Dodaj do ulubionych

SACRUM-PROFANUM 2007

23.08.07, 20:36
Po prezentacjach muzyki kompozytorów związanych
z Wiedniem (2004), Rosją (2005) i Francją (2006) podczas piątej
edycji Festiwalu zabrzmią dzieła twórców amerykańskich.

Wśród utworów, prezentowanych przez czołowych muzyków i zespoły z
całego świata, znajdą się dzieła takich kompozytorów, jak: George
Gershwin, Charles Ives, Steve Reich, Leonard Bernstein, Elliott
Carter, John Adams, Philip Glass, John Cage i? Miles Davis.

Na festiwalu pojawią się tak znakomici muzycy, jak: Marc Minkowski,
Leszek Możdżer, Tomasz Stańko, Paul Hillier oraz najwyżej cenione
zespoły zajmujące się muzyką współczesną: London Sinfonietta,
Schönberg Ensemble, Asko Ensemble, Theatre of Voices, jak również
uznani wykonawcy polscy: Marek Moś, Maciej Grzybowski, Royal String
Quartet, Kwartet Śląski, AUKSO, Sinfonia Varsovia i in.

Finałowy koncert Festiwalu - BERNSTEIN. BROADWAY W NOWEJ HUCIE (West
Side Story ? On the Town ? Wonderful Town ? Candide), wyreżyserowany
przez Konrada Imielę, zostanie tradycyjnie zaprezentowany w
postindustrialnej przestrzeni jednej z hal ArcelorMittal Poland
Oddział w Krakowie (dawna huta im. T. Sendzimira). Widowisko zakłada
prezentację piosenek z najbardziej znanych musicali Leonarda
Bernsteina przez gwiazdy polskiej muzyki. Wystąpią między innymi:
Aga Zaryan, Dorota Miśkiewicz, Lora Szafran, Krystyna Prońko, Hania
Stach, Iwona Hossa, Mieczysław Szcześniak, Tymon Tymański, Andrzej
Lampert, Big Stars. W widowisku weźmie udział orkiestra AUKSO pod
kierownictwem Marka Mosia.

Ideą przewodnią Festiwalu Sacrum-Profanum jest prezentacja arcydzieł
muzyki instrumentalnej i wokalno-instrumentalnej w układzie
geograficznym. Poszczególne koncerty są monograficznymi przeglądami
twórczości poszczególnych kompozytorów XIX i XX wieku według klucza
narodowościowego.

PROGRAM

niedziela, 16 września 2007, godz. 19.00
Filharmonia im. K. Szymanowskiego w Krakowie, ul. Zwierzyniecka 1

GEORGE GERSHWIN

An American in Paris
Rhapsody in Blue
Lullaby
Catfish Row, Symphonic Suite from Porgy and Bess
Variations on I Got Rhythm

Leszek Możdżer ? fortepian
Marc Minkowski ? dyrygent
AUKSO


***


poniedziałek, 17 września 2007, godz. 19.00
Filharmonia im. K. Szymanowskiego w Krakowie, ul. Zwierzyniecka 1

MILES DAVIS

Tomasz Stańko plays Miles Davis

Tomasz Stańko ? trąbka
Joakim Milder ? saksofon
Alexi Tuomarila ? fortepian
Stefan Pasborg ? perkusja
Sławomir Kurkiewicz ? kontrabas




poniedziałek, 17 września 2007, godz. 22.00
dawna fabryka ?Emalia? w Krakowie, ul. Lipowa 4

PHILIP GLASS

String Quartet No. 1
String Quartet No. 2 Company
String Quartet No. 3 Mishima
String Quartet No. 4 Buczak
String Quartet No. 5

Kwartet Śląski


***


wtorek, 18 września 2007, godz. 18.00
Filharmonia im. K. Szymanowskiego w Krakowie, ul. Zwierzyniecka 1

CHARLES IVES

String Quartet No. 1 From the Salvation Army op. 57
String Quartet No. 2 op. 58
Piano Sonata No. 1 op. 87
Piano Sonata No. 2 Concord op. 88
Three-Page Sonata op. 89
Hallowe?en op. 71

Maciej Grzybowski ? fortepian
Royal String Quartet



wtorek, 18 września 2007, godz. 22.00
dawna fabryka ?Emalia? w Krakowie, ul. Lipowa 4

STEVE REICH

Come Out
Violin Phase
New York Counterpoint
Sextet

London Sinfonietta


***


środa, 19 września 2007, godz. 19.00
Filharmonia im. K. Szymanowskiego w Krakowie, ul. Zwierzyniecka 1

JOHN ADAMS

Shaker Loops
The Wound-Dresser
Fearful Symmetries

Garry Magee ? baryton
Marc Minkowski ? dyrygent
Sinfonia Varsovia



środa, 19 września 2007, godz. 22.00
dawna fabryka ?Emalia? w Krakowie, ul. Lipowa 4

STEVE REICH

Drumming

Schönberg Ensemble


***


czwartek, 20 września 2007, godz. 19.00
Filharmonia im. K. Szymanowskiego w Krakowie, ul. Zwierzyniecka 1

