labella
17.03.02, 12:21
Spotkałam wczoraj podczas mojej kolejnej wędrówki KONIA... To znaczy - spotykam
konie częściej... ale ten byl szczególny. Nie wykazywal typowej dla trzody
rolniczej obojetnosci na wiatry historii. Przeciwnie - zwrócił moja uwage
natychmiast, gdy ukazalismy sie sobie wzajemnie spoza przewyższenia terenu. Koń
stał bez ruchu na tle nieba, jak pozbawiony nagle jeźdzca bachmat Kmicicowy,
nawet ogonem nie poruszyl. Obserwował "z zapartym tchem" moje zbliżanie się
szlakiem wiodącym obok łąki jakiegoś chłopa i postawiwszy uszy maksymalnie na
odbiór frontalny - był jedną wielką percepcją bodźców...
Zarżał pytajaco juz z daleka... żywej duszy czlowieczej, wieczor.
Łowiący zblizający sie szmer mojej odziezy podczas marszu, sztywne USZY i wbite
we mnie z natezona uwaga OCZY biły we mnie CIEKAWOŚCIA i PRAGNIENIEM, zeby sie
COKOLWIEK ZACZELO DZIAC innego, niz tylko nudne gwizdy skrzydlatych potomkow
gadow, dobiegajace z pobliskiej kniei... Jedyny brat serca na dziczy... (a moze
to byla klacz - nie chcialo mi sie schylac)... Dostrzegł we mnie
pokrewienstwo ?... Wspolna przynaleznosc do gromady ssakow ? Naczelnych ?
Szwagrze Ty mój !.. Odczulam jakby INTELIGENCJĘ... emanujaca ku mnie od
czworonoznej, spietej w oczekiwaniu postaci tego czarnego rumaka... poczulam
sie nawet troche jakby RAZNIEJ, ze po tylu latach poszukiwan ze swieca -
spotkalam wreszcie CZLOWIEKA ?... tym bardziej, ze MOJA percepcja wyostrzona
(?) byla rowniez do granic dozwolonych policyjnie za pomoca PIWA.... Wiec -
jako czlowiek DOBRZE (?) wychowany i milujacy blizniego (niekoniecznie
wylacznie dwunoznego) - odpowiedzialam na nieme pytanie i poinformowalam głośno
konia (nie przerywajac marszu), ze nie ide po niego, nawet nie DO NIEGO. Że od
dostarczania mu oprocz chleba powszedniego rowniez i IGRZYSK - jest jego
wlasciciel - lokalny chlopek. Albo juz raczej jakis lokalny milosnik hippiczny
(bo kon byl przedniej marki). Poradzilam mu rowniez (rowniez glosno), zeby
wykazal troche wlasnej inwencji i na przyklad - troche sobie pobiegal po lace,
nawiazujac tym samym do korzeni swojej wolnej, suwerennej i samorzadnej w
zaraniu dziejow rasy - jesli nie jest akurat przywiazany za noge... Nie byl, bo
od razu po wysluchaniu i zrozumieniu moich slow - odwrocil sie do mnie tylem,
(przysieglabym, ze ostentacyjnie, choc efektow olfaktorycznych nie
zapercepowalam, jesli ewentualnie byly) - i pobiegl w sina dal... Zrobilo mi
sie troche pustawo na duszy jakby... Don't run away, please ! Aber keine
Ahnung, czy ten Bies rozumie po europejsku ?... Chyba nie. Choc - nawet jezeli -
to niekoniecznie musi byc przeciez ZA Unia Europejska... Kto jest ZA
domem ?.... "Zaa domeem nikoogoo nieee maaa !-tak odpowiadala mi corka..." i
przypomnialo mi sie natychmiast moje bycie na feriach z dziecmi w Ladku Zdroju
i pewien kon u woza,o imieniu Herman ale potem sie był okazal tylko Berta,
ktorego zadaniem bylo codzienne ciaganie fury z bańkami pelnymi zlewek po
posilkach roznej masci kuracjuszy. Stacją dluższego postoju konia bylo
santorium na ul.Gorskiej lub Gorzystej ,przy którym mielismy i my swoj
kąt .Moja corka biegala tam kazdego popoludnia a ja ją szukalm za tym domem i
przygladalam się jak ona rozmawia z tym zmęczonym Hermanem.Mialam nieodparta
prawie chec cofniecia czasu o 10 lat i wygłoszenia jak ona dłuższej mowy do
tego wcielenia bachmata Kmicicowego w nierealnej troche szarowce po zachodzie
slonca... Ale odbiezal byl, niestety, jak gdyby przewidujac... albo wyczuwajac
cos nienaturalnego po drugiej stronie kanalu informacyjnego. Chora
reprezentantke gatunku, z ktorym szanujacy sie kon nie chce raczej miec nic
wspolnego, jako zdrowy przedstawiciel nosicieli wartosciowej Karmy w tym
wcieleniu... (:-((( .