robić interesy. Choćby po trupach – lokalnych handlowców i społeczności
drenowanych z gotówki wywożonej na zagraniczne konta tzw. inwestorów...