inks
27.09.02, 08:26
Co dalej z białostockim dworcem?
Prezydent Tur sprawił sobie ostatnio nowe okulary. Może wreszcie
dostrzeże przez nie jak wiele złego przynosi wizerunkowi miasta
ta szpetna ruina, czyli ten cholerny , nie wyremontowqny dworzec. Choć nawet
jeśli-to chyba będzie to mocno
spóźnione objawienie. Wobec tego, mam propozycję: trzeba
zlikwidować biuro promocji miasta i i zaoszczędzone pieniądze
przeznaczyć na remont dworca. Bedzie to miało o wiele większy,
pozytywny wpływ na wizerunek Białegostoku, niż efekty 4 lat
pracy tego biura...
Rozmawiał Tomasz Ćwikowski 26-09-2002
Rozmowa z zastępcą dyrektora ds. technicznych w Oddziale Nieruchomości PKP w
Gdańsku
Tomasz Ćwikowski: Wicepremier Marek Pol stwierdził w poniedziałek w
Białymstoku, że tutejszy dworzec to wyraz impotencji, a nie inwestycji. Co
Pan na to?
Jerzy Gintowt, zastępca dyrektora ds. technicznych w Oddziale Nieruchomości
PKP w Gdańsku: Nie mnie komentować wypowiedzi wicepremiera. Powiem tylko, że
to dosadne stwierdzenie, ale raczej uzasadnione w przypadku człowieka, który
po raz pierwszy zetknął się z białostockim dworcem. Wicepremier ma dużo
racji. Ten niedowład, przeciąganie sprawy - dobrego wizerunku PKP nie tworzy.
Kiedy po raz pierwszy w 1997 roku ja zetknąłem się z dworcem (który wcześniej
był zarządzany przez Centralną Dyrekcję Okręgową Kolei Państwowych w
Warszawie) stwierdziłem, że kolejność inwestycji jest nieprawidłowa. Zamiast
zacząć od bloku przeznaczonego na odprawę podróżnych, wykonano część biurową.
Panie dyrektorze, dlaczego dopiero w sierpniu został zatwierdzony plan
inwestycyjny na bieżący rok?
- Odpowiem tak: gdyby nawet został zatwierdzony w kwietniu, nic by to nie
zmieniło, bo nie było pieniędzy. Mamy jeszcze prawie 1,5 miliona złotych do
zapłacenia za prace z poprzedniego roku. Z tego, co wiem, wykonawca sam jest
w trudnej sytuacji i nie można wymagać, żeby nas nadal kredytował. Mam jednak
deklaracje z centrali PKP, że do połowy października będą pieniądze z
obligacji PKP.
Ile pieniędzy z obligacji pójdzie na białostocki dworzec?
- Jak na razie, z obligacji uregulowane zostaną zaległości. Odrębną kwestią
jest uzyskanie gwarancji ciągłości płacenia zobowiązań. Myślę jednak, że
ranga wizytującego dworzec wicepremiera sprawi, iż uda się nam je uzyskać.
Marek Pol stwierdził, że jest sto sposobów na uzyskanie pieniędzy poza
wyciąganiem ręki do centrali. Zgadza się Pan?
- Stu sposobów nie wymienię, ale co do kilku - podejmowaliśmy daleko idące
kroki. Wiadomo, że dworzec jest obiektem zabytkowym. Próbowaliśmy zdobyć więc
na ten cel dotację konserwatora zabytków. Bez powodzenia. Poza tym część, w
której obecnie znajdują się kasy, ma być przeznaczona na cele komercyjne.
Cały czas próbujemy znaleźć inwestora.
Panie dyrektorze, czy gdyby inwestycja miała się rozpocząć dziś, warto byłoby
ją zaczynać, czy też należałoby znaleźć kupca na cały dworzec, a za uzyskane
pieniądze postawić nowy, większy?
- Wydaje mi się, że większy nie jest potrzebny. Mamy teraz ogólny spadek
liczby podróżujących pociągami. Naród generalnie przestawił się na samochody.
Nie wydaje mi się więc, żeby było to dobrym pomysłem.
Wracając do tematu: ile procent pewności ma Pan, że rzeczywiście - jak
obiecał wicepremier - główna hala zostanie oddana do użytku w połowie
przyszłego roku?
- Przy spełnieniu warunków, o jakich mówiłem - że w połowie października
będzie można uregulować zaległości i wznowić prace, a także uda się nam
zyskać gwarancje, że pieniądze będą regularnie do nas trafiać - dałbym i 100
procent.
A kiedy zakończona zostanie całość inwestycji?
- To jest w dużej mierze kwestia znalezienia wspomnianego inwestora. Cały
czas go szukamy za pośrednictwem władz miejskich, które zresztą - poza
narzekaniem na kolej - nie wykazują specjalnego zainteresowania.
Ale władze miejskie twierdziły, że były z ich strony propozycje przejęcia i
wyremontowania dworca na własny koszt.
- Pan pierwszy mi o tym mówi. Nie zetknąłem się z taką opcją, nie wspominał
mi też o niej dyrektor białostockiego Zakładu Nieruchomości PKP.
Rozmawiał Pan osobiście z białostockimi władzami?
- Osobiście nie, tylko za pośrednictwem pana Damiana Raczkowskiego, dyrektora
białostockiego zakładu. Z prezydentem nie miałem się okazji spotkać podczas
moich wizyt w Białymstoku - nie było okazji. Ale pan Raczkowski rozmawiał z
nim często. Owszem, były jakieś deklaracje władz dotyczące wspólnych
inwestycji na terenach przed dworcem i trochę dalej, ale to zupełnie co
innego.