Dodaj do ulubionych

szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku

09.03.07, 13:46
Niedługo przyjdzie mi urodzić i waham się gdzie ma przyjść na świat mój
maluch.
Tzn. skłaniam się ku klinice położniczej na Zamenhofa, ale rozważam też
Warszawską.
Pierwszą córeczkę urodziłam na Warszawskiej i gdyby nie pomoc znajomej
mogłoby być źle. I tak z pół godziny prosiłam o możliwość porodu na sali EKO,
a później stiwerdzili 4 cm rozwarcia i nie pozwolili mi chodzić to się
uparłam i nie robiłam nic co mi kazali to pomogli mi tam przejść, ale prawie
płakałam tak chciałam być z mężem, a oni nie wiadomo dla kogo trzymali tę
salę wolną.
Połóg też nie wspominam najlepiej, pielęgniarki niektóre miłe i sympatyczne
ale inne to napewno minęły się z powołaniem.
Rodziłam ponad 2 lata temu i może do tego czasu coś się zmieniło?
Napiszcie o swoich doświadczeniach.
Obserwuj wątek
    • anet77 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 09.03.07, 14:09
      Ja rodziłam na Warszawskiej 10 miesiecy temu. co do porodów rodzinnych to teraz
      nie am tam problemu. Sam do tego przeznaczonych mają kilka i mąz moze cały czas
      być przy Tobie. Ja na pológ trafiłam o 23 i mąz mógł wejść jeszcze na salę i
      chwilę pobyć ze mną, mimo później pory. Co do samego połogu to sie zgodze, ze
      są miłe pielegniarki ale też tkaie co ajkby tma za kare były, zwłaszcza tkai
      jeden rudzielec:)
    • beckas27 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 09.03.07, 16:45
      Ja rodziłam 8 m-cy temu w PSK i jestem bardzo zadowolona. Zreszta przedtem
      lezałam na patologii i tez miło wspominam personel.
      Co do samego porodu to nie bedę sie wypowiadac ponieważ niewiele pamietam bo w
      wyniku komplikacji po 16 godz wywoływanego porodu sn trafiłam na stół i
      skonczyło sie cesarką. Natomiast opiekę miałam super i mój maluch też.
      Codziennie noworodki są badane, codziennie kapane, przynoszone do mamy na jej
      życzenie (chociaż nie wiem jak to wyglada przy porodzir sn), Miałm ogromne
      problemy z przystawieniem do piersi, po prostu nie umiałam tego zrobić, więc
      cierpliwie pomagały mi przy tym siostry od noworodków i udało się do tej pory
      karmię. Lekarze ok. położne tez. Ogólnie bardzo miło wspominam.
      • kokardka_80 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 09.03.07, 19:51
        10 miesiecy temu, Warszawska. Fakt, Mąż mógł być przy porodzie, z tym nie było
        problemu. Porodówka jeszcze ok, chociaż niepotzrebnie wymęczyli, a potem i tak
        cesarka, ale połóg- okropieństwo. To mało powiedziane, że tam pielęgniarki
        minęły się z powołaniem. One chyba nie wiedzą nawet , co to takiego moze być.
        No ksiązki o ich, często chamskim zachowaniu moznaby pisać, ale nie chcę
        wchodzić w szczegóły. Bardzo, bardzo niefajne :((((
    • rene41 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 10.03.07, 09:33
      W 2005r rodziłam w PSK i bardzo chwale cały pobyt w szpitalu dzidzie miałam zawsze ze soba wiem ze mozna oddac na noc zeby odpoczac.
      W sierpniu tez tam sie wybieram .
      • babycool Cena porodu w Grecji 15.03.07, 17:31
        W ramach ciekawostki podaje cene (W EURO) porodu w jednej z prywatnych klinik w
        Grecji:
        - roznia sie one w zaleznosci od rodzaju pokoju w ktorym chcesz przebywac, oraz
        porodu. Podam przykladowo kilka cen: "trojka" porod naturalny 1380E, cesarka
        1740E; "dwojka" nat. 1530, ces.1890; pozniej masz A2, Lux2, B1, A1, Lux1 (2780,
        3140) i apartament (o to juz nie pytalam:)).Do tego musisz jeszcze dodac
        lekarza. Znajomej podobno jest stosunkowo tani bo chce "tylko"800E.

        Jeszcze nei wiem dokladnie jak jest w panstwowym szpitalu, ale jedna znajoma
        mowila, ze ona placila lekarzowi 600eur.

        Dla porowannia najnizsza placa to 690eur.
        • igua Re: Cena porodu w Grecji 15.03.07, 17:42
          babycool napisała:

          > W ramach ciekawostki podaje cene (W EURO) porodu w jednej z prywatnych klinik w
          >
          > Grecji:
          > - roznia sie one w zaleznosci od rodzaju pokoju w ktorym chcesz przebywac, oraz
          >
          > porodu. Podam przykladowo kilka cen: "trojka" porod naturalny 1380E, cesarka
          > 1740E; "dwojka" nat. 1530, ces.1890; pozniej masz A2, Lux2, B1, A1, Lux1 (2780,
          >
          > 3140) i apartament (o to juz nie pytalam:)).Do tego musisz jeszcze dodac
          > lekarza. Znajomej podobno jest stosunkowo tani bo chce "tylko"800E.
          >
          > Jeszcze nei wiem dokladnie jak jest w panstwowym szpitalu, ale jedna znajoma
          > mowila, ze ona placila lekarzowi 600eur.
          >
          > Dla porowannia najnizsza placa to 690eur.

          wiesz, w sumie u nas sn 700-800 zl (w bialym, bo w wawie duuuuuzo drozej), cc -
          1400 zl, a oficjlna srednia krajowa (juz nie mowie o najnizszej) - 800-900 zl

          relacja zaorbkow do cen tez nie jest powalajaca
          np. poczatkujaca nauczycielka takie 900 zl zarabia, a w koncu czesto rodza ci z
          krotkim stazem pracy :D
    • igua oficjalne adresy 11.03.07, 09:41
      * tzw. warszawska - czylisniadecja
      * info oPSK bo nie znalazlam ich strony :(
      * tzw. parkowa
      * tzw. zamenhoffa - czyliarciszewski
      • villem0 Re: oficjalne adresy 21.03.07, 14:35
        Strona całego SPSK
        spskam.bialystok.pl/index.php?&width=1024&height=768
        Klinika Położnictwa i Perinatologii
        spskam.bialystok.pl/poloznic/index.htm
        Klinika Neonatologii
        spskam.bialystok.pl/neonatol/index.htm
        Cennik badań diagnostycznych, procedur i zabiegów medycznych
        spskam.bialystok.pl/0main/cennik.htm
      • jawn7 Re: Jak tam w PSK? 04.09.08, 13:36
        Mam pytanie do pań które rodziły niedawno w PSK.Jakie tam są
        warunki,personel itp.Podobno jest tam już po remoncie ale to
        wszystko podobno.Mam termin za 1,5 m-ca i nie wiem na jaki szpital
        się zdecydować.5 lat temu rodziłam na Warszawskiej i niezbyt miło
        wspominam ten szpital-mówię o połogu.Zaznaczam,że prywatne kliniki
        nie wchodzą w grę.
        Z góry dziękuję za odpowiedż.Pozdrawiam.
    • igua parkowa 11.03.07, 13:18
      bardzo chcialam rodzic na warszawskiej - urodzilam sie tam ja :) urodzil moj
      brat, przez 4 lata liceum ogladalam ten szpital z okien szkoly :)))))))

      rok przed porodem mialam tam operacje - co prawda ginekologia to inne pietro niz
      poloznictwo, ale...

      tam wczesniej pracowal moj lekarz, ktory zajmuje sie mna od lat i strasznie mi
      zalezalo, zeby on mnie cial (po operacji musialo byc cc).

      ale lekarz poszedl na emeryture. i zaczal ciac w prywatnych "porodowkach".
      zarzekalam sie, ze nie pojde prywatnie... z wielu powodow potoczylo sie inaczej.
      dla mnie bylo wazne, zeby cial mnie kupisz. i z parkowej jestem zadowolona, choc
      naleze do tych osob, ktore by ze wszystkiego byly zadowolone :) nie wiem, jak by
      bylo, gdyby mial byc sn. nie wiem tez, co to znaczy, ze nikt nie opiekuje sie
      dzieckiem, bo choc wstalam po cc w pierwszej dobie - zludna wyzszosc
      znieczulenia w kregoslup nad narkoza - to caly czas ktos sie dzieckim zajmowal,
      podawal mi z tego "lozeczka" do piersi, przewijal, kapal i na noc zabieral,
      jesli chcialam - a chcialam.
      wydawalo mi sie, ze to normalne... bo tak chyba powinno byc wszedzie

