Gość: 123
IP: *.89-161.tel.tkb.net.pl
13.09.07, 00:24
W Ameryce podobno AlK... zrównała bliźniaki z ziemią. Tubylczym Leniom i
Darmozjadom zamarzyło się to samo. Sięgnęli więc po swoje siły szybkiego
reagowania. Al K. przerwał wykłady magisterskie za wielką wodą i powrócił do
zrujnowanego przez Bliźniaków kraju.
Początek jednak wyglądał żałośnie. Wicemagister silił się na wyszukane bon
mot’y lecz efekt okazał się żenująco mierny. Skłamałbym pisząc, że zrobiło mi
się go żal, ale było naprawdę blisko.
Wymuszony rym o braciach nie ubawił nikogo na sali, natomiast dla promowanego
przez siebie tworu politycznego „były” zdołał odnaleźć rym tylko w słowie kit.
Bardzo celnie! Obserwując trud, z jakim LiD-er klepał te wszystkie nonsensy,
doszedłem do wniosku, że nie mógł być ich autorem. Zaganianego z odczytami po
lewackich uczelniach, wyręczył go pewnie w płodzeniu owego dzieła jakiś inny
yntelektualysta. Może, jak sam się o nim Al wyraził, był to „wybitny młody
specjalista”, zwany do niedawna złotym dzieckiem lewicy? Swoją drogą
zaintrygował mnie tow. Al K-ohol. Od tamtej chwili usilnie się zastanawiam,
jaką też „specjalizację” ma ów wybitny młodzieniec? Nadal nic nie przychodzi
mi na myśl... Z drugiej jednak strony, lepiej byśmy nie musieli się o tym
przekonywać. Jakieś próbki już błyskotliwie gdzieś przedstawiał.
Cała ta hucpa byłaby nawet i zabawna, gdyby nie pewien niepokojący w niej
element. Otóż „drogi Bronisław” znowu przez chwilę zaistniał. Zanim wyruszył
na europejskie salony po wsparcie zdążył wyrazić nadzieję, jak to określił Al,
na sprawienie Polakom niespodzianki. Wyraz ten w wypowiedzi wodzireja imprezy
pojawił się kilkakrotnie. Może jest to jakiś magiczny sposób na realizację
samospełniającej się przepowiedni? Jak mawiają aktualni płatnicy Al’a –
„wishfull thinking”? Do wielbicieli Harry’ego Potter’a pasowałoby jak ulał.
Choć, co raczej bardziej prawdopodobne, był to rodzaj tak zwanego „grepsu”.
Oczko do elektoratu. „Nasi” nam pomogą. Bo przecież ludzie Al’a w cuda nie
wierzą, a bajkami o czarodzieju odmóżdżają tylko dzieci. Ich bożkiem jest
przecież Mammon. Choć czasami wydaje się, że inżynier Mamoń raczej...
Z kolei w pierwszym swoim telewizyjnym wywiadzie, jaki miał miejsce po tym
spektaklu, produkt speców od wizerunku nie wypadł również najlepiej.
Oczy i krawat, co prawda nadal błękitne niczym logo wiernie zapraszającej
telewizji. Jednak cera już zmęczona, srebro włosów zwichrowane, dieta
zapomniana. Znak, że zapał już przeminął. Zresztą w wypowiedzi padło zdanie,
że wystarczy hasło i prezio wycofa się natychmiast. Jasne, jak pozwolą... Co
innego kiedy walczy się po raz pierwszy czy drugi. O miejsce dla siebie, dla
rodziny. A zupełnie co innego, kiedy trzeba wszystko rzucić i na gwizdek
błazenadą innym drogę torować.
Do spotkania wystawiono dyżurną specjalistkę od pytań politycznie poprawnych.
Reklamówka ta zawierała nawet pewne elementy dyskusji. Pani pytała – pan
odpowiadał. Pani poważyła się wreszcie na postawienie pytania, które było
zapewne głównym powodem owego show. O stan interlokutora nad grobami w
Charkowie. W ten sposób przypomniała je po prostu, bo Al’a do tablicy w tej
sprawie wezwał dzień wcześniej Premier. I były prezydent przeprosił
wszystkich. Dacie Państwo wiarę?
Później była jeszcze wzmianka o planach powrotu do „dyskusji” społecznej na
temat ustawy antyaborcyjnej. Podpuszczony przez wywiadowczynię „pierwszy”
wyraźnie podkreślił, że wojny w tej materii nie będzie, jeno „dyskusja”
właśnie, bo lewica ma do swojego zdania prawo.
Ano właśnie – ma prawo. I to jest skandal! W tej materii Bracia Kaczyńscy sami
zgotowali sobie i nam wszystkim ten los. Miało być inaczej, a wyszło... jak
zwykle.
Wysiłki operatorów stacji telewizyjnych rejestrujących kampanię „kolesi” były
iście tytaniczne, jednak nie zdały się na wiele. Nic dziwnego, kiedy się zważy
iż na ogół zadania mieli stawiane odmienne. Na pielgrzymkach, w Częstochowie
wymagano od nich udowodnienia, że zamiast miliona osób przybyło sto. Tutaj –
odwrotnie.
A z pustego, jak wiadomo i Salomon nie naleje...
I tak też można podsumować całą tę kampanię.
Sławomir M. Kozak