Gość: Ula
IP: *.elpos.net / *.elpos.net
22.08.05, 08:39
Jestem rodowita białostoczanka, z dziada pradziada. I powiem tyle, nikt kto
ma korzenie miejskie sie NIE GRODZI! Przykro to stwierdzić, ale jest to
fatalna moda "przywieziona".... ZE WSI! Ludzie, którzy mieszkali na wiosce
zawsze mieli ogrodzone gospodarstwo więc, kiedy przeprowadzili się do miasta
to im po prostu czegoś brakuje. I nie przekonują mnie argumenty typu: żeby
nikt obcy się nie plątał. Ciekawe, kto pilnuje, czy ktoś, kto chodzi po
posesji to "swój" czy "obcy". Zastanawiam się, kiedy ci nowobogaccy przed
blokami postawią psy typu wilczur albo doberman, które będa obszczekiwac
każdego nowo wchodzącego na "plac". Mieszkam na Nowym Mieście, gdzie niedawno
chodziła jakaś baba i zbierała podpisy pod wnioskiem o ogrodzenie. Jako jedna
z niewielu powiedziałam stanowczo "nie". i zdania nie zmienię. Nie zamierzam
mieszkać w zagrodzie! Uważam ponadto, że jak ktoś chce się grodzic, to na
Boga, niech sobie kupi działkę, zbuduje dom i postawi płot - najlepiej
zakończony drutem kolczastym, żeby sie "obcy" nie plątał.