bakalo
06.09.07, 19:28
Poród był szybki, ekspresowy wręcz- dwie godziny i po fakcie.
POłożna która odbierała poród- p. Ewa, bardzo miła babka od razu
zdobyła moje zaufanie. Pomogło mi to, że mogłam trzymać za trzymaki
przy łóżku porodowym, ogólny spokój i przyjazne nastawienie
personelu ale tak naprawdę nie zdążyłam się nawet rozejrzeć. Potem
zauwazyłam, że jestem na sali eko, jest drabinka, materac, piłka-
wszystkie te sprzęty widziałam wcześniej w szkole rodzenia na
Warszawskiej (za księgarnią) ale w szpitalu nie zeszłam już z łóżka
porodowego bo rodziłam w większości w domu, na izbie orzyjec
pojawiłam się o 11:30 z trzema cm
rozwarcia a urodziłam 13:45. Nawet znieczulenia nie
zdążyli mi podać bo anestezjolog zbierała wywiad kiedy było 4cm a
skończyła i było 6cm rozwarcia. To trwało może 10 min... Położna
powiedziała że zobaczy ile jest w skurczu i zdaje się że przebiła mi
pęcherz wtedy. Mówi- rozwarcie pełne, to rodzimy- a ja na to: a
co ja robię dziś od rana (bo nie wyobrażałam sobie że ból może być
jeszcze większy i przestraszyłam się). coś zamajstrowali z łózkiem i
nagle kawałek łóżka uciekło mi spod pupy. Miałam nacięcie ale
podobno
niewielkie, choć szycie bardzo bolało. Tosia
pojawiła się na świecie szybciutko, bo tylko cztery skurcze parte.
fakt, że parłam po dwa razy na kazdym. Nawet nie miała
podpuchniętych oczu, bo malutka się urodziła (jedyne 2450) i miała
pewne cechy wcześniactwa. Teraz walczymy z żółtaczką i kolkami...
Moim zdaniem trochę za krótko trzymają w szpialu- żółtaczka pojawiła
ise po dwóch dobach już w domu. To oczywiste, że chętnie ucieka się
ze szpitla ale może gdyby ją naświetlili to już byłoby po problemie
a ona wciąż żółta i pewnie bardzo się męczy.