      najgorsze, ze te panie, ktore pracuja na warszawskiej czy w psk i nie uchodza za
      najmilsze, pracuja rowniez na parkowej czy zamenhoffa i tam pojawia im sie
      usmiech na twarzy. ale wiem, ze wynika tez z takiej prozaicznej rzeczy jak
      organizacja pracy. w szpitalach musza robic za polozna, pielegniarke i czesto
      salowa (wiem z opowiesci znajomych poloznych). w "klinikach" sa tylko poloznymi
      i moga sie spokojnie skupic tylko na tej robocie. nie wspomne juz o tym, ze
      ilosc dzieci do "obrobienia" jest mniejsza
      • babycool Zamenhoffa w moich oczach 15.03.07, 17:22
        Dzieki tej placowce porod byl dla mnie bajka i do dzisiaj wspominam go z lezka
        wzruszenia i radoscia, chociaz nie bylo mi latwo, poniewaz tata naszego babelka
        musial wyjechac w tym czasie za granice, co z oczywistych wzgledow bardzo
        przezywalam i rozpaczalam i tesknilam i wogle (Dosc, bo sie poplacze). Wpierw
        myslalam o Warszawskiej, ale chodzilam do Arciszewskich do Lipskiego i tam juz
        zostalam.
        Mialam rodzic sn, ale bylam po terminie, oksytocyna nie dziala na mnie - jedyne
        skurcze to z glodu. Towarzyszyla mi i rodzacej ze mna kolezance przemila
        polozna z PSK - pani Iwonka (nazwiska nie pamietam, jakos na L ... ). Usmiala
        sie z nas bardzo, opowiedzialysmy sobie pol zycia. I tak od 9 do 13. Po 14 KTG
        wykazalo, ze synkowi spada tetno, Lipski kazal podac cos do kroplowki co
        pomogla natychmiast synkowi, a mnie prawie serce wyskoczylo. Zdecydowal o
        cieciu. Cala ciaze zartowalismy, ze musi doczytac jak to sie robi i
        wykrakalismy. Bardzo sie balam wbicia w kregoslup (JAK CHOLERA) wiec pani
        Iwonka poszla ze mna na sale i potrzymala mnie za reke (DZIEKUJE PANI
        IWONO!!!!). Wcale nie bylo to takie straszne. I tak o 15 wyjeto ze mnie
        syneczka :) Chwila strachu i zaraz uslyszalam jego placz, a potem swoj placz :)
        Wrzeszczal tak sobie za sciana, a ja usilowam ruszyc nogami podczas gdy synus
        osikiwal pania pediatre :) Kiedy mnie szyto przyniesiono mi babelka ubranego i
        umytego. Ariel probowal ssac moj nos, poniewaz podala mi go polozna tak od
        tylu. Ale juz 40 minut po przyjsciu na swiat Arielek ssal piers. Mimo mojego
        oszolomienia. pierwszy raz wstalam z pomoca poloznej o 3 w nocy na siusiu, a 9
        rano sama bralam prysznic. Blyskawicznie doszlam do siebie, wrecz wyrywalam
        poloznym dziecko jesli cos przy nim chcialy robic. Dziwily sie, ze to moje
        pierwsze dziecko bo jak mowily zupelnie sie nie boje i mam wprawe.
        Personel - przemily i fachowy, raz dokarmiono synka ale poprosilam zeby tego
        nie robili i nie robili. Polozna przynosila mi go w nocy na karmienie. Jedna z
        poloznych od dzieci wspominam wyjatkowo milo - chyba Ania miala na imie, wysoka
        szczupla, blondyka, taka troszke lalkowata. wiele lat pracowala na
        wczesniakach. Przemila i balsam na serce. Zreszta nikogo nei wspominam zle,
        jedni byli mili inni przemili.
        Co dla mnei bylo wazne - telefon stacjonarny w pokoju - narzeczony mogl dzwonic
        do mnie (na komorke bysmy zbankrutowali) oraz laptopa z internetem - kilka
        godzin po porodzie poslalam tatusiowi fotki synka.

        Co tu wiecej mowic - jesli bede miala rodzic jeszcze raz, zrobie wszystko zeby
        rodzic u Arciszewskich!!!
        • best-monia Poród w Białymstoku 16.09.08, 15:58
          Witam serdecznie wszystkie mamusie:)Jesli któras z Was byłaby w
          stanie mi pomóc w odpowiedzi na pytanie byłabym wdzieczna - czy
          jesli pracuje za granica a chcialabym urodzic w Polsce (obecnie
          jestem w 2 m-cu ciąży)szpital w Białymstoku bedzie tolerował moje
          ubezpieczenie z innego kraju Unii czy tez beda zobowiazana placic za
          poród a jesli tak to jakie sa koszta porodu w Białymstoku w
          prywatnych klinikach i gdzie sie one dokładnie znajduja?
    • mmu Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 11.03.07, 15:25
      ja rodziłam prawie 3 lata temu na Warszawskiej, poród był OK, bo miałam
      umówioną znajomą położna, która tam pracowała, więc jak tylko do niej zadzwonił
      mąż (byłam na porodówce o 5.30, ale dałam jej pospać, coby dobry humor miała od
      rana), to od razu sala eko dla mnie była, od razu oksytocynę mi podłączyły i od
      razu bardzo miłe się stały:)
      połóg w tym szpitalu, to tragedia, powinni wyrzucić cały personel, jakoś myślę
      i myślę i nie przypominam sobie tam miłych osób...
      jakbym teraz miała rodzić, to myślę, że wybrałabym jednak Parkową
    • igua parkowa - dopisek :) 11.03.07, 21:27
      jest jedna zaskakujaca rzecz na parkowej. oni powstali duzo wczesniej niz
      arciszewscy, wiec wystroj juz jest nieco starszy, ale wszystko jest ok.

      maly problem polega na tym, ze zaadaptowany budynek nie posiada windy i, o
      dziwo, nikt jej wczesniej nie wymagal (?). wiec w sytuacjach podbramkowych, gdy
      w salach/sali na dole nie ma miejsc i trzeba kobiete po porodzie ulokowac na
      gorze, caly zespol ja niesie. rozkoszny widok!!! panowie lekarze - powazna firma
      - niosa na noszach nielekka kobiete, ktora chocby chciala wstac nie moze (mowie
      szczegolnie o tych po cc). ale wszystkich czeka szampan, wiec to rekompensuje im
      wysilek :))))))))))))
      • mamakasienki1 Re: parkowa - dopisek :) 12.03.07, 08:25
        Dzięki dziewczyny za wasze opinie i czekam na więcej
        Anet chyba wiem o którym rudzielcu mówisz, pani Olga moja imienniczka, dla mnie
        była nawet miła.
        Ale czasami były sytuacje, że nie chcę o tym miejscu pamiętać.
        Ja za wszaelką cenę chciałam karmić piersią a wszystkie pielęgniarki łącznie z
        panią ordynator przychodziły mnie straszyć, że jeśli nie dam dokarmiać dziecka
        to mi się odwodni i pod kroplówką wyląduje i przychodziły 2 razy dziennie Kasię
        ważyć. Dopiero po interwencji mojego męża który krzyknął na panią ordynator, że
        nasze dziecko nie będzie dokarmiane dali sobie spokoj.
        Ogólnie połóg na Warszawsiej kiespko wspominam.
        • igua dokarmianie 12.03.07, 08:36
          mikolaj byl dokarmiany na parkowej, bo ja bylam po cc i pokarmu nie mialam.
          przystawialy go i tak popijal sobie siare. i wiem, ze sa 2 teorie na ten temat -
          1. nie dokarmiac, bo siara wystarczy, dopoki sie pojawi pokarm; 2. dokarmiac, az
          sie pojawi pokarm. poza tym maly mial mocna zoltaczke, bo krew nam sie
          skonfliktowala i byl naswietlany, wiec myslalam sobie, ze wlasnie konkretnego
          jedzenia potrzebuje :)

          nie protestowalam i nie wiem, czy to dobrze, czy zle, bo on sie urodzil z
          dziobem do ssania i ssanie piersi to byl jego cel zyciowy, wiec nie mialam
          problemu w stylu: dziecko wypilo z butelki, nie chce piersi. taki problem
          pojawil sie tylko przez moment, jak mi sie zrobil nawal, a on wiedzial, ze z
          butelki jest lekko, latwo i przyjemnie i nie chcial mnie wspomagac w ratowaniu
          od nawalu. ale mialam w domu opieke rodzinnego lekarza rodzinnego, ktory
          zainterweniowal szybko i metoda znana z pologu sciagnal wszystko, co trzeba bylo
          (nie laktatorem :D ). bolalo, owszem. ale caly czas slyszalam: "polozne w
          szpitalu robia to rownie brutalnie, bo tu chodzi o ratowanie piersi". i wiem, ze
          gdy ktos przejdzie cos takiego w szpitalu, moze myslec o znecaniu sie i
          znieczulicy... ale przed zapaleniem piersi moze ratowac tylko masakryczne
          odciaganie. po prostu musi bolec. dzieki temu nie mialam goraczki, dzieki temu w
          ostatniej chwili wszystko sie unormowalo.