ELLIOTT CARTER

Asko Concerto
Dialogues
Double Concerto

Asko Ensemble



czwartek, 20 września 2007, godz. 22.00
dawna fabryka ?Emalia? w Krakowie, ul. Lipowa 4

JOHN CAGE

The Music of Always

Paul Hillier ? dyrygent
Theatre of Voices


***


piątek?niedziela, 21?23 września 2007, godz. 21.00
ArcelorMittal Poland, Oddział w Krakowie, ul. Ujastek 1

BERNSTEIN. BROADWAY W NOWEJ HUCIE

West Side Story ? On the Town ? Wonderful Town ? Candide

Konrad Imiela ? scenariusz i reżyseria

Wykonawcy:
Aga Zaryan, Dorota Miśkiewicz, Lora Szafran, Krystyna Prońko, Hania
Stach, Iwona Hossa, Mieczysław Szcześniak, Tymon Tymański, Andrzej
Lampert, Big Stars, Dariusz Stachura

Marek Moś ? kierownictwo muzyczne, dyrygent
AUKSO
Obserwuj wątek
    • zamek Re: SACRUM-PROFANUM 2007 24.08.07, 02:21
      Tylko nie wierzcie informacji ze strony festiwalu, że bilety są do dostania na
      EBilecie. Ja kupiłem (na oba wtorkowe koncerty) przez www.ticketonline.pl
      • 60jerzy Re: SACRUM-PROFANUM 2007 25.08.07, 16:26
        Są - i owszem - na ticket online do kupienia. Ale spojrzałem na
        ceny - mogę powiedzieć tylko jedno: skandal! I szczerze
        powiedziawszy nie chce mi się już nic więcej do tego słowa dodawać.
        • zamek Re: SACRUM-PROFANUM 2007 26.08.07, 02:43
          Bez przesady... owszem, może cena koncertu inauguracyjnego jest zaporowa, ale
          pozostałe już całkiem do ugryzienia... :)
          • the_woman_in_violet Re: SACRUM-PROFANUM 2007 01.09.07, 11:20
            Zameczku, czy ja dobrze rozumiem, że się wybierasz do Kr?
            To ja proszę o sygnał w tej sprawie:)
            Co do koncertów - to ja jeszcze się przyjrzę cennikowi:)
    • zamek Re: SACRUM-PROFANUM 2007 19.09.07, 04:51
      Piszę prawie zaraz po powrocie, bo potem pozapominam.

      Z Apfelbaumem żeśmy się dziś ścigali niemal tak samo, jak Tarantoga z Tichym w
      tej podróży z "Dzienników gwiazdowych", kiedy to Kraloszowi salmiak obrodził ;)
      Ale do rzeczy.

      Pierwszy sukces: po pół godzinie stanio-jechania udało mi się wybrnąć z korka w
      Alejach Trzech Wieszczów. Drugi - złapałem tramwaj do filharmonii i się nie
      spóźniłem. A bardzo mi zależało na koncercie z Ivesem. Koncert zaczął się miłym
      dla ucha I Kwartetem smyczkowym, jeszcze studenckim. (Właśnie złapałem się na
      tym, ze Ives używał słowa "miły" w charakterze najgorszej obelgi ;) ). No to nie
      miłym, a przyjemnym. Zaskoczenie - Royal String Quartet się "wyczyścił". Kiedy
      parę lat temu grali u nas w Akademii, intonacja była poniżej wszelkiej krytyki.
      Naprawdę bardzo dorośli i sporo się nauczyli. Brzmią razem i grają razem. Po
      smykach na estradę wkroczył Grzybowski i na godzinę zasiadł przy fortepianie.
      Niewątpliwie w Concord Sonata pianista ma co robić. Pierwsza część mnie nie
      przekonała, ale to chyba nie kwestia interpretacji. Po prostu nadmiaru "dobra"
      wpisanego przez Ivesa w nuty, nie ma jak udźwignąć. Od drugiej zrobiło się
      naprawdę ciekawie, choć może trzecia część była zanadto celebrowana - wolę
      całkiem sprawne i wolne od nadmiernych rubat nagranie samego kompozytora.
      Największe wrażenie Grzybowski zrobił na mnie w części czwartej, grając na wciąż
      podtrzymywanym, pełgającym napięciu, właśnie nie za szybko, ale intrygująco.
      Schatz, trzeba namówić tego pana, żeby się zebrał w sobie i zrobił z tej sonaty
      płytę, bo warto.
      Po przerwie - która bardzo przerzedziła publiczność - nastąpiła I Sonata
      fortepianowa. Grzybowski robił, co mógł, wygrał wszyściutko, co było w kwitach,
      ale... no z piasku bicza nie ukręcisz. Przykro to pisać, ale Ives powinien być
      bardziej krytyczny wobec swoich nie całkiem dojrzałych dzieł. Mimo olbrzymiej
      pracy pianisty (i zachęcającego komentarza p. Cichego w programie), od 3. części
      zrobiło się potwornie nużąco, a pozostali na widowni nerwowo spoglądali na
      zegarki, czy aby zdążą na Reicha o 22. Grzybowskiemu chyba też się udzieliło, bo
      nieomalże wcześniej wstał od fortepianu, nim skończył grać. On dostał brawa, ale
      śmiem twierdzić, że gdyby na estradzie pokazał się kompozytor, to pomidory
      byłyby w robocie. Mówiąc szczerze, można było sobie tę pozycję repertuaru
      darować, ale bez niej nie byłoby wykonania wszystkich Sonat Ivesa. Bo za moment
      nastąpiła Three-Pages-Sonata. Niestety, wszyscy jeszcze nie wykaraskali się ze
      znużenia po poprzedzającym; w ramach urozmaicenia pani od przewracania kartek
      służyła soliście w środkowym epizodzie za trzecią i czwartą rękę (od góry).
      Licho wie, po co; czy Ives napisał ten epizod na 4 ręce (Apfel, czy coś o tym
      wiesz?), czy też p. Grzybowski chciał się poprzytulać do ładnej brunetki
      (dzielili bowiem stołek)... Warto jednak było wytrwać, bo Royalsi byli tego
      wieczoru w dobrej formie i II Kwartet (jak dla mnie najlepszy utwór Ivesa)
      zabrzmiał znakomicie. Może tylko zakończenie II części (w którym bohaterowie
      kwartetu mają bić się ze sobą na pięści) było zanadto "odegrane" i za mało w nim
      było animuszu. Za to precyzja rytmiczna, konieczna u Ivesa, do pozazdroszczenia.
      Jeszcze na koniec Hallowe'en - drobiażdżek na kwintet fortepianowy. Fajny pomysł
      (bitonalność po gamach i forma otwarta) i dobre wykonanie.
      Na Reicha się też nie spóźniłem, choć musiałem się obowiązkowo zamotać na
      jednokierunkowych. Na szczęście bez konsekwencji. Według jakiejś niepisanej
      zasady, każdy szanujący się festiwal muzyki tzw. nowej powinien zawłaszczyć na
      najbardziej nowatorskie koncerty jakieś przeraźliwie industrialne wnętrze -
      Warszawa rok temu wytrzasnęła Halę Najwyższych Napięć, Kraków - dawną fabrykę
      emalii na Lipowej. Otoczenie z gatunku "diabeł mówi dobranoc", beton, metal i
      stare rtęciowe lampy (których jakoś nikt nie zaświecił, tylko palili jakieś
      banalne reflektory), unoszący się we wnętrzu, luby każdemu łodzianinowi z epoki
      uprzemysłowienia, zapach farbiarni. Klasyka awangardy, że się tak wyrażę. Aha, i
      do tego masa narodu w wieku studenckim z wymalowanym na pyszczkach
      przeświadczeniem, że uczestniczą w czymś supermegajedwabistym. Ci wyszli pierwsi.
      A przecież zaczęło się od naprawdę znakomitego utworu: "Come out" ze świetnie
      rozsmarowaną na wieloślad w przesunięciu fazowym jedną jedyną wypowiadaną
      kwestią. Do tego całkiem udana wizualizacja, deformująca zapis tej kwestii aż do
      postaci szumu tła. Niestety, profanum zatriumfowało nad sacrum i w tym utworze
      rumor wstających i wychodzących tudzież głośne i niewybredne komentarze były
      powszechne. Poczytałby jeden z drugim przed pójściem na koncert, czego ma się
      spodziewać, to i kasy zaoszczędziłby, i innym nie przeszkadzałby. Potem Violin
      Phase: można je zagrać za każdym razem nieco inaczej, ta interpretacja była
      bardzo inteligentna i dobra do słuchania. Zgodnie z zaleceniem kompozytora,
      solistka eksponowała parę motywów wyodrębnionych przez nakładanie się na siebie
      motywu czołowego - zrobił się z tego kawałek fajnej muzycznej dramaturgii. New
      York Counterpoint wielce mnie usatysfakcjonował; złapałem się na zaskoczeniu,
      spodziewałem się bowiem, ze to Ives mnie raczej zaciekawi, a Reich może znudzić,
      tymczasem oczekiwanie na to, "co się zmieni po tym ośmiotakcie", sprawiało masę
      frajdy. Na koniec Sextet. Koncert gry London Sinfonietty. Fantastyczne zgranie
      wszystkich muzyków, niesamowita energia i radość grania. Kto został do końca, z
      utworu na utwór był coraz mocniej "podbity" i przez muzykę Reicha, i przez
      wykonawców.
      Jedna tylko uwaga - czy doprawdy każdy utwór na takowym koncercie trzeba
      "wzbogacać" wizualizacją? Po "Come out" było to już zupełnie zbyteczne,
      zwłaszcza te pseudo-krwinki w Violin Phase.
      W Łodzi zaś wczoraj grał Nigel Kennedy. Myślę, że dobrze wybrałem. a z Fioletką
      i Apfelbaumem jeszcze sobie odkujemy :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka