Gość: gajowy
IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl
22.01.03, 16:11
Czyżby Straż Graniczna szukała Azjatów, którzy nielegalnie przekroczyli
granicę i na pewno siedzą w Ziutkowej stodole? Nie, to tylko śmigłowiec
strażników krążący nad miejscowością Berżniki, gmina Giby, powiat Sejny.
Maszyna latała nad wsią, bo taki był kaprys pasażera. Pasażerem nie był
prezydent, premier ani nawet podlaski wojewoda, tylko miejscowy proboszcz.
Jak klechę znużyło fruwanie, maszyna siadła na szkolnym boisku. Przestraszyła
dzieci i kury. Mniejsza o bachory, ale zestresowane kury przestają się nieść.
W Berżnikach wiedzą to na pewno, bo ks. Stefan Dmoch od lat gustuje w
lataniu. W związku z czym dali cynk. Proboszcz jest kapelanem Podlaskiego
Oddziału Straży Granicznej. Funkcjonariusze mają z nim krzyż pański, bo nic
tylko dawałby im komunię. Jak jedzie na przejście graniczne w Ogrodnikach, w
ogóle nie schodzą z pasa kontrolnego, co nam przeszkadza w zacieśnianiu więzi
gospodarczych z litewskim powiatem Lazdijaj. Nie wiemy, skąd proboszcz
przyfrunął w piątek. Jak Urban jest ciekaw, niech przyjedzie w niedzielę na
mszę o dziewiątej. Ksiądz podczas kazania raczy parafian szczegółami, gdzie
był, kto go gościł, co podawali na obiad i jak minął lot.