          nie wiem wiec niestety, czy np. na parkowej mozna prosic o niedokarmianie, ale
          podejrzewam, ze o tyle mozna, ze oni sa bardziej elastyczni.
          • mamakasienki1 Re: dokarmianie 12.03.07, 11:54
            Igua u nas właśnie chodziło o konflikt serologiczny i naświetlanie i w tym
            czasie mała miała mieć podawany pokarm mój sparzony albo sztuczny, to ja się
            uparłam i na siłę ściągałam ile mogłam i tak dwie doby ściągania bez przerwy
            praktycznie.
            Wkurzało mnie tylko, że mają tam dwa szpitalne laktatory i nie udostępniają ich
            dziewczynom chyba, że znajomym. I u nas tak właśnie było, dopiero na drugą dobę
            przyszła koleżanka mojej teściowej która pracuje na warszawskiej i wykłóciła
            się o ten laktator dla mnie, a sama to nawet nie miałam pojęcia, że mogą
            udostępnić i że można wogóle o coś takiego poprosić.
            Poza tym pierwszą butelkę odciągniętego z bólem pokarmu podały Kasi nie
            sparzoną i strasznie mnie to zabolało.
            Kasia też urodziła się od razu do ssania i z przystawianiem nie miałam
            najmniejszych problemów, wyciągała ze mnie wszystko co mogła i w każdych
            ilościach. Dzięki temu 2 miesiące po porodzie byłam szczuplejsza niż przed
            porodem.
    • lanolinek Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 19.03.07, 15:33
      Pierwsze dziecko rodziłam w lipcu 2004 na Warszawskiej - koszmar który do dziś
      śni mi się po nocach,nie chcę nikogo straszyć w skrócie tylko napiszę że doszło
      do zakażenia gronkowcem - posocznicy i prawie miesięcznej walki mojego dziecka
      o życie.Teraz jestem w 38tyg ciąży i zdecydowałam się zapłacić za poród ale
      legalnie na Parkowej.Naszej tragedii można było uniknąć gdybym nie była taka
      naiwna i nie wierzyła że w szpitalu jestem pod dobrą opieką fachowców.A tak
      okazało się że bez kasy nie ma na co liczyć.
      • mamakasienki1 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 19.03.07, 17:32
        Lanolinek dzięki za opinię, a ja nadal naiwnie wierzę, że może jednak coś się
        zmieniło.
        Byłam w szkole rodzenia i tam dziewczyny bardzo chwqala Warszawską, a ja się
        tam boję iść jak nie wiem co.
        tylko trochę żal mi tej kasy na poród, kurcze tyle podatków nam potrącają a
        później i tak nie da się z tego skorzystać.
        Jak nasze dziecko choruje to i tak idziemy z nią do prywatnego lekarza bo już
        nasza rodzinna pokazała na co ją stać oczywiście w negatywnym znaczeniu.
        • kokardka_80 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 19.03.07, 19:13
          O ludzie, a za co te dziewuchy chwalą tą Warszawską?;)
        • lanolinek Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 19.03.07, 20:03
          Powiem tak jeśli chodzi o gronkowca to wiadomo że jest tam od lat i mimo
          remontu to się nie zmieniło bo wiadomo że nowe ściany to nie wszystko.Nie
          znaczy to że każda rodząca czy maleństwo się nim zarazi.Wiadomo że narażone są
          kobiety po porodzie,wcześniaki i osłabione noworodki.Jeśli poród przebiega
          prawidłowo szanse na zarażenie są minimalne.W naszym przypadku wszystkiego
          można było uniknąć gdyby...
          -lekarz dostał kasę i poród wywołano przynajmniej tydzień po terminie a nie 2tyg
          - po dniu wywoływania powinna zostać wykonana cesarka(tak bylo w przypadku
          dziewczyny która rodziła ze mną i była pacjentką dr.Kurządkowskiego)
          - wiele godzin skurczy bez rozwarcia wymęczyło dziecko,zielone śmierdzące wody
          i wygląd skóry dziecka świadczył o znacznym przenoszeniu
          - wiadomo że przy zielonych wodach kiedy dziecko się nimi zachłyśnie dochodzi
          często do zapalenia płuc a przy tak osłabionym organiźmie do zakażenia dochodzi
          bardzo szybko u nas niestety potoczyła się lawina.
          To wszystko było koszmarne ale to co spotkało nas później jeszcze gorsze...
          np na moje pytanie co dzieje się z dzieckiem pani dr odpowiedziała mi jak to
          co? urodziła pani chore dziecko(wtedy nie miałam dziecka przy sobie było w
          inkubatorze)na naszą prośbę by powiedziała coś bliżej - nie mogę państwu
          przekazać swojej wiedzy w 10min...Mimo robionych posiewów nikt nie chciał
          poinformować nas do zakarzenia jaką bakterią doszło.Wciskano mi że doszło do
          zakażenia wewnątrzmacicznego i dziwnym zbiegiem okoliczności razem ze mną
          leżały jeszcze 3 inne kobiety których dzieci urodziły się tego samego dnia i
          też posiadały zakarzenie wewnątrzmaciczne.
          W szkole rodzenia zachwalają Warszawską ;-)zwróć uwagę mówią tylko o
          pozytywnych rzeczach.Ja ostatnio rozmawiałam z panią Tereską która właśnie
          bardzo chwaliła że się dużo zmieniła zapytałam ją wprost czy oprócz warunków
          zmieniło się coś jeszcze???:-)np.układy itp nie potrafiła ukryć zmieszania,
          gdy pokazałam jej swoją kartę wypisu ze szpitala zmieszała się jeszcze bardziej
          i przeszła do tematu parkowej że jest fajnie i super i że ona tam ostatnio
          uczestniczyła w porodzie swojej siostrzenicy :-)tu nasówa się myśl że skoro
          jest na Warszawskiej super to czemu nie wysłała tam swojej siostrzenicy?;-)ale
          się rozpisałam....
          Reasumując uważam że jeśli poród przebiega bez powikłań,o czasie itp to napewno
          jeśli chodzi o samą porodówkę to jest ok warunki super opieka położnych
          też.Schody zaczynają się kiedy zaczynają się komplikację-wtedy nawet super
          położna nie pomoże i pozostaje liczyć na opatrzność Bożą że akurat dyżur będzie
          miał lekarz z sercem bo i tacy są :-)
          Opieka poporodowa- jak pisały dziewczyny wcześniej trafiają się różne zmiany:-)
          ja po miesiącu tam pobytu mogłabym tomik humorów wydać choć tak naprawdę było
          by to tragiczne ;-)
          Jeśli chodzi o koszty to wbrew pozorom są bardzo zbliżone :-)np opieka przy
          porodzie dr.U to koszt 500-600zł,cesarka na życzenie umówiona z dr.B to koszt
          600-1000zł.Pozdrawiam
          • igua Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 19.03.07, 22:42
            lanolinek napisała:

            > Powiem tak jeśli chodzi o gronkowca to wiadomo że jest tam od lat i mimo
            > remontu to się nie zmieniło bo wiadomo że nowe ściany to nie wszystko.Nie

            on jest nie tylko tam ;) przecie personel warszawskiej pracuje na zamenhoffa i
            na parkowej :D

            > Jeśli chodzi o koszty to wbrew pozorom są bardzo zbliżone :-)np opieka przy
            > porodzie dr.U to koszt 500-600zł,cesarka na życzenie umówiona z dr.B to koszt
            > 600-1000zł.Pozdrawiam

            czy dr U jako druga literke ma "ł" - bo jesli tak, to mowa byla o tym, ze juz go
            na warszawskiej nie ma.
            a czy dr B to kobieta i druga literke ma "a"? czy mezczyzna i druga literke ma
            "o"? bo jesli drugi wariant, to ja bym mu sie nie dala nawet za pieniadze
            pokroic, a jeszcze zeby placic... :)
            • lanolinek Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 20.03.07, 02:16
              > czy dr U jako druga literke ma "ł" - bo jesli tak, to mowa byla o tym, ze juz
              g
              > o
              > na warszawskiej nie ma.
              > a czy dr B to kobieta i druga literke ma "a"? czy mezczyzna i druga literke ma
              > "o"? bo jesli drugi wariant, to ja bym mu sie nie dala nawet za pieniadze
              > pokroic, a jeszcze zeby placic... :)
              Ten z literką U drugą ma r a ostatnią n ;-)a ten z B to facet druga litera o a
              trzecia ć ;-)
              • mamakasienki1 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 20.03.07, 07:35
                Jak dobrze, że to forum istnieje, tyle można się dowiedzieć.
                Jak nie znajdę nikogo kto ógłby się mną zająć przy porodzie na warszawskiej to
                idę do prywatnej kliniki.
                Mam jeszcze pytanie odnośnie kosztów porodu w prywatnych klinikach, bo z tego
                co się orientuję to PN kosztuje 800 zł, a CC - 1400 zł
                A jak to wygląda jeśli są wskazania do CC, np dziewczyna nie może urodzić sama
                czy coś w tym stylu, a wcześniej nie było tego wiadomo, czy wtedy koszt jest
                jak za CC czy jak za PN?
                • igua Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 20.03.07, 09:59
                  mamakasienki1 napisała:

                  > Jak dobrze, że to forum istnieje, tyle można się dowiedzieć.
                  > Jak nie znajdę nikogo kto ógłby się mną zająć przy porodzie na warszawskiej to
                  > idę do prywatnej kliniki.

                  ja bardzo bym chciala rodzic na warszawskiej i gdyby moj lekarz wciaz tam byl,
                  to bym tam rodzila bez wzgledu na opinie. ale moze jak trafilabym na gorsze
                  polozne na pologu, to bym pozniej zmienila zdanie.

                  > Mam jeszcze pytanie odnośnie kosztów porodu w prywatnych klinikach, bo z tego
                  > co się orientuję to PN kosztuje 800 zł, a CC - 1400 zł
                  > A jak to wygląda jeśli są wskazania do CC, np dziewczyna nie może urodzić sama
                  > czy coś w tym stylu, a wcześniej nie było tego wiadomo, czy wtedy koszt jest
                  > jak za CC czy jak za PN?

                  niestety zawsze jak za cc

                  i choc wg mnie prywatne "porodowki" maja swoje minusy - mam watpliwosci co do
                  tego, czy dziecko jest przebadane tak, jak powinno - to porownanie finansowe
                  wychodzi na zero. tzn. jesli ktos i tak zamierza placic lekarzowi i
                  poloznej/poloznym w szpitalu, to wyjdzie mu to, co placi w prywatnych "porodowkach".

                  mam tez swoje obserwacje, ale mam nadzieje, ze nikogo nie uraze. ze wszystkich
                  osob, ktore do tej pory spotkalam, ktore chcialy rodzic sn na zamenhoffa,
                  wszystkie w ostatniej chwili byly ciete, bo zawsze byl jakis problem (w szpitalu
                  na pewno dluzej wywolywano by porod - czasem z roznym skutkiem). na parkowej
                  spotkalam wiele osob po sn, a jedna z nich opowiadala mi, ze myslalam, ze sobie
                  nie poradzi i prosila o cc w trakcie, ale lekarze pozostali przy sn.
                  nie chce mowic o wyzszosci ktorejs z klinik. ale zaczelam miec wrazenie, ze na
                  zamenhoffa szybciej decyduja sie na cc - moze dla nich oznacza to mniej
                  komplikacji=dobre statystyki, moze robia to, zeby zamiast 700 zl uzyskac 1400
                  (takie byly ceny w sierpniu). nie chce gdybac. to taka luzna refleksja
                  • lanolinek Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 20.03.07, 10:37
                    myślę ze moze wynika to z tego że cesarka trwa szybciej? ;-)i mniej problemów
                    mają z pacjentką a wiadomo naturalny trochę trwa;-)i już trudniej być
                    zabawnym :-)oczywiście gdybanie ;-)
                    Jeśli chodzi o szczegółowe badania to nie czarujmy się wiadomo szpital to
                    szpital możliwości bez porównania.Ale ja tak sobie myślę na podstawie własnych
                    doświadczeń że gdyby coś było nie tak to wolałabym trafić z dzieckiem do DSK bo
                    poraz drugi nie zniosłabym neatologów z Warszawskiej.
                • lanolinek Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 20.03.07, 10:27
                  nie wiem może kogoś to zainteresuje jeśli chodzi o ceny w klinikach:
                  Parkowa PN 800 CC 1400
                  Zamenchofa PN 800 CC ze wskazań 1400 a CC na własne życzenie 1700
                • tenkanetka Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 02.08.07, 12:01
                  Nie wiem jak cennik na Parkowej, ale na Zamenhoffa od lipca sa nowe ceny -
                  Poród SN 1000 zł, CC 1700 zł ( i nie ma czegos takiego jak poród na zyczenie"
                  cena cc zawsze taka sama)
              • igua Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 20.03.07, 09:27
                to tym dwoch raczej unikac :))))))
                • agrestka1 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 20.03.07, 10:51
                  ja też rodziłam na Warszawskiej w lipcu 2004 tak jak lanolinek ale moje
                  wrażenia są wprost przeciwne, ja jestem bardzo zadowolona z porodu z opieki i
                  żeby było jasne nikomu nie zapłaciłam ani złotówki, widocznie trafiłam na dobrą
                  zmianę, ja i moja mała wyszłyśmy bez gronkowca i bez innego cholerstwa, chociaż
                  ja uważam że jak jest dobrze to jest dobrze a jak coś sie dzieje to wszędzie
                  może być źle, moja koleżanka rodziła na Parkowej okazało się że coś z maluchem
                  nie tak i najpierw go przetrzymywali a potem i tak odesłali do PSK i to z
                  zawyżoną liczbą punktów, że niby u nich było ok. i dla jasności od znajomej
                  położnej wiem że gronkowiec jest wszędzie i na Parkowej i na Zamenhofa tylko
                  raz się uaktywania a raz nie.
                  • igua Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 20.03.07, 10:57
                    agrestka1 napisała:

                    > zawyżoną liczbą punktów, że niby u nich było ok. i dla jasności od znajomej
                    > położnej wiem że gronkowiec jest wszędzie i na Parkowej i na Zamenhofa tylko
                    > raz się uaktywania a raz nie.

                    i w psk rowniez - taka jego natura :D
                    • mamakasienki1 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 20.03.07, 12:23
                      Dziewczyny im dłużej czytam wątek tym większy mam mentlik w głowie.
                      Jeśli chodzi o kasę to stać nas na prywatną klinikę ale wolałabym te pieniądze
                      przeznaczyć na jakiś fajny wózeczek, zresztą już sobie jeden upatrzyłam tylko
                      2000 zł kosztuje i łatwiej byłoby dołożyć trochę kaski i go kupić niż
                      kombinować z całością.
                      Co do gronkowca to my wyszłyśmy bez niczego ze szpitala, bez żadnych chorób,
                      Kasia miała podniesiony poziom bilirubiny we krwi i była naświetlana, poza tym
                      miała ZUM i dostawała antybiotyk przez tydzień więc tyle czasu leżałyśmy w
                      szpitalu.
                      Ciekawe czy byłaby taka możliwość w prywatnej klinice?
                      Wogóle mam tysiące pytań i chyba sama się przejdę i na miejscu porozmawiam.
                      A może znacie jakąś fajną sprawdzoną położną z warszawskiej, co można byłoby
                      jej zapłacić i byłaby przy mnie przez cały poród?
                      Może to głupie ale położne zawsze więcej robią niż lekarz, przynajmniej takie
                      były moje obserwacje.
                      A połóg zawsze można jakoś przeżyć, szczególnie, że przewinąć i wykąpać dziecko
                      sama potrafię.
                      • igua Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 20.03.07, 13:30
                        mamakasienki1 napisała:

                        > Dziewczyny im dłużej czytam wątek tym większy mam mentlik w głowie.
                        > Jeśli chodzi o kasę to stać nas na prywatną klinikę ale wolałabym te pieniądze
                        > przeznaczyć na jakiś fajny wózeczek, zresztą już sobie jeden upatrzyłam tylko
                        > 2000 zł kosztuje i łatwiej byłoby dołożyć trochę kaski i go kupić niż
                        > kombinować z całością.
                        > Co do gronkowca to my wyszłyśmy bez niczego ze szpitala, bez żadnych chorób,
                        > Kasia miała podniesiony poziom bilirubiny we krwi i była naświetlana, poza tym
                        > miała ZUM i dostawała antybiotyk przez tydzień więc tyle czasu leżałyśmy w
                        > szpitalu.
                        > Ciekawe czy byłaby taka możliwość w prywatnej klinice?

                        tez sie nad tym zastanawialam. wydaje mi sie, ze oni jak najszybciej wypychaja
                        pacjentki, bo lozek maja malo. moze odsylaja tez do szpitala, tlumaczac sie tym,
                        ze szpital ma lepszy sprzet itd. co jest po czesci racja, a po czesci brzmi jak
                        wymowka.

                        przejdz sie faktycznie. zaprzyjaznij sie z jakas polozna :) jesli rodzilas w
                        szpitalu i bylo ci dobrze, to czemu znow ma nie byc?
                        • marnaz Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 27.03.07, 21:34
                          Nie ma co żałować kasy na poród prywatny. Rodziłam dwoje dzieci na Zamenhoffa.
                          Leżałam trochę na patologii w obydwu ciążach na Warszawskiej i widziałam swoje.
                          Jestem wdzięczna mojej mamie, która dała mi pieniądze na pierwszy i drugi poród.
                          Są rzeczy, za które warto płacić i nie są to wcale duże pieniądze. Można mieć
                          ustawiony poród na Warszawskiej czy w PSK i kosztuje to podobnie, a ja wolę
                          dostać legalny rachunek do ręki i być miło potraktowana. Są sytuacje, gdy nie ma
                          co się zastanawiać, bo dla dobra dziecka trzeba rodzić tam, gdzie może ono
                          liczyć na dobrą opiekę neonatologiczną, ale jeśli wszystko jest ok, to warto
                          zapłacić i mieć komfort - naprawdę.
                          • agrestka1 Re: do marnaz 28.03.07, 09:27
                            uważasz że w prywatnych klinikach to nie są duże pieniądze bo dostałaś je od
                            mamy, ale niestety są małżeństwa, którym nikt nie pomaga finansowo i dla
                            których taka suma to naprawdę ogromne pieniądze
                            • villem0 Re: do marnaz 28.03.07, 15:06
                              ...poza tym na patologii ciąży to w ogóle są super warunki i super personel,
                              więc w ogóle się dziwię tej opinii.
                              No i prywatne kliniki, jak pisalyśmy, nie przyjmują właśnie z problemami. Nie
                              chca sobie psuć statystyk i opinii, która przekłada się bezpośrednio na kasę.
                              Tak więc niektóre z nas nie mają tej alternatywy.
                              • rosemary4 Re: do marnaz 18.09.08, 14:50
                                A jaki byłby sens przyjmowania ciąży z jakimś problemem, kiedy nie
                                można byłoby pomóc. Jeżeli wiedzą na starcie, to nie przyjmują i cię
                                nie okłamują.
                            • tenkanetka Re: do marnaz 02.08.07, 12:07
                              agrestka1 napisała:

                              > uważasz że w prywatnych klinikach to nie są duże pieniądze bo dostałaś je od
                              > mamy, ale niestety są małżeństwa, którym nikt nie pomaga finansowo i dla
                              > których taka suma to naprawdę ogromne pieniądze

                              może i ogromne ale jesli ktos chce miec komfort psychiczny i rodzic w prywatnej
                              klinice to i tak zdobedzie pieniądze, poprzez odkładanie ( tak jak w moim
                              przypadku zaczełam gdy tylko dowiedziałam sie o ciąży), koleżanka brała
                              kredyt.... Jeśli komus naprawde zalezy to uzbiera te pieniądze..... w
                              państwowych tez trzeba niekiedy w łape dać..... a prywatnie to wiesz
                              przynajmniej za co płacisz.
                              • villem0 Re: do marnaz 02.08.07, 20:38
                                Kto daje w łapę, ten daje, ja nic nikomu nie dawałam a dwa porody mam za sobą.

                                A jak jest z badaniami w takich prywatnych klinikach? Płaci się dodatkowo, czy
                                są w cenie porodu?
                                Pytam, bo mnie bardo wiele badań przed i po porodzie robili. Jak popatrzyłam w
                                cenniki laboratoriów to wieeele stówek się nazbierało.
                              • rosemary4 Re: do marnaz 18.09.08, 14:55
                                Kasę na porób uzbieralismy sami, oj ciężko było. Ale wolę zapłacić
                                otwarcie niż dać w łapę. pewnie wolałabym, żeby i w państwowych
                                szpitalach możnaby zapłacić za jakąś usługę. A tak wciskasz kasę
                                komu się da, a nie wiem czy ma się pewność, że ten ktoś się postara.
                    • villem0 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 20.03.07, 13:11
                      Nosicielem gronkowca może być każdy z nas, może przeżyć z nim życie i o tym nie
                      wiedzieć.
                      Gronkowiec atakuje w stanach mocnego osłabienia organizmu.
                      Poza tym z moich obserwacji zarażają się nim ci, którzy mają go przede wszystkim
                      w rodzinie. Np. córka znajomego po urodzeniu z tym walczyła, wszyscy psioczyli
                      na szpital a nie popatrzyli, że jej ojciec ma na twarzy nie żaden trądzik tylko
                      guzki gronkowcowe. Koleżanka miała kłopoty po porodzie - jej mama ma gronkowca.
                      Przykłady można mnożyć.

                      Niedawno była na Warszawskiej kontrola San-epidu, która wykazała, że de facto
                      gronkowca tam nie ma.
                      Nie jestem naukowcem ani lekarzem ale pewne wnioski nasuwają się same. To my
                      sami, nasi bliscy możemy zarażać.

                      Nie chcę bronić Warszawskiej, ot szpital jak każdy inny. Nigdzie nie ma idealnie
                      i chociaż poród i połóg 15 m-cy temu wspominam rewelacyjnie to nie wiem na kogo
                      teraz trafię i na jakie klimaty.
                      Pocieszające jest to, że mąż może wchodzić do mnie kiedy chce i mi pomagać, nikt
                      nie może tego mu zabronić. Nie będzie stał ukradkiem pod oknem jak mój tata
                      ponad 30 lat temu ;)

                      Jest tyle opinii ile osób, normalne.
                      Czy nikt nie wziął pod uwagę tego, ze prywatne kliniki nie przyjmują kobiet,
                      które mogą mieć problemy zdrowotne? Mnie by np. nie przyjęli, bo w pierwszej
                      ciąży miałam zakrzepicę i jestem teraz nią zagrożona (od kilku dni jestem na
                      zastrzykach rozrzedzających krew i będę je przyjmować codziennie przez około 4
                      m-ce).
                      A szpital państwowy MUSI przyjąć wszystkich.
                      Może to brutalnie zabrzmi, ale takie jest nasze życie, że rzadko kiedy wszystko
                      idzie jak z płatka. Często są problemy a czasem bardzo poważne.
                      Nie słyszymy o przypadkach problematycznych w klinikach prywatnych. A
                      podejrzewam, że mimo wszystko trafiają się. Jak się wtedy zachowują?

                      Poleżałam sobie trochę w szpitalach i wiecie co, pracując tam, mimo całego
                      mojego zrozumienia dla cierpienia i ludzi często bym się po prostu wkurwiała.
                      Wybaczcie dosadność, ale to jest właśnie najlepsze określenie.
                      Fochy jakie strzelają pacjenci wychodzą często poza ramy dobrego wychowania.
                      "Mnie się należy" - to chyba najbardziej denerwująca postawa ludzka i to nie
                      tylko w odniesieniu do pacjentów, ale ogólnie.

                      Sytuacje są różne, jak to w życiu, ale zastanówmy się czasem nad swoją postawą,
                      swoim postępowaniem.
                      Mnie by się nie chciało pracować za te 700 czy 1000 zł na tak odpowiedzialnym
                      stanowisku.
                      Wyobrażamy sobie, że taki personel to siedzi sobie i tylko kawkę popija.
                      Jasne, a wszystko robią krasnoludki.
                      Wyobrażacie sobie siebie na zmianie? Jest nas 2 (dwie!) na cały oddział i mamy
                      do wykąpania i obsłużenia ponad 20 noworodków. W domu mając jedno dziecko czasem
                      nie wyrabiamy a co mówić 10 (licze po połowie na głowę).

