tu tez sie przyznam :(

19.04.07, 09:47
zlozylam juz samokrytyke na forum sierpniowym, ale mysle, ze warto i tu - moze
inni wykaza sie wieksza rezolutnoscia

mikolaj ma za soba jedno ladowanie z lozka - wtedy obudzil nas dziwek
stukniecie o podloge i jego krzyk, bo sie wystraszyl, ale najwyrazniej nic mu
sie nie stalo (nie plakal, nie mial zadnego siniaka, do konca dnia nie bylo
nic niepokojacego). pewnie spadl slozony w pol (kiedys widzialam, jak spada i
taka pozycje przyjmowal).

dzis bylo kolejne ladowanie z lozka, a ja po raz kolejny w zyciu mam wiecej
szczescia niz rozumu.
standardowo mikolaj trafil u nas w lozku nad ranem, zebysmy mieli szanse na
dospanie. w zwiazku z tym, ze w pewnym momencie musialam go karmic z lewej
piersi, zamienilam sie z nim miejscem i byl z brzegu lozka. brzeg lozka
oblozylam poduszkami. spalismy wiec sobie smacznie.
po jakims czasie malz wstal i standardowo poszedl pod prysznic - wtedy mikolaj
zawsze sie budzi i chce juz uczestniczyc w zyciu domowym. a ja (moze po
ostatnim zatruciu) nie bylam w stanie podniesc sie ani nawet obudzic. malz cos
mi mowil - pewnie, zebym przesunela sie na brzeg lozka, ale ja cos
przytaknelam przez sen i spalam dalej. przebudzilam sie w pewnym momencie i
zobaczylam, ze poduszek juz nie ma, a mikolaj pelza po calym lozku. na wpol
spiaca przycisnelam go do siebie, zeby niby go uchronic od niebezpiecznego
lazenia i przysnelam...

obudzil mnie moj maz, ktory ponoc dlugo do mnie gadal po przyjsciu, ale spalam
twardo. obudzil mnie pytaniem o to, czy to ja polozylam malego na podlodze.
myslalam, ze umre. zagladam, a dżońcisław lezy na podlodze miedzy poduszkami,
gryzie kabel od lampki nocnej i cieszy sie jak dziki.
wierze gleboko, ze gdyby spadl bolesnie to plakalby glosno i dlugo i w koncu
bym sie obudzila. spadl chyba na poduszki.

konkluzje: 1. w podobnych sytuacjach bede rozkladac poduszki na podlodze
2. czas najwyzszy zaczac unikac takich sytuacji, bo prawo pierwszego razu
dziala zasadniczo raz, tu chyba dochodzi zasada do trzech razy sztuka, ale
lepiej byloby tego nie sprawdzac...
    • anet77 Re: tu tez sie przyznam :( 19.04.07, 13:12
      Oj mieliscie trochę przezyć ajk widze:) U nas raz omal nie było upadku z łózka.
      Nocowaliśmy u rodziny. Spaliśmy na kanalie, która nie miała tysz oparć,
      szczytków czy ajk to atm sie nazywa po bokach. Z jednej strony była dosunieta
      do sciany ale tak z kazdej pozostałej nie było nic. w zwiazku z tym położyłam
      mała od ściany i cała noc starałam sie czuwać. Co jakiś czas wędrowała podczas
      snu do góry, gdzie nad naszymi głowami mogła wlaciec z łozka, wiec ją ciagle
      ściągałam przynajmniej do połowy łózka. W pewnym momencie budzę sie i nie am
      dziecka, zagladam nad nasze głowy a tu tylko pupa na końcówce kanapy a ona
      główka i rączkami wisi w dole. To tylko szczęście, ze w porę obudziłam sie bo
      poleciałaby akurat na główkę.

      Tak poza tym nie mieliśmy jakiś upadków ale za to wczoraj dorwała kawałek foli
      aluminiowej i zjadła sobie. Zajeci w kuchni spostrzeglismy sie dopiero jak
      zaczęła sie krztusić.

      Wydaje mi sie że każdy rodzic ma za sobą jakeiś tkaie sytuacje. Staramy sie
      uwazac na nasze dzieci, chronić je, pilnowac a zawsze i tak cos sie przydazy.
      • villem0 Re: tu tez sie przyznam :( 19.04.07, 13:22
        To przygotujcie się na różne takie sytuacje, groźniej wyglądające, bo to dopiero
        początek ;]
        I nie przejmujcie się tak tylko potem obserwujcie pociechy.

        Ciężko mi policzyć ile różnych upadków W. ma już na koncie. Kilka wyglądało
        bardzo groźnie, ale nic się nie stało.
        Tak to już jest, sami lądowaliśmy to i dzieci muszą aby czegokolwiek sie
        nauczyć. Padać też się jakoś musza uczyć, jak koty ;]
        • igua wstyd sie przyznac, a moze strach... 19.04.07, 13:50
          zeby to sie nie obrocilo przeciwko mnie.

          ale na sierpniowym kobiety juz wiedza, ze po tym pierwszym upadku jakos nie bylo
          we mnie paniki. wystraszylam sie, gdy uslyszalam stukniecie i maly plaknal.
          wzielam, przytulilam, usmiechnal sie i jakos pomyslalam: "no, to zaczelo sie,
          przed nami survival".

          teraz bylo mi glupio i pomyslalam, ze to nie jest odpowiedzialne, bo moglo sie
          cos stac, ale na szczescie nic nie stalo, wiec znow... luz totalny.

          tylko ze faktycznie glupawo... bo upadkow mego dziecka nie unikne - bedzie sie
          uczyc chodzic i przy tym bedzie padal non stop. i wg mnie musi umiec padac, zeby
          umiec sie podnosic :D
          ale tego przypadku mozna bylo uniknac, tylko ze sen byl silniejszy ode mnie :)

          to tez tak troche na pocieszenie wszystkim matkom, ktore jak ja bywaja
          nieidealne :)))))))))
    • kichigai_ushi Re: tu tez sie przyznam :( 19.04.07, 23:50
      moj lecial dwa razy.
      raz z przewijaka, raz z kanapy.
      ostatnio wyrznal czolem w kant stolu.

      to byly jego moze pierwsze ale nie ostatnie takie loty.
      niestety, dzieci maja to do siebie ze sa mobilne :)
      • kokardka_80 Gratuluję..... 20.04.07, 08:53
        odwagi!! Wcale nie tak łatwo się przyznać, ze dziecko lądowało:) Moje też
        padało i nadal czasem pada, ale niekoniecznie lubię się tym "chwalić":) Brrr.
        Fakt, nie zawsze da sie upilnować. A jeszcze te dzieciaki takie ciekawe świata
        ( i dobrze!), wszędzie wejdą. Trzeba o kilka sekund naprzód ich zamaiary
        wyprzedzać. Uhhh, co będzie jak chodzić zaczną??:)
Pełna wersja