Gość: vlad79
IP: *.euro-net.pl
23.02.07, 12:05
Gdzie wiszą nocą?
Kiedy gasną kamery. Schodzą z drzew i kładą się do ciepłych łóżek. Trudno, aby
cały czas byli przykuci do drzew - irytuje się Jacek Winiarski, rzecznik
prasowy Greenpeace. - Muszą ogrzać się przy piecu.
Miejscowi są oburzeni. - Przed kamerami udają cierpiętników - denerwuje się
mieszkanka pobliskiej wsi Szczebra. - Opowiadają, że śpią na drzewach, aby
doliny bronić. A prawda jest całkiem inna.
Kobieta boi się ujawniać nazwisko. Mówi, że zaledwie parę osób w obozowisku na
noc pozostaje.
- Na czatach siedzą, z telefonami w rękach - opowiada. - Reszta wyleguje się w
łóżkach. Podobno też pieniądze jakieś za te protesty biorą.
W dzień na śniegu
Podagustowska wieś Szczebra. Niedaleko obozowisko ekologów. Od dwóch tygodni
koczują w lesie, aby zapobiec budowie obwodnicy przez Dolinę Rospudy. Wiedzie
do nich oblodzona, polna droga. Wśród wysokich sosen kilkadziesiąt niewielkich
namiotów. Rozstawione na śniegu, jeden obok drugiego. Na drzewach stanowiska -
deski na których można odpocząć. - Spałem tam dzisiaj - mówi Iwo Łoś z
Warszawy. - Jest trochę cieplej, niż na dole.
Na środku obozowiska metalowa beczka, z której bucha żar. Wokół siedzą
ekolodzy. Jedni topią śnieg, inni na metalowym ruszcie szykują zapiekanki.
Chleb z kiszonym ogórkiem. Obok stoją dziennikarze.
- Pewnie, że zimno - mówi Katarzyna Zeltzer. - Ale my tutaj w szczytnej
sprawie, w imię ochrony przyrody jesteśmy. Pewnie dlatego chłód jest mniejszy.
Ekolodzy opowiadają, jak okręcają się w ciepłe śpiwory, aby przetrwać noc.
Dodatkowo, na wojskowe, ułożone w namiotach materace, rozciągają folię. Ma to
zapobiec wilgoci. Mówią też, że rano, kto pierwszy wstaje, rozpala blaszaną
beczkę. Już po kilku minutach bije z niej żar. Wtedy można się ogrzać i
zagotować herbatę.
- Jeśli nie mamy wody, topimy śnieg - opowiada Łoś. - Jak widać, nikomu
jeszcze nie zaszkodziło.
Mieszkańcy Szczebry wiedzą swoje.
- Co najmniej dwa domy w pobliskich wsiach wynajmują - twierdzą ludzie. -
Późnym wieczorem obozowisko pustoszeje i ożywa rano, kiedy zjeżdżają się
dziennikarze.
To samo, również nieoficjalnie, opowiadają policjanci, którzy bez przerwy
pilnują obozowiska ekologów .
Wpadają skarpetki uprać
Dowiedzieliśmy się, że jedno z gospodarstw, w którym mieszkają ekolodzy,
znajduje się w Podkrólówku. Drugie, w oddalonej o pięć kilometrów od
obozowiska wsi Gatne II.
W drewnianym domu, należącym do Mariana Trockiego, witają nas niechętnie.
- A co chciała?! - pyta gospodyni nie wpuszczając za drzwi. - Ekolodzy?! Nie,
tutaj nie ma, na drzewach wiszą. Z gazety?! A jakiej?
Chwilę później przyznaje, że miłośnicy przyrody są jej gośćmi.
- Ale wpadają tylko na chwilkę - zastrzega. - Właściwie tylko po to, aby
skarpetki uprać.
Bardziej rozmowny jest Jacek Winiarski.
- Oczywiście, że mamy domki - mówi. - Trudno oczekiwać, że ludzie cały czas w
lesie będą siedzieć. Muszą gdzieś do pieca się przytulić, dogrzać trochę.
Na pytanie, dlaczego kwatery zostały wynajęte daleko od doliny, rzecznik nie
chce odpowiadać.
W domach ekolodzy przygotowują też posiłki, które w termosach zawożą do lasu.
Czterysta złotych za dzień?
Rolnicy mówią też, że organizacje ekologiczne płacą za udział w proteście.
Podobno dają czterysta złotych za dzień koczowania w Dolinie Rospudy.
- To są ohydne pomówienia - zaprzecza Małgorzata Figura z Greenpeace. - Nie
zarabiamy i nie płacimy pieniędzy. Wręcz przeciwnie, tracimy swoje oszczędności.
Helena Wysocka
Ruszyli w pole
W blasku fleszy, wśród kamer, mikrofonów i tłumów dziennikarzy zaczęły się
wczoraj w samo południe pierwsze prace przy budowie obwodnicy Augustowa.
Przy takim zainteresowaniu mediów nigdy nie pracowaliśmy - mówi Paweł Bieryło,
geodeta.
Jego ekipa, mimo przeszkadzających na każdym kroku dziennikarzy, rozstawiła
dalmierze i inny sprzęt. Geodeci wbili pierwsze paliki. A szło opornie, bo
ziemia była zamarznięta. - Dzisiaj mamy za zadanie odnaleźć i wyznaczyć
granicę pasa drogowego. I to jak najdokładniej - wyjaśnia Paweł Bieryło. -
Mamy pokazać w terenie, jak będzie szła obwodnica. Prace są przygotowane na
trzy dni.
Na rozpoczęcie budowy przyszło kilku mieszkanców Augustowa. - Chciałem
zobaczyć, jak zaczynają naszą obwodnicę - mówi Zygmunt Rydzewski. - To już
pora, bo w samym mieście się wszystko rozwala: śluzy, mosty. Wszystko tiry
rozjeżdżą. Nasz Ignacy Prądzyński to robił, a my mamy patrzeć, jak to niszczeje?
Na to wtracił się ekolog, przeciwnik budowy. Zachwalał inny wariant obwodnicy,
tzw. ekologiczny. To zdenerwowało Rydzewskiego: - Tam trzeba pociąć pola,
zburzyć domy. Ludzie, tam trzeba trzy razy tyle pieniędzy, co tu!
- Co pan mówi, przecież to kłamstwo. Niepotrzebnie mówi się o wyburzeniach.
Pan nie widział mapy - ripostuje ekolog.
- Ja nie muszę mieć mapy, ja tu mieszkam! Wasza droga przechodzi przez
Jabłońskie, Jaśki, Chodorki, Kurianki, Bakaniuk, Lipkę - wylicza Rydzewski. -
Gospodarstwa na pół trzeba ciąć.
- Ale przecież można byłoby je wykupić - broni swojej tezy ekolog.
- Nieprawda. Pan sobie wyobraża, że rząd wykupi całe gospodarstwa? - wtrąca
się Alek Sułkowski, także mieszkaniec Augustowa. - To się pan mylisz! Pod tę
obwodnicę kupowali tylko pas ziemi potrzebny na drogę, a nie całe
gospodarstwa! Odsprzeda pan między swoimi polami 100 metrów i będzie pięć
kilometrów objeżdżał?
- Boimy się, że jak ta budowa zostanie wstrzymana, to kolejna będzie może za
15 lat, a sam pan widzi, co się tu dzieje. Przez miasto przejść nie można, a
tu budowę chcą zatrzymywać. To jakaś paranoja! - denerwuje się Sułkowski.
Ludzie dyskutowali, a w tym czasie geodeci robili swoje - mierzyli.
* Jedno pytanie
Kurier Poranny: Ekolodzy wykupili działki na terenie planowanej obwodnicy.
Zablokują budowę?
Mirosław Piontkowski, rzecznik wojewody: Pozwolenie na budowę z klauzulą
natychmiastowej wykonalności może wstrzymać tylko Generalny Inspektor Nadzoru
Budowlanego. I tam trafiają odwołania właścicieli.
Nam drogowcy przedstawili wszystkie niezbedne oświadczenia o posiadaniu prawa
do dysponowania nieruchomościami na cele budowlane. Trzeba wyjaśnić, o co
chodzi i czy działki zostały kupione zgodnie z prawem.
Rafał Malinowski