                      Nie powiem, żeby wszystkie położne było okropne. Są owszem flądry nieuleczalne,
                      ale to wynika raczej z charakteru, ale to jest mniejszość.
                      Ile położnych tam jest z poczuciem humoru, sympatycznych. Tylko wcale im się nie
                      dziwię, że wszystko w nich "klapnie" na widok pani, która od drzwi odnosi się do
                      niej jak do służącej z trzeciego świata.

                      Jeśli chcemy ulepszać świat to najlepiej zaczynajmy od siebie.
                      Pisałam o uśmiechu, dobrym słowie. Podejrzewam, że większość z was z
                      politowaniem kiwa głowami czytając to.
                      Nie zdajecie sobie sprawy z siły tego.
                      Nie kajać się, włazić w tyłek, ale rozmawiać spokojnie, rzeczowo.
                      Czy któraś z was pochwaliła kogoś? Bo zazwyczaj jest tak, że do ganienia
                      jesteśmy pierwsi a pozytywy przemilczamy uznając je za rzecz oczywistą.

                      Każda, która pracuje z ludźmi wie jak cenną motywacją do pracy jest szczera
                      pochwała z ust nie pracodawcy ale petenta. Skrzydła rosną! :)

                      Doczekaliśmy na szczęście czasów, gdzie mamy wybór. Ktoś chce płacić? Nie ma
                      sprawy, jeśli chce to proszę bardzo.
                      Ale może nie wieszajmy tylko psów (w sumie to nie wiem skąd powiedzenie, bo psy
                      są przecież sympatycznymi zwierzętami) na państwowej służbie zdrowia.
                      Podobno kobiety częściej mają empatię niż mężczyźni.
                      To może ją uruchamiajmy i próbujmy się wczuć w rolę np. położnej biorąc pod
                      uwagę różne zdarzenia, ogromny stres, humory szefów i pacjentów.

                      Proszę nie brać tego wywodu za teoretyzowanie nie podparte faktami.
                      Na Warszawskiej leżałam w sumie (liczę, liczę, licze....)..... 5-6 razy, z czego
                      były 2 poronienia, 3 indukcje na porodówce i cesarka. I nie mam się o co
                      czepiać, bo w każdym przypadku zajęli się mną profesjonalnie i po ludzku.
                      Grosza tam nie zostawiłam (nie biorac pod uwagę stosu dwuzłotówek do tv ;) i
                      majątku w bufecie [bo smaczne rzeczy tam mają] ;)).
                      Pielęgniarki na patologii dostawały czekoladki przy wypisie wręczane przy
                      ludziach z podziekowaniem za dobrą opiekę a na połogu zostawiłam jednorazowe
                      rzeczy (np. podkłądy ginekologiczne), które by mi w domu zalegały a tam się
                      przydały i pieluchy tetrowe dla dzieci, bo tam ciągle brakuje. Pielęgniarkom
                      podziękowałam szczerze a lekarzom uścisnęłam ręce również dziękując (zasłużyli).
                      Jeszcze leżąc na patologii i czekając na poród przeszłam się na połóg i
                      pogadałam z oddziałową. Oprowadziła mnie po oddziale, pokazała co można było.
                      Pogadałyśmy trochę, wypytałam ją czego potrzebują, bo mam zamiar wychodząc
                      zamiast słodyczy i kawy zostawić coś potrzebnego.

                      Za 3 m-ce czeka mnie powtórka z rozrywki i nie czuje bynajmniej beztroski. Liczę
                      się z tym, że choćby było najlepiej to różnie może być. Ale po tych wszystkich
                      przejściach wiem jedno - wolę się pomodlić niż zostawiać fortunę w prywatnych
                      gabinetach lekarskich, bo są sytuacje że najlepszy lekarz nie pomoże.
                      ;)
                      Chcemy być po ludzku traktowani? Zacznijmy tak traktować innych :)
                      • igua strasznie sie ciesze, ze ten post sie pojawil 20.03.07, 13:28
                        co do gronkowca - 100% racji. dlatego smieszy mnie, gdy ktos mowi, ze na
                        warszawskiej jest gronkowiec, a twierdzi, ze nigdzie indziej go nie ma :)

                        co do szpitala - na to wlasnie chcialam liczyc. na opieke MEDYCZNA, a reszta
                        miala mniejsze znaczenie. i gdyby lekarz mi sie nie wyniosl na parkowa, to sama
                        bym tam nie poszla. chocby dlatego, ze balabym sie, ze mnie z moimi problemami
                        nie beda chcieli, ze moze nie bedzie im sie chcialo brac ciazy z miesniakami
                        itd. ale wiedzialam, ze jak jest lekarz, to bedzie tez opieka nade mna. i
                        problemu nie bylo.

                        pisalam tez juz w ktoryms poscie, ze polozne w prywatnych klinikach to polozne z
                        warszawskiej czy psk - tylko w szpitalach musza robic za polozne i salowe itd. i
                        maja wiecej dzieci na glowie. a w klinikach one same maja lepsze warunki pracy.
                        wiec mozna sobie wyobrazic, ze nie czuja sie tak zmeczone.

                        ja na warszawskiej lezalam tylko na ginekologii i uwazalam, ze robi sie wokol
                        mnie tyle, ile trzeba - zbyt wielu wymagan nie mam.

                        a z pewnoscia duzo zalezy od tego, na kogo sie trafi. bo kolezanka po porodzie w
                        dsk niestety nie mogla dojsc do siebie (rowniez psychicznie), nie mogla karmic
                        dziecko, bo nitk jej nie przystawial. a naprawde jak sie rodzi pierwsze dziecko,
                        to bywa sie tepym i ociemnialym. tego jej zabraklo w szpitalu i to mialaby
                        prywatnie.

                        zawsze bylam oredowniczka szpitali :) tak sie zlozylo, ze rodzilam w prywatnej
                        porodowce, wiec co moge, to o niej opowiem. akurat narzekac nie moge bardzo. ale
                        kto wie... moze tez moglby byc inny scenariusz
                        • agrestka1 Re: strasznie sie ciesze, ze ten post sie pojawil 20.03.07, 13:59
                          villem0 świetne spostrzeżenia i zgadzam się z tobą w 100%, uśmiech i ludzkie
                          podejści może załatwić bardzo dużo, ja starałam się uśmiechać jak najwięcej i
                          mój mąż także i na połogu też wszyscy byli dla nas mili, nigdy się nie zdażyło
                          żeby wyprosili męża bo siedział po czasie odwiedzin ale salę dalej leżała
                          dziewczyna która od początku przyjęła postawę roszczeniową i warczała na te
                          biedne położne,mąż też się tam wydzierał że źle traktują jego żonę ( co przez
                          ściany oczywiście słychać) więc i one warczały do niej a godziny odwiedzin w
                          przypadku jej męża przestrzegane były bardzo skrupulatnie. Ona pewnie nie
                          wspomina dobrze pobytu na warszawskiej.

                          druga rzecz o której też pisałaś to fakt że prywatne kliniki przyjmują tylko
                          zdrowe dziewczyny, ja miałam cukrzycę i powiedzieli mi pod sam koniec że nie
                          będę mogła u nich rodzić co nie przeszkodziło oczywiście zgarnąć trochę kaski
                          za wcześniejsze wizyty

                          i jeszcze jedna ważna rzecz dotycząca warszawskiej, która mnie wprawiła w
                          podziw, w tym samym czasie rodziła dziewczyna która miała straszną depresję i
                          jakieś problemy z zaakceptowaniem dziecka z jakichś powodów go nie chciała i
                          nie została zostawiona sama sobie bo przyszła do niej jakaś pani psycholog i
                          przenieśli ją do izolatki gdzie ta psycholog pomagała jej dojść do siebie i za
                          to ode mnie też wielki plus dla tego szpitala
                          • villem0 Re: strasznie sie ciesze, ze ten post sie pojawil 20.03.07, 14:41

                            Uśmiech i dobre słowo są bezcenne :)

                            Skoro już piszemy o szpitalach i porodach. Te, które rodziły już wiedzą (a może
                            były szczęściarami i zostało im to darowane).
                            Dziewczyny, w ciąży i po porodzie jesteśmy pod wpływem hormonów. To nic złego,
                            ale świadomość tego może nam bardzo pomóc w przejściu tego wszystkiego.
                            Emocje szaleją, wszystko wyolbrzymiamy. Różne zdarzenia przyjmujemy
                            zwielokrotnione. Normalnie mało by nas obeszły a w tym czasie urastają do rangi
                            dramatu.
                            Biedne jesteśmy my, kobiety. Musimy przez to wszystko przejść nie dość od strony
                            fizycznej to jeszcze od strony psychicznej w dodatku tak naprawdę głównie my
                            same możemy sobie pomóc. Ale świadomość działania chemii może nam pomóc w
                            dojściu do siebie.

                            W "Języku niemowląt" Tracy Hogg jest stosowny dział poświęcony temu zagadnieniu.
                            Przeczytałam to w pierwszej ciąży i zaraz kazałam przeczytać to swojemu mężowi
                            żeby się potem nie dziwił ;) W czasie ciąży można próbować uodparniać się na to,
                            przynajmniej trochę może to złagodzić doznania w czasie połogu.
                            Gdy nagle w 2-3 dobie polecą wam łzy to dużo daje powiedzenie sobie "to tylko
                            hormony", serio serio :)
                            Nasze organizmy doznają szoku, hormony ze stanu ciąży wracają kucgalopkiem do
                            stanu prawie normalnego.
                            Osobiście około godziny 16 (był grudzień) zaczynałam ryczeć bez powodu (pomagało
                            mi trochę przystawianie dziecka do piersi). Stany depresyjne, czasem nawet
                            kołatanie serca.
                            Melisa, samotne spacery albo z kimś fajnym. Zostawiamy męża z dzieckiem, te pół
                            godziny czy godzinę wytrzyma ;)

                            To niestety wpływa na postrzeganie przez nas personelu i wszystkiego wokół.
                            Dopatrujemy się krzywych min, zaczepek w głosie.

                            Ciąża na szczęście nie jest atakiem wyrostka robaczkowego i mamy trochę czasu na
                            przygotowanie się do tego co nas czeka, chociaż oczywiście wszystkiego nikt
                            nigdy nie przewidzi.
                            Można zabrać jakiś odtwarzacz z ulubioną muzyką, fajną, odprężającą książkę. W
                            czasie gdy przyjdzie ktoś bliski w odwiedziny można go zostawić na 10 minut z
                            dzieckiem i przejść się po korytarzach, żeby chociaż wyjść z sali, odetchnąć.
                            Sposoby możemy wymyślać w zależności od naszej natury.
                            Możemy sobie pomóc :)
                      • lanolinek Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 20.03.07, 14:16
                        Co do gronkowca święta prawda i ja osobiście zdaje sobie sprawę że wszędzie
                        może być obecny.Jest tysiące osób które się nim zarazi i tysiące które nie to
                        taka loteria - aczykolwiek ryzyko wzrasta przy osłabionym organiźmie.Mnie
                        osobiście boli świadomość że być może mogło nie dojść do zakarzenia gdyby poród
                        był wywołany o czasie a nie 2tyg po.
                        Jeśli chodzi o porodówkę to złego słowa nie mogę powiedzieć o położnych jak już
                        pisałam i nie spotkałam nikogo kto by coś złego mówił.Gorzej jednak z lekarzami
                        bo trafiają się różni a niestety choć to położna prowadzi poród w sytuacjach
                        gdy coś idzie nie tak decyzję podejmuje lekarz.W moim przypadku położna
                        sugerowała cesarkę a w zamian usłyszała że to nie ona jest od podejmowania
                        decyzji;-(
                        Połóg zgadzam się bywa różnie, różne są pacjentki,różne położne, różne
                        okoliczności.Ja obecnie decyduje się na poród w klinice-nie dla warunków(bo
                        myślę że Warszawska nie wiele od nich odbiega), nie dla super miłej obsługi- bo
                        nie oszukujmy 2 dni można by pewnie i w obozie wytrzymać ;-)przy dziecku może
                        pomóc i mąż przecież w domu i tak jesteśmy zdani na siebie ale dlatego aby mieć
                        poczucie bezpieczeństwa że nikt nie będzie czekał 2 tygodni abym zaczeła rodzić
                        i wrazie konieczności cesarskie cięcie nie będzie zależało od jakiś tam
                        układów.Nie czaruję się że poród w klinice ochroni mnie przed możliwymi
                        komplikacjami i wiem że może być różnie ale po prostu chcę zadbać o
                        bezpieczeństwo okołoporodowe którego wcześniej mi zabrakło.Może naiwna jestem,
                        może plotę głupoty,ale 3 lata przeżyłam koszmar - walki o życie dziecka i teraz
                        na sam widok Warszawskiej dostaję gęsiej skórki.W tej całej histerii mam
                        świadomość że to co mnie spotkało zdarza się pewnie raz na ileś tam porodów bo
                        sama znam 3 tylko takie przypadki a znam dziesiątki zadowolonych mam.Każdy
                        poród jest inny może zakończyć się szczęśliwie bądź nie i na to nie ma wpłuwu
                        miejsce w którym rodzimy.
                        • villem0 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 20.03.07, 14:24
                          lanolinek, mam nadzieję, że limit pecha masz wyczerpany. Należy ci się spokojny
                          poród bez komplikacji i zdrowe dziecko :) Za co trzymam mocno kciuki :)

                          Swoją drogą nie wiem czy wiecie, ale ostatnio szpital w Hajnówce jest na topie :)
                          Sokółka od dawna jest passe, warunki bardzo się pogorszyły i dziewczyny z
                          Sokółki przyjeżdżają do Białego.
                          Hajnówka została wyróżniona, zdaje się w rodzić po ludzku i podobno rzeczywiście
                          mają fajne warunki, różne pozycje rodzenia i dobrą opiekę.
                          • igua Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 20.03.07, 14:28
                            villem0 napisała:

                            > lanolinek, mam nadzieję, że limit pecha masz wyczerpany. Należy ci się spokojny
                            > poród bez komplikacji i zdrowe dziecko :) Za co trzymam mocno kciuki :)
                            >
                            > Swoją drogą nie wiem czy wiecie, ale ostatnio szpital w Hajnówce jest na topie
                            > :)
                            > Sokółka od dawna jest passe, warunki bardzo się pogorszyły i dziewczyny z
                            > Sokółki przyjeżdżają do Białego.
                            > Hajnówka została wyróżniona, zdaje się w rodzić po ludzku i podobno rzeczywiści
                            > e
                            > mają fajne warunki, różne pozycje rodzenia i dobrą opiekę.
                            >

                            widzialam w regionalnej. ciekawe, jak wyglada na zywo szpital. bo np. warszawska
                            po remoncie ma sie lepiej wg mnie niz obecna parkowa (ktorej juz latek stuknelo).
                          • anet77 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 20.03.07, 14:30
                            Co do szpitala w Sokółce to podzielam zdanie vilem0, bo tez słyszałam dużo
                            złych opini o tym szpitlau, Kiedys moze i było tam super ale to juz chyba
                            bardzo odległe czasy. Moja szwagierka tam rodziła i wspomina bardzo źle ten
                            szpital. Powiedziała, ze jeśli jeszcze kiedys przyszłoby jej rodzić to wolałaby
                            urodzić w drodze do Białegostoku niż tam w szpitalu na miejscu.
                          • agrestka1 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 20.03.07, 14:30
                            słyszałam o Hajnówce i bardzo poważnie się nad tym zastanawiam, sama jestem z
                            Hajnówki moi rodzice nadal tam mieszkają no i Gośkę miałabym u kogo zostawić na
                            czas porodu
                            • igua Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 20.03.07, 14:49
                              agrestka1 napisała:

                              > słyszałam o Hajnówce i bardzo poważnie się nad tym zastanawiam, sama jestem z
                              > Hajnówki moi rodzice nadal tam mieszkają no i Gośkę miałabym u kogo zostawić na
                              >
                              > czas porodu

                              coz stoi na przeszkodzie?
                              jesli nie masz w bialym "smyczy" w postacie lekarza lub kogos takiego. ja bym
                              sie nie wahala

                              a co do sokolki - to juz prawie oficjalne, ze leza i kwicza
                              moja kuzynka zostala przez nich odprawiona, a chodzila tam cala ciaze. odprawili
                              ja, choc byla po terminie. wkurzyla sie, wsiadla w pojazd, zajechala na
                              warszawska i z miejsca ja przyjeli, wywolali porod, urodzila duza super
                              dziewczyne. i wydaje mi sie, ze czasem tak najlepiej - z marszu, bez
                              zalatwiania, zastaniawiania...
                      • usianka Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 24.03.07, 18:58
                        tylko są gronkowce i gronkowce - z tego co czytalam na temat kobiet skarzacych
                        sie w NFZ na Warszawską u nich wykryto gronkowca lekoodpornego, ktorym zakazic
                        mozna sie tylko i wyłącznie w szpitalu.
            • usianka Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 24.03.07, 19:00
              Część personelu. W tej chwili w klinikach prywatnych (na Zamenhoffa na pewno)
              czesc personelu to ludzie ktorzy pracują TYLKO tam.
          • rosemary4 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 18.09.08, 14:52
            W trakcie porodu odeszły mi zielone wody płodowe i decyzja lekarza
            była natychmiastowa - cc. To było na Parkowej.
    • igua o hajnowce 20.03.07, 14:52
      na razie mam tylko tyle:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=255&w=54452631&a=54452631
      ze strony "rodzic po ludzku" to kazdy sciagnie, jak zechce
      • igua Re: o hajnowce - jeszcze oficjalna strona 20.03.07, 14:54
        www.spzoz.hajnowka.pl/index.php?show=ginek/00
        • kokardka_80 jeszcze raz o Warszawskiej 21.03.07, 20:35
          Widocznie miałam pecha trafić na niefajną zmianę pielęgniarek na połogu hehe.
          Nie, ja absolutnie nie miałam i nie mam roszczeniowej postawy. A po cesarce
          leżąc i ledwo sie ruszając to nawet by się chyba nie dało, nawet jesli ktoś ma
          to w charakterze. Do dziś też źle wspominam traktowanie i pamietam sytuacje
          nieprzyjemne. Więc nawet z perspektywy czasu, gdy emocje i inne przybytki
          opadły, nadal czuję to samo. Była jedna jakaś kobietka, fakt,o której można
          powiedzieć, że w porządku. Ale jednak reszta okropna. Nie wiem, moze i kasa
          którą tam zarabiaja nie motywuje do kultury, ale nie ja byłam i jestem temu
          winna. :)
          • igua Re: jeszcze raz o Warszawskiej 21.03.07, 21:18
            akurat najczestsza opinia o warszawskiej byla przez dlugi czas taka, ze chwalono
            lekarzy, chwalono polozne na porodowce i narzekano na polog.
            mysle, ze przy cc jest to bardzo odczuwalne. ja co prawda tym razem wstalam w 1.
            dobie, bo nie bylo narkozy, ale rok wczesniej po operacji pod narkoza nie dalam
            rady wstawac dluuugo, dluuugo. i miesiac dochodzilam do siebie, chodzac zgieta w
            pol.
            ale po operacji jedynym wiekszym wysilkiem bylo wysikac sie.
            a po porodzie cc tych wysilkow jest wiecej
            • kokardka_80 Re: jeszcze raz o Warszawskiej 22.03.07, 09:31
              No właśnie Igua, ten połóg. Jedna z sytuacji tam. Była 2 doba po cesarce,
              poszłam do wc czy gdzieś tam, a łóżko i posciel wymagały jednak poprawy, znaczy
              ułożenia. Próbowałam sama, ale niesttey nie dałam rady, poprosiłam jedną z Pań
              (grzecznie) to ta poscieliła, ale najpierw sie rzuciła, ze pzrecież to juz 2
              dni po cesrace i co ja wymyślam, ona miała robione dwie cesarki itd. Wierzę
              głęboko, ze to ja miałam pecha trafić na takie akurat zmiany, nie wiem. Życżę
              wszytskim, które sie tam wybierają wspaniałych Pań na połogu! I czekam, aż w
              tej kwestii tam nastąpią zmiany:)
              • igua Re: jeszcze raz o Warszawskiej 22.03.07, 09:39
                tym bardziej, ze jedni po cc biegaja od razu, a inni potrzebuja wiecej czasu.

                ale... zycze, zebys nastepny porod i polog byly w miejscu i wsrod ludzi, ktorych
                bedziesz milo wspominac
                • mamakasienki1 Re: jeszcze raz o Warszawskiej 22.03.07, 12:18
                  Wierzę, że może być różnie, ale pamiętam swoje wejście na porodówkę na
                  warszawskiej, czułam się okropnie taka strasznie bezsilna i bezradna, nie
                  miałam pojęcia co robić i wogóle jak się zachować.
                  Jedyną przyjazną osobą jaka tam spotkałam była studentka, która była przy mnie
                  o wszystko pytała, mierzyła i wogóle, tylko z nią mogłam porozmawiać i o coś
                  zapytać. Jakoś nie byłam skłonna ani do żartów ani do rozmów, szczególnie, że
                  szłam ze skierowaniem na patologię a lekarz na izbie przyjęć skierował mnie na
                  porodówkę choć rozwarcia nie miałam żadnego, a to tylko dlatego, że na
                  patologii łóżek wolnych nie było a nie mogli mnie odesłać bo byłam tydzień po
                  terminie.
                  Później półtorej godziny leżałam podpięta do jakiegoś urządzenia podającego
                  oksytocynę i dopiero pod koniec zaczęły się skurcze wtedy mogłam trochę
                  pochodzić, wychodziłam nawet do męża na korytarz bo bardzo chciałam z nim być
                  przy porodzie, ale mi nie pozwalano, dopiero przy 4 cm rozwarcia jak nie
                  chciałam już nic robić co mi kazali to jakoś mnie tam doprowadzili. Chyba
                  chodziło o to, że nie dostałam znieczulenia tak jak prosiłam tylko jakiś środek
                  przeciwbólowy.
                  I dopiero przy mężu jakoś tak bezpieczniej się poczułam no i wtedy już wszystko
                  potoczyło się szybciutko, najpierw 15 minut pod prysznicem a później 5 minut
                  poród i nasze maleństwo już było z nami, tatuś dostał ją na ręce, zresztą do
                  tej pory wspomina jak przecinał pępowinę i jak otworzyła oczka i na niego
                  popatrzyła. Później posiedział z nami jeszcze, najpierw ze mną na sali po
                  szyciu, a później ze mną i z Kasią na połogu.
                  Na połogu z kolei wszystko było ok dopóki nie dowiedziałam się, że nie
                  wychodzimy w drugiej dobie bo Kasia jest chora, nikt nam nie chciał nic
                  powiedzieć chociaz pytaliśmy wiele razy. W końcu zadzwoniłam do teściowej żeby
                  przyjechała, bo jest pielęgniarką to może coś więcej zrozumie z tego
                  lekarskiego bełkotu.
                  • magiggii Na pierwszy ogień... 25.03.07, 19:21
                    No to chyba ja dostarcze swiezych informacji o warszawskiej bo jednak
                    zdecydowalismy ze tam bede rodzic.Co prawda dopiero za miesiac ale chyba jednak
                    bede pierwsza.
                    • mamakasienki1 Re: Na pierwszy ogień... 27.05.07, 15:57
                      Witam
                      Wprawdzie już opisałam jak było na porodówce ale dopiszę się tutaj bo bardziej
                      na temat.
                      Jeśli chodzi o sam szpital i porodówkę to było super, personel na bloku
                      porodowym wspaniały, albo na taką zmianę trafiłam, wszyscy się mną zajmowali,
                      każdy starał się jakoś ulżyć choć akurat w naszym przypadku nie zdążyłam pójśc
                      nawet pod prysznic. Nawet badania nie były bolesne.
                      No i nie było najmniejszego problemu żeby być z mężem, miejsce dla męża było na
                      fotelu siedzące.
                      Choć wprawdzie mój mąż zdążył praktycznie w ostatniej chwili na ostatnie 10
                      minut ale było super.
                      Jeśli miałabym rodzić jeszcze raz to tylko tam.
                      Jeśli chodzi o połóg to różnie ale personel też w miarę sympatyczny i miły,
                      szczególnie, że spędziłyśmy tam 8 dni, bo maleńka była na antybiotyku.
                      Tak się bałam a było super.
                      Z czystym sumieniem mogę wszystkim polecić ten szpital.
                      Z miejscami to różnie ale miejsca są i nikogo nie odsyłają jeśli tylko szpital
                      ma dyżur.
    • iv-o Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 27.08.07, 13:46
      Czy któraś z dziewczyn rodziła ostatnio na Warszawskiej?? Jak tam jest?
      Słyszałam, że lepiej niż kiedyś. Ja mam termin na początek listopada. Trudna
      decyzja z tym porodem.
      • villem0 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 27.08.07, 14:34
        Ja rodziłam 2 m-ce temu i jestem zadowolona :)
        • mamakasienki1 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 27.08.07, 19:25
          Mój opis jest wyżej, rodziłam 3 m-ce temu jestem bardzo zadowolona z
          Warszawskiej.
          Bez porównania z tym co było 2,5 roku temu jak rodziłam Kasię.
          • obeta81 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 25.09.07, 13:02
            Ja mam termin na połowę października i jestem zdecydowana na
            Warszawska juz od kilku miesięcy-lezałam tam na patologii i opieka
            była bardzo dobra, no moze ordynator nie jest zbyt delikatny przy
            badaniach i radze unikac tego pana, ale poza tym szpital jest ok.
            Inna sprawa, ze kilka kolezanek w ostatnim czasie tez tam rodziło i
            były zadowolone z opieki.
            Obecnie chodze do szkoły rodzenia przy szpitalu i tez nie moge zlego
            słowa powiedziec. Bardzo kameralne spotkania, cwiczenia bardzo
            pomocne (moja niunia dzieki nim w koncu sie obróciła:))

            • czrabl Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 23.11.07, 13:13
              obeta81 napisała:

              > Ja mam termin na połowę października i jestem zdecydowana na
              > Warszawska juz od kilku miesięcy-lezałam tam na patologii i opieka
              > była bardzo dobra, no moze ordynator nie jest zbyt delikatny przy
              > badaniach i radze unikac tego pana, ale poza tym szpital jest ok.
              > Inna sprawa, ze kilka kolezanek w ostatnim czasie tez tam rodziło i
              > były zadowolone z opieki.
              > Obecnie chodze do szkoły rodzenia przy szpitalu i tez nie moge zlego
              > słowa powiedziec. Bardzo kameralne spotkania, cwiczenia bardzo
              > pomocne (moja niunia dzieki nim w koncu sie obróciła:))
              >
              Tez leżałam na patologii i opieka super fajna, z prawdziwego zdarzenia. I tak sobie mysłałam ze pewnie na porodówce tak samo. Niestety nie. Pielegniarki niemiłe, odpowaidaja czesto na pytania ironicznie co nie jest zbyt przyjemne szczególnie gdy jest sie zmieczona i skołowana po porodzie. Brak pomocy w przystawieniu dziecka do piersi, bo raczej przyniesienie dziecka i uwaga ' przystawia pani dziecko, na co pani czeka" nie uwazam za dobre' itd itd. ja wspominam pobyt na oddziale bardzo niedobrze jesli chodzi o opieke. wciaz sie lecze, gdyz bez powodu podano mi antybiotyk.

              Moja kuzynka miała jeszcze gorsze przejscia. Jej mama-pielegniarka była mocno zszokowana jak mozna tak traktowac pacjentki.

              patologia przy tym to jak hotel 5 gwiazdowy...niestety
              • iv-o Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 24.11.07, 12:18
                Urodziłam syna 2 tygodnie temu w Klinice na Zamenhofa. Poród był sn, nikt nie
                namawiał mnie do cięcia, kiedy szyjka stała murem, niewrażliwa na skurcze, a
                potem gdy synek nie wykonywał zwrotu główki. Tylko cały czas monitorowali
                dziecko i próbowali swoich sposobów, pozwolili posiedzieć na piłce (obawiali
                się, że na skutek znieczulenia nie będę dała rady, ale dałam). Nikt nie
                spuszczał nas z oczu, mąż też nie czuł się w żaden sposób zakłopotany. Poród
                trwał 4,5 godz a synek dostał 10 pkt Apgar. Poród był nocny i stawił się dla nas
                cały sztab personelu. Opieka 2 doby po porodzie super, tak jak by się chciało.
                Długo zastanawiałam się nad szpitalem. Jestem zadowolona, polecam.
              • bea_08 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 08.12.07, 00:12
                Patologia na Warszawskiej jest super, pielęgniarki miłe, ludzkie, nie spotkałam
                takiej, o której mogłabym źle powiedzieć, a leżałam kilka razy. Dlatego na poród
                też zdecydowałam się tam. I tragedia, złośliwe komentarze, narzekania na ciężką
                pracę,zwłaszcza przy "tych po cesarkach", albo z jakimikolwiek problemami. Ja na
                swoje nieszczęście z powodu choroby dziecka musiałam tam być 2 tygodnie. Jestem
                twarda, ale nieraz płakałam (i nie była to żadna depresja), brak współczucia i
                tyle, jesteś tylko kolejnym "przedmiotem", którym trzeba się zająć, a tu brak
                podwyżki...
                Jeśli uda ci się nie trafić na zły humor pań, świetnie sobie radzisz ze
                wszystkim, o nic nie prosisz, nie pytasz, i wychodzisz stamtąd zgodnie z planem
                - to Warszawska może być OK. Ja mam negatywne wspomnienia.
                I jeszcze jedno - moje dziecko było zakażone gronkowcem, następne pobyty w
                szpitalu, nie mam dowodu, że zaraziło się tam, ale...
    • mama-julii Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 24.11.07, 20:38
      Napiszcie proszę jakie warunki nalezy spelnic , by rodzic na
      Zamenhofa ?Czy chodzilyscie tam do lekarza cala ciaze, czy mozna
      zglosic sie tuz przed porodem? Slyszalam , ze jest bardzo malo miejs
      i moze byc problem z zalatwieniem tam porodu.Prosze o
      odpowiedz,osoby , ktore niedawno urodzily w tej klinice dziecko.
      • iv-o Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 05.12.07, 14:57
        Ja chodziłam całą ciążę do ginekologa w poradni K, w 9 m-cu zgłosiłam się na
        Zamenhofa do dr Lenczewskiego, jako że chciałabym tu rodzić. Kolejna wizytę
        również z usg (100zł) miałam po 2 tyg, potem chodziłam na ktg co 2 dzień.
        Kolejna wizyta w dniu terminu też z usg (ważna jest ocena przepływów w
        naczyniach pępowinowych i naczyniach mózgowych). Znowu na ktg codziennie przez 4
        dni i zaplanowana indukcja a poród w nocy, pisałam na forum. Prawda jest taka,
        że możesz chodzić całą ciążę a na poród i tak sie nie załapiesz, albo zrobisz
        tak jak ja. Mi się udało. Jestem bardzo zadowolona, pomoc przy porodzie super,
        fajnie, nawet wesoło było. Nie, że nie bolało :) Poród naturalny kosztuje
        1000zł, CC 1700zł.
        • kasandra_85 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 04.08.08, 18:42
          ODRADZAM ARCISZEWSKICH!!!!!!!!!!!! Rodziłam kilka miesięcy temu i to
          było straszne. Gdy zaczełam do nich chodzić 3 miesiące przed porodem
          chyba było dobrze, ale już tuż przed porodem zaczęły się kłopoty.
          Nie wykryto w porę u mnie paciorkowca (zaniedbanie lekarza, bo drugi
          lekarz wyjaśnił że u nich zlecają to badanie) co zagrażało dziecku
          sepsą, zapaleniem opon mózgowo - rdzeniowych, itp. (lekarz z kolei
          bagatelizował tą sprawę). Po porodzie miałam trochę komplikacji ,
          ale nikt się tym nie przejmował - zalecono mi zapisanie sie do
          swojego lekarza rodzinnego! Wcześniej natomiast zapewniano mnie że
          przez 6tyg. po porodzie będę pod ich opieką (niestety wszystkiego
          się wyparli!!). Ogólnie musiałam prosić i nalegać, aby zrobili
          badania mojemu dziecku (w związku z paciorkowcem u mnie), choć
          lekarz zapewniał że nie ma takiej potrzeby (nie jest to prawdą,
          ponieważ paciorkowiec z grupyB- Strep.agalactiae jest częstą
          przyczyną zgonów okołoporodowych do 3-4 tyg. po porodzie!!). Na
          szczęście miałam taką wiedzę (studiuję medycynę) i nie dałam sie
          omamić-nalegałam usilnie na badania i w końcu je wykonali.
          Nie dajcie się nabrać, że lekarz wie wszystko, a zwykle tak uważa!
          Jeszcze raz ODRADZAM Arciszewskich!! głównie z powodu ich braku
          zaplecza medycznego i niedbalstwa!!!!
          • vedderka Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 13.08.08, 16:59
            ja rodziłam na Zamenhofa w maju i jestem zachwycona!!! złego słowa nie dam na
            nich powiedzieć!!wszystko przebiegło niezwykle sprawnie, w miłej
            atmosferze-pełny profesjonalizm. Mimo komplikacji przy porodzie, lekarze i
            położne doskonale się nami opiekowali! ja polecam.
            • madlen-17 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 14.08.08, 20:41
              byłam ostatnio na zamenhoffa i pytałam ile kosztuje por.ód: naturalny 1000 zł cc
              1700 zł, trzeba na 2 miesiace przed terminem porodu zgłosi się do nich i umówi
              się na wizyte u lekarza, ja mysle o doktorze Lenczewskim. Znacie jakies opinie
              na jego temat? A jak nie to kogo polecacie. Wizyta kosztuje od 100 do 150 zł.
              Zdecydowałam sie na Zamenhoffa, bo nie widzi mi sie warszawska - gronkowiec,
              nikt nie mowi ile kosztuje 1 opak. leku 2,500 zł ( znajoma załapała "po
              znajomości jak rodziła), a w PSK lekarz ostatnio pijany na dyzurze, policja go
              zgarnela...
              • izaa81 Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 18.08.08, 11:21
                witam
                co do dr Lenczewskiego to naprawde polecam super lekarz 5 lat tem
                chodzilam do niego prowadzil mi pierwsza ciaze (zagrozona)dzieki
                niemu mam zdrwa corke ale rodzilam na warszawskiej i jestem
                zadowolona rodzilam na sali eko mialm super polozna i wszytko bylo
                ok teraz jestem w 7 miesiacu ciazy i bede rodzic w psk u dr
                przepiescia tez polecam jako lekarz prowadzacego a co do porodu to
                sie okarze pozdrawiam
                • best-monia Poród w Białymstoku 16.09.08, 16:05
                  Witam serdecznie wszystkie mamusie:)Jesli któras z Was byłaby w
                  stanie mi pomóc w odpowiedzi na pytanie byłabym wdzieczna - czy
                  jesli pracuje za granica a chcialabym urodzic w Polsce (obecnie
                  jestem w 2 m-cu ciąży)szpital w Białymstoku bedzie tolerował moje
                  ubezpieczenie z innego kraju Unii czy tez beda zobowiazana placic za
                  poród a jesli tak to jakie sa koszta porodu w Białymstoku w
                  prywatnych klinikach i gdzie sie one dokładnie znajduja?
    • magiggii Re: szpitale i kliniki położnicze w Białymstoku 16.09.08, 22:34
      Tutaj cennik z PSK(niestety nieaktualny, ale przynajmniej wiesz czego sie
      spodziewac):
      spskam.bialystok.pl/poloznic/cennik.htm
    • oro28 Zamenhofa czy Parkowa - moja subiektywna ocena 08.01.09, 22:10
      Mialam okazje rodzic w obu klinikach, z ciekawosci...
      Oba porody przez cc, krotkie porownanie.

      Porod:
      Z: Lezalam na stole i niewiele pamietam z tego co dzialo sie wokol. Wazne bylo,
      ze maz byl w sali obok, gdzie czekal neonatolog na zbadanie noworodka. Gdzies
      posrodku, ktos relacjonowal mezowi... znieczulaja, tna, zaraz bedzie pan
      tatusiem... Pokazano mi dziecko zaraz po wyjeciu i zabrano do badania. zaraz tez
      uslyszalam, ze 10 p. ile wazy, mierzy. W drugiel sali tatus odcinal symbolicznie
      kawalek pepowiny, ktos przypomnial ze moze chce zrobic zdjecie.

      P: Ja lezalam, a lekarze nawijali o tym kto jaki ma samochod, czyj szybciej
      jezdzi i co teraz kupic. Dziecko wyjeto, zabrano i przyniesiono dopiero umyte,
      spakowane z info ile wazy. Tatus jak sie okazalo dostal polecenie czekac pietro
      wyzej.

      Po porodzie:
      Z: przewieziono mnie winda na pietro gdzie mialam lezec, a tam juz czekal maz z
      malenstwem.

      P: zaniesiono mnie na pietro, gdzie czekal maz. Lekarze i kto byl i chcial
      wypili szampana za pomyslnosc malucha. Na dziecko czekalismy chyba ze 2 godz,
      czekalismy i czekalismy...

      Sala poporodowa:
      Z: Male pokoiki z lazienkami. Dwa lozka, kazde z mozliwoscia regulowania,
      dzwonek do wezwania poloznej, oswietlenie nad kazdym lozkiem, tv z pilotem.
      Drzwi zawsze zamkniete. spokojnie i intymnie.

      P:Pierwsza dobe spedzilam na sali, gdzie lozko mogla regulowac tylko polozna. Ja
      po operacji nie dalam rady sie ruszyc a przeciez nie smialam zadac zeby ktos co
      5 min zmienial mi pozycje. Swiatlo bylo tylko gorne, przez co podczas bezsennej
      nocy nie moglam nawet poczytac. Tv byl z pilotem ale pilot nie dzialal, na co
      kazdy z personelu wzruszal ze zdziwieniem ramionami. łazienka oczywiscie na
      holu, gdzie zwykly sie spotykac poloznice z rodzinami. Druga doba w innej sali,
      bardziej przystosowanej. Lozka regulowane, lazienka, TV z pilotem dzialajacym. W
      obu salach drzwi byly ciagle otwarte. Kiedy juz moglam wstawac, to kilka razy
      probowalam zamknac, ale kazda siostra ktora zagladala zostawiala je otwarte,
      wiec zrezygnowalam. Pokoj byl przy schodach wiec kazdy kto szedl z wizyta zerkal
      czy to nie tu. Troche krepujace... Nie wiem czy byl dzownek, bo nikt nie
      wspomnial, a ja nie pytalam.

      Wyzywienie:
      Z: Operowano mnie wieczorem i jeszcze tego dnia dostalam na kolacje 2 kubki
      kisielu. Sniadanie to tez kisiel a obiad byl juz chyba normalny.

      P: CC bylo rano i nic nie dostalam do obiadu nast dnia. Na obiad dostalam
      kisiel i to w drodze wyjatku, bo standardem byloby otrzymanie dopiero kolacji.
      Biorac pod uwage, ze i przed operacjanie zjadlam kolacji, a pozniej jogutr na
      sniadanie, to zaladek juz mi przyrastal do podniebienia.

      Opieka:
      Z: Mialam wrazenie, ze caly czas ktos zaglada i pyta czy czegos nie trzeba.
      Czulam sie bardzo "zaopiekowana". Z lozka podniesiono mnie po 12 h. Poszlam pod
      prysznic sama, a polozna czekala czy nie bede potrzebowala pomcy. Czulam sie
      dobrze i chcialm jak najszybciej odzyskac sprawnosc.

      P:Opieka dobra. Szczegolnie mlode polozne podchodza ze zrozumieniem i sa
      bardziej otwarte na pacjetke. Ze starszymi czasami mialam wrazenie, ze ona to
      juz niejeden porod przyjela wiec co tu sie rozczulac. Z łozka polozna wyrwala
      mnie po 18 h i zaprowadzila pod prysznic w sojej obecnosci.

      Leki:
      Z: Podawane redularnie, co 6 godz. Jezeli zaczynalo bolec, to wiedzialm, ze
      zaraz przynosza. na wypis dostalam ketanol.

      Z; znieczulenie dostawalam jak poprosilam, a zeby poprosic, to musialam czekac
      az ktos zajrzy. Na wypis dostalam panadol i neomycyne.


      • villem0 Re: Zamenhofa czy Parkowa - moja subiektywna ocen 09.01.09, 07:23
        To, że dostałaś jeść na Z juz w kilka godzin po operacji nazywam ogromna niodpowiedzialnoscia, bo to, ze po cc kobieta długo nie dostaje jesc to nie jest na zlosc pacjentce a tylko dla jej dobra.
        Po takiej operacji, gdzie otwiera sie jame brzuszna, delikatny posilek pacjentka powinna dostac, gdy zaczna jej odchodzic gazy, czyli jak ruszy perystaltyka jelit.
        Do tego czasu powinna byc tylko woda i nic wiecej.
        Tu dobro kobiety liczy sie bardziej niz wygoda.
        • usianka Re: Zamenhofa czy Parkowa - moja subiektywna ocen 09.01.09, 10:06
          tez tak sądzę
          o ile pamietam mnie na Z. "przeglodzili" do obiadu dnia nastepnego,
          ale to bylo tyyyyyle lat temu ;)
    • igua adresy porodowek 26.01.09, 09:44
      z artykulu gazetu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka