requiemx
10.06.08, 00:54
Bzdura, jeżeli jest się dobrze przygotowanym do egzaminu, pójdzie bez problemu. Zdawałem dzisiaj, drugi raz. Za pierwszym razem oblałem z powodu mojej głupoty - wyjechałem na światłach pozycyjnych. Miałem miesiąc przerwy, nie jeździłem żadnym autem, nie zapisałem się na dodatkowe godziny. Jedyna styczność z samochodem to kurs prawa jazdy.
Dzisiaj usiadłem za kólkiem i pamiętałem wszystko, czego się uczyłem - to jak jazda rowerem, nie zapomina się. Pierwszy raz wyjechałem na miasto (wtedy koniec był zaraz za bramą wordu) i zdałem. Nie zgasł mi nawet ani razu, mimo że na placyku miałem problem z wyczuciem sprzęgła. Miałem parę błędów, jeden taki, że podczas zawracania w bramie pół samochodu wystawało mi na ulicę, przez co musieli mnie omijać inni. O dziwo przeszło. To nie prawda, że walą za "głupstwa". Owszem, może takie światła to głupstwo, ale jak szybko skapniesz się, na jakich jedziesz, to zdążysz zmienić, ja nie zwróciłem uwagi. Jeżeli ktoś za głupstwo uznaje na przykład wymuszenie, to powodzenia na n-tych z kolei egzaminach.
Wszystko zależy od umiejętności i nerwów. Te pierwsze trzeba nabyć w ośrodku, nawet wykupując dodatkowe godziny i ćwicząc. Te drugie, wynikające również własnie z takich stereotypów, że leją za byle co, trzeba ukoić na własną rękę. Mi przyszedł z pomocą rozpuszczalny magnez i dwa batoniki przed egzaminem ;)
Powodzenia zdającym, na prawdę nie trzeba się niczego bać ;)