Dodaj do ulubionych

ciała i dusze

30.11.05, 10:30
Lecznicza moc dźwięku
Śpiewające misy, dostrojone widelce, gongi tybetańskie – to akcesoria
terapeuty nowego typu
Dźwiękiem i wibracjami leczy on dolegliwości ciała i duszy. Nawet osoby
sceptycznie i szyderczo nastawione do takiej terapii mogą poddać się jej bez
obaw: gwarantuje przynajmniej relaks.
Carol Harada zamknęła oczy i położyła się na wznak na poduszkach
pokrywających podłogę sali w Emeryville w stanie Kalifornia. Otoczyło ją
cicho kilka osób, z których niektóre trzymały instrumenty muzyczne. Jedna z
nich podtrzymywała jej stopy, inna dotykała głowy. Ktoś położył dłoń na jej
ramieniu. 40-letnia pani Harada powiedziała wtedy, że chce, aby zniknął tępy
ból w jej barku.

Fizyczny dotyk był ważny, bo przypominał mi, że jestem bezpieczna i pozostaję
w bezpośrednim kontakcie z ludźmi, którzy pomagają mi w terapii” – napisała w
e-mailu relacjonując swoje doświadczenia z ubiegłej wiosny.

Następnie zebrani, używając własnego głosu i instrumentów akustycznych – mis
z kryształu, australijskiego instrumentu didgeridoo, dzwonków i bębenków –
delikatnie zanurzyli panią Harada w dźwiękach.

Po kilkuminutowym masażu dźwiękowym pani Harada otworzyła oczy. Przepełniały
ją wdzięczność i spokój, a kiedy wstała, odkryła, że może znacznie łatwiej
poruszać ramieniem.

Ludzie przez dziesiątki lat relaksowali się i medytowali przy kojących
dźwiękach, na przykład plusku fal, szumie wodospadów i dźwięczeniu wietrznych
dzwoneczków. Ostatnio coraz więcej zwolenników zyskuje nowy rodzaj terapii
dźwiękowej, nazywany nierzadko medycyną wibracyjną. Praktyka ta wykorzystuje
wibracje ludzkiego głosu i rezonujących przedmiotów – dostrojonych widelców,
gongów, tybetańskich śpiewających mis – aby osiągnąć coś więcej niż relaks:

Chociaż dla wielu ludzi leczenie dźwiękiem jest niedawnym odkryciem, w
istocie stanowi ono powrót do starożytnych praktyk kulturowych, w których
stosowano monotonne nucenie i śpiewające misy, aby przywrócić zdrowie i
złagodzić ból. (...)

Osoby, które próbowały terapii dźwiękowej, twierdzą, że ją lubią, bo jest
nieinwazyjna i relaksująca. A poza tym leżenie na poduszkach i zmuszanie do
wysiłku wyłącznie uszu jest bez porównania łatwiejsze niż ćwiczenia fizyczne.

Czy jednak śpiewanie „om lam hu” albo dmuchanie w didgeridoo może rozluźnić
sztywny kark?

Nie przeprowadzono prób klinicznych sprawdzających skuteczność uzdrawiania
dźwiękiem – wyjaśnia dr Vijay B. Vad, specjalista medycyny sportowej ze
Szpitala Chirurgii Specjalistycznej na Manhattanie i lekarz w organizacji
skupiającej graczy w golfa P.G.A. Tour. Podkreśla, że osoby stosujące tę
terapię mogą odczuwać mniejszy ból, gdyż jest on – jak dobrze wiadomo –
wrażeniem subiektywnym. Dodaje, że około 35 proc. ludzi cierpiących na bóle
kręgosłupa po zażyciu placebo twierdzi, że czuje poprawę.

Doktor Vad uważa, że leczenie dźwiękiem, podobnie jak inne terapie cielesno-
psychiczne, może działać niczym placebo: rozpraszać myśli, przerywając cykl
stresu. „Czasem nawet przerwanie go na 15 minut wystarczy, by uzyskać efekt
terapeutyczny”. (...)

Niektórym używanie widelców i mis do jakichkolwiek innych celów niż obiad
może wydać się nowomodnym nonsensem. Terapeuci przekonują jednak, że dźwięk
działa na fizjologię, bo wibracje nie tylko się słyszy, ale i czuje. Te zaś –
dowodzą – mogą ustabilizować nieregularny rytmu serca, wyrównać zapis
czynności elektrycznej mózgu i zredukować częstotliwość oddechu.

Kiedy rytm serca staje się względnie stabilny, a oddech jest głęboki i
powolny, obniża się poziom hormonów stresu – tłumaczy dr Mitchell L. Gaynor,
onkolog i adiunkt medycyny klinicznej na Wydziale Medycznym im. Weilla w
Cornell University w Nowym Jorku, autor książki „ Lecznicza moc dźwięku”. To
bardzo ważne, gdyż stres może naruszyć wszystkie ośrodki systemu
immunologicznego, „łącznie z tymi, które chronią nas przed grypą i rakiem”.

Amrita Cottrell, założycielka i dyrektorka Organizacji Leczenie Muzyką z
Santa Cruz w Kalifornii, prowadząca zajęcia, na które uczęszczała pani
Harada, podkreśla, że ultradźwięki, wibracje niesłyszalne dla ludzkiego ucha,
znalazły zastosowanie terapeutyczne. „Kiedy ciało jest chore – bez względu na
to, czy chodzi o przeziębienie, złamaną kość, wrzód, guz czy o chorobę
psychiczną – wszystko sprowadza się do rozstrojenia cykliczności rytmów
ciała, do zaburzenia ich równowagi – mówi. – Wibracje mogą pomóc w jej
przywróceniu”.

Uzdrawianie dźwiękiem działa tak, jak krzyk u osoby, która uderzyła się w
palec – wyjaśnia Jonathan Goldman, prezes Stowarzyszenia Lekarzy Leczących
Dźwiękiem i autor książki „Leczenie dźwiękiem: moc harmonii”. „Czy zdarzyło
się wam kiedyś uderzyć w palec u nogi i nie krzyknąć? – pyta. – Przecież
wtedy bardziej boli”.

Krzyk może pobudzać endorfiny lub doprowadzać do rezonansu w bolącej części
ciała, co przynosi ulgę. Wreszcie, wydawany przez człowieka krzyk może po
prostu odwracać uwagę od bólu. (...)

Goldman przeprowadza analogię między terapią dźwiękową i modlitwą. W wielu
kulturach, wyjaśnia, wierzono, że głośne wypowiedzenie modlitwy zwiększa jej
moc. Na tej samej zasadzie wyrażanie życzeń co do skutków terapii dźwiękowej
(na przykład życzenie pani Harady, by zniknął ból w barku) może pomóc
pacjentowi w leczeniu siebie – lub innych.

Jednak nie każdy, kto uczestniczy w terapii dźwiękowej, potrzebuje pomocy
lekarskiej. Mąż pani Harady, Greg Bergere, uczęszczał na zajęcia w
Emeryville, chociaż nie miał dolegliwości fizycznych. Czuł się po nich
odświeżony. „Bardzo spokojnie po nich spałem” – mówi. Niektórzy uważają, że
to wystarczy, aby opłacało się kupić śpiewającą misę.



Obserwuj wątek
    • jastej Re: ciała i dusze 30.11.05, 14:03
      Może warto podać źródło tego materiału?! Stephanie Rosenbloom w The New York Times
      • quasthoff Re: ciała i dusze 30.11.05, 19:28
        No własnie, zapomniałem podać, przepraszam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka