Dodaj do ulubionych

Muzycy przeciw szefowi

    • kwar-tet Muzycy przeciw szefowi 31.01.09, 14:29
      Bumerang3030!

      Faktycznie - te nasze klarnety zawsze były mocno zaangażowane. Jak była sprawa
      dyr. Chachaja to też klarnecista był aktywny. Inny klarnecista z kolei był mocno
      zaangażowany w przyjście do nas obecnego dyrektora, co niestety niezbyt dobrze
      się dla niego skończyło:-) Czy to jakiś syndrom związany z grą na klarnecie? A
      może kolejne pokolenia klarnecistów przejmują gen zaangażowania w czasie nauki w
      szkole?
      • chorzysta Re: Muzycy przeciw szefowi 31.01.09, 16:04
        No tak, każdy w sporze szuka swojej prawdy:-).
        Ależ obrywa się Administracji. Mam nadzieję, że tego nie
        przeczytają, bo kto nam naliczy pensyjki i kontrowersyjne premie.
        W sumie można pozwalniac tych ludzi, widac nie są muzykom potrzebni
        i nic nie znaczą. Chór też, przecież im kasę zabierają z marnych
        pensyjek. Widac mają większe aspiracje niż jednorodzinne domy, teraz
        to będą budowac pałace i sami w nich grac wspaniałe solówki, bo
        melomanów też nie potrebują
        • bumerang3030 Re: Muzycy przeciw szefowi 31.01.09, 16:07
          to bedzie gra wduecie, pusta sciana i wielki instrumentalista

          kurde, wkurza mnie ze nic nie rozumieja, co moze czekaac nas
          wszystkicj, wlasnie powuyzsza perspektywa
          • maurycy71 Re: Muzycy przeciw szefowi 31.01.09, 16:48
            panowie i panie jeszcze raz: nie rozchodzi się o to czy premie będą uznaniowe a o zapis (po chłopsku muszę niestety) za co premię można dostać i za co ją stracić!!! to jest powód tego sporu.
            Jeśli pan Niesiołowski ma dobre intencje to czemu nie umieścił tych zapisów w nowym regulaminie? po to by wszystko było jasne! by "lenie i pijacy" mogli się pilnować a "lizusy" wiedzieli, że za "donosicielstwo" nic się nie dostaje.
            Może teraz drodzy panowie, panie, melomani i pani Lucyno.
    • palindrom1.4 Muzycy przeciw szefowi 31.01.09, 19:09
      Nie dajmy się zwariować! Zawsze przy tego typu sporach zaczynamy się kłócić
      między sobą. W tym przypadku orkiestra kontra administracja i chór. Tu grajki,
      tam biurwy i ciastkarze. Przecież to nie tak! Czyż nie doceniamy kier. Lucjana?,
      Joli?, wiecznie roześmianej Tereski?, serdecznej i przemiłej Bożenki?,
      przesympatycznego kierowcy Jurka? czy rubasznego Tadzika? No pewnie że tak! Czy
      kwestionujemy ich zaangażowanie i profesjonalizm? Oczywiście że nie. Nie dajmy
      się ponieść emocjom i nie generalizujmy, to tylko histeryczka Magnolia i
      Puszysta Pani usiłują coś tu "bruździć". A że jest im dobrze (administracji) i
      nie mają powodów do narzekań na dyrektora? No bo i nie mają! Pan dyr. jest kimś
      zupełnie innym w stosunku do nich, niż do nas, "grajków". Najbardziej boli
      niesprawiedliwość, a taka tu się właśnie jawi. Broń Boże nie chcę by naszą
      administrację Pan Dyrektor zaczął traktować jak nas, szczerze im tego nie życzę,
      ale może mógłby przestać nas traktować jak bydło. Jurkom śpiewa osobiście "sto
      lat", a nam nawet nie powie "dzień dobry" wchodząc na scenę. Choć przecież nie o
      głupie "dzień dobry" tu chodzi. A Chór? Przecież Pan Dyrektor "jeździ" po nich
      chyba jeszcze gorzej niż po nas. Choć tylko od czasu do czasu, bo na co dzień
      pracują z kimś zgoła innym. Że boją się stracić pracę? Rozumiem. Przecież
      wszyscy mają umowę bodajże do czerwca, i cóż spowodowałby ferment w chórze?
      Pewnie właśnie wszyscy straciliby pracę! Tego też im nie życzę. Więc może i Wy
      nas zrozumcie. Tu nie chodzi o premie czy pieniądze. Tu chodzi o naszą godność.
      O docenienie naszej, często, "drogi przez mękę" by zagrać kolejny koncert
      jeszcze lepiej, by dać naszym melomanom i sobie samym jeszcze większą
      satysfakcję! Czy na prawdę chcecie widzieć na scenie ( w większości przypadków)
      zaszczutą grupę muzyków która swój uśmiech, "ekspresję sceniczną" i poziom
      wykonawczy zawdzięcza strachowi?! A tak na marginesie, Pan Wojciechowski (Siwa
      Batuta) odszedł z Filh. Łódzkiej na skutek konfliktu z muzykami a'propos
      egzaminowania muzyków. Że u nas egzaminy są "normalką" to każdy wie, ale takie
      kuriozum, jak egzamin muzyka na pół roku(!!!) przed odejściem na emeryturę?!
      Czemu to miało służyć? Ale Pan Wojciechowski jaki by nie nie był, to na pewno
      jest fachowiec i jak widać Człowiek Honoru, skoro potrafił ustąpić. A nasz
      Pan??? Toż on jest PRZYSPAWANY do tego stołka! W życiu sam nie odejdzie. Wszak
      tak czynią tylko ludzie honoru! A jeśli Pan nie zmieni swego światopoglądu na
      temat stosunku do muzyków? Cóż, osiągnie poziom zmaltretowania orkiestry taki,
      że jego szacowna rzyć wraz z przyspawanym stołkiem znajdą się na taczce, a
      docelowo w klombie na rondzie przed Filharmonią lub w brodzie Niemena przy Operze!
      • kwar-tet Re: Muzycy przeciw szefowi 31.01.09, 19:50
        palindrom1.4 napisał:

        Że u nas egzaminy są "normalką" to każdy wie, ale takie
        > kuriozum, jak egzamin muzyka na pół roku(!!!) przed odejściem na emeryturę?!
        > Czemu to miało służyć?

        To właśnie najbardziej jaskrawy przykład absurdów z jakimi musimy się często
        borykać. Czemu to miało służyć? Zgnębic starszego człowieka? Żeby jego noga
        nigdy więcej nie stanęła w Filharmonii? Chyba tylko pokazaniu arogancji władzy i
        wyładowaniu nagromadzonych frustracji. Chociaż niektórzy od dawna twierdzą, że
        niedługo dyrektor wprowadzi obowiązkowe egzaminy przedemerytalne.:-)
        Ja również uważam, że ta sprawa z premiami to tylko iskra, która spowodowała
        obecny pożar.
        I takie mam wrażenie, że dyrektor przez 12 lat testował wytrzymałość muzyków.
        Dla zasady. Co prawda nie mam pojęcia jakiej. Wszędzie szukał konfliktów, nigdy
        nie chciał iść na żadne ustępstwa, czy to z władzami, czy z pracownikami. Z
        dyrekcją szkoły muzycznej też za nic nie chciał się porozumieć, walczył dla
        samej walki. Wszyscy byli głupi i źli? Zawsze uważał się za nieomylnego i z
        wyższością traktował wszystkich równo. W imię czego? Swojego szczęścia
        osobistego? Przynosiło mu to radość i satysfakcję? Dla dobra instytucji?
        Myślał, że go ludzie nie będą szanować jak w czymś ustąpi albo komuś przyzna
        czasem rację? Że wejdą mu na głowę? Nic bardziej błędnego. Bardzo to smutne.

        P.S. Nie wiedziałem, że przy operze ma być jakaś broda Niemena. Palindrom,
        możesz to jakoś szerzej wyjaśnić?
        • palindrom1.4 Re: Muzycy przeciw szefowi 31.01.09, 20:34
          No przecież na Nowym Gmachu Opery rzeźbą-patronem-panteonem {sic!}... ma stanąć
          Cz. Niemen. Z całym szacunkiem dla wyżej wymienionego polskiego muzycznego
          Bohatera! PS. A reszta hasła??? To
          dowcip..., raczej kuluarowy! Na skierowane do mnie "PS" mogę
          tylko dorzucić drugie słowo {słowa} - klucz{e}: Wodecki i jego tzw.czupryna...
          Jasne?
        • marcepan.1 Re: Muzycy przeciw szefowi 01.02.09, 08:27
          A wszystko to w ramach wdzięczności za to, iż to orkiestra właśnie ściągnęła go
          Białegostoku, zapewniła mu stanowisko, poza oficjalnym konkursem na
          dyrektora-'tylnymi drzwiami", narażając się przy tym władzom miasta! Ale
          postawiła na swoim.
          Życie potrafi być przewrotne!
          • marcepan.1 Re: Muzycy przeciw szefowi 01.02.09, 11:05
            Po namyśle pragnę rozszerzyć nieco swoją poprzednią wypowiedź.
            Bo z drugiej strony, może dyrektor NIE MIAŁ POJĘCIA jak to było z jego
            przyjściem do Białegostoku, od strony orkiestry. I dlatego nie poczuwał się do
            jakiejkolwiek wdzięczności. Ale przecież to nie lada gratka dla młodego
            człowieka zostać DYREKTOREM NACZELNYM instytucji kulturalnej w mieście wojewódzkim.
            Wiele osób z pewnością pamięta, jak W CZASIE procedury konkursowej na następcę
            Błaszczyka, pewien klarnecista przyjechał z Warszawy z wieściami o wspaniałym
            młodym człowieku, godnym objęcia schedy po poprzedniku. Orkiestra stanęła na
            głowie, żeby przekonać się kto to taki. Zorganizowała dodatkową wieczorną próbę
            (za darmo, czyli nie myśląc tylko o kasie)w trakcie której kandydat "zaczarował
            muzyków", krótko mówiąc spodobał się większości z nich. I potem wszystko
            potoczyło się bardzo szybko. Władze zgodziły się na nalegania orkiestry o
            wzięcie nowego kandydata pod uwagę.I faworyt orkiestry został dyrektorem.
            Zresztą po odejściu dyr. Chachaja orkiestra miała również decydujący wpływ na
            nominację dyr. Błaszczyka.
            • smyczek5 Re: Muzycy przeciw szefowi 01.02.09, 12:16
              Marcepanie, słuchałeś dzisiaj recenzji z koncert piątkowego Pani
              Gajl? Była miażdżąca dla Orkiestry. Nieczyste wiolonczele, dęte w
              Symfonii. Na pewno i Ona to zero więc nie zapoznasz się z recenzją.
              Przestań płakac nad tym co było 10 lat temu, wszystko zmieniło
              się...czasy i mentalnosc ludzka jest diametralnie inna, tempo życia
              i wzajemne relacje. Ale Pani Gajl nam dowaliła...aua
              • smyczek5 Re: Muzycy przeciw szefowi 01.02.09, 12:28
                a moze podyskutujmy o ostatnim koncercie. Uwertura wypadła jeszcze
                nieżle, ale Symfonia marnie. Nie można się oszukiwac kochani. Piękna
                i znana jest to muzyka, ale muszę przyznac, że uwidoczniła nasze
                mankamenty. W takim dziele wszystko wyłazi na wierzch. boli, ale to
                prawda.
                • schoppe Re: Muzycy przeciw szefowi 01.02.09, 13:09
                  czyżby mankamenty uwidoczniły sie raptem tylko w tym tygodniu? bez
                  dobrych podstaw nie ma mowy o nadbudowie.najwyraźniej nie
                  wystarczyło te 10 lat żeby WYPRACOWAC( a nie napędzać wymianą ludzi
                  na coraz młodszych)umiejętność grania zespołowego.i nastepne 50 lat
                  też nie pomoże-bo trzeba wiedzieć JAK to się robi.a piątkowy maestro
                  ( nota bene z tej samej stajenki) od poniedziałku tylko przegrywał
                  bezkoncepcyjnie kolejne partyturki.Niesmak.
              • maurycy71 Re: Muzycy przeciw szefowi 01.02.09, 13:24
                smyczek5 napisał:

                > Marcepanie, słuchałeś dzisiaj recenzji z koncert piątkowego Pani
                > Gajl? Była miażdżąca dla Orkiestry. Nieczyste wiolonczele, dęte w
                > Symfonii. Na pewno i Ona to zero więc nie zapoznasz się z recenzją.
                > Przestań płakac nad tym co było 10 lat temu, wszystko zmieniło
                > się...czasy i mentalnosc ludzka jest diametralnie inna, tempo życia
                > i wzajemne relacje. Ale Pani Gajl nam dowaliła...aua


                pani Gajl z tego co pamiętam prawie zawsze dowala - ktoś powiedział: "oceniają nas ludzie, którym się nie udało"
              • kwar-tet Re: Muzycy przeciw szefowi 02.02.09, 08:16
                smyczek5 napisał:

                Ale Pani Gajl nam dowaliła...aua

                Ogarnęło mnie bezbrzeżne zdumienie, że ktokolwiek słucha jeszcze RECENZJI p.
                Gajl. Ja przestałem to robić wiele lat temu. Jesteś początkującym muzykiem?
    • palindrom1.4 Muzycy przeciw szefowi 01.02.09, 04:32
      No właśnie! Gdzie był imć Szanowny Radzio i jego związki gdy zwalniano
      chórzystów nie z powodów bynajmniej artystycznych, tylko z powodu głosu
      sprzeciwu wobec dyrekcji? Czemu nie stanął z otwartą przyłbicą w obronie swoich
      koleżanek!?

      "To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
      mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
      lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
      Tak smaku
      który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
      choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała -
      głowa"
      • mpogus Re: Muzycy przeciw szefowi 01.02.09, 09:52
        Kochani muzycy, najgorsze jest ,że nie ma wśród Was spójności, a spory działają
        na korzyść Pana, a życzę Wam powodzenia w walce z chamstwem i nieposzanowaniem
        "grajków". Trzymam kciuki!!
        "grajek"
        • bumerang3030 Re: Muzycy przeciw szefowi 01.02.09, 13:10
          Czy możemy porozmawiac na tym forum konstruktywniej tzn ok, częśc
          orkiestry chce, żeby Dyrektor Nalęcz odszedł, tak? a mamy kogo na
          jego miejsce. Skoro orkiestra zawsze miała decydujący głos, to mamy
          kogoś na myśli? Tylko please nie Urbański!!! Ja jestem za tym zeby
          Nałecz został, bo jak On będzie to mam wrażenie, że i instytucja nie
          upadnie finansowo i będziemy mieli gdzie pracowac, ale skoro ludzie
          są przeciwni to kogo chcemy na Jego miejsce? Ja nie mam dobrych
          typów na to miejsce...
          • schoppe Re: Muzycy przeciw szefowi 01.02.09, 13:19
            ...jak On będzie to mam wrażenie, że i instytucja nie
            upadnie finansowo i będziemy mieli gdzie pracowac ....
            czyli-bumerang-wracamy jak bumerang do administracyjnych talentów
            pana MNN.a orkiestra wypowiada się w kwestii,z kim chciałaby
            grać.Moze dlatego właśnie MNN nienawidzi orkiestrantów,bo tylko
            przed nimi obnaża swoją miałkośc muzyczną? zas przed administracją i
            najrózniejszymi urzędami bryluje jako Osobowość
            • bumerang3030 Re: Muzycy przeciw szefowi 01.02.09, 14:09
              poczytaj gosciu swoje wypowiedzi, jestes niezle pieprzniety
              • schoppe Re: Muzycy przeciw szefowi 01.02.09, 14:22
                oto bardzo konstruktywna dyskusja. a co,zabolało?
    • maanszym Muzycy przeciw szefowi 01.02.09, 15:11
      nienawiśc już was przerosła, jak prosto bluzgac błotem, które nawet
      do najuczciwszych się przklei,a z tym Karpowiczem to było tak,
      podrobił dokumenty, antydatował i dobrze że nie miał sprawy, bo
      ludzie nie chcą się w tym nurzać,to mi dopiero był dyrektor ,zawsze
      po głębszym.A może mi ktoś odpowie skąd to się biorą dodatkowe
      koncerty? sponsorzy,wyjazdy, nagrania?, wszyscy tylko biegną aby Wam
      szanowni muzycy złożyć w podarunku.Więcej refleksji i pokory. Przed
      Filharmonią poważne wyzwania, nie niszczcie własnej szansy o
      przyszłośc, ktoś w tym skłócaniu ma interes!!
      • psychiatra_antka Re: Muzycy przeciw szefowi 01.02.09, 21:05
        tak tak maanszym, najlepiej za wszelką cenę, po trupach, dając się
        poniżać, nagradzając lizusów, niszcząc zdolnych muzyków- oczyśćmy
        drogę do wszechładzy Ojca Dyrektora, bo bez niego niechybnie
        pomrzemy! Zastanów się co piszesz....
    • kominiarz0 Muzycy przeciw szefowi 01.02.09, 22:44
      Ciekawe czemu dziewczyny, które wypowiedziały swoje ZDANIE wyleciały z chóru,
      {tzn. straciły pracę!!!}. Tym bardziej, iż były to profesjonalne głosy!!?? Miały
      za dużo do powiedzenia na temat złych warunków, w tym wypadku wyjazdowych??!! Że
      były kradzieże w niestrzeżonej garderobie "gdzieś tam w Wielkim Świecie"!!??
      Czyżby to było takie nie fair z Ich strony????? A ot i ciekawostka dla nie
      wtajemniczonych w temat: Już od dawna wiadomo, że w tej INSTYTUCJI nie liczy
      się poziom wykonawczy {artystyczny}! Wręcz jej brak ma szczególne znaczenie, a w
      szczególności brak OSOBOWOŚCI jest jak najmilej widziany przez ... Władzę...,
      która dzięki temu robi co chce z Danym
      Osobnikiem...................................................
    • maxdelius Muzycy przeciw szefowi 02.02.09, 09:29
      Coś mi tu nie gra. Zastanawiam się jak w takim razie można było
      przez tyle czasu (10,12 lat?) siedzieć cicho, nie buntować się,
      tolerować to wszystko.
      Bestialskie traktowanie, bezprawne zwolnienia, bezpodstawne egzaminy
      dla staruszkow, miałkość artystyczna i organizacyjna. Jak to nazwać?
      Konformizm, pardon tchórzostwo?... Bo tu anonimowo to 'siła zlego na
      jednego' i jakoś mało 'mitycznych' lizusów.
      Dosć obrzydliwie to wygląda.
      • bigmaestro Re: Muzycy przeciw szefowi 07.02.09, 16:53
        A moim zdaniem wszystko gra. Bo orkiestra w obecnym składzie istnieje dość
        krótko. Tak więc, maxdelius, proszę nie pisz o żadnym konformizmie ani twoim
        zdaniem tchórzostwie muzyków. Muzycy, którzy pracują tutaj 12 lat i dłużej,
        stanowią znikomą część. A większość orkiestry to młodzi i bardzo młodzi ludzie,
        bo wielu starszych orkiestrantów odeszło przymusowo na emerytury bądź z innych
        powodów. Dyrektor jednoznacznie postawił na młodość, tylko zastanawiam się
        teraz, czy mu to na dobre wyjdzie.Bo jak ktoś już napisał "życie potrafi być
        przewrotne" i płatać różne figle. A młodość rządzi się swoimi prawami.

        Jeśli zaś chodzi o "bezpodstawne egzaminy dla staruszkow" (proszę nie kpić), to
        naprawdę była to żałosna i "dość obrzydliwa" procedura. Jakie mogły być
        racjonalne powody czegoś tak kuriozalnego jak egzamin muzyka na PÓŁ ROKU przed
        odejściem na emeryturę? Może dyrektor mógłby to jakoś wyjaśnić albo chociaż
        przeprosić "staruszka"? I niestety obawiam się, że pod tym względem nasza
        filharmonia stała się pośmiewiskiem dla całego kraju a nie wzorem do naśladowania.

        • morpheus_01 Re: Muzycy przeciw szefowi 10.02.09, 19:54
          W jednym z miast polskich w niezbyt odległej przeszłości pewien dyrygent
          (dyrektor artystyczny) chciał przeprowadzić przesłuchania (czytaj - WERYFIKACJĘ)
          w celu pozbycia się niewygodnych ludzi.
          Swoją kuriozalną na skalę światową decyzję tłumaczył podnoszeniem poziomu
          artystycznego. Spotkała się o na wtedy z oburzeniem środowiska muzycznego w
          Polsce i za granicą. Była już nawet powołana WIELKA KOMISJA WERYFIKACYJNA ze
          znanymi nazwiskami.
          Po czym wszyscy członkowie komisji dementowali to.
          I nikt się nie chciał skompromitować udziałem w tej farsie.
          Marszałek województwa też udawał że o niczym nie wie, że o konflikcie dopiero
          się z prasy dowiedział etc.
          A finał jest taki że przez najbliższy czas ten Pan już w tej orkiestrze (i paru
          innych) nie zadyryguje.
          Tutaj (www.forum.siwabatuta.pl/index.php) można więcej na ten temat poczytać.
          Muzykom z Białegostoku serdecznie życzę tego samego w stosunku do osoby N-N.
          Sytuacja jest bardzo podobna. Tylko determinacją i wspólnym działaniem można
          osiągnąć sukces.
          Bezczelność i chamstwo N-N znane jest w wielu orkiestrach.
          Panowie dyrygenci - WIĘCEJ POKORY! Bez orkiestr, muzyków bylibyście tylko
          smiesznymi pajacami. Bo czy ktoś kiedyś słyszał jak BRZMI DYRYGENT ?!
          • marcepan.1 Re: Muzycy przeciw szefowi 10.02.09, 23:11
            morpheus_01 napisał:
            > Panowie dyrygenci - WIĘCEJ POKORY! Bez orkiestr, muzyków bylibyście tylko
            > smiesznymi pajacami. Bo czy ktoś kiedyś słyszał jak BRZMI DYRYGENT ?!

            Może nie brzmią, ale za to jak wyglądają!

            Morpheus - mam nadzieję, że jakiś dyrygent to przeczyta, chociaż wątpię, że
            zrozumie cokolwiek. Bo oni po pewnym czasie tracą kontakt z rzeczywistością,
            przeważnie są zapatrzeni w siebie, uważają się za bogów, myślą, że zawsze
            machają równo a co najważniejsze z nieskazitelną intonacją:)
            A my wiemy swoje.
    • pedrodelarosa Muzycy przeciw szefowi 02.02.09, 13:10
      hmmmm ... tak sobie czytam to forum i w zasadzie nie wiem co mam mysleć, bo
      zaczęło sie od premii a w tej chwili wywala się wszystkie brudy. Ludzie piszą
      dziwne rzeczy, obrażając muzyków, administrację i nawet kierowców autobusów. A
      gdzie miejsce na konstruktywną dyskusję, wymianę poglądów. Tak to już chyba jest
      zorganizowane że jeśli coś jest anonimowe to wal błotem ile wlezie. Chciałem
      powiedzieć, że sam jestem pracownikiem tej instytucji i patrząc na to wszystko
      trochę z boku chciałbym powiedzieć, że nasi muzycy są bardzo dobrymi muzykami,
      pracują nad poziomem a każdy koncert jest wyjątkowym wydarzeniem. I nie ważne
      czy ktoś gra z ostatniego pulpitu czy może pierwszego ... ale tak samo pracuje
      na dobre imię Naszej filharmonii. Co do naszego chóru... Są to głównie ludzie
      młodzi, jeszcze studenci nie mniej jednak proszę mi wierzyć że także Ciężko
      pracują na to żeby być zauważonym, na dobrą opinię. Próby wcale nie są lekką
      sielanką tylko najnormalniejszą pracą (ludzkie głosy tez mają ograniczoną
      wytzymałość) i trzeba o to dbać. Co do administracji ... nie chciałbym ujmować
      ich zasług, bo całą kasę jaką zdobywają z UE na instrumenty, dofinansowania mamy
      dzięki ich staraniom. Dzięki nim są koncerty, sponsorzy. I oczywiście
      prowadzenie całej papierkowej roboty na której muzycy sie poprostu nie znają.
      Wydaje mi się że każdy z tych trzech członów instytucji jest potrzebny w takim
      samym stopniu. Dlatego mam prośbę o nie obrzucanie się błotem to na chór bo
      popiera dyrektora, na związki bo są przeciwko, czy na administrację bo pani
      Lucynka jest beeee. Chciałbym pracować w miejscu gdzie, jak wszyscy się
      spotykamy na kawie w Solo to możemy podać sobie ręce i normalnie rozmawiać nie
      gnębiąc nikogo za plecami. Gdzie nie będzie się wypominać chórzystom, że ich
      inspektor to ciastkarz a szef zwiazków orkiestry farbuje włosy i jest nagorszym
      muzykiem (a tak nie jest). Bo chyba nie o to chodzi ... A Pan dyrektor ... Nie
      ten to inny. pozdrawiam
    • trzaska64 Muzycy przeciw szefowi 11.02.09, 02:00
      Szamowni Państwo.
      Nie ma w kraju chyba instytucji, w której nie byłoby podobnych
      problemów, tylko czy należy je przedstawiać aż publicznie? Smutno
      mi, Waszej stałej melomance, że ZESPÓL, którym się szczycimy nie
      może uporać się z opisanymi tutaj problemami. Czy nie mogą Państwo,
      z własnej inicjatywy, znależć odpowiednio inteligentnego mediatora,
      najlepiej osobę cieszącą się autorytetem stron i zacząc ze sobą
      rozmawiać w dogodnym terminie. Sztuką jest kompromis, ale go trzeba
      sobie wypracować... W KULTURZE MUSI PANOWAĆ KULTURA. Racje jednak są
      zawsze po obu stronach i trzeba o nich mówić do siebie a nie w
      przestrzeń, jak ćwierćinteligenci. Pamiętam jak Wasz dyrektor do
      Białegostoku przybył i co się wtedy mówiło o zespole
      orkiestry ...Wiem, że to nie ten sam Zespół, że jest odmłodzony, to
      widzę na koncertach; nawiązuję tylko do dyskusji, że nowy dyrektor
      jest młody, że nie wiadomo czy opanuje klany... w orkiestrze, czy
      sobie poradzi z niezbyt zdyscyplinowaną grupą....Ówczesny, dzisiaj -
      Śp. Kazimierz Derkowski można powiedzieć postawił na Marcina
      Nalecz-Niesiołowskiego. I z nazsego punktu widzenia, to byl dobry
      wybór. Nie tak łatwo prowadzić tę wiecznie niedoinwestowaną
      instytucję, to żebranie o pieniądzxe i p. Lycyny i dyrektora u
      sponsorów. Zdarzyło mi się mijać, z nimi w tej samej sprawie... To
      ogrom niewdzięcznych czynności, gdzie swój własny honor trzeba
      schować do kieszeni i umieć zarowno negocjować, prosić, wywalczać a
      niejednokrotnie wprost żebrać w imię wyzszych racji. To dla Państwa -
      muzyków i dla nas melomanów... Nie można tego nie rozumieć i nie
      doceniać. Najwyższym osiągnięciem Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego
      jest jak wszyzscy wiedzą BUDOWA OPERY. To tylko dwa słowa a któremu
      to z poprzednich dyrektorów przyszłoby do głowy...Doprawdy to chluba
      dla naszego miasta; nie pozwólcie swoim konfliktem zdeptać
      najcenniejszej inicjatywy, tak umiejętnie i mądrze
      wywalczonym....Należy usiąść do negocjacji, przekazać dyrektorowi
      swoje bolączki jak ojcu i pomagać mu w tworzeniu pięknego dzieła,
      tej korony polskiej kultury, jaką ma opera. Posłużę sie utartym
      fragmentem przysłowia, ale to one są mądrością narodów, że ZGODA
      BUDUJE. Piszę od siebie, zatroskana Państwa konfliktem, szanująca
      wszystkich dobrych muzyków ale także rzetelnych ludzi, byście jak
      najszybciej doszli do porozumienia i nie szukali nowego dyrektora.
      Znamy z przeszłości takie przypadki, że jeden dyrektor pracował,
      starał się, budował a na gotowe przywozili w teczne nowego - na
      gotowe ... to sprawiedliwie byłoby? Panie Marszałku dobrze, że Pan
      przedłużył umowę dyrektorowi MNN, bo tym też się niepokoiliśmy, ale
      zespołowi należy pomóc, bo się pogubli i podcinają gałąź, na ktorej
      siedzą...Pozdrawiam serdecznie zwaśnione strony, niech zwycięży
      zdrowy rozsądek a identyczny problem ja w swojej ostatniej pracy
      przeżywałam 15 lat temu, bo problem płac jest zawsze drażliwy,
      lata "rawniłowki" minęły i nie tak łatwo jest zwartościować i
      zdefiniować regulaminowo kryteria podziału premii za wykonanie
      muzyki... Nie znajdziecie szefa, który nie będzie miał prawa do
      oceny i do decyzyjności. Muzyka ma łagodzić obyczaje i to Państwa
      zawód jest tym najpiękniejszym a ta nielubiana przez wszystkich
      admimistracja robi czarną, najbardziej niewdzięczną robotę i proszę
      dołożyć odrobinę zrozumienia, że Flharmonia - to naczynia połączone
      wielu służb i do osiągnięcia sukcesu i pomyślności, wszyscy są
      ważni. Pozdrawiam Państwa, życzę wyciszenia, uzdrowienia atmosfery
      i mimo wszystko z owacją na stojąco dla obu stron -
      - życzliwa melomanka
      Ps. tylko proszę jak najszybciej napiszcie, że znależliście lepszy
      pomysł na rozwiązywanie problemów, niż strony internetowe....
      • filozofiamuzyki Re: Muzycy przeciw szefowi 11.02.09, 08:33
        Szanowna Melomanko!

        Masz całkowitą rację – KOMPROMIS jest sztuką i jest cechą systemów
        demokratycznych. Ale pod jednym warunkiem – muszą dążyć do niego obydwie
        strony. A sądząc po treści wielu postów, sytuacja w filharmonii podlaskiej
        wygląda raczej na dyktaturę i racje są przez wiele lat po jednej tylko
        stronie. Bo ktoś sobie ubzdurał, że dyrygent i dyrektor jest bogiem, może robić
        wszystko co tylko mu do głowy przyjdzie a cała reszta to tylko jego pokorni
        słudzy i podwykonawcy, których w ogóle się nie ceni.
        Ja rozumiem, że w sztuce potrzebna jest jakaś wizja, idea, często kosztem
        demokracji i kompromisu. Ale czy u nas przypadkiem to „wizjonerstwo” nie
        posunęło się za daleko?

        Piszesz, że „trzeba mówić do siebie a nie w przestrzeń, jak ćwierćinteligenci.”
        To może pomyśl, że widocznie nie dało się mówić do siebie a tylko właśnie tutaj
        na forum można poruszyć wiele ważnych spraw. I nie wydaje mi się, że większość
        forumowiczów to ćwierćinteligenci. Nie obrażaj ludzi swoją pochopną oceną.

        Dalej piszesz o „niezbyt zdyscyplinowanej grupie i klanach w orkiestrze”. Jeśli
        jesteś melomanką to skąd to wiesz? Czy to widać w czasie koncertów? Ktoś ci
        naopowiadał bredni? Chyba, że miałaś na myśli dyscyplinę jak w wojsku, pod
        karabinem. A ja ci powiem, że wielu gościnnych dyrygentów często chwaliło naszą
        orkiestrę właśnie za dyscyplinę w czasie prób.

        Jeśli zaś chodzi o „ogrom niewdzięcznych czynności” które wykonuje p. dyrektor,
        p. Lucyna i „inne służby”, to chyba należy to do ich obowiązków służbowych, tak
        jak do obowiązków muzyków należy jak najlepsze granie. Nikt nikomu łaski tutaj
        nie robi!

        Kolejny temat poruszony przez ciebie – BUDOWA OPERY. Jak to z nią będzie w
        przyszłości? Zwłaszcza w czasie wszechogarniającego kryzysu? Poczekamy,
        zobaczymy! Wszak koniec wieńczy dzieło! Żeby tylko nie okazało się to wielkie
        budowanie wielką klapą i niewypałem. Bo wtedy może być naprawdę wielki problem.
        A tego nikomu nie życzę.

        Dalej piszesz, że „Flharmonia - to naczynia połączone wielu służb i do
        osiągnięcia sukcesu i pomyślności, wszyscy są ważni.” Niestety z twojej
        wypowiedzi wynika, że muzycy są chyba tą najmniej ważną służbą w tej instytucji.
        Ale to właśnie bez nich wszelkie „niewdzięczne działania nielubianej
        administracji” nie byłyby nikomu potrzebne. Chyba, że sobie a muzom :)

        Pozdrawiam
        • trzaska64 Re: Muzycy przeciw szefowi 12.02.09, 01:30
          Odpowiadam Filozofiimuzyki
          Ogarnęła Państwa jakaś mania prześladowcza; wnioskuję to z odpo-
          wiedzi na moje życzliwe do Państwa wystąpienie.Wybrane jest to co
          pasuje do postawionej wcześniej tezy a nie to co do Was starałam się
          napisać. Zapytana zostałam skąd wiem o różnych klanach, że ktoś mi
          naopowiadał... itd Wcześniej przytoczyłam źródło z imienia i nazwis-
          ka, więc zaślepienie powoduje to, że nawet nie możesz zrozumieć co
          napisalam a obrażasz się za ćwierćinteligenta...Nie mam zwyczaju
          nikogo obrażać, użyłam określenia metody jak ...ćwierć..
          W złości zanika subtelność i gdy górują niezdrowe emocje, spala się
          sedno sprawy, chyba że celem jest nie uzdrowienie sytuacji a przez
          bezwzględne zaślepienie, zemsta. I tym oczywistym zaślepieniem,
          nawet w korespondencji ze mną, jest wyciągnięcie kolejnego, fałszywe-
          go wniosku, że muzycy są najmniej ważni. Proszę przeczytać uważnie i
          nie reagować histerycznie na najbardziej życzliwy stosunek do
          Państwa, jaki wyraziłam "owacją na stojąco dla obu stron". I co,
          nastapiło zaćmienie tej drugiej części zdania. To kto tu widzi tylko
          swój czubek nosa? Kochani, złość - to najgorszy doradca. Ponawiam
          apel- zakończcie te poniżające teksty. Nie odbierajcie nam chęci
          przychodzenia na koncerty. Nie gracie dla siebie, chcemy być w Was
          wpatrzeni na koncertach jak w muzyków wysokiej klasy; na tym forum
          jednak tej klasy niestety nie widać.Należy nauczyć się mówić o
          swoich problemach w oczy; z kulturą, taktem a nie pieniactwem.
          Nie mam informacji z Waszej instytucji ale z tego co przeczytałam
          niedobrze mi się robi. Dorośli ludzie, przedtem zastraszeni jak
          baranki w przedszkolu.. a teraz jak wilki...czegoś jednak nie
          umiecie...Na zachodzie, ale coraz częściej i u nas, tych umiejętnoś-
          ci uczą terapeuci...może warto byłoby pokusić się o parę sesji...
          Nawet zakładam, że skoro jesteście tak nieodważni, to ten dyrektor
          w nawale czynności jakie owocnie spełnia, mógł się nawet nie
          zorientować, że w Was tak wrze... Zawsze jestem po stronie uciśnio-
          nych, ale nie bezkompromisowego ataku na jednego dyrektora! Dziwne
          jest to Wasze zastraszenie, najpierw brak odwagi a teraz do boju, po
          trupach. A kroplą, która mnie najbardziej zdenerwowała, że nie chce
          mi się już do Was pisać to powątpiewanie o potrzebie opery....
          niewypał...itd To dopiero PROFESJONALISTA ORKIESTRY, któremu opera
          jest zbędna. Nie dziwiłabym się, żeby się w takim tonie wypowiadał
          jakiś PS z Choroszczy ale m u z y k! Wolę myśleć, że to jednak
          odosobnione zdanie, bo wycofałabym tę owację na stojąco orkiestrze;
          to jest chyba rzeczywiście jakiś nieudaczny podawacz partytur,
          któremu rozsypały się kartki....
          Ale jeżeli ten głos w imieniu wszystkiich,to sięgacie panowie dna..
          I teraz posłuchajcie: nie gracie dla siebie i też, jak mówicie o
          administracji, nie robicie łaski, że gracie ale my melomani w tym
          białostockim grajdole nie widzieliśmy jeszcze prawdziwej opery i też
          chcemy poznawać muzykę najwyższej klasy i tylko ten DYREKTOR z
          najwyższymi horyzontami myślowymi może dać nam to, na co od lat
          czekamy. Przyjmijcie do wiadomości, że my się przez te lata też,
          jako melomamni, wyedukowaliśmy i nie chce się nam już jeździć non
          stop na spektakle do Teatru Wielkiego w Warszawie i po nocy wracać
          z koncertów i drżeć, czy się autokar nie rozbije w Jeżewie...czy na
          innym km drogi.. Zasmakowaliśmy już wiele wykonań koncertowych,
          chcemy więcej i nie kraczcie, że coś się nie powiedzie, bo Wam
          ciepło w filharmonii...Nie widzicie, że już się na scenie nie
          mieścicie, że chór się ledwo wciska..., że soliści nie mogą wykazać
          najmniejszej gry aktorskiej, chyba tylko oczami, bo mogą tylko stać
          na baczność by nie spaść.. Mogę wymieniać jeszcze 20 stron podobnych
          mankamentów, które są wynikiem szczupłości pomieszczenia. A gardero-
          ba dla gwiazd; tu wstyd nawet iść po autografy i patrzeć na przyjeż-
          dżające gwiazdy, które błąkają się po biurze, bo są tylko dwa
          pokoje...itd itd
          Nie wiem czy Pan Marszałek to czyta ale dzięki za budowę OPERY a
          taki muzyk, któremu opera jest nie potrzebna, powinien sam się
          zwolmnić a nie zwalniać dyrektora, jakiego ten Białystok nigdy nie
          miał. Jemu trzeba wybudować pomnik za to dzieło i tylko pomóc w tym
          konflikcie i w dalszym krzewiemiu wysokiej kultury muzycznej!
          • filozofiamuzyki Re: Muzycy przeciw szefowi 12.02.09, 16:50
            Parę słów sprostowania.

            „Życzliwa” szanowna melomanko trzaska!

            PRAWDZIWA z ciebie MELOMANKA! Nie ma co. Opamiętaj się! Ciebie zaślepia
            nienawiść! Więc nie mów o żadnej życzliwości. Zwłaszcza dla muzyków. Złość się z
            ciebie wylewa jak lawa z wulkanu a nie życzliwość.

            I widać, że to ty masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem. A piszesz tez
            chaotycznie. Niestety.

            J a w życiu nie napisałam, że nie chcę opery w Białymstoku! Skąd ty to
            wytrzasnęłaś? Masz urojenia i chorą wyobraźnię? Jestem jak najbardziej za
            rozwojem Filharmonii. Ja tylko wyraziłam obawę, co będzie dalej w czasach
            kryzysu. Możesz to pojąć? Czy nie wiesz co oznacza słowo kryzys? To nie jest
            żadne krakanie tylko zatroskanie. Mam dalej tłumaczyć?

            Poza tym pisałam również, że nikt nikomu łaski nie robi - ani administracja
            muzykom ani muzycy administracji czy melomanom! Więc nie przekręcaj moich słów!

            Piszesz – „Na zachodzie, ale coraz częściej i u nas, tych umiejętności uczą
            terapeuci...może warto byłoby pokusić się o parę sesji...” Może i masz rację.
            Tutaj się z tobą zgodzę. Widocznie po ostatnich 12 latach muzykom potrzebni są
            terapeuci? Tabletki już łykają przed próbą. Tobie tez to nie zaszkodzi. Na pewno.

            „a taki muzyk, któremu opera jest nie potrzebna, powinien sam się
            zwolmnić a nie zwalniać dyrektora” –
            Upadłaś na głowę kobieto? Zacytuj w którym miejscu napisałam, że ja chcę
            zwolnić dyrektora? Piszesz swoje teksty nocami, może tu jest przyczyna braku
            wnikliwego czytania? Nic dziwnego, że nie możesz spokojnie spać, chyba żółć cię
            zalewa. Skończ i wstydu oszczędź!

            Życzę powodzenia w budowaniu pomnika!:)
            Chociaż miałam nadzieję, że czasy PRL-u dawno się skończyły!
            • trzaska64 Re: Muzycy przeciw szefowi 12.02.09, 18:25
              Do afrykańskiej" filozofiimuzyki".
              Naiwnie myślałam, że da się normalnie rozmawiać i może spojrzenie
              kogoś z boku ostudzi, choć odrobinę emocje, może zawstydzi z tej
              nienawiści.Tymczasem mnie się przypisuje nienawiść.... to dopiero
              parodia... Ty poprostu nie rozumiesz co czytasz, odwracasz kota
              ogonem i na dodatek ubliżasz w niewybredny i z niskich pobódek
              sposób..Ja nie jestem stroną w sporze więc lawy nienawiści nie
              wylewaj na mnie, sama się w niej taczaj..
              Wskazana: terapia, jeszce raz terapia...
              Z chorymi więcej nie rozmawiam, proszę się leczyć. Szkoda gadać ...
              jakby powiedzieli znani satyrycy. Żegnajcie.
              Ps Dodam jedynie, że jednakową jasność umysłu mam zarówno we dnie
              jak i w nocy, czego o Tobie nie można powiedzieć..
              • filozofiamuzyki Re: Muzycy przeciw szefowi 12.02.09, 20:02
                Do szanownej trzaski melomanki życzliwej (dyrekcji?)!

                Oto bardzo merytoryczna wypowiedź!
                Jesteś rasistką, że piszesz coś o Afryce?
                Ktoś z boku, taki jak ty, nie jest zorientowany i nie ma pojęcia co tak naprawdę
                się dzieje.
                Więc nie zabieraj w ogóle głosu, bo nie masz ZIELONEGO pojęcia o sprawie.
                Może masz jednakową jasność umysłu zarówno we dnie jak i w nocy, ale jest ona
                chyba stale lekko przyciemniona, jak mniemam. Bo twoje wpisy to istny słowotok
                bez ładu, składu i logiki. Niestety.
                Gratuluję! To prawdziwy artyzm powalający na kolana!
                Idź może studiować słownik ortograficzny - w tym jesteś na pewno świetna. A
                potem sprawdzaj wpisy pod względem poprawności pisowni!
                A lekarz też się na pewno przyda i tobie. Przecież to ty pierwsza zaczęłaś pisać
                o terapii. Głodnemu chleb na myśli?
                Albo jednak nie! Lepiej już idź budować ten pomnik! Tylko na kolanach! PRL się
                kłania nisko.
                ŻEGNAMY WSZYSCY!
                • kwar-tet Re: Muzycy przeciw szefowi 12.02.09, 20:54
                  filozofiamuzyki napisała:

                  > Lepiej już idź budować ten pomnik! Tylko na kolanach! PRL się
                  > kłania nisko.

                  Melduję, że jest miejsce na pomnik - na rondzie koło Filharmonii.
                • trzaska64 Re: Muzycy przeciw szefowi 14.02.09, 01:54
                  Z ludzkiej ciekawości zajrzałam, w ten gąszcz niewybrednej prozy,
                  by spr. czy po moim dwudniowym doświadczeniu i obrzucaniu
                  ordynarnym błotem za niewinność, jeszcze ktoś zechce dodać swoja
                  opinię.
                  I nic, nie ma nikogo...
                  Pozostały tylko bez echa, skierowane do mnie szyderstwa o: budowaniu
                  pomnika na kolanach, PRL-u,ktoś w swej "łaskawości" wskazał miejsce
                  na pomnik....itd, itd... śmiać się, czy płakać?
                  To rondo, mnie rozśmieszyło ...
                  Ale rzeczywiście, POMNIK budowniczemu OPERY się należy a miejsce
                  godne też się znajdzie...
                  W uroczym nastroju, po dzisiejszym, o juz po 24-tej, a więc po
                  wczorajszym koncercie, (znów się filozofia do godziny przyczepi...)
                  podczas którego publiczność zgotowała owację na stojąco, gdy Pan
                  Marcin Nałęcz-Niesiołowski zaledwie wszedł na scenę ( przed
                  rozpoczęciem utworu!), poczułam się w dobrym Towarzystwie, w tej
                  Filharmonii. A zatem BRAWO..
                  I dziwnie to zabrzmi może, ale to ja dziękuję Państwu, za tę
                  wzruszającą i uroczystą owację, bo zaszczuta na tej stronie, już
                  myślałam, że znajduję się osamotniona w swych spostrzeżeniach...
                  I jeszcze jedno: nie ma ludzi idealnych, ale metody rozwiązywa-
                  nia problemów nalezy wyważać a nie siec na oślep...publicznie zniewa-
                  żać, zniesławiać i to tych zdolnych, pracowitych i z najwyższymi
                  osiągnięciami, zarówno jako artysty (MNN) jak i gospodarza ( od
                  remontów, zdobywania funduszy zaczynając i na zakupie instrumentów
                  kończąc).
                  To widzą nie tylko pracownicy Filharmonii, ale cała publiczność;
                  czytamy też programy a w nich - listę sponsorów...
                  Opera i Filharmonia Podlaska jest placówką najwyższej kultury; Waszą
                  i naszą; i nie będziemy obojętni na to, co się w niej dzieje.
                  Dyrektor to nie kociak tylko menadżer z ogromem obowiązków do
                  spełnienia a po tej chłoście, jaka mnie spotkała, nie wierzę w
                  prawdomówność "pokrzywdzonych".
                  Godzić się, to nie wstyd... a zaczyna zawsze mądrzejszy...
                  Ja nadal liczę na prawo demokracji i swobodę wypowiedzi, bez
                  zbędnych i uszczypliwych komentarzy, chociaż właśnie te komentarze
                  pokazały prawdziwy pazur "owieczek" a, że już - Walentynki,
                  więc życzę wszystkim WSPANIAŁOMYŚLNEJ MIŁOŚCI.
                  • schoppe Re: Muzycy przeciw szefowi 14.02.09, 02:12
                    Przykro mi to pisać ,ale przez swoją "obywatelską postawę" w ramach
                    owacji dla dyrektora,stała się Pani kolejną ofiarą -jak widać
                    skutecznej- kampanii antyorkiestrowej.Po co w ogóle wpuszczać
                    muzyków z instrumentami na estradę? Tłuszcza jest usatysfakcjonowana
                    samym widokiem swego idola z batutą. ..I chyba tylko dyletant nie
                    zrozumie,co znaczy dla muzyka granie koncertu po tak poniżającej
                    akcji. Ciekawe,czy widziała Pani wyraz twarzy dyrygenta,który udając
                    wielkie uniesienia muzyczne nie był w stanie opanować pogardliwego
                    uśmieszku
                    mówiącego :"ale was,podludzie,załatwiłem!".
                    • kwar-tet Re: Muzycy przeciw szefowi 14.02.09, 02:35
                      Cześć schoppe - tutaj jesteś:)
                      Zaraz idę spać ale jeszcze napiszę jedno zdanie.

                      Piszesz:

                      > wyraz twarzy dyrygenta,który udając
                      > wielkie uniesienia muzyczne nie był w stanie opanować pogardliwego
                      > uśmieszku
                      > mówiącego :"ale was,podludzie,załatwiłem!".

                      A ja mam wrażenie, że to On popełnił dzisiaj "harakiri" przy pomocy swoich
                      bohaterskich wielbicielek.
                      • smyczek5 Re: Muzycy przeciw szefowi 14.02.09, 09:49
                        Myślę tak sobie o wczorajszym wieczorze...oklaski dla Pana Dyrektora
                        potwierdziły, iż ludziom niepodobają się metody walki Orkiestry z
                        Dyrektorem i mogę potwierdzic to z pełną swiadomością, że
                        przecholowaliśmy...artykuły w GW były poniżej pasa i wiadomo, że p.
                        Kryński został napuszczony przez członków naszej Orkiestry.
                        Orkiestra otworzyła przysłowiową puszkę pandory. Teraz Orkiestra
                        broni się na wszystkie sposoby, nawet oskarżając p. Olędzkiego za
                        jego właśną opinię, a Dyrektor broni swoich racji. Kogo to dziwi?
                        Tak działą system obronny. Tak jest w konfliktach w końcu cierpią
                        obie strony. Najbardziej przykre jest to, że na tym forum pojawiają
                        się stale te same osoby tj nie-siol, schoop, kwar-tet ziejące taką
                        nienawiścią, że aż przykro. Przesadzacie koledzy. Nie jest to
                        miejsce na takie dyskusje. Róbcie smród w swoich domach, ale nie w
                        moich drugim domu - FILHARMONII.
                        Ja chcę uśmiechnąc się w przyszłym tygodniu do naszej publiczności,
                        a nie ze wstydu przez to co narobiliście patrzyłem tylko w nuty.

                        Dyrektora minę po owacjach także widziałem i zauważyłem że był
                        zaskoczony reakcją publiczności, która wyraziła sympatię wobec Jego
                        osoby. Zastanawiałem się w trakcie koncertu co zdaży się na koniec i
                        byłem miło zaskoczony, iż nasza publicznośc oklaskiwała nas
                        wszystkich, gdyz chcą miec nadal satysfakcję i przyjemnośc słuchania
                        naszej gry...a przeciez o to nam chodzi...




          • schoppe Re: Muzycy przeciw szefowi 12.02.09, 18:59
            Szanowna Pani,
            zapewniam Panią ,że myli się Pani twierdząc,że na tym forum
            przekrzykują sie jedynie muzycy.Zaręczam,że nie tylko:-).Proszę też
            nie sugerować,że posty na forum w jakikolwiek sposób wpływają na
            odbiór utworów granych na żywo w piątek.Kto przychodzi do
            filharmonii dla Muzyki-nie wnika w sprawy wewnętrzne firmy i spory
            międzyludzkie.Wyraźnie wygląda na to,że wielu osobom zależy,żeby
            przedstawiac orkiestrantów jako wrzaskliwy plebs .Ciekawe tylko,w
            jakim celu...
    • fn1234 Brawo trzymam za Was Muzyków kciuki 12.02.09, 01:00
      Niestety puki nie będzie tak, że to muzyk decyduje o tym, kto
      będzie jego dyrektorem i puki dyrektor nie będzie miał bata nad sobą
      w postaci muzyków, takie incydenty będą się działy nagminnie i z
      reszta się dzieją. My muzycy przede wszystkim pragniemy być
      traktowani godnie i nie jesteśmy rzemieślnikami tylko ludźmi
      dającymi kawałek swojej duszy. A najlepsza motywacja to dyrygent,
      który potrafi z nas wydobyć wszystko, co najlepsze dzięki swojej
      wrażliwości muzykalności technice i wiedzy. Niestety polscy
      dyrygenci już od początku nauki maja wpajane ze muzyk jest kimś
      gorszym, leniwym i tylko zastraszenie powoduje porządany efekt w
      postaci wygranych nut. Tak nuty dzięki takim dyrygentom są wygrywane
      w wielu Filharmoniach w naszym kraju, jednak mało tam tej prawdziwej
      muzyki i duszy. Oczywiście nie wszyscy polscy dyrygenci
      takiej "edukacji" się poddają, jednak z własnego doświadczenia wiem,
      ze tych prawdziwych i kompletnych jest bardzo mało.
      Teraz przytoczę jedna sytuacje z udziałem Pana Nałęcza-
      Niesiołowskiego, która miała miejsce kilka lat temu.
      Prowadził koncert w Filharmonii Narodowej jako dyrygent goscinny.
      Już na pierwszej próbie był bardzo arogancki, zarozumiały i
      nieprzyjemny. Muzycy byli oburzeni jego zachowaniem do tego stopnia,
      ze nie chcieli dalej współpracować. Koncert stanął pod znakiem
      zapytania. Jeżeli tak by się stało i występ by się nie odbył wieść o
      jego zachowaniu obiegłaby cala Polskę. Dla początkującego dyrygenta
      byłaby to "reklama", która nie pomogłaby mu w dalszej karierze. Na
      następnej próbie, maestro uspokoił się przeprosił orkiestrę i z
      wielkim bólem i grymasem na twarzy starał się być sztucznie miły.
      Takich sytuacji z tym Panem jest jeszcze sporo i bynajmniej nie
      miały miejsca na jego dzisiejszym stanowisku.
      Ostatnia rzecz, która pragnę poruszyć jest cytowany wielokrotnie
      argument. Muzyk będzie leniwy, nieprzygotowany, gdy nie będzie
      miał „bata” w postaci dyrygenta, który terrorem i zastraszaniem
      będzie motywował do pracy.
      Nic bardziej błędnego!
      Każdy wie ze TE metody powodują jeszcze większy stres, który i tak
      jest wszechobecny w tym zawodzie. Powstaje swoistego rodzaju
      psychiczna blokada wykonawcy, który nakręca w sobie nerwowa spirale
      i myśli tylko o tym by wygrać wszystkie dźwięki by się tylko nie
      pomylić. Nuty są, ale gdzie muzyka. Ginie ona zaduszona przez
      poczucie osaczenia.
      Nawet słabe orkiestry prowadzone jednorazowo przez znakomitego
      dyrygenta są w stanie przeskoczyć swój „normalny poziom” gry
      wielokrotnie. Jak Ci Wielcy to robią? Bynajmniej nie traktowaniem
      muzyka jak cos gorszego, na którego tylko strach przed kara robi
      wrażenie i zmusza do ćwiczenia.
      Np. Maestro Semkow zaprasza muzyków do grania, czaruje swoja
      osobowością i elokwencja, zachwyca swoja wiedza, a to daje efekt w
      postaci braw na stojąco i łez wzruszenia u publiczności jak i u
      orkiestry. Panowie dyrygenci! To jest droga do wielkości a nie
      obcinanie premii i wewnętrzne egzaminy.
      Muzyk mający władze nad dyrygentem w postaci rekomendacji w drodze
      np. konkursu lub pozytywnej bądź negatywnej weryfikacji po odbytej
      kadencji nie będzie miał poczucia bezsilności i braku nadziei na
      zmiany. Druga strona, czyli dyrygent- dyrektor już na starcie będzie
      miał poczucie, ze muzyk chce z nim współpracować, obdarza go
      kredytem zaufania i nastawienie do muzyków przynajmniej z początku
      będzie miał pozytywne. Bynajmniej nie chodzi tu zabieranie
      przywilejów dyrektorskich i tak zwanego „bata” nad muzykiem, bo
      każdy muzyk wie ze jest to niezbędne. Muzyk musi być przygotowany by
      można było zając się interpretacja utworu. Ale musi także mieć
      poczucie że, jeśli druga strona przekroczy pewne kanony zachowań, ma
      on odpowiedni instrument by moc zareagować.
      Podsumowując: Zależność pomiędzy dyrygentem lub dyrygentem-
      dyrektorem a muzykiem powinna być obustronna.
      • trzaska64 Re: Brawo trzymam za Was Muzyków kciuki 12.02.09, 02:12
        fn1234 napisał:

        > Niestety puki nie będzie tak, że to muzyk decyduje o tym, kto
        > będzie jego dyrektorem i puki dyrektor nie będzie miał bata nad
        sobą ..............

        > Radzę puknąć się trochę i zajrzeć do słownika ortograficznego
        by sprawdzić, że "póki" piszemy przez o z kreską. cha, cha, cha.
        I człon w nazwisku Nałęcz - nie odmienia się.....
        • waltornia00 Re: Brawo trzymam za Was Muzyków kciuki 12.02.09, 10:14
          Szanowni Państwo, czytać nie można tych bzdur, wypisywanych z
          niekompetencji i w złości.Ponieważ wątek o tej
          nieopłaconej "energii" pojawia się po raz któryś trzeba to wreszcie
          zdementować (wiadomo zresztą kto to pisze i kto powtarza - skąd u
          tej kobiety tyle nienawiści! )Przez lata dla naszego województwa
          były subwencje z MKiDzN wspierające niejako ten region, w kulturze
          też.Ministerstwo ostrzegało , iż Marszałkowie muszą powoli sami
          zabezpieczać środki na utrzymanie podległych jednostek. W jednym
          roku sprawę zbagatelizowano, powstały dziury w budżetach,
          (Ministerstwo częściowo je uzupełniło, w następnym roku sprawa była
          jasna. Na podstawową działalność placówek samorządy muszą znależć
          zabezpieczenie.Nie obyło się bez nacisków o ograniczenia
          - również działalności artystycznej, i większą aktywność własną
          placówek, pozyskiwanie środków...Filharmonia wyjątkowo aktywnie
          zabrała się za pozyskiwanie tychże srodków nie chcąc aby w
          najmniejszym stopniu Melomani odczuli spadek propozycji
          artystycznych, aktywności, nadal z wielkim wysiłkiem Zespołu
          odbywały się Konkursy(dyrygencki,edukacja dzieci i
          młodzieży ,przyjeżdzały najwyższej klasy nazwiska artystów. To
          wszystko dzięki mądrym Melomanom i instytucjom wspierającym. Był
          taki rok, że Urząd nie zabezpieczył już w sierpniu środków na
          podstawowe płace i opłacenie środków trwałych.Liczono się z
          zawieszeniem działalności intytucji. O tym nie było mowy, trzeba
          wiedzieć ile i jak, wydeptywał ścieżki Dyrektor aby to wszystko
          utrzymać. Na nikogo nie liczył i nie opowiadał co to "on"
          zrobił.Zawierano umowy o zabezpiecznie przyjazdu znanych artystów i
          o pomoc konkretnym grupom dzieci i młodzieży do których Filharmonia
          przyjeżdża z audycjami (to ponad 900 koncertów rocznie)- trzeba
          widzieć tą biedę w terenie i czuć po ludzku! I MERITUM - to właśnie
          te pieniądze miałaby placówka przekazać na opłatę energii, bezwład
          władzy mają pokrywać melomani? Bo w myśl zasady wszystko co wpływa
          do instytucji jest własnością Urzędu? i z tego najpierw trzeba
          pokryć energię na to przyzwolenia środowiska - NIE BYŁO. TAKIE
          ZDANIE WÓWCZAS MIAŁ SAM Zakład Energet. także wieloletni sponsor
          Filharmonii,Zaczęto "robić " za przeproszeniem we własne gniazdo i
          napuszczać kontrole z 7-8 razy. Smutna to refleksja.Filharmonia
          przetrwała, choć nie cieszyło to także konkurencji. Wniosek - róbmy
          swoje - uczciwie !
        • bialymiketyson Re: Brawo trzymam za Was Muzyków kciuki 12.02.09, 13:34
          no i...?! a sens i przekaz postu nie dotarł...??!!
    • filozofiamuzyki Muzycy przeciw szefowi 12.02.09, 11:59
      DROGA TRZASKO czy inna bezkrytyczna wielbicielko!

      Widzę, że ciągle nie możesz spać i notorycznie siedzisz na forum po nocach!
      Ale może byś zechciała trochę rozszerzyć swoją nikłą wiedzę, jak mniemam, w
      temacie sytuacji w filharmonii. I racz zajrzeć na sąsiednie wątki dotyczące
      sprawy. A zwłaszcza poczytaj post nie-siol. I wtedy podejmij dyskusję, ale
      merytoryczną. Tylko nie pisz, że autor przedstawił fakty tendencyjnie albo
      kłamliwie!

      W celu ułatwienia ci zadania zacutuję kilka fragmentów wpisu nie-siol (nomen-omen):




      nie-siol napisał:



      > dyrektor wzywał do gabinetu matki, które z powodu posiadania d
      > zieci do lat trzech miały prawo nie zgodzić sie na delegację poza miejsce zamie
      > szkania i wywierał naciski, aby nie korzystały ze swojego przywileju. W sytuacj
      > i dłuższej choroby, bądż kilku nieobecności chorobowych pracownik jest wzywany
      > do gabinetu i monitowany o "zadbanie o swoje zdrowie", lub poprawienie w jakiko
      > lwiek inny sposób swojej frekwencji.
      > W zeszłym roku czterodniowy urlop " na żądanie" został dopisany bez
      > naszej wiedzy i zgody do urlopu wyznaczonego przez pracodawcę.
      .....
      po dyskusji, czy nawet po prostu wyrażeniu swojej o
      > pinii, różnej od zdania szefa - osoby, które się na to odważyły, straciły pracę
      > lub prawie ja traciły. Zawsze jednak, oficjalnie, były inne powody, dla któryc
      > h nie przedłużano,
      > bądż nawet zrywano umowę z pracownikiem.
      .......
      działania polegające na egzaminowaniu muzyków tuż przed ich
      > odejściem na emeryturę. Osoby poddawane tym egzaminom są wybierane z grona ork
      > iestry tylko według własnego uznania dyrektora !
      .......
      dla uwidocznienia jakim to PANEM dla muzyków jest dyr. Niesiołowski i ja
      > k jego ego przeszkadza mu w normalnym odnoszeniu sie
      > do ludzi przytoczę kilka przykładów które pamiętam.
      > - Za każdym razem gdy mija sprzątaczki, te zobowiązane są do wstawania na jego
      > widok ( niektóre, starsze mogłyby chyba być w wieku jego
      > matki!!)
      > - Trębacz z orkiesty dostał wypowiedzenie umowy za to, że nie mogąc sie dowoła
      > ć PANA na korytarzu( a był umowiony, że ten mu powie czy będzie potrzebny) zawo
      > łał "halo". Potem to wypowiedzenie, za wstawiennictwem
      > innych zostało cofnięte. Ale gdy tylko ten sam trębacz zapytał w
      > niezobowiązującej rozmowie kolegę dlaczego tak często rozmawia z dyrygentką chó
      > ru, a kolega okazał się jej synem, został potraktowany przez dyrektora, który n
      > ie wiedzieć skąd sie o tym dowiedział, gorzej niż przedszkolak - jak nie przepr
      > osi Pani zostanie zwolniony ! W końcu biedny chłopak nie wytrzymał ( Pani nie c
      > hciała z nim rozmawiać, więc pat!) i zemdlał na którejś przerwie - zabrało go p
      > ogotowie..
      > - I jakże okrutny potrafił być w trudnych chwilach dla niektórych muzyków.
      > Kiedyś koleżanki dziecko miało wypadek i trafiło do szpitala. Ta
      > poszła do dyrektora by natychmiast sie zwolnić i jechać na
      > pogotowie.... nie puścił... Parę dni później fotografował się na onkologii dzie
      > cięcej jako wielki przyjaciel chorych dzieci..
      > Innym razem nie zwolnił ciężarnej sekretarki ( jednej z poprzednich sekretarek)
      > z kilku godzin pracy, gdy źle się czuła z powodu zapylenia podczas
      > remontu na korytarzu.. Głośno było o przypadku zwolnienia dwóch chórzystek tylk
      > o za to, że chciały zmiany warunków na wyjeździe oraz zmiany osoby inspektora c
      > hóru..
      > Z pracy wyleciał też jeden z najlepszych muzyków jeśli chodzi o instrumenty smy
      > czkowe-młoda altowiolistka.. Za to, że polemizowała z Panem chyba gdy ją wezwał
      > na dywanik..Orkiestra solidarnie i rozpaczliwie próbowała uchronić ją przed zw
      > olnieniem powołując ją na społecznego inspektora pracy którego zwolnić nie możn
      > a , ponieważ jako muzyk i koleżanka była powszechnie szanowana.. Niczyj głos ni
      > e był jednak w
      > tej sprawie ważny - Jak PAN zadecyduje tak musi być w każdym przypadku.
      > Zanotowaliśmy wezwania na dywanik za brak uśmiechu, jak i bardzo mrożącą reprym
      > endę za to że ktoś sie uśmiecha..
      > Kiedyś oboistka, która
      > dostała się i miała podpisać umowę przyznała się do wczesnej ciąży - nigdy jej
      > w szeregach orkiestry nie zobaczyliśmy.. Podobnie karane są
      > pracownice za to, że były na urlopie macierzyńskim - zawsze egzaminem po powroc
      > ie, jeszcze przed ponownym rozpoczęciem pracy..

    • filozofiamuzyki Muzycy przeciw szefowi 12.02.09, 12:10
      Drogi nie-siol!

      Możesz wkleić i na tym wątku swój post?
    • nie-siol Muzycy przeciw szefowi 13.02.09, 23:03
      Zachowanie dyrektora Filharmonii w stosunku do muzyków orkiestry i ich
      obowiązków oraz praw jest nie do zaakceptowania.
      Za każde skorzystanie z przysługującego pracownikowi urlopu na żądanie zabierana jest premia, raz nawet została udzielona nagana z wpisaniem do akt.
      Zdażało się iż dyrektor wzywał do gabinetu matki, które z powodu
      posiadanie dzieci do lat trzech miały prawo nie zgodzić sie na delegację poza miejsce zamieszkania i wywierał naciski, aby nie korzystały ze swojego przywileju.
      W sytuacji dłuższej choroby, bądż kilku nieobecności chorobowych,
      pracownik jest wzywany do gabinetu i monitowany o "zadbanie o swoje zdrowie", lub poprawienie w jakikolwiek inny sposób swojej frekwencji.
      W zeszłym roku czterodniowy urlop " na żądanie" został dopisany bez
      naszej wiedzy i zgody do urlopu wyznaczonego przez pracodawcę.
      Najważniejszym problemem we wszystkich poruszanych sprawach jest to,
      iż jakiekolwiek działania dyrektora w stosunku do zespołu odbywają się
      w atmosferze zastraszenia . Zdażało się, iż po dyskusji, czy nawet po
      prostu wyrażeniu swojej opinii, różnej od zdania szefa - osoby, które się na to odważyły, straciły pracę lub prawie ja traciły. Zawsze
      jednak, oficjalnie, były inne powody, dla których nie przedłużano,
      bądż nawet zrywano umowę z pracownikiem. W takiej atmosferze i w takich okolicznościach wszystkie działania dyrektora nabieraja innego światła - zabranie
      premii to nie tylko strata kilkuset złotych - to groźba niełaski a w
      dalszym ciągu utraty pracy.
      Sprzeciw budzą też działania polegające na egzaminowaniu muzyków tuż
      przed ich odejściem na emeryturę. Osoby poddawane tym egzaminom są
      wybierane z grona orkiestry tylko według własnego uznania dyrektora !
      Czy wspomniane działania dyrektora sa zgodne z prawem? Czy jego
      poczynania odczuwane przez nas jako zastraszanie można nazwac
      mobbingiem i czy naprawde należy przymykać na to oczy? Niezależnie czy orkiestra rzeczywiście wzniosła się przy Niesiołowskim na takie wyżyny
      poziomu artystycznego czy, co bardziej się wydaje prawdą, jest prowincjonalną orkiestrą,nienajgorszą, ale też i nie taką świetną na
      tle innych orkiestr w Polsce, tak samo członkom orkiestry należy się godne i ludzkie traktowanie jak każdemu innemu człowiekowi!!! Nie będę się odnosić do tekstów z forum, na temat czy orkiestra to banda grajków - nie o to tu chodzi,
      więc nie ma potrzeby taplania się w takim bagnie.. Istotne jest to, że podobnie jak wielu muzyków można zastąpić kimś innym, tak samo i pan
      Nałęcz nie jest takim wybitnym, niezastąpionym maestro jako dyrygent i
      muzyk a i z pewnością znajdzie się też niejeden menager który sprosta
      tym samym lub większym wyzwaniom..
      A tak, dla uwidocznienia jakim to PANEM dla muzyków jest dyr.Niesiołowski i jak jego ego przeszkadza mu w normalnym odnoszeniu sie
      do ludzi przytoczę kilka przykładów które pamiętam.
      - Za każdym razem gdy mija sprzątaczki, te zobowiązane są do wstawania
      na jego widok ( niektóre, starsze mogłyby chyba być w wieku jego
      matki!!)
      - Trębacz z orkiesty dostał wypowiedzenie umowy za to, że nie mogąc sie
      dowołać PANA na korytarzu( a był umowiony, że ten mu powie czy będzie
      potrzebny) zawołał "halo". Potem to wypowiedzenie, za wstawiennictwem
      innych zostało cofnięte. Ale gdy tylko ten sam trębacz zapytał w
      niezobowiązującej rozmowie kolegę dlaczego tak często rozmawia z
      dyrygentką chóru, a kolega okazał się jej synem, został potraktowany
      przez dyrektora, który nie wiedzieć skąd sie o tym dowiedział, gorzej
      niż przedszkolak - jak nie przeprosi Pani zostanie zwolniony ! W końcu biedny chłopak nie wytrzymał ( Pani nie chciała z nim rozmawiać, więc
      pat!) i zemdlał na którejś przerwie - zabrało go pogotowie..
      - I jakże
      okrutny potrafił być w trudnych chwilach dla niektórych muzyków.
      Kiedyś koleżanki dziecko miało wypadek i trafiło do szpitala. Ta
      poszła do dyrektora by natychmiast sie zwolnić z próby(bynajmniej nie generalnej)i jechać na
      pogotowie.... nie puścił... Parę dni później fotografował się na onkologii dziecięcej jako wielki przyjaciel chorych dzieci..
      Innym razem nie zwolnił ciężarnej sekretarki ( jednej z poprzednich sekretarek) z kilku godzin pracy, gdy źle się czuła z powodu zapylenia podczas remontu na korytarzu.. Głośno było o przypadku zwolnienia dwóch
      chórzystek tylko za to, że chciały zmiany warunków na wyjeździe oraz
      zmiany osoby inspektora chóru..
      Z pracy wyleciał też jeden z najlepszych muzyków jeśli chodzi o instrumenty smyczkowe - młoda altowiolistka.. Za to, że polemizowała z
      Panem chyba gdy ją wezwał na dywanik.. Orkiestra solidarnie i rozpaczliwie próbowała uchronić ją przed zwolnieniem powołując ją na społecznego
      inspektora pracy którego zwolnić nie można , ponieważ jako muzyk i
      koleżanka była powszechnie szanowana.. Niczyj głos nie był jednak w
      tej sprawie ważny - Jak PAN zadecyduje tak musi być w każdym
      przypadku.
      Zanotowaliśmy wezwania na dywanik za brak uśmiechu, jak i bardzo
      mrożącą reprymendę za to że ktoś sie uśmiecha..
      Kiedyś oboistka, która
      dostała się i miała podpisać umowę przyznała się do wczesnej ciąży -
      nigdy jej w szeregach orkiestry nie zobaczyliśmy.. Podobnie karane są pracownice za to, że były na urlopie macierzyńskim - zawsze egzaminem
      po powrocie, jeszcze przed ponownym rozpoczęciem pracy..
      Trudno nie wspomnieć o tym, że nasz maestro często sie myli i
      popełnia błędy dyrygując - nic nowego - każdy jest tylko człowiekiem,
      dyrygenci też sie mylą, jedni mniej, inni więcej. Często żartujemy sobie, że największym świństwem byłoby zagrać wszystko dokładnie tak
      jak zadyryguje dyrektor, czy niejeden gościnny dyrygent.. Niestety
      muzyk nie ma prawa sie pomylić, nawet jeśli robi to wyjątkowo rzadko i generalnie jest dobrym instrumentalistą.. Podobnie muzyk - pracownik dyrektoraNiesiołowskiego nie ma prawa głosu, prawa do własnego zdania i własnej ekspresji w życiu, oraz , z powodu ciągle zmieniającego sie harmonogramu prób, również prawa do własnych planów poza pracą..
      Jest ogromnie dużo wspaniałych,wielkich wręcz dyrygentów,którzy osiągają wysoki poziom nie używając tak niegodnych metod. Jest też mnóstwo menagerów .nowoczesnych i sprawnych, którzy zarządzając ludźmi nie zachowują się jak MNN... Nikt nie odmawia panu Niesiołowskiemu talentów organizacyjnych i nie kwestionuje tego,co dobrego zrobił dla instytucji,lecz nie trzeba i nie należy tolerować łamania norm ludzkich-nie wolno do tego dopuszczać we współczesnym cywilizowanym świecie. I nade wszystko-każdy,żeby nie wiadomo jak wielkie miał stanowisko i jaką posiadał władzę powinien mieć nad sobą kontrolę... Również w kwestii tak trudnej jak zarządzanie ludźmi...
    • kwar-tet Muzycy przeciw szefowi 13.02.09, 23:12
      konieczko33 napisała:

      > wiesz kiedy dyrektor NN wywołał standing ovation? całkiem niedawno
      > podczas zagranicznego tournee,kiedy to postanowił po koncowych
      > oklaskach wykonac na bis..hymn wizytowanego kraju!!:-) rozumie
      > się,że CAŁA sala powstała z miejsc. Swoją drogą świetny patent!:-)

      Hej Konieczko!
      A na dzisiejszym koncercie pojawił się najnowszy patent na uzyskanie owacji na
      stojąco w naszej Filharmonii!
      To jest świetny trick! Standing ovation nawet PRZED koncertem! Nie trzeba palcem
      kiwnąć ani trochę! A orkiestra nie musi wydać z siebie żadnego dźwięku!
      Wystarczy, że dyrygent tylko pojawi się na scenie! Jednak przedtem musi pozwolić
      aby napisano w programie, że jego podwładni - białostoccy muzycy, to banda leni
      i pijaków. Co z tego, że nie ma w tym ani słowa prawdy? A melomani to kupują.
      Prawda, że proste? Tak się osiąga "sukcesy". (Dodam, że po wykonaniu wszystkich
      utworów zawartych w programie wieczoru - owacji na stojąco było brak!)
      Zastanawiam się, kiedy poziom zmaltretowania orkiestry osiągnie próg ostateczny?

      • fajny-alfred Re: Muzycy przeciw szefowi 14.02.09, 00:19
        Czytałem ten program. Ten tekst "Krzywym okiem..." nie powinien się
        tam znaleźc. Jest to program koncertowy, więc krytyk omawia
        repertuar, pisze recenzje itp. Ale zamieszczanie cytatów z forum i
        pochopne wyciąganie wniosków np: że muzycy szkalują dyrektora, albo
        że są źli bo z nimi nie pije...? Na jakiej podstawie?!! Jeszcze
        jakieś opinie o regulaminach? A autor rozmawiał z muzykami na ten
        temat? Rzecz niebywała, że pozwala na to dyrektor instytucji
        kulturalnej, który deklaruje że robi wszystko dla dobra tejże
        instytucji...
        A muzycy po prostu pracują...
        • gewandhaus Re: Muzycy przeciw szefowi 14.02.09, 16:02
          Nie do wiary! gdzie sie ten program ukazal??i co to za akcja z tymi
          oklaskami przed koncertem?! rany boskie! melomani na calym swiecie
          przychodza do muzykow po koncertach i dziekuja im za kazdy wystep.
          Melomanom w Bialymstoku to sie chyba od luksusu posiadania orkiestry
          i mozliwosci wysluchania koncertu na zywo co tydzien w glowach
          poprzewracalo?oklaski dla dyrygenta??przed koncertem?!jako gest
          poparcia w jego "wojnie" z muzykami?
          w zasadzie jak juz ktos wczesniej tu napisal,moze sobie jasnie
          dyrygent cd zapuscic i pomachac,a publicznosc skoro tak wielbi
          talent dyrygencki jasnie dyrektora to z pewnoscia z radoscia z 1.5h
          na sali posiedzi i popatrzy jak maestro paleczka macha :)
      • 105dc Re: Muzycy przeciw szefowi 14.02.09, 00:21
        Szanowny Panie Stanisławie Olędzki.
        To Pan nauczył nas odróżniać formy, Pan uczył nas miłości do muzyki.
        Pana małżonka zanim weszła do sali kazała nam rozpoznać trzy
        interwały, które zagrała, zanim zdołaliśmy się zorientować.
        Wykształciliście nas dobrze, bardzo dobrze, może za dobrze.
        Teraz Pan nas upomina, że wiemy,że w akordzie Es-dur nie ma cis.
        Niech się Pan nie awanturuje.
        Trzeba nas było uczyć czegoś innego.
        Że należy kłaniać się nisko miernotom
        Że muzyka to sprawa układów i pleców
        Że odczytanie Mistrzów to kwestia indywidualnego podejścia
        itd.
        Nie tego nas Państwo uczyli.
        Panie Stanisławie- wykształcił Pan parę pokoleń muzyków- niech się
        Pan nie dziwi, że nie godzą się na KICZ.
    • marcepan.1 Muzycy przeciw szefowi 14.02.09, 01:38
      105dc – zgadzam się z tobą całkowicie.
      Ja też byłem kiedyś uczniem pana profesora Olędzkiego.
      I potwierdzam – nie tego mnie uczył! Szczerze mówiąc to po dzisiejszym koncercie
      jestem po prostu powalony na kolana. Przez zachowanie publiczności oszukanej
      przez Jego teksty zawarte w „Krzywym okiem”. Wielu osobom z naszej orkiestry
      ściska Pan rękę a potem wypisuje takie rzeczy? To niepojęte! Muzycy nasi, wbrew
      temu co Pan pisze, bardzo ciężko pracują! I nie chcą się spoufalać z dyrektorem
      ani traktować go jak ojca. Broń Boże! Próby 2 razy dziennie są u nas nader
      częstym zjawiskiem (więc to 8 godzin ciężkiej, fizycznej i umysłowej pracy).
      Dmuchać w instrument albo machać smyczkiem tyle godzin codziennie to mało? A
      często zajęte soboty i niedziele? Choćby najbliższe – oczywiście i rano i po
      południu! To dla Pana mało? Pomijam już to, że część muzyków pracuje w szkołach
      muzycznych, żeby związać koniec z końcem ale i również jest to ich pasją. To są
      LENIE? Rozwija ich to zawodowo, bo są na bieżąco choćby poprzez wyjazdy z
      uczniami na różne konkursy i przesłuchania. Dzięki temu mają kontakt ze
      środowiskiem muzycznym całej Polski! To może pisze Pan swoje teksty o jakiejś
      innej orkiestrze nie o naszej. A tekst zamieszczony w programie dzisiejszego
      koncertu, o Herbercie von Karajanie, w połączeniu z poprzedzającym go wywodem na
      temat naszych obecnych problemów to przypadek? Ktoś u nas jest drugim H.v.K.?
      Na pewno nie kupię więcej żadnego programu z Pana przemyśleniami i mam
      nadzieję, że tak uczynią też inni.

      • smyczek5 Re: Muzycy przeciw szefowi 14.02.09, 09:50
        Myślę tak sobie o wczorajszym wieczorze...oklaski dla Pana Dyrektora
        potwierdziły, iż ludziom niepodobają się metody walki Orkiestry z
        Dyrektorem i mogę potwierdzic to z pełną swiadomością, że
        przecholowaliśmy...artykuły w GW były poniżej pasa i wiadomo, że p.
        Kryński został napuszczony przez członków naszej Orkiestry.
        Orkiestra otworzyła przysłowiową puszkę pandory. Teraz Orkiestra
        broni się na wszystkie sposoby, nawet oskarżając p. Olędzkiego za
        jego właśną opinię, a Dyrektor broni swoich racji. Kogo to dziwi?
        Tak działą system obronny. Tak jest w konfliktach w końcu cierpią
        obie strony. Najbardziej przykre jest to, że na tym forum pojawiają
        się stale te same osoby tj nie-siol, schoop, kwar-tet ziejące taką
        nienawiścią, że aż przykro. Przesadzacie koledzy. Nie jest to
        miejsce na takie dyskusje. Róbcie smród w swoich domach, ale nie w
        moich drugim domu - FILHARMONII.
        Ja chcę uśmiechnąc się w przyszłym tygodniu do naszej publiczności,
        a nie ze wstydu przez to co narobiliście patrzyłem tylko w nuty.

        Dyrektora minę po owacjach także widziałem i zauważyłem że był
        zaskoczony reakcją publiczności, która wyraziła sympatię wobec Jego
        osoby. Zastanawiałem się w trakcie koncertu co zdaży się na koniec i
        byłem miło zaskoczony, iż nasza publicznośc oklaskiwała nas
        wszystkich, gdyz chcą miec nadal satysfakcję i przyjemnośc słuchania
        naszej gry...a przeciez o to nam chodzi...
        • schoppe Re: Muzycy przeciw szefowi 14.02.09, 13:46
          Drogi smyczku5,
          nikt ci nie broni uśmiechać się do melomanów. Przecież
          reprezentujesz bezpieczną,konformistyczną postawę-czemu się więc
          wstydzisz? Nikt ci tez nie broni prawa do własnego zdania.Nikt ci
          nie broni zarzucania innym wylewania potoków nienawiści( podczas gdy
          sam robisz to samo).Na tym polega istota forum,gdzie tak na dobrą
          sprawę każdy może pisać ,co chce.Proszę tylko o zachowanie zasad
          ortograficznych( np."nie " z czasownikami,HOL,zdaRZyć
          a poza tym...nie chce mi się z Tobą gadać!!!
          • bizancjum10 Re: Muzycy przeciw szefowi 14.02.09, 14:03
            Tyle mam jeszcze w sobie różnych emocji po wczorajszym koncercie, że
            muszę o nich napisac na forum. Byłam jedną z tych melomanów, którzy
            postanowili wyrazic swoje uznanie dla Dyrektora Marcina Nałęcz-
            Niesiołowskiego i tym samym sprzeciw wobec postawy muzyków Orkiestry
            białostockiej poprzez gorące oklaski i powstanie z miejsc na wejściu
            Dyrektora. Drodzy Muzycy, żal było na Was patrzec. Sprawialiście
            takie wrażenie jakbyście nie mieli szacunku, ani wobec melomanów,
            ani wobec Dyrektora, a także samych siebie. Wasze miny mam jeszcze
            przed oczami. Opamiętajcie się. Zrujnowaliście się w naszych oczach,
            przez to co wypisujecie na tym forum. Obnażyliście swoje
            osobowości…, a Ja myślałam że artyści mają klasę…myliłam się…
            • waz-on Re: Muzycy przeciw szefowi 14.02.09, 14:19
              Nikt Pani nie zmusza, żeby Pani patrzyła na zmaltretowane postury naszych
              muzyków. Przecież Łomża jest tak blisko. Z pewnością Oni nie potrzebują takich
              melomanów, dla których orkiestra nie musi nic grać. Wam wystarczy osoba samego
              dyrygenta. Tylko niech zaopatrzy się On najpierw w profesjonalny odtwarzacz płyt
              kompaktowych! To dopiero będzie SHOW!
          • kwar-tet Re: Muzycy przeciw szefowi 14.02.09, 19:23
            Wiesz co schoppe - mi się już też odechciało. Nie widzę dalszego sensu walki z
            WIATRAKAMI.
            A jak będzie dalej? Czas pokaże!
        • kwar-tet Re: Muzycy przeciw szefowi 19.02.09, 17:47
          smyczek5 napisał:


          > Najbardziej przykre jest to, że na tym forum pojawiają
          > się stale te same osoby tj nie-siol, schoop, kwar-tet ziejące taką
          > nienawiścią, że aż przykro.

          Proszę popatrzeć, jakie pokłady "kultury słowa" POD ADRESEM MUZYKÓW zawarte
          zostały w postach Amicadimody i Opery2009 z jednego tylko dnia 11.02.(wszystko
          jest zapisane w wątku "Dyrektor nowej opery z konkursu", można sprawdzć, chyba
          nic nie pominąłem):

          cytuję Amicadimoda i Opera2009:

          "frustraci
          nieudacznicy
          do śmierci pożałowania godne krety
          pomieszane osobowości
          ludzie o poziomie stokrotek
          gęsi
          widzą tylko czubek własnego nosa i pensje, nic poza tym
          nie interesuje ich poziom orkiestry ani dobre imię filharmonii
          przedszkolaki
          ich poziom to pusty śmiech
          nic już im nie pomoże
          cwaniaki
          istne dno
          brak ambicji
          brak podstawowych zasad moralnych
          ludzie o ptasim móżdżku
          ich zdanie i myślenie to katastrofa
          ludzie o powypalanych rozumach przez głupoty i fałsze
          kretyni
          niech grają do kotleta
          najgorsze badziewie
          szumowina
          nie potrafią normalnie pracować
          chamstwo z wyższym wykształceniem
          ludzie bez jakiegokolwiek kręgosłupa moralnego
          dałabym im po gębie"


          WYSTARCZY?
          PORAŻAJĄCE?
          PONIŻAJĄCE?
          A to epitety WOBEC MUZYKÓW z jednego tylko dnia!
          Smyczku5 - Ciebie to nie razi?
    • filozofiamuzyki Muzycy przeciw szefowi 14.02.09, 20:11
      Muzycy i Chórzyści!
      Walczcie o prawdę i godne traktowanie!
      Popieram Was!
      • chorzysta Re: Muzycy przeciw szefowi 15.02.09, 09:59
        Nie byłoby tej całej szopki, gdyby ludzie robili to co do nich
        należy, a nie szukali tzw swojej prawdy poprzez media, rozpętaliście
        ten konflikt. SAMI! Nikt jeszcze nie załatwił swojej sprawy przez
        media bez krzywdy ludzkiej. Dziwicie się, że Dyrektor ma żal...On
        też na pewno czuje się oszukany, bo cięzko pracował na rozwój tej
        instytucji, a teraz mu tak pięknie dziękuje się. Stworzył wiele
        miejsc pracy. Odbyło się u nas zebrania, prawda?, po zebraniu
        słyszę, ze jeden z członków Orkiestry stwierdził, iż Dyrektor
        przesadza, bo zatrudnia Młodych...żałujecie ludziom chleba!!! I to
        się nazywa wspólnota? Sami kopiecie pod sobą dołki. Jak mają czuc
        się Wasi koledzy z Białorusi, Ukrainy skoro wymawiacie im, ze moga u
        Nas pracowac...to jest koleżeństwo. Zróbcie w swoich głowach
        porządek...i to szybko!
        • kwar-tet Re: Muzycy przeciw szefowi 15.02.09, 12:25
          Drogi chórzysto!
          Moim zdaniem, cała ta burza w chwili obecnej, rozpętała się wówczas, gdy okazało
          się, że dalszy kontrakt dla dyrektora może stać pod znakiem zapytania. Dopiero
          od tego momentu zaczęła się prawdziwa nagonka i publiczne szkalowanie orkiestry
          ("Krzywym okiem", Smyczek5) i równoczesne wychwalanie pod niebiosa M.N.N.
          Ale ktoś tu chyba poszedł za daleko i zaplątał się we własne sidła!
          Najpierw pisał, że w Białymstoku jest wspaniała orkiestra, jedna z najlepszych w
          kraju, jeżdżąca z koncertami po caym świecie, nagrywająca płyty a w dodatku
          doskonale opłacana.
          Czy byłoby to możliwe gdyby jej członkami były lenie i pijaki, którzy tylko
          marzą o tym, żeby spoufalić się z dyrektorem (a on biedny broni się jak
          może),wciągnąć go do szamba orkiestrowego i unurzać we wszechobecnych oparach
          alkoholowych. Od tych wyziewów białostocka publika, recenzenci itp. będą
          wychodzić z piątkowych koncertów poważnie "wstawieni".A na pewno niedługo tępe i
          leniwe grajki będą domagać się likwidacji wszystkich prób (z pewnością w czasie
          pracy wolą organizować libacje) a koncerty będą grać a vista - jeżeli będą w
          stanie utrzymać się w miarę w pionie i do tego z instrumentami w rękach.
          Czyż nie taki obraz orkiestry wyłania się w ostatnich dniach?
          Bo właśnie w ten sposób może to być odbierane przez bogu ducha winnych melomanów.
          Kto jest za to odpowiedzialny?
          ORKIESTRA?
        • fajny-alfred Re: Muzycy przeciw szefowi 15.02.09, 16:56
          Jeżeli ktoś pisze, że muzycy rozpętali konflikt, to jest to
          kłamstwo. Konflikt dawno istniał, ale ani dyrektor nie ustępował,
          ani muzycy o nim głośno nie mówili. Pracę stracic łatwo, a
          najbliższa orkiestra ....
          No, ale do rzeczy:
          1- Proszę zauważyc, że muzycy nie byli słuchani przed ustaleniem
          nowego regulaminu, nawet spotkac się z nimi dyrektor nie raczył.

          2- Związek w takiej sytuacji poinformował, że będzie spór, jeżeli
          dyrektor nie wycofa regulaminu

          3- Dyrektor regulaminu nie wycofał, więc konsekwencją jest spór

          4- Ukazał się o tym artykuł w gazecie, gdzie wypowiedziały się obie
          strony ("Muzycy przeciwko szefowi")

          5- Potem "słynny" Obiektyw, gdzie po informacji dwóch związkowców o
          istocie sporu, pani Lucyna powiedziała, że to NISZCZENIE DOROBKU...

          No i po tych słowach osoby, która nie jest stroną, ani nie wie
          (sama to przyznała) o istocie niesnasek między stronami, mamy to co
          mamy.
          Więc niech nikt nie mówi, że rozpoczęli muzycy, że rozpętali muzycy,
          itp. Zaczęły się wypowiadac osoby niekompetentne do zabierania
          głosu, jescze do tego mówiąc rzeczy nieprawdziwe. No bo jak
          ustalenie reg. premiowania ma się do dorobku istytucji??? Ale jak
          się używa tej retoryki, to trzeba za to wziąc odpowiedzialnośc,
          drodzy państwo.
          I jeszcze takie spostrzeżenie: tak naprawdę najczęściej przy
          konfliktach w naszej Filharmonii to pracownicy przekrzykują się
          między sobą spierając się kto ma rację, a dyrektor stoi trochę z
          boku. Tak jakby z ironią trochę traktuje pracowników jak dzieci,
          które się kłócą o cukierka. Co nie znaczy, że nie powinien pozwalac
          na pewne wypowiedzi, zwłaszcza przed kamerą, lub w programie
          koncertu, bo przyczynia się tym samym do niszczenia wizrunku
          Filharmonii.Brak działania też jest działaniem.
          Czy muzycy nie mogą mieć swego zdania na temat reg. który ich
          dotyczy?
          Czy pracownicy administracji muszą byc nazywani panienkami zza
          biurka i obrażani?
          Czy przypadkiem nie pracujemy w jednej instytucjii, w tym samym celu?
          Opamiętajcie się, forum nie rozwiąże naszych problemów. Szkoda czasu
          i nerwów...
    • palindrom1.4 Muzycy przeciw szefowi 15.02.09, 18:02
      Kiedyś Pan Dyrektor wspomniał na forum orkiestry o orkiestrze z miasta Bamberg.
      Nieznane miasto a słynna orkiestra. Jak rozumiem insynuował wtedy że w takim
      Białymstoku, mieście nieznanym na świecie, może zaistnieć orkiestra która będzie
      rozsławiać to miasto. Marzenie? Pewnie tak, choć kto nie próbuje spełnić marzeń
      ten nigdy ich nie osiągnie. Ale jeśli mamy dążyć do tego marzenia na gruncie
      artystycznym to i spełnijmy też szereg innych „czynników” w których ten cel
      osiągać można w sposób bardziej „cywilizowany”. Stąd cytaty z pierwszej
      konferencji orkiestr zorganizowanej przez FIM w Berlinie w dn. 7-9 kwietnia 2008 r.
      „Poruszono ważny, nieznany dla polskich orkiestr temat - kierowanie orkiestrą.
      Otóż dyrygenta egzaminuje i przyjmuje orkiestra ( a dodam też od siebie że i w
      sprawie zwolnień dyrygentów również decyduje orkiestra!!). Dla ułatwienia pracy
      - wydziela z muzyków zespół - radę, która decyduje o ważnych dla zespołu
      sprawach. Dyrygent ma 1 głos i nie może odrzucić postanowień zespołu. Wiele
      orkiestr ma szefa orkiestry (wybrany przez członków zespołu), który stale
      współpracuje z radą”.
      „ Omawiano również czas pracy. Planowanie winno brać pod uwagę życie prywatne.
      Szwedzi proponują elastyczny czas pracy”.
      „ Poruszyłem sprawę przesłuchań, wszyscy się zdziwili. Jaki jest cel
      przesłuchań? Jest to zabronione. Należy włączyć w tę akcję związki zawodowe i
      prawników”.
      „ Ostatnie tematy - to lawina wypowiedzi po moim wystąpieniu na temat
      przesłuchań! Zwłaszcza wystąpienie przedstawiciela D.O.V. - Karmeiera było
      interesujące. Otóż wg D.O.V. - przyjmując muzyka, odbywa się próbne
      przesłuchanie. Cała orkiestra głosuje zaraz po przesłuchaniu. W razie przyjęcia
      "nowego", następuje okres 3 miesięcy, w trakcie tego czasu, grupa, do której
      zdawał muzyk, wybiera utwór na ostateczne przesłuchanie. Muzyk zostaje
      powiadomiony o terminie i utworze na 3 tygodnie wcześniej. Okres próbny może (w
      zależności od specjalności) rozciągnąć się od 3 do 6 miesięcy. Nie przeszkadza
      to "nowemu" stawać do konkursów w innych zespołach. Ale po podpisaniu umowy na
      okres stały - nie istnieje forma przesłuchań, zarządzanych przez dyrygenta!!
      A teraz konkluzja artykułu na temat buntów orkiestr z Polski przeciwko
      dyrygentom ( stare bo z 1995r. ale jak widać „jare:)
      „Zarządzanie i kierowanie instytucjami kulturalnymi niewątpliwie jest
      trudniejsze niż zwykłymi zakładami pracy. Często słyszy się natrząsanie ze
      związków zawodowych, które jakoby chciały reżyserować w teatrze lub dyrygować w
      filharmonii. Punkt widzenia krytyki artystycznej musi być swoisty, ale
      instytucje kulturalne są tak samo zakładami pracy jak inne, a ich pracownikom
      przysługują wszelkie prawa, w tym i związkowe, a wśród nich także prawo do sporu
      zbiorowego, protestu, a nawet strajku, więc zanim się
      • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 15.02.09, 23:35
        palindrom1.4 napisał:
        Stąd cytaty z pierw
        > szej
        > konferencji orkiestr zorganizowanej przez FIM w Berlinie w dn. 7-9
        kwietnia 200
        > 8 r.
        > „Poruszono ważny, nieznany dla polskich orkiestr temat -
        kierowanie orkie
        > strą.
        > Otóż dyrygenta egzaminuje i przyjmuje orkiestra ( a dodam też od
        siebie że i w
        > sprawie zwolnień dyrygentów również decyduje orkiestra!!). Dla
        ułatwienia pracy
        > - wydziela z muzyków zespół - radę, która decyduje o ważnych dla
        zespołu
        > sprawach. Dyrygent ma 1 głos i nie może odrzucić postanowień
        zespołu. Wiele
        > orkiestr ma szefa orkiestry (wybrany przez członków zespołu),
        który stale
        > współpracuje z radą”.

        Ciekawy cytat i tak jest w niektórych orkiestrach. W innych nie.
        Zarządzanie orkiestrami nie odbywa się poza kontekstem i tym
        kontekstem jest finansowanie orkiestry - publiczne lub tez
        odbywające się przez sponsorów.
        Wybieranie sobie przez muzyków dyrygenta można porównać z
        wybieraniem sobie dyrektora przez pracowników - są zespoły, które
        będą wybierać dyrektora ambitnego i zmuszającego ich do wysiłku, są
        takie, które wybiorą dyrektora miernego, którego glówną zaletą
        będzie kompletny brak wymagań. Zastanów się, czy chciałbyś, żeby
        dyrekcja urzędu wojewódzkiego była elekcyjna, a na końcu dyrektorzy
        wybierali sobie wojewodę. Nie sądzę. A dlaczego? Dlatego, że zespół,
        który w większości utrzymuje się z budżetu państwa, nie ma bodźców
        do wysiłku. Omawiajmy sprawy zarządzania wspólnie z finansowaniem,
        bo są nierozłączne.

        > „ Omawiano również czas pracy. Planowanie winno brać pod uwagę
        życie pryw
        > atne.
        > Szwedzi proponują elastyczny czas pracy”.

        Tak - i dalej: "Zapytałem - co to oznacza? Nie otrzymałem
        odpowiedzi. Zwłaszcza, że planuje się osobne umowy z różnymi grupami
        muzyków. A więc dziel i rządź!?"

        Elastyczny czas pracy to w cywilizowanym świecie, na który niektórzy
        lubią się tak powoływac, to nie przychodzenie do pracy, kiedy się
        chce (zwłaszcza w orkiestrze niemożliwe), lecz praca na umowy
        zlecenie, niepełnoetatowa, a czasem - harówka do upadłego.
        Codziennie w innych godzinach!

        > „ Poruszyłem sprawę przesłuchań, wszyscy się zdziwili. Jaki jest
        cel
        > przesłuchań? Jest to zabronione.

        Jakim niby przepisem prawa zabronione są przesłuchania? Moze ktoś
        poda?
    • palindrom1.4 Muzycy przeciw szefowi 15.02.09, 18:11
      Aaaaa.... nie pomyślałem że ktoś może sądzić że sam coś sobie konfabuluję.
      Zainteresowanych odsyłam do:
      new-arch.rp.pl/artykul/56620_Strajk_w_operze.html
      www.stoart.org.pl/forum/forum_FIM.html
      • legion.inc Re: Muzycy przeciw szefowi 16.02.09, 00:23
        Fajny_Alfred napisał
        "I jeszcze takie spostrzeżenie: tak naprawdę najczęściej przy
        konfliktach w naszej Filharmonii to pracownicy przekrzykują się
        między sobą spierając się kto ma rację, a dyrektor stoi trochę z
        boku. Tak jakby z ironią trochę traktuje pracowników jak dzieci,
        które się kłócą o cukierka. Co nie znaczy, że nie powinien pozwalac
        na pewne wypowiedzi, zwłaszcza przed kamerą, lub w programie
        koncertu, bo przyczynia się tym samym do niszczenia wizrunku
        Filharmonii.Brak działania też jest działaniem."

        Dyrektor nic nie mówi, bo jego "wyznawcy" mówią wszystko a nawet więcej. Ale też
        dlatego, że sam się boi - pamiętam sytuację z któregoś spotkania z orkiestrą :
        MNN "Czy są pytania?"
        pada pytanie z sali o zasady podpisywania umów bezterminowych - dlaczego
        niektórzy po 3 mies a inni po 5 latach
        MNN mówi coś od rzeczy, że ma do tego prawo itp.
        Pada prośba o konkretną odpowiedź dlaczego jedni mają tak a inni nie.
        MNN czerwienieje, mówi "W ten sposób nie będę z Państwem rozmawiał!" i niemal
        wybiega z sali... Ot autorytet.
    • palindrom1.4 Muzycy przeciw szefowi 16.02.09, 07:36
      Droga Gaudencjo, dwukrotnie orkiestra wybierała nowego dyrektora. Raz pana Błaszczyka, drugi raz pana Niesiołowskiego. Wybory były demokratyczne. Piszesz: „są takie(zespoły), które wybiorą dyrektora miernego, którego główną zaletą będzie kompletny brak wymagań.” Czy nasze wybory sugerują że tym właśnie kierowali się nasi muzycy? Czy sądzisz, że teraz takiego dyrektora chcielibyśmy mieć? Oczywiście że nie! Gdyby i teraz doszło do nowych wyborów, zapewniam Cię że wybór padłby na kogoś ambitnego, motywującego(!) do wysiłku i dobrze dyrygującego. A przynajmniej szukalibyśmy właśnie takiego kandydata.
      „Planowanie winno brać pod uwagę życie prywatne.” Nie chodzi tu wcale o „przychodzenie do pracy kiedy się chce.” To oczywista bzdura. Każdy z muzyków powinien „nagiąć” swoje życie prywatne do wymogów instytucji w której pracuje, ale też i instytucja może uwzględnić życie pracownika i w pewien sposób dostosować się do niego. Do jakiego stopnia? Nie wiem. Żeby ustalić czy jest to możliwe, potrzeba rozmowy. Wysłuchania argumentów muzyków i jeśli żądania muzyków są nierealne, przedstawić im kontrargumenty. Rozmowa. Tylko tyle, i aż tyle.
      Nie ma oczywiście żadnego przepisu prawnego zabraniającego egzaminowania muzyków. W Polsce. Skoro takie stwierdzenia („Jest to zabronione. Należy włączyć w tę akcję związki zawodowe i prawników”), padają z ust muzyków z całego świata, to wierzę że tam tak jest. Są znakomite orkiestry zza naszej wschodniej granicy. Czy są tam egzaminy? Z pewnością tak. Czy panuje tam demokracja? Oczywiście że nie. Czy panuje tam dyktatura? Jasne. I osiągają wspaniały poziom artystyczny? Tak. Jakim więc sposobem orkiestry choćby niemieckie osiągają równie wysokie stany kunsztu wykonawczego? Tam dyktatury nie ma, związki zawodowe muzyków niemieckich mają tak niesamowicie mocną pozycję, że dyrektor bez ich zgody nie może praktycznie nic. Tam właśnie dyrektor musi wykazać się kunsztem menadżerskim, umiejętnie łącząc życie prywatne muzyków z ciężką pracą, godne traktowanie podwładnych z „nie wchodzeniem im w tyłki” (cytat z postu imć Stojowskiego.pl), lawirując pomiędzy całym mnóstwem przepisów chroniących muzyków wznieść poziom artystyczny na wyżyny. Tak...a dlaczego u nas jest dyktatura? To proste, bo tak jest po prostu łatwiej. Łatwiej jest zastraszyć muzyków egzaminami i w ten sposób osiągnąć pożądany efekt, w tym przypadku wzmożoną intensywność ćwiczenia. Czy naprawdę jest to jedyny sposób? Jasne że nie. Znamy przecież dyrygentów którzy nigdy nie podnieśli głosu, nigdy nie ubliżyli, z uśmiechem na twarzy potrafią porwać za sobą muzyków swoją osobowością, charyzmą i nieskazitelną batutą. Z „pieśnią na ustach” bierze się wtedy w domu instrument i ćwiczy. Efekt? Ten sam, acz w jak odmienny sposób zrealizowany.
      Zawsze uważałem się za szczęściarza, że moja praca tak bardzo mnie satysfakcjonuje, że robię to co kocham i jeszcze mi za to płacą! A teraz.....ech, szkoda gadać. Z próby z Panem Dyrektorem wychodzę nie tyle zmęczony fizycznie ile upodlony psychicznie. Już słyszę głosy, „nie podoba się? To zmień pracę”. Ja poświęciłem tej instytucji mnóstwo swojego życia i ciężko mi teraz co raz dostawać „razy” po plecach. W głosowaniu orkiestry na temat chęci dalszej współpracy z naszym Panem, o ile pamiętam 57 osób głosowało przeciw. Wszystkie te osoby mają się zwolnić tylko dlatego, że jedna(!) osoba nie tyle że nie chce odejść, co nie chce zmienić swojego podejścia do nas. To smutne.
      Posty w których piszący posuwają się do tak skrajnych sformułowań jak „nienawiść” w stosunku do Pana Dyrektora są spowodowane lenistwem?? Ktoś jest aż TAKIM leniem że nienawidzi kogoś, kto mu zafunduje dodatkową próbę?, Przecież to absurd. Tak naprawdę świadczą tylko o tym, że Pan Dyrektor potrafi komuś (choć to mocne słowa) złamać życie.
      Fortynbras napisał:
      „Chciałbym, żeby miał Pan świadomość, jak wiele zła Pan uczynił.
      Bo każdy z ludzi, którym Pan złamał życie jest więcej wart niż te
      hektolitry betonu przy Kalinowskiego.”
      • kwar-tet Re: Muzycy przeciw szefowi 16.02.09, 08:03
        Palindrom - gratuluję - świetny post.
        Tylko,że swoje "święte słowa" skierowałeś pod niewłaściwy adres. Ja to wiem z
        doświadczenia. Osoby te powołują się wciąż na "cywilizowany świat i europejckie
        standardy". Tylko ciekawe gdzie on się znajduje?
        I gdzie leży Europa?:)
        Wierz mi - głową muru nie przebijesz. Ja odpuściłem dalsze dyskusje. Szkoda
        naszych nerwów.
        Jeszcze raz gratuluję i pozdrawiam!
      • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 16.02.09, 19:51
        palindrom1.4 napisał:

        > Droga Gaudencjo, dwukrotnie orkiestra wybierała nowego dyrektora.
        Raz pana Błas
        > zczyka, drugi raz pana Niesiołowskiego. Wybory były demokratyczne.
        Piszesz: 
        > 222;są takie(zespoły), które wybiorą dyrektora miernego, którego
        główną zaletą
        > będzie kompletny brak wymagań.” Czy nasze wybory sugerują że tym
        właśnie
        > kierowali się nasi muzycy? Czy sądzisz, że teraz takiego dyrektora
        chcielibyśmy
        > mieć?

        Nie sądzę, że pożądacie kompletnego braku wymagań, jednak sądzę
        także, że naprawdę wysokie wymagania szkodzą wizerunkowi dyrygenta w
        oczach orkiestry. Błaszczyk nie był osobą, która dążyła do zmian
        personalnych i w spokoju zostawiał osoby, które dawno nie powinny
        grać, natomiast MNN wybraliście nie zdając sobie sprawy ze zmian,
        które Wam zafunduje. ZTCP na emeryturę np. musiał odejść największy
        jego promotor w orkiestrze - zdaje się, ze ktoś tu o tym pisał. Czy
        promowałby go wiedząc, co później się z nim stanie? Dałbyś słowo, ze
        wybralibyście dyrygenta, który byłby wybitny i zarazem kulturalny,
        ale śrubowałby wasz poziom - czy wybralibyście go, wiedząc, ze 10%
        orkiestry z przyczyn osobistych zdolności i ugruntowanej techniki
        gry nie spełni jego wymagań artystycznych i będzie musiało odejść?

        > Każdy z muzyków powinien „nagiąć” swoje życie prywatne do wymogów
        > instytucji w której pracuje, ale też i instytucja może uwzględnić
        życie pracown
        > ika i w pewien sposób dostosować się do niego. Do jakiego stopnia?
        Nie wiem. Że
        > by ustalić czy jest to możliwe, potrzeba rozmowy. Wysłuchania
        argumentów muzykó
        > w i jeśli żądania muzyków są nierealne, przedstawić im
        kontrargumenty. Rozmowa.
        > Tylko tyle, i aż tyle.

        Jasne - rozmowy nie powinno zabraknąć. Co do tego pełna zgoda.
        Natomiast naprawdę pragnienie dostosowania pracy do życia prywatnego
        mnie dziwi - większość znanych mi muzyków żyje prywatnie w przerwach
        od życia zawodowego, dłuższych lub krótszych. Przeważnie udaje im
        się żyć prywatnie, jednak nie zawsze. Znany na cały świat kolega po
        fachu (nie Polak zresztą, lecz zachodni Europejczyk), zapytany jak
        bardzo jego 9-miesięczna córeczka jest słodka, odparł, ze bardzo,
        ale przyciśnięty wyznał, ze własciwie nie widział jej od 5 miesięcy,
        bo jeździ i koncertuje. Jest to może przypadek skrajny, ale i tak w
        tym zawodzie bywa. Nie opuszcza mnie wrażenie, ze ktoś, kto chce
        dostosować życie zawodowe do prywatnego w tej profesji, pomylił się
        z wyborem zawodu.

        Jakim więc sposobem orkiestry choćby niemieckie osiągają równi
        > e wysokie stany kunsztu wykonawczego? Tam dyktatury nie ma,
        związki zawodowe mu
        > zyków niemieckich mają tak niesamowicie mocną pozycję, że dyrektor
        bez ich zgod
        > y nie może praktycznie nic.

        Jeśli mówimy o orkiestrach osiągajacych wyżyny kunsztu wykonawczego,
        to wspomnijmy, że na wejściu wszystkim palce poruszają się sprawnie,
        a muzycy są wyłaniani w konkursach, w których na miejsce startuje
        sto osób. Każdy psuj poziomu artystycznego byłby natychmiast
        odrzucony przez orkiestrę, która nie dopuściłaby do utraty renomy z
        powodu jednego nieudacznika.
        Nie jest to sytuacja porównywalna z waszą orkiestrą, w której trzeba
        było zrobić parę ruchów personalnych, co było oczywiste dla kazdego,
        kto coś słyszy. Dla Ciebie też - przypomnij sobie skład spod
        Błaszczyka.

        Znamy przec
        > ież dyrygentów którzy nigdy nie podnieśli głosu, nigdy nie
        ubliżyli, z uśmiech
        > em na twarzy potrafią porwać za sobą muzyków swoją osobowością,
        charyzmą i nies
        > kazitelną batutą. Z „pieśnią na ustach” bierze się wtedy w domu ins
        > trument i ćwiczy. Efekt? Ten sam, acz w jak odmienny sposób
        zrealizowany.

        Jeśli znasz dyrygentów, którzy w ten sposób oddziałują na swoją
        własną orkiestrę w macierzystej placówce, rzuć nazwiskami. Chętnie
        się dowiem, kto długofalowo mobilizuje muzyków dobrocią do tego
        stopnia, że najwięksi nieudacznicy, sztywne rączki i drewniane uszy
        zaczynają nagle ruszać palcami i słyszeć, a orkiestra przechodzi
        samą siebie i staje z przodu, pozostając tam długimi miesiącami. Nie
        zapomnij o tym, że koniecznie muszą to być dyrygenci, którzy
        doprowadzili do wyraźnej poprawy poziomu artystycznego orkiestry!


        > Posty w których piszący posuwają się do tak skrajnych sformułowań
        jak „ni
        > enawiść” w stosunku do Pana Dyrektora są spowodowane lenistwem??
        Ktoś jes
        > t aż TAKIM leniem że nienawidzi kogoś, kto mu zafunduje dodatkową
        próbę?, Przec
        > ież to absurd. Tak naprawdę świadczą tylko o tym, że Pan Dyrektor
        potrafi komuś
        > (choć to mocne słowa) złamać życie.

        To nie są proste sprawy - z całą pewnością np. łamie się życie komuś
        kiepskiemu, wyrzucając go z pracy. Niemniej jednak tak naprawdę to
        on złamał sobie życie, wybierając zawód, którego nie powinien
        uprawiać - a może życie złamali mu ci wszyscy, którzy po drodze
        stawiali mu stopnie promujące w każdej kolejnej szkole i ci, którzy
        go do orkiestry przyjęli.
        Nie, nienawiść nie musi być spowodowana lenistwem. Nienawiść może
        być spowodowana wieloma przyczynami, m.in. także tym, że
        znienawidzona osoba wymaga poziomu artystycznego niedosiężnego dla
        danej osoby, przy dowolnej ilości ćwiczeń i niezmierzonej
        pracowitości. Może też być spowodowana tym, że osobie, którą się
        nienawidzi, palma odbiła. A być może - wszystkim tym naraz. Nie
        można zakładać, ze jeśli ktoś kogoś nienawidzi, to znaczy, że ma
        słuszność ex definitione.
        • nie-siol Re: Muzycy przeciw szefowi 16.02.09, 20:14
          Gaudiencjo!
          Z naszej orkiestry wylatują często najlepsi muzycy za to, że nie są
          dość pokorni, że mają własne zdanie, że się odzywają. Za to znane są
          przypadki osób, które egzaminy zagrały bardzo źle, a były grzeczne i
          błagające - pracują nadal... Powiem więcej... Mam wrażenie, że bywa
          to kluczem do selekcji nowych pracowników : przeciętny, lecz
          grzeczny i wystraszony.
          Gdyby tak nie było bardzo wielu z muzyków nie protestowałoby - ja
          również...
          Drażni mnie Twoje odgórne założenie braku słuszności i dobrych,
          uczciwych intencji, czy opinii Twoich oponentów, oraz polemizowanie
          z ich zdaniem, niezależnie od tego czego dotyczy.
          Mam wrażenie, że po prostu wykonujesz odgórne założenie : bronić
          racjii MNN...erystycznie....bezkrytycznie... bezwzględnie
          • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 16.02.09, 20:19
            nie-siol napisał:

            > Drażni mnie Twoje odgórne założenie braku słuszności i dobrych,
            > uczciwych intencji, czy opinii Twoich oponentów, oraz
            polemizowanie
            > z ich zdaniem, niezależnie od tego czego dotyczy.

            Założyłam to, co założyłam, na podstawie bardzo prosocjalnego tonu
            niektórych wypowiedzi. I z tym prosocjalnym tonem dyskutuję. Nie
            oznacza to jednak, że zakładam z góry, ze cała racja jest po stronie
            MNN a po stronie kilkorga dyskutantów z tego wątku (bo nie wiem, na
            ile mają poparcie orkiestry) występuje zupełny jej deficyt.
            • re_publika_wasza Re: Muzycy przeciw szefowi 16.02.09, 22:29
              Za przeproszeniem, co to ma być? Jakaś niespełniona aspiracja interpretowania
              prawa pracy? Zasad, które każdemu obywatelowi się należą? Kim Ty jesteś, że
              ośmieszasz się podważać argumenty(czyt. inne posty), tzw. czarne na białym, że
              bronisz osobę (przepraszam - rzekomo wybitną osobowość,dla tych, którzy nie
              mieli z NIĄ "intymnej" przyjemności bycia PODwładnym), która - a i racja zrobiła
              dużo dobrego dla miasta i poziomu orkiestry, ale dzięki komu? Dzięki tym, którzy
              tę orkiestrę stworzyli i walczyli zawsze o jej godne istnienie w białostockim
              życiu kulturalnym, po to, aby Białystok nie był ciągle przez resztę Polski
              nazywany zaściankiem.Gwoli ścisłości - większość z Nich tu przyjechała, aby
              tworzyć to Dzieło!Ale wracając do wątku głównego - ile TA osoba uczyniła złego
              tym, którzy jeszcze... są, byli albo już
              odeszli... śp.
              • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 17.02.09, 22:31
                ...aż by się rzec chciało: "już nikt nigdy przez tego pana życia
                pozbawiony nie będzie" - gdyby nie złowrogie konteksty.
            • marcepan.1 Re: Muzycy przeciw szefowi 17.02.09, 09:13
              gaudencja napisała:

              > Założyłam to, co założyłam, na podstawie bardzo prosocjalnego tonu
              > niektórych wypowiedzi. I z tym prosocjalnym tonem dyskutuję. Nie
              > oznacza to jednak, że zakładam z góry, ze cała racja jest po stronie
              > MNN a po stronie kilkorga dyskutantów z tego wątku (bo nie wiem, na
              > ile mają poparcie orkiestry) występuje zupełny jej deficyt.


              A ja myślę, że ktoś tu sobie wyciągnął błędny wniosek, iż samego faktu prywatnej
              znajomości z panem Marcinem, jest osobą o najwyższej randze pośród innych
              dyskutantów. Ale kłaniać się nisko na pewno nie będziemy z tego powodu.
              • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 17.02.09, 23:13
                Biedaku, nie musisz iść przez zycie z kompleksami. Można temu
                zaradzić. Odwagi!
                • marcepan.1 Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 00:43
                  gaudencja napisała:

                  > Biedaku, nie musisz iść przez zycie z kompleksami. Można temu
                  > zaradzić. Odwagi!

                  Chyba pomieszały ci się posty na które odpisujesz.Co ma piernik do wiatraka?
                  Biedna chora kobieto - (sorry ale ktoś to musi w końcu otwarcie powiedzieć)! Kto
                  tu ma kompleksy? My wszyscy z którymi usiłujesz nieustannie polemizować i
                  pouczać? Przejawiasz nieustannie patologiczne cechy niedowartościowanej
                  nauczycielki z Pcimia Dolnego - ta twoja sztuczna pseudointelektualna
                  elokwencja! Smieszna jesteś, po prostu. Ty ciągle nie rozumiesz o czym my tu
                  cały czas piszemy! A zresztą, co ciebie to wszystko obchodzi, nie wtrącaj nosa
                  nie do swoich spraw! Nikt tutaj nie pyta cię o zdanie ani nie prosi o twoje
                  świetlane wskazówki! Nie możesz zająć sie swoimi sprawami? To wszystko z nudów i
                  braku zajęcia?A podobno praca to dla ciebie dobro najwyższe - więc zajmij się
                  pracą a nam pozwól, żebyśmy swoje problemy rozwiązali sami.Chyba widzisz, że na
                  twoje posty prawie nikt już nie odpisuje - a wiesz dlaczego? Bo z twardogłowymi
                  nie ma sensu rozmawiać na dłuższą metę. Szkoda czasu i atłasu. A więc po prostu
                  spadaj.Dotarło wreszcie? Czy trzeba napisać jeszcze bardziej dosadnie? Wolałbym nie.
                  W ostateczności, jak już się bardzo uprzesz, to w wolnej chwili może przepisuj
                  tutaj jakiś piękny poemat. Będzie wtedy z ciebie o wiele większy pożytek!

                  • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 17:40
                    marcepan.1 napisała:

                    > Chyba pomieszały ci się posty na które odpisujesz.Co ma piernik do
                    wiatraka?

                    Odpisuję na twój post o kłanianiu się. Nie wiem, jaki kompleks kazał
                    ci w ogóle pomyśleć o kłanianiu się lub niekłanianiu komukolwiek,
                    kto znał kiedykolwiek waszego dyrektora. Dyrektor nie jest Panem
                    Bogiem, i w związku z tym jego boskość - której nie ma - nie udziela
                    się jego znajomym. Wszyscy jesteśmy normalnymi ludźmi z krwi i
                    kości, z Marcinem włącznie. Wylazły z ciebie ogromne kompleksy i
                    dlatego sugeruję terapię - wiele energii traci się w związku z ich
                    istnieniem, jak widac w twoim poście, na który niniejszym
                    odpowiadam.
                    • marcepan.1 Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 21:46
                      Tobie niestety żadna terapia nie pomoże, bo jak już ktoś napisał, na twoje
                      przypadłości jeszcze nie wymyślono niestety lekarstwa.
                      • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 21:24
                        Sprawę pogarsza to, ze się wcale nie zamierzam leczyć :D
                        • marcepan.1 Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 09:48
                          A to już twój problem i twojego najbliższego otoczenia:)
                          • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 17:11
                            I oczywiście także twój, ponieważ czujesz się zobowiązany do
                            czytania tego, co piszę :-]
                            • marcepan.1 Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 22:58
                              gaudencja napisała:

                              > I oczywiście także twój, ponieważ czujesz się zobowiązany do
                              > czytania tego, co piszę :-]

                              "Zobowiązany" to za dużo powiedziane. Powiedzmy, że nie mogę się pohamować :-]
        • legion.inc Re: Muzycy przeciw szefowi 16.02.09, 22:55
          Droga Gaudencjo.
          Wszystko to pięknie-ładnie, ale....
          Nikt nie oczekuje dostosowania pracy do życia prywatnego... ale też nikt nie
          zgodziłby się w dowolnym biurze na pracę typu - "jutro wam powiem o której
          pojutrze macie przyjść" - to uderza nie tylko w życie prywatne ale również, a
          może przede wszystkim w system pracy - praca filharmonika nie ogranicza się
          przecież do odbębnienia 4-godzinnej próby, tak naprawdę gros tej pracy to
          ćwiczenie indywidualne. Na próbie grupowej czy ogólnej można się zgrywać jako
          zespół ale praca nad materiałem to przede wszystkim praca indywidualna.
          Następnie - poziom, egzaminy i A-klasse orkiestry na zachodzie...
          Otóż w tych orkiestrach, które Twoim zdaniem osiągają wyżyny dyrygent/dyrektor
          nie ma do powiedzenia absolutnie nic w kwestii czy dana osoba będzie pracować
          czy nie - piszę tu między innymi o Berliner Phil., Wiener Phil., monachijskiej
          Bayerische Rundfunk Orch. czy Orkiestry Narodowej Luksemburga nawet. Głosuje
          grupa do której osoba zdaje, bądź nawet cała orkiestra. Tam nie ma litości. I
          uwierz mi, że w stosunku do niektórych niegrających kolegów ta orkiestra również
          mogła by jej nie mieć.
          To co piszesz o muzyku co 5 miesięcy dziecka nie wiedział - każdy wie jak
          wygląda życie solisty, ale my piszemy o życiu muzyka orkiestrowego a to
          gigantyczna różnica.
          Pytasz o dyrygentów nie podnoszących głosu? Proszę uprzejmie: S. Ozawa, Z.
          Mehta, L. Bernstein, F. Reiner (ten ostatni "stworzył zarówno Chicago Symph. jak
          i NY Phil. )
          To że ciężko znaleźć Polaków w tym gronie? Bo nie zostali wychowani. Oni -
          dyrygenci - tkwią mocno w czasach komuny, gdy niepokornego muzyka wystarczyło
          zakablować do SB - problem był z głowy permanentnie. Związki zawodowe też
          poniekąd mają w pamięci te czasy dlatego tak mało zdecydowanych akcji mających
          na celu uregulowanie stosunków na linii dyrygent-orkiestra.
          Pozdrawiam
          • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 17.02.09, 23:12
            legion.inc napisał:

            > Nikt nie oczekuje dostosowania pracy do życia prywatnego... ale
            też nikt nie
            > zgodziłby się w dowolnym biurze na pracę typu - "jutro wam powiem
            o której
            > pojutrze macie przyjść" - to uderza nie tylko w życie prywatne ale
            również,

            Organizowanie pracy notorycznie z dnia na dzień to faktycznie po
            prostu zła organizacja. Jednak z miesiąca na miesiąc już nie. W
            Operze jakoś muzycy radzą sobie z dostosowaniem się do wywieszanego
            miesiac po miesiący grafiku spektakli, w których graja, i prób, a
            przecież próby są rano, a spektakle wieczorami, które można by
            poświęcić na spędzenie z rodziną.
            W biurze pracuje się w sposób zorganizowany 8 godzin dziennie. W
            orkiestrze - niezwykle rzadko.

            a
            > może przede wszystkim w system pracy - praca filharmonika nie
            ogranicza się
            > przecież do odbębnienia 4-godzinnej próby, tak naprawdę gros tej
            pracy to
            > ćwiczenie indywidualne. Na próbie grupowej czy ogólnej można się
            zgrywać jako
            > zespół ale praca nad materiałem to przede wszystkim praca
            indywidualna.

            Otóż to. Jednak jesli codziennie przeznaczam sobie na pracę 8
            godzin, np. od 9 do 17, to jest mi dokładnie wsio rawno, czy próbe
            mam 9-13, a ćwiczę później, czy też na odwrót. Nie oszukujmy się
            jednak, mało kto ćwiczy 4 godziny dziennie, zwłaszcza mając pewną
            rutynę i staż w orkiestrze.

            > Następnie - poziom, egzaminy i A-klasse orkiestry na zachodzie...
            > Otóż w tych orkiestrach, które Twoim zdaniem osiągają wyżyny
            dyrygent/dyrektor
            > nie ma do powiedzenia absolutnie nic w kwestii czy dana osoba
            będzie pracować
            > czy nie - piszę tu między innymi o Berliner Phil., Wiener Phil.,
            monachijskiej
            > Bayerische Rundfunk Orch. czy Orkiestry Narodowej Luksemburga
            nawet.

            Owszem, ale co było pierwsze? Weź na przykład filharmonię wałbrzyską
            i daj muzykom całkowitą swobodę decyzji, kogo zatrudnić - jak
            myślisz, czy w szybkim tempie dorówna filharmonikom berlińskim?
            Zespoły, o których piszesz, jako świetne zespoły nie pozwolą sobie
            na zepsucie poziomu artystycznego przez kogokolwiek, wobec tego ich
            sytuacja jest nieporównywalna z Wami.

            Głosuje
            > grupa do której osoba zdaje, bądź nawet cała orkiestra. Tam nie ma
            litości. I
            > uwierz mi, że w stosunku do niektórych niegrających kolegów ta
            orkiestra równie
            > ż
            > mogła by jej nie mieć.

            Oczywiście - u Was jednak litość dla fałszujących kolegów, bo z
            wieloletnim stażem, nadal jest u niektórych osób silnie rozwinięta,
            jak na to wskazują posty audiencji. Ale już na przykład Sinfonia
            Varsovia - zwłaszcza starzy muzycy, którzy przeszli przez szkołę
            Maksymiuka - tępi tych, którzy są niewsytarczajaco dobrzey lub się
            jeszcze nie wkupili w zespół, czasem w dość niesympatyczny sposób.

            > Pytasz o dyrygentów nie podnoszących głosu? Proszę uprzejmie: S.
            Ozawa, Z.
            > Mehta, L. Bernstein, F. Reiner (ten ostatni "stworzył zarówno
            Chicago Symph. ja
            > k
            > i NY Phil. )

            Po pierwsze, pytałam nie o tych, którzy na wejściu mieli świetne
            zespoły, ale o tych, którzy podnieśli ich poziom. W odróznieniu od
            Ciebie nie miałam szczęścia grać w orkiestrze, której stałym
            dyrygentem byłby Reiner (nie ten rocznik) i nie umiem wiele
            powiedzieć o jego metodach pracy, zwłaszcza na etapie budowania
            zespołu. Nie mam też literatury na ten temat, w internecie znalazłam
            natomiast czyjeś wspomnienia, w których Reiner jest określony
            jako "niezwykle surowy nadzorca" dla orkiestry młodzieżowej.

            > dyrygenci - tkwią mocno w czasach komuny, gdy niepokornego muzyka
            wystarczyło
            > zakablować do SB - problem był z głowy permanentnie.

            To gruba niesprawiedliwość w stosunku do dyrygentów funkcjonujących
            za komuny - uważasz, że taki np. Wodiczko kablował niepokornych
            muzyków do SB?

            Na dziś starczy tego dobrego, i - dobranoc wszystkim.
            • waz-on Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 09:11
              gaudencja napisała:

              > Na dziś starczy tego dobrego, i - dobranoc wszystkim.

              A co miałaś na myśli pisząc "dobrego"?
              Jak już napisał kominiarz-"swoje autorytatywne perory pełne elokwencji słowa i
              intelektualnej indywidualności"?
              Nie bądź nieskromna i nie chwal samej siebie.
              Nam wystarczy nie tylko na wczoraj ale i na zawsze.
              • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 17:43
                waz-on napisał:

                > gaudencja napisała:
                >
                > > Na dziś starczy tego dobrego, i - dobranoc wszystkim.
                >
                > A co miałaś na myśli pisząc "dobrego"?
                > Jak już napisał kominiarz-"swoje autorytatywne perory pełne
                elokwencji słowa i
                > intelektualnej indywidualności"?

                Gdybyż jeszcze umiał pisać i myśleć po polsku, można by poważnie
                potraktować jego wypowiedzi. Co to jest "elokwencja słowa"?
        • marcepan.1 Re: Muzycy przeciw szefowi 17.02.09, 09:19
          gaudencja napisała:



          > Przeważnie udaje im
          > się żyć prywatnie, jednak nie zawsze. Znany na cały świat kolega po
          > fachu (nie Polak zresztą, lecz zachodni Europejczyk), zapytany jak
          > bardzo jego 9-miesięczna córeczka jest słodka, odparł, ze bardzo,
          > ale przyciśnięty wyznał, ze własciwie nie widział jej od 5 miesięcy,
          > bo jeździ i koncertuje.

          A ja mam nieodparte wrażenie, że ktoś kto chce poświęcić swoje życie pracy i
          karierze artystycznej (oczywiście ma takie prawo), nie powinien w ogóle zakładać
          rodziny ani nawet myśleć o posiadaniu dzieci.
          • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 17.02.09, 23:14
            Marynarze też wobec tego nie powinni zakładać rodzin - sytuacja
            rodzinna podobna.
        • waz-on Re: Muzycy przeciw szefowi 17.02.09, 13:02
          gaudencja napisała:

          > palindrom1.4 napisał:







          > Pan Dyrektor
          > potrafi komuś
          > > (choć to mocne słowa) złamać życie.
          >
          > To nie są proste sprawy - z całą pewnością np. łamie się życie komuś
          > kiepskiemu, wyrzucając go z pracy. Niemniej jednak tak naprawdę to
          > on złamał sobie życie, wybierając zawód, którego nie powinien
          > uprawiać - a może życie złamali mu ci wszyscy, którzy po drodze
          > stawiali mu stopnie promujące w każdej kolejnej szkole i ci, którzy
          > go do orkiestry przyjęli.


          Jak widać wszystko można tak zinterpretować, żeby pasowało do z góry założonej
          tezy.Zwłaszcza jak się nie ma zielonego pojęcia co autor tych słów (fortynbras)
          miał na myśli.itp. itd. Cały czas masz ten sam problem pisania o rzeczach o
          których nie wiesz po prostu nic!
    • audiencja Muzycy przeciw szefowi 16.02.09, 22:37
      Mini poradnik dla muzyków z głębokiej białostockiej prowincji (wg "standardów"
      wschodnioeuropejskich?):

      Dyrygent powinien być waszym najwyższym Panem, Ojcem lub Bratem. Musi on mieć
      zagwarantowane prawo do pracy tylko wg własnego uznania.:)
      Wprost przeciwnie muzyk-musi być posłuszną maszyną do bezmyślnego i bezdusznego
      wykonywania poleceń dyrygenta. Tylko w najbardziej uzasadnionych przypadkach
      muzyk ma prawo wspiąć się na wyżyny artyzmu jako rzemieślnik. Ale i wówczas nie
      ma absolutnie żadnego prawa do wyrażania własnego zdania. Pożądane jest aby w
      orkiestrze zapanowała obowiązkowa jednomyślność podobna do tej z lat dawno
      minionych.:)
      Muzyk nie może też, Boże broń, mieć prawa do jakiejkolwiek interpretacji
      własnych solówek. Powinien poczekać aż dyrygent powie mu dokładnie albo
      ewentualnie zaśpiewa jak dana osoba może wydobyć każdy dźwięk po kolei. Dla
      mniej pojętnych dyrygent zorganizuje indywidualne lekcje, które sam poprowadzi:)
      Dyrygent, który nie potrafi wziąć swoich podwładnych "za twarz" i "przywrócić
      ich do normalności', nie posiada kwalifikacji do wykonywania zawodu.:)
      Prawo pracy, związki zawodowe, wszelkie urlopy a nawet zwolnienia lekarskie
      powinny być zlikwidowane. Muzyk, który odważy się wziąć choćby jeden dzień
      urlopu "na żądanie" zostanie natychmiast przeniesiony "do supermarketu jako tło
      muzyczne" albo "obejmie posadę w urzędzie pracy".:)
      O istnieniu w instytucjach kultury rady artystycznej lub pokrewnych organizacji
      nie może być absolutnie mowy.:)
      Muzyk nie może mieć prawa do wykonywania jakiejkolwiek innej pracy poza
      macierzystą instytucją. Odpada praca w szkolnictwie, bo wówczas muzyk degraduje
      się do poziomu dzieci lub młodzieży, które uczy. Należy również powstrzymać się
      z wykonywaniem jakichkolwiek obowiązków domowych, żeby nie pokalać pracą swych
      delikatnych rąk.:)
      W związku z powyższym muzyk ma prawo jeść tylko tyle aby przeżyć za jedną
      pensję. W zamian za to, na czas koncertów dyrektor zapewni strój służbowy i
      lakierki?:)
      Muzyk absolutnie nie ma prawa chorować ani brać udziału w nieszczęśliwych
      wypadkach. To powinno być szczególnie zabronione pod grożbą dotkliwych kar.Bo
      może w ten sposób narazić się na nieobecność na próbie lub o zgrozo na koncercie.:)
      Muzyk powinien być zawsze młody, piękny, uśmiechnięty, tryskać szczęściem na
      odległość. W razie problemów z aparycją na scenie dyrektor zapewni dostęp do
      wszelkich operacji plastycznych i innych niezbędnych procedur medycznych?:)
      Muzyk, zwłaszcza płci żeńskiej, ma prawo oglądać własne dzieci najwyżej trzy
      razy w roku.:(
      Obowiązkiem muzyka jest udzielanie na żadanie osób "trzecich" wyczerpujących
      informacji na temat problemów w zatrudniającej go instytucji.:)
      Nie wolno dopuścić, żeby muzyk z wieloletnim doświadczeniem grał "w ćwierćtonach
      jak nieprzytomny dziadek w ostatnim pulpicie" lub "zniedołężniały muzycznie
      emeryt".Powinien zostać niezwłocznie usunięty z zespołu, żeby nie kalał oczu i
      uszu młodszego pokolenia.:)
      Muzyk powinien być w każdej chwili gotowy do przesłuchania ze szczególnym
      uwzględnieniem okresu pół roku przed emeryturą.:)
      Jeśli muzyk nie rozumie, że po stracie własnego dziecka lub innego członka
      rodziny powinien stawić się bezzwłocznie na swoim posterunku na scenie, to
      powinien zatrudnić się "w obsłudze solarium albo poświęcić się sprzedaży środków
      czystości".:(
      Muzyk powinien mieć zagwarantowane prawo do samodzielnego skorzystania z toalety
      na terenie zatrudniającej go instytucji.:)
      W każdym zakładzie pracy powinien znależć się następujący napis w widocznym
      miejscu:
      SZTUKA JEST NAJWAŻNIEJSZA NA ŚWIECIE! (PO TRUPACH??????)



      Wersja w interpretacji własnej.
      • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 17.02.09, 22:53
        Rzecz w tym, nowo założony nicku, że z częścią twoich w zamierzeniu
        przejaskrawionych i uważanych przez ciebie za bezsensownych pomysłów
        rzeczywiście się całkowicie zgadzam, a twoją postawę - jak rozumiem,
        pewne swoje enuncjacje uważasz za absurd - postrzegam jako
        nieprofesjonalną. Ale po kolei.

        audiencja napisała:

        > Dyrygent powinien być waszym najwyższym Panem, Ojcem lub Bratem.
        Musi on mieć
        > zagwarantowane prawo do pracy tylko wg własnego uznania.:)

        Nie. Musi mieć natomiast zagwarantowaną swobodę artystyczną.

        > Wprost przeciwnie muzyk-musi być posłuszną maszyną do bezmyślnego
        i bezdusznego
        > wykonywania poleceń dyrygenta. Tylko w najbardziej uzasadnionych
        przypadkach
        > muzyk ma prawo wspiąć się na wyżyny artyzmu jako rzemieślnik. Ale
        i wówczas nie
        > ma absolutnie żadnego prawa do wyrażania własnego zdania. Pożądane
        jest aby w
        > orkiestrze zapanowała obowiązkowa jednomyślność podobna do tej z
        lat dawno
        > minionych.:)

        Nie - ale przeciez nie o jednomyślności tu rozmawiamy.

        > Muzyk nie może też, Boże broń, mieć prawa do jakiejkolwiek
        interpretacji
        > własnych solówek. Powinien poczekać aż dyrygent powie mu dokładnie
        albo
        > ewentualnie zaśpiewa jak dana osoba może wydobyć każdy dźwięk po
        kolei.

        Czekać nie musi, ale musi się dostosować do wizji dyrygenta, jeśli
        ten chce czegoś innego. Na tym polega praca dyrygenta z orkiestrą. W
        Białymstoku niektórzy tego nie wiedzą? Wyobrażasz sobie Bolero
        Ravela, w którym każdy gra wiadomy motyw jak mu dusza zaśpiewa, bez
        względu na pozostałych oraz wizję dyrygenta? Batuta nie wydaje
        dźwięku, ale dyrygent jest po coś i nie służy tylko do taktowania.

        > Dyrygent, który nie potrafi wziąć swoich podwładnych "za twarz"
        i "przywrócić
        > ich do normalności', nie posiada kwalifikacji do wykonywania
        zawodu.:)

        Dyrygent (stały), który dostaje w ręce orkiestrę z osobami
        ewidentnie bardzo słabymi i nie umie sobie poradzić z ich
        zmotywowaniem bądź skłonieniem do odejścia, powinien być potępiony
        przez resztę zespołu, która nie chce psucia ich pracy, przez
        melomanów, dla których się gra, oraz przez wszystkich, którzy łożą
        na orkiestrę.

        > Prawo pracy, związki zawodowe, wszelkie urlopy a nawet zwolnienia
        lekarskie
        > powinny być zlikwidowane.

        Ze zwolnień powinno się korzystać w ostateczności.

        > O istnieniu w instytucjach kultury rady artystycznej lub
        pokrewnych organizacji
        > nie może być absolutnie mowy.:)

        Są to ciała pożądane, pod warunkiem, że ich istnienie wpływa na
        poprawę poziomu artystycznego. Jesli nie wpływa, mogą równie dobrze
        przekształcić się w związek hodowców motyli tropikalnych.

        > Muzyk nie może mieć prawa do wykonywania jakiejkolwiek innej pracy
        poza
        > macierzystą instytucją. Odpada praca w szkolnictwie, bo wówczas
        muzyk degraduje
        > się do poziomu dzieci lub młodzieży, które uczy. Należy również
        powstrzymać się
        > z wykonywaniem jakichkolwiek obowiązków domowych, żeby nie pokalać
        pracą swych
        > delikatnych rąk.:)
        > W związku z powyższym muzyk ma prawo jeść tylko tyle aby przeżyć
        za jedną
        > pensję. W zamian za to, na czas koncertów dyrektor zapewni strój
        służbowy i
        > lakierki?:)
        [...]
        > Muzyk powinien być zawsze młody, piękny, uśmiechnięty, tryskać
        szczęściem na
        > odległość. W razie problemów z aparycją na scenie dyrektor zapewni
        dostęp do
        > wszelkich operacji plastycznych i innych niezbędnych procedur
        medycznych?:)

        A tu już nawet nie silisz się na próbę nawiązania do czegokolwiek,
        co napisałam, tylko przedstawiasz twórczość własną - rozumiem to
        całkowicie, jesteś artystą przez duże A.

        > Nie wolno dopuścić, żeby muzyk z wieloletnim doświadczeniem
        grał "w ćwierćtonac
        > h
        > jak nieprzytomny dziadek w ostatnim pulpicie" lub "zniedołężniały
        muzycznie
        > emeryt".Powinien zostać niezwłocznie usunięty z zespołu, żeby nie
        kalał oczu i
        > uszu młodszego pokolenia.:)

        Oczywiście. I nie młodszego pokolenia, tylko melomanów, których staż
        nie obchodzi, a obchodzi to, zeby przynajmniej nie słuchać fałszów,
        skoro przestaliśmy już dyskutować o wyżynach poziomu artystycznego,
        a zaczynamy dyskutować o tym, czy spełnia się standardy dla
        orkiestry gimnazjum muzycznego, czy też aspirujemy raczej ku
        orkiestrze Ochotniczej Straży Pożarnej, z dodatkiem smyczków.

        Bogiem a prawdą muzyk orkiestrowy też chyba dawno słuch stracił,
        jeśli uważa, że wieloletnie doświadczenie upoważnia kogokolwiek do
        katowania własnych kolegów i publiczności fałszami i zarazem do
        psucia wysiłku tych, którym się chce pracować. Zastanów się, czy nie
        jest ci potrzebne dodatkowe przeszkolenie mistrzowskie na poziomie
        czwartej klasy szkoły muzycznej.

        > W każdym zakładzie pracy powinien znależć się następujący napis w
        widocznym
        > miejscu:
        > SZTUKA JEST NAJWAŻNIEJSZA NA ŚWIECIE!

        W każdej instytucji artystycznej - oczywiście, że tak. Jeśli tak nie
        uważasz, pora zmienić zawód.
        • bigmaestro Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 15:03
          Szanowna Pani G.

          Po przeczytaniu wielu wpisów na tym i podobnych wątkach, poczułem potrzebę
          napisania kilku swoich słów w toczącej się dyskusji.
          Moim zdaniem, pani wywody są przeważnie podyktowane chwilowym odruchem, jako
          odpowiedź na wpis Pani oponenta. I tu tkwi błąd. Sprawa, którą tu wałkujemy
          powinna być ujmowana całościowo w jak najszerszym kontekście.Bo traktując serio
          pani wypowiedzi w danej chwili możemy dojść do takiego absurdalnego obrazu
          instytucji artystycznej (audiencja)jaką jest Filharmonia czy Opera - wszystko jedno.
          Jeśli chodzi o naszych kochanych dyrygentów.Wydaje mi się, że Pani zakłada, iż w
          Polsce są sami wybitni dyrygenci. Jeśli tak jest to oczywiście ma Pani rację
          pisząc,że muzyk musi podporządkować się ich wizji. Bo dyrygent wybitny ma
          przeważnie jakąś wizję artystyczną danego dzieła. Ale wtedy nie musi on zmuszać
          żadnego muzyka do ślepego posłuszeństwa. Bo muzyk sam idzie za nim jak "po
          sznurku".Z własnej i nieprzymuszonej woli - dziwne? A ponadto taki dyrygent nie
          uważa się za pępek świata i pozwala muzykom na pewną dawkę swobody - oczywiście
          w ramach konkretnej partii solowej. Nieraz dobry dyrygent przychodzi do muzyków
          w czasie przerw na próbie. I potrafi pogratulować, nawet podziękować za
          inspirację. I wtedy następuje tzw. sprzężenie zwrotne w relacji dyrygent-muzyk i
          muzyk-dyrygent.To jest chyba oczywiste i tak powinno być. Ale takie sytuacje są
          nadzwyczaj rzadkie. Bo dobry dyrygent to w Polsce towar deficytowy(tak to ktoś
          ujął), zwłaszcza w chwili obecnej. Najczęściej jest tak, że bardzo zdolni
          instrumentaliści, muszą niestety podporządkować się średnio zdolnym dyrygentom.
          Pisze Pani:"Batuta nie wydaje dźwięku, ale dyrygent jest po coś i nie służy
          tylko do taktowania." Wszyscy chcielibyśmy, żeby tak było. Niestety - prawda
          jest taka, że najczęściej służy tylko do taktowania (na szczęście nie brzmi), a
          w dodatku często ma kłopoty z utrzymaniem właściwego tempa (może ma taką "wizję
          artystyczną"). I wówczas powstaje problem, bo w orkiestrach jest wielu
          utalentowanych muzyków, słabsi to na pewno margines (więc nie o takich tu
          mówimy).Dlatego niech się Pani nie dziwi, że czasem po prostu mają dość grania
          pod taką batutą i nerwy im puszczają. Więc proszę nie przesadzać pisząc o
          dostosowywaniu się do wizji każdego dyrygenta.
          Druga sprawa. Wielokrotnie pani podkreślała, że MNN zrobił z naszą orkiestrą
          porządek dawno temu i zmotywował "dziadków do odejścia" mniej lub bardziej
          dobrowolnego. Zgadzam się. Były chyba tylko 2 przypadki uporu w tej kwestii. Ale
          MNN poradził sobie. Pozostali myślę, że bardzo chętnie przechodzili na
          "zasłużony odpoczynek". Średnia wieku w naszej Filharmonii jest jak przypuszczam
          najniższa w Polsce ( w przeciwieństwie do choćby Filharmonii lub Opery
          Narodowej).Więc do kogo pani kieruje swoje złośliwe słowa - "Zastanów się, czy
          nie jest ci potrzebne dodatkowe przeszkolenie mistrzowskie na poziomie czwartej
          klasy szkoły muzycznej"? A na jakiej podstawie uważa Pani, że każdy muzyk z
          wieloletnim doświadczeniem "stracił słuch i zmusza kogokolwiek do katowania
          własnych kolegów i publiczności fałszami i zarazem do psucia wysiłku tych,
          którym się chce pracować".Czy są w naszej orkiestrze takie osoby po rewolucji
          MNN? Po prostu nie mogę doszukać się całościowej logiki w Pani wywodach. Są z
          lekka przeterminowane - przynajmniej od kilku lat.
          Dalsza sprawa błędnie przez Panią ujęta - korzystanie ze zwolnień lekarskich i
          urlopów na żadanie. Na jakiej podstawie insynuuje Pani, że nasi muzycy
          korzystają z tych dobrodziejstw bez opamiętania? Czy ma Pani te wiadomości od
          kadrowej czy księgowej? Na pewno nie. Myślę, że wyciągnęła pani fałszywe wnioski
          na podstawie, jak mniemam, 2 postu nie-siola. Ja nie znam przypadku, żeby ktoś
          chorował w orkiestrze w sposób tak przewlekły, żeby przeszkadzało mu to w
          normalnej pracy i funkcjonowaniu. A pani zna takie osoby? Więc może w rezultacie
          pisze Pani o jakieś innej orkiestrze (potencjalnie istniejącej gdzieś
          tam?)podobnie jak wspominany tutaj po wielokroć Pan Olędzki.
          Ogólne moje wrażenie jest takie, że bierze Pani śmiertelnie poważnie wszystko
          jak leci. A istota całej sprawy często znajduje się pomiędzy wierszami i ucieka
          w stanie zaślepienia bądź zacietrzewienia.
          Poza tym zwrot "Muzyka jest najważniejsza na świecie", chyba się różni w sposób
          zdecydowany od zwrotu "Muzyka jest najważniejsza na świecie - choćby po
          trupach". Więc proszę uważniej wczytywać się w czyjeś wpisy i jeśli cytować, to
          w całości.
          Pozdrawiam.
          • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 18:03
            bigmaestro napisała:

            > Moim zdaniem, pani wywody są przeważnie podyktowane chwilowym
            odruchem, jako
            > odpowiedź na wpis Pani oponenta.

            Oczywiście - pisałam przecież, że reaguję na prosocjalny ton kilku
            wypowiedzi, a nie na sytuację w orkiestrze, której nie znam
            dokładnie. Wiem, jakiego typu zachowania zaczął przejawiać Marcin
            wkrótce po skończeniu studiów, zapewne było to związane z tym, ze
            musiał zdyscyplinować ludzi, z którymi przed chwilą studiowal lub
            starszych od siebie. To, o czym słyszałam, nie przypomina jednak
            niektórych zachowań opisywanych przez kilka osób tutaj (podczas gdy
            kilka bardziej umiarkowanych dawalo do zrozumienia, że są one
            wymyślone bądź przejaskrawione). Natomiast z drugiej strony niektóre
            wypowiedzi różnych muzyków wskazują na takie rozumienie przez nich
            swojej roli, które musi doprowadzić do konfliktów z kazdym szefem,
            któremu leży na sercu poziom kierowanego przez niego zespołu.

            > Jeśli chodzi o naszych kochanych dyrygentów.Wydaje mi się, że Pani
            zakłada, iż
            > w
            > Polsce są sami wybitni dyrygenci. Jeśli tak jest to oczywiście ma
            Pani rację
            > pisząc,że muzyk musi podporządkować się ich wizji. Bo dyrygent
            wybitny ma
            > przeważnie jakąś wizję artystyczną danego dzieła. Ale wtedy nie
            musi on zmuszać
            > żadnego muzyka do ślepego posłuszeństwa.
            [...]
            Bo dobry dyrygent to w Polsce towar deficytowy(tak to ktoś
            > ujął), zwłaszcza w chwili obecnej. Najczęściej jest tak, że bardzo
            zdolni
            > instrumentaliści, muszą niestety podporządkować się średnio
            zdolnym dyrygentom.

            Nie przesadzajmy, z poziomem instrumentalistów tez nie jest tak
            błyskotliwie. Gdzie są te rzesze polskich laureatów konkursów
            międzynarodowych, których byłyby tłumy, gdybyśmy mieli tylu bardzo
            zdolnych instrumentalistów? Zasadniczo oczywiście swojego dyrygenta
            można oceniać różnie, ale na tym polega jego rola, ze ma spajać
            wykonanie utworu. Czyni to więc, jak potrafi i jak potrafi skłonić
            orkiestrę do współpracy, ale też - na ile umiejętności orkiestry
            pozwalają. Nawet jeśli orkiestra uważa, ze jest wybitnie zdolna, a
            on mierny, powinna grać jak umie najlepiej, ale w ramach jego wizji
            albo czegoś, co on uważa za swoją wizję.

            > a
            > w dodatku często ma kłopoty z utrzymaniem właściwego tempa (może
            ma taką "wizję
            > artystyczną").

            Fakt, o tym słyszałam, choć sama tego nie doswiadczyłam.

            > Narodowej).Więc do kogo pani kieruje swoje złośliwe słowa -
            "Zastanów się, czy
            > nie jest ci potrzebne dodatkowe przeszkolenie mistrzowskie na
            poziomie czwartej
            > klasy szkoły muzycznej"?

            Do przedmówczyni, która napisała, jak rozumiem, ironicznie i bez
            wewnętrznej zgody na to, co pisze, cytuję:

            >Nie wolno dopuścić, żeby muzyk z wieloletnim doświadczeniem grał "w
            ćwierćtonach
            jak nieprzytomny dziadek w ostatnim pulpicie" lub "zniedołężniały
            muzycznie
            emeryt".<

            Owszem, nie wolno, a jesli przedmówczyni uważa, że właśnie powinien
            grac w ostatnim pulpicie niemiłosiernie fałszując, co słyszy zarówno
            orkiestra, jak i publiczność, to przeszkolenie mistrzowskie na
            poziomie czwartej klasy byłoby naprawdę bardzo przydatne - bo
            oznacza to po prostu, że fałsze jej NIE PRZESZKADZAJĄ. I sądzi, że
            inni mają również drewniane uszy.

            A na jakiej podstawie uważa Pani, że każdy muzyk z
            > wieloletnim doświadczeniem "stracił słuch i zmusza kogokolwiek do
            katowania
            > własnych kolegów i publiczności fałszami i zarazem do psucia
            wysiłku tych,
            > którym się chce pracować".

            Nie napisałam tego - proszę, przeczytaj uważnie mój post. Uważam, że
            słuch straciła audiencja, a nie kazdy muzyk z wieloletnim
            doświadczeniem. A może też audiencja nigdy słuchem nie dysponowała.

            > Dalsza sprawa błędnie przez Panią ujęta - korzystanie ze zwolnień
            lekarskich i
            > urlopów na żadanie. Na jakiej podstawie insynuuje Pani, że nasi
            muzycy
            > korzystają z tych dobrodziejstw bez opamiętania? Czy ma Pani te
            wiadomości od
            > kadrowej czy księgowej? Na pewno nie. Myślę, że wyciągnęła pani
            fałszywe wniosk
            > i
            > na podstawie, jak mniemam, 2 postu nie-siola.

            Nie uważam, że korzystacie ze zwolnień bez opamiętania, nie mam skąd
            czerpać takiej wiedzy. Uważam natomiast, że ton postu nie-siola
            wskazuje na to, że uwaza on taki przywilej za oczywistość, z czym
            dyskutuję. Jeśli ktoś zaszkodził wizerunkowi Waszej orkiestry, to są
            to takie osoby jak on właśnie i jego wypowiedzi.

            > Poza tym zwrot "Muzyka jest najważniejsza na świecie", chyba się
            różni w sposób
            > zdecydowany od zwrotu "Muzyka jest najważniejsza na świecie -
            choćby po
            > trupach".

            Proszę czytać uważnie - dopisek był w nawiasie i ze znakiem
            zapytania. Nie stanowił intergralnej części tego zdania.
            • legion.inc Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 21:37
              Droga Gaudencjo.
              Napisałaś, że dyrygent ma spajać na ile może ale też na ile pozwalają możliwości
              orkiestry.
              Otóż - tu możliwości orkiestry pozwalają na dużo więcej niż możliwości
              dyrektora. Więc wypowiedź aczkolwiek ogólnie sensowna nie ma zastosowania w
              przypadku tego zespołu.
              Orkiestra zawsze gra jak umie najlepiej - przynajmniej na pierwszej próbie...
              dalej następuje niedowierzanie i niesmak i w ostatecznym rozrachunku następuje
              koncert. Nawiasem mówiąc - nawet najlepszy instrument nie zapewni słabemu
              grającemu talentu - będzie słychać jakość dźwięku ale nie zasłoni ona ogólnej
              miernoty grajka. To niestety stara prawda, która w tym przypadku również ma
              zastosowanie.

              Co do zwolnień lekarskich i urlopu na żądanie - dyskusja z tym oczywistym
              "przywilejem" - bo nie wiem, czy chorobę bądź nagły wypadek można uznać za
              przywilej - jest bezsensowna, dlatego, że są one zagwarantowane PRAWEM. A jak
              wiemy wobec prawa wszyscy są równi - więc wyżywanie się na kimś dlatego, że
              korzysta z prawnie mu należącego się urlopu nż. jest łamaniem tegoż prawa w
              takim samym stopniu w jaki łamał by je gwałcący Cię bandyta. Przynajmniej dla
              prawnika. :) Więc nie ma co dyskutować - proponowałbym dyskutowanie dlaczego
              WIELKI PAN ma prawo "zemsty" w takim wypadku i jaki sąd za to powinno mu się na
              głowę spuścić.
              Pozdrawiam.
              • stojowski_pl Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 22:21
                > Otóż - tu możliwości orkiestry pozwalają na dużo więcej niż
                możliwości
                > dyrektora. Więc wypowiedź aczkolwiek ogólnie sensowna nie ma
                zastosowania w
                > przypadku tego zespołu.
                > Orkiestra zawsze gra jak umie najlepiej - przynajmniej na
                pierwszej próbie...
                > dalej następuje niedowierzanie i niesmak i w ostatecznym
                rozrachunku następuje
                > koncert.

                A ja od wielu świetnych, czołowych polskich solistów i dyrygentów
                słyszałem odwrotne opinie - owszem orkiestra w Białymstoku dobra,
                ale i tak nie dorównuje swojemu szefowi. Cóż, ciężko polemizować z
                takimi opiniami jak ta legion.inc, dlatego pewnie są przytaczane.

                A z tą pierwszą świetną próbą, to chyba jakaś kpina. Pierwsze próby
                to dla dyrygentów w polskich orkiestrach koszmar. Widziałem, co
                robili muzycy czołowej polskiej orkiestry na próbie z takim Maestro
                jak Skrowaczewski (czytanie koncertu Skriabina, żal było słuchać).
                Pamiętam też słynną próbę Pana Niesiołowskiego z FN sprzed dobrych
                kilku lat, nie dziwię się, że się wtedy wkurzył.
                • legion.inc Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 23:18
                  Więc do rzeczy:
                  Maksymiuk, Wojciechowski, Pijarowski, Przytocki, Nesterowicz, Bumann - to
                  dyrygenci, których opinie pamiętam, że nie wspomnę o każdorazowych pochwałach od
                  członków szanownego jury konkursów dyrygenckich.
                  Z solistów: Jakowicz, Kwiatkowski, Olejniczak, Bednarek, czy może z
                  najświeższych Wawrowski i Groblewski...
                  Nagrody fonograficzne raczej też nie biorą się za wyjątkowo melodyjny świst
                  batuty w powietrzu, chyba, ze się mylę.
                  Może stojowski_pl zechce łaskawie przytoczyć jakieś konkretne nazwiska zamiast
                  mydlić oczy "świetnymi czołowymi itp" - swoją drogą jakoś świetniejszych i
                  bardziej czołowych obecnie niż Kwiatkowski i Groblewski w okolicy nie widzę, czy
                  może wygrany konkurs im. królowej Elżbiety dla przykładu to za mały sukces?
                  Az tą pierwszą próbą to trzeba czytać ze zrozumieniem, ale ułatwię sprawę:
                  orkiestra na pierwszej próbie gra najlepiej jak potrafi - to znaczy - jest
                  przygotowana i choć wiadomo, że nie na sto procent to jednak trzeba pamiętać, że
                  koncert jest w piątek a nie w poniedziałek. Stojowski_pl poza tym zapomina, lub
                  po prostu nie wie, że na zachodzie występuje wręcz określenie "monday morning" i
                  to nie tylko w c-klasse ale nawet w tych "czołowych najwybitniejszych".
                  I skoro rozmawiamy o OiFP to skąd i po co przykłady z innych orkiestr?
                  A jeśli chodzi o FN to ta znakomita orkiestra z gigantycznymi tradycjami ma
                  ciekawe i wielce pouczające rzeczy do powiedzenia na temat pana Niesiołowskiego.
                  • stojowski_pl Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 23:33
                    legion.inc napisał:

                    > Więc do rzeczy:
                    > Maksymiuk, Wojciechowski, Pijarowski, Przytocki, Nesterowicz,
                    Bumann - to
                    > dyrygenci, których opinie pamiętam, że nie wspomnę o każdorazowych
                    pochwałach o
                    > d
                    > członków szanownego jury konkursów dyrygenckich.
                    > Z solistów: Jakowicz, Kwiatkowski, Olejniczak, Bednarek, czy może z
                    > najświeższych Wawrowski i Groblewski...

                    I wszyscy Ci artyści mówili Wam, że możliwości orkiestry są większe
                    niż Waszego szefa? To byłoby ciekawe...


                    > Nagrody fonograficzne raczej też nie biorą się za wyjątkowo
                    melodyjny świst
                    > batuty w powietrzu, chyba, ze się mylę.

                    Nagrody fonograficzne biorą się za ciekawe interpretacje muzyczne. W
                    przypadku orkiestr symfonicznych taką interpretację narzuca dyrygent.

                    Ale to chyba Pan nieustannie pisze i porównuje swoją orkiestrę do
                    innych. Odniosłem się tylko do Pana postu.
                    • legion.inc Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 23:44
                      W takim układzie nagrodę powinien dostać reżyser dźwięku, który w kółko powtarza
                      gdzie są jakie zmiany dynamiczne, że nie rozumie frazy itp itd.
                      Co do artystów to oczywiście nikt nie powiedział, że przerastamy swojego
                      dyrektora - w końcu nikt nie jest samobójcą - wystarczyć nam muszą określenia
                      "fantastycznie państwo grają" lub jak powiedział jeden z dyrygentów - długo
                      czekałem, by móc pracować z takim zespołem.
                      Ale niestety ja równie pozytywnych opinii o panu Niesiołowskim nie słyszałem.
                      Chciałbym podkreślić z całą mocą, że nie uważam go za miernotę, ale wydaje mi
                      się że jego dzieło - bo to od niego zaczęła się świetność tego zespołu - już co
                      najmniej się z nim zrównało o ile nie przerosło. I problemem nie jest teraz
                      wartość artystyczna czy to filharmoników czy dyrektora, tylko lekceważący i
                      arogancki (by nie powiedzieć chamski) stosunek jaki ma rzeczony dyrektor do
                      filharmoników.
                      • schoppe Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 23:52
                        stojowski_pl napisał:

                        >
                        .
                        > Nagrody fonograficzne biorą się za ciekawe interpretacje
                        muzyczne. W
                        > przypadku orkiestr symfonicznych taką interpretację narzuca
                        dyrygent.
                        >

                        Po wszelkich nagraniach orkiestra jest wdzięczna Pani Reżyser,która
                        dwoi się i troi,żeby cokolwiek wykreować.Wszelkie nagrody za
                        interpretację są więc Jej nagrodami.
                        • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 21:21
                          W takim razie brawo za dobrą współpracę z dyrygentem, a dyrygentowi -
                          za wybór reżysera dźwięku. Zapewne nie nagrywałeś w innych
                          orkestrach, ja tak, i co do zasady reżyser dźwięku zwraca uwagę na
                          to, co się dobrze lub źle zarejestrowało.
                      • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 21:30
                        legion.inc napisał:

                        > Co do artystów to oczywiście nikt nie powiedział, że przerastamy
                        swojego
                        > dyrektora - w końcu nikt nie jest samobójcą - wystarczyć nam muszą
                        określenia
                        > "fantastycznie państwo grają" lub jak powiedział jeden z
                        dyrygentów - długo
                        > czekałem, by móc pracować z takim zespołem.
                        > Ale niestety ja równie pozytywnych opinii o panu Niesiołowskim nie
                        słyszałem.

                        Ja takich opinii za dyrekcji Błaszczyka o waszym zespole także nie
                        słyszałam. Ty raczej też nie. A teraz pokombinujmy - zespół
                        przeszedł samoistną przemianę duchową? Czasy się zmieniły? Mars
                        wszedł w koniunkcję z Jowiszem w czwartym domu, i dlatego zespół się
                        przeistoczył w dobry? Oczywiście MNN nie miał z tym żadnego związku
                        i nie należy mu się żadne uznanie. Poprawa poziomu artystycznego
                        jego orkiestry nie jest bynajmniej dowodem jego kompetencji. Tylko
                        podcina skrzydła muzykom, którzy sami z siebie prą do doskonałości
                        nie zważając na największe kłody pod nogi rzucane przez
                        rozczarowującego dyrektora.
                  • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 21:58
                    legion.inc napisał:

                    > A jeśli chodzi o FN to ta znakomita orkiestra z gigantycznymi
                    tradycjami ma
                    > ciekawe i wielce pouczające rzeczy do powiedzenia na temat pana
                    Niesiołowskiego

                    No własnie jakoś nic nie miała do powiedzenia, a już myślałam, że
                    mnie coś ciekawego ominęło. Widocznie program, o którym piszecie,
                    jest bardziej legendarny dla orkiestry białostockiej niż dla FN.
              • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 20:09
                legion.inc napisał:

                > Otóż - tu możliwości orkiestry pozwalają na dużo więcej niż
                możliwości
                > dyrektora. Więc wypowiedź aczkolwiek ogólnie sensowna nie ma
                zastosowania w
                > przypadku tego zespołu.

                Ciesze się, ze jesteś tak świetnego zdania o swoim zespole. Ja
                jednak nie słyszałam, z całym szacunkiem, by orkiestra białostocka
                uchodziła za jedną z czołowych polskich orkiestr. Zaś jeśli sięgnę
                pamięcią do czasów, kiedy dyrektorem był Błaszczyk, porównanie
                poziomów artystycznych tamtej orkiestry z MNN wypada na głęboką
                niekorzyść ówczesnego zespołu. Warto doceniać to, co kto osiągnął
                jako menadżer, nawet jeśli się go nie lubi.

                > Orkiestra zawsze gra jak umie najlepiej

                Nie wątpię w to :D

                > dalej następuje niedowierzanie i niesmak

                Dyrygenta?

                > Co do zwolnień lekarskich i urlopu na żądanie - dyskusja z tym
                oczywistym
                > "przywilejem" - bo nie wiem, czy chorobę bądź nagły wypadek można
                uznać za
                > przywilej - jest bezsensowna, dlatego, że są one zagwarantowane
                PRAWEM.

                Owszem, są zagwarantowane prawem, i owszem, nie mogą być nadużywane.
                Nieprzypadkiem zasiłek chorobowy można pobierać tylko określoną
                ilość czasu, a potem nie ma już takiej prawnej możliwości.
                Nieprzypadkiem powodem do zwolnienia pracownika mogą być jego
                długotrwałe choroby.

                Szczerze mówiąc, chciałabym widzieć, czy gdyby Sinfonia Varsovia
                zadzwoniła do ciebie z dobrze płatnym zleceniem (hehe, to żart), a
                byłbyś przeziębiony, odmówiłbyś bo właśnie korzystasz ze świętego
                prawa leczenia się w czasie przeziębienia. A przecież jak
                najbardziej można dostać zwolnienie lekarskie na przeziębienie!
                Zgodnie z PRAWEM!
                I chciałabym wiedzieć, ile nagłych spraw do załatwienia udałoby Ci
                się przesunąć, gdbyś miał taką propozycję.
                • slownik-ortograficzny Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 21:34
                  gaudencja napisała:

                  > Nieprzypadkiem zasiłek chorobowy można pobierać tylko określoną
                  > ilość czasu, a potem nie ma już takiej prawnej możliwości.
                  > Nieprzypadkiem powodem do zwolnienia pracownika mogą być jego
                  > długotrwałe choroby.

                  NIE PRZYPADKIEM piszemy ROZDZIELNIE.
                  Oj, oj, trudny ten nasz język ojczysty:)
                  • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 21:53
                    Nie żal ci tracić czasu na ciągłe zakładanie nowych nicków?
                    • slownik-ortograficzny Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 22:19
                      gaudencja napisała:

                      > Nie żal ci tracić czasu na ciągłe zakładanie nowych nicków?

                      A skąd wiesz? I co to ma wspólnego z moim wpisem?
                      Jak nie wiesz co masz odpowiedzieć to lepiej nie pisz nic.
                      Chociaż nie - pisz. Tylko proszę, bez ortografów.
                      Widzę, że zapowiada się ciekawy wieczór na forum. Ostatnio trochę przycichło,
                      ale dobrze, że chociaż na panią gaudencję zawsze można liczyć:)
                      • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 23:15
                        slownik-ortograficzny napisał:

                        > Jak nie wiesz co masz odpowiedzieć to lepiej nie pisz nic.

                        Ty masz za to sporo w tym wątku do napisania, oczywiście ściśle na
                        temat. I nie zapomnij o interpunkcji.
                        • slownik-ortograficzny Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 16:34
                          Brak 1 przecinka chyba mniej razi od ortografów - chyba, że się mylę:)
                          • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 16:45
                            Brak wielu przecinków jest szczególnie obezwładniający u kogoś, kto
                            uważa się za autorytet poprawnościowy. Masz wyraźne problemy z
                            interpunkcją, twoje wypowiedzi wygladają jak pismo barbarzyńcy.
                            • slownik-ortograficzny Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 17:09
                              Oj boli, bardzo boli:)
                              A miał być EOT.
                              Gaudencjo, po prostu uwielbiam Cię i Twoje posty też:)
                              • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 17:17
                                slownik-ortograficzny napisał:

                                > Oj boli, bardzo boli:)

                                To ciebie bolą twoje własne problemy z interpunkcją, bo uparcie
                                zmieniasz temat.

                                > A miał być EOT.

                                Być może, za dużo tych podwątków :]]]

                                > Gaudencjo, po prostu uwielbiam Cię i Twoje posty też:)

                                Ogromnie mnie to cieszy.
                          • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 17:01
                            Brak jednego przecinka?! Dziewczyno, o czym ty piszesz! Twoja
                            interpunkcja pozostawia wiele do życzenia i wypowiedzi wyglądają jak
                            mowa barbarzyńców. Jest to szczególnie rażące u kogoś, kto rości
                            sobie prawo do autorytetu w kwestii pisowni (wejrzyj na swój własny
                            nick i zapłacz gorzko).
                            • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 17:02
                              Przepraszam za podwojenie - nie pokazał mi się mój własny post, w
                              związku z czym wysłałam go ponownie, wzmocniwszy wymowę ;-]
                            • slownik-ortograficzny Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 17:30
                              A miał być EOT.
                              Proszę - skomentuj parę innych wypowiedzi, jeśli oczywiście masz trochę wolnego
                              czasu:)
                              Daruję Ci stare błędy - NIEPRZYPADKIEM i DOJEJ:)
                              Gaudencjo, po prostu uwielbiam Cię i Twoje posty też:)
                              • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 23.02.09, 20:17
                                slownik-ortograficzny napisał:

                                > Daruję Ci stare błędy - NIEPRZYPADKIEM i DOJEJ:)

                                Łaskawco!! (czy też raczej - łaskawczyni). Jestem wstrząśnięta twoją
                                szlachetnością. Poszukaj jeszcze po moich postach, skoro już nie
                                komentujesz każdego postu po kolei, a upodobałas sobie tylko mnie:
                                czasem piszę "pzry" - ortograf aż oczy bolą. Ja za to Ci się nie
                                zrewanżuję i nie daruję problemów z interpunkcją.

                                > Gaudencjo, po prostu uwielbiam Cię i Twoje posty też:)

                                Cieszę się - nieustająco.
                                • slownik-ortograficzny Re: Muzycy przeciw szefowi 23.02.09, 22:42
                                  Twoja zajadłość i zawziętość jest nie do pobicia.
                                  Gratuluję.
                                  Nieustannie pogrążasz samą siebie i swojego promotora też (jak chcesz się
                                  przekonać, to zadzwoń do swojej "wtyczki").
                                  Jak widać, zostałaś sama na "polu walki". Gratuluję solówek.
                                  Śmieszne to i żałosne!
                                  • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 26.02.09, 23:03
                                    slownik-ortograficzny napisał:

                                    > Nieustannie pogrążasz samą siebie i swojego promotora też (jak
                                    chcesz się
                                    > przekonać, to zadzwoń do swojej "wtyczki").

                                    Od ładnych paru lat, od kiedy obroniłam ostatnią magisterkę, nie mam
                                    promotora. Niewątpliwie będę go mieć znów, kiedy otworzę przewód.
                                    Wtedy go pozdrowię od ciebie. Do swojej "wtyczki" chętnie zadzwonię,
                                    tyle że zgubiłam jej numer telefonu, zapewne co najmniej ze 2 lata
                                    temu - może mi podasz?

                                    > Jak widać, zostałaś sama na "polu walki". Gratuluję solówek.
                                    > Śmieszne to i żałosne!

                                    Kiedy zabrakło ci już nawet możliwości przyczepienia się do kwestii
                                    językowych, bo o jakichkolwiek argumentach od poczatku mowy nie
                                    było, przeszłaś do wyzwisk - to jest zapewne szlachetne i
                                    chwalebne.
                                    • slownik-ortograficzny Re: Muzycy przeciw szefowi 27.02.09, 09:50
                                      gaudencja napisała:


                                      > Kiedy zabrakło ci już nawet możliwości przyczepienia się do kwestii
                                      > językowych, bo o jakichkolwiek argumentach od poczatku mowy nie
                                      > było, przeszłaś do wyzwisk - to jest zapewne szlachetne i
                                      > chwalebne.

                                      Przepraszam bardzo - a w którym miejscu "przeszłam do wyzwisk"?

                                      Aliena vitia in oculis habemus, a tergo nostra sunt.
                                      • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 28.02.09, 01:04
                                        Żegnam panią, znudziła mi się ta rozmowa kompletnie. Pozostawiam
                                        panią z możliwością wypowiedzenia jakże pożądanego ostatniego słowa.
                                        Proszę sobie pisać do woli w tym opuszczonym przez wszystkich wątku.
                                        Papa.
                                        • slownik-ortograficzny Re: Muzycy przeciw szefowi 28.02.09, 08:05
                                          gaudencja napisała:

                                          > Żegnam panią, znudziła mi się ta rozmowa kompletnie.

                                          Nareszcie! Co za ulga. Wszyscy wreszcie odetchną.

                                          > Pozostawiam panią z możliwością wypowiedzenia jakże pożądanego
                                          > ostatniego słowa.

                                          Dziękuję bardzo.

                                          > Proszę sobie pisać do woli w tym opuszczonym przez wszystkich
                                          > wątku.

                                          "Medice, cura te ipsum".

            • bigmaestro Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 22:47
              gaudencja napisała:

              > Proszę czytać uważnie - dopisek był w nawiasie i ze znakiem
              > zapytania. Nie stanowił intergralnej części tego zdania.

              Odniosę się tylko do tego fragmentu komentarza, bo jest on bardzo
              charakterystyczny dla sposobu pani myślenia i komentowania. Otóż, ma pani rację,
              że dopisek "nie stanowił intergralnej części tego zdania". Ale zacytowane zdanie
              zostało wyjęte z kontekstu. I myślę, że to zmieniło całkowicie jego sens.
              Niestety, jest to pani stała praktyka na tym forum. Dobranoc.

              • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 23:16
                Nie rozumiem, czemu tniesz moją wypowiedź i odnosisz się tylko dojej
                fragmentu, wyrwanego z kontekstu. To zmienia całkowicie jej sens.
                Niestety czynisz to notorycznie. Dobranoc.
                • slownik-ortograficzny Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 23:40
                  gaudencja napisała:

                  > Nie rozumiem, czemu tniesz moją wypowiedź i odnosisz się tylko dojej
                  > fragmentu,

                  DO JEJ - piszemy ROZDZIELNIE!
                  Dobranoc:)
    • nie-siol Muzycy przeciw szefowi 17.02.09, 15:46
      www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090217/REG00/229115665
    • pajacykow Muzycy przeciw szefowi 17.02.09, 23:30
      Gdyby ktoś wymyślił lekarstwo na zawężone horyzonty myślowe i "ptasi móżdżek"
      byłby miliarderem.
      • kwar-tet Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 18:18
        pajacykow napisał:

        > Gdyby ktoś wymyślił lekarstwo na zawężone horyzonty myślowe i "ptasi móżdżek"
        > byłby miliarderem.

        Niestety lekarstwa chyba prędko nie będzie:). W zamian za to jest niezawodny
        sposób - IGNOROWAĆ. Działa w 100 procentach.
        • schoppe Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 21:30
          Zgadzam się całkowicie z przedmówcą.Posty gaudencji drażnią mnie w
          sposób nieinspirujący do dalszej polemiki.Niech więc pisze sobie a
          muzom.
    • pajacykow Muzycy przeciw szefowi 17.02.09, 23:55
      kominiarz0 napisał:

      > Ależ Szanowna Eminencjo, Gaudencjo!
      > Czyż tego można by się spodziewać? Taka z Ciebie, (z całym szczerym szacunkiem,
      > dla Twej zacnej i jakże szykownej ELOKWENCJI słowa), Intelektualna
      > Indywidualność przecież. To widać i czuć w zamieszczonych powyżej Twych
      > autorytatywnych perorach. Oczywistym jest zaiste, iż to ja donoszę o mym
      > zdziwieniu nad Twą istotą, na wskroś dla mnie bezduszną, bez ludzką (a propos -
      > jakiż to ważny czynnik, nawet we "wszechświecie"), a nawet chyba bezcielesną.
      > Wypisz, wymaluj - idealny (PO)twór z Ciebie (sic!). I jak mniemam, dla innych
      > "zdumionych" przedstawicieli gatunku ludzkiego, takoż.
      > Pozdrawiam i życzę samych wzniosłych wrażeń osobistych i dokonań zawodowych
      > (artystycznych?).

      marcepan.1 napisała:

      > Ja tak sobie siedzę i myślę, że tę dziwną " bezduszną, bez ludzką, > bezcielesną
      > istotę" KTOŚ lub coś sprowadzi z kosmosu na Ziemię -prędzej czy
      > później.Może to
      > się okazać barbzo bolesne dla owej istoty.Wówczas wszelkie
      > "autorytatywne
      > perory" szlag trafi w jednej chwili.

      A może to jednak nie jakaś kosmiczna istota, tylko jakiś zepsuty automat wkradł
      się na forum, pomimo zabezpieczeń?
    • stojowski_pl Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 22:37
      A Fritz Reiner to był jeden z najbardziej autorytarnych i
      wzbudzających postrach dyrygentów w historii muzyki.
      • schoppe Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 22:43
        Reiner-tak.AUTORYTET.Tyle,że w odniesieniu do MNN to całkowicie nie
        ta liga- nie porównujmy ekstraklasy do okręgówki ;-)
        • stojowski_pl Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 22:53
          Odniosłem się do czyjegoś postu, gdzie Reiner był przytoczony jako
          pozytywny przykład "nie podnoszenia głosu'. Nie trzeba podnosić
          głosu, żeby kogoś terroryzować, a tak robił Reiner.
          I nie porównujmy też czołowych światowych orkiestr i ich zasad
          (Wiener, Berliner, Monachijska)z Orkiestrą Białostocką, bo to
          podobna różnica klas, jak piszesz.
          • schoppe Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 22:59
            Absolutnie nie porównuję orkiestr-proszę nie podejrzewać mnie o brak
            poczucia rzeczywistości tudzież galopującą megalomanię.Tylko
            denerwuje mnie to nieustające upajanie się "dokonaniami" dyrekcji. W
            moim odczuciu marnuje on potencjał-jaki by on nie był-drzemiący w
            lokalnych muzykach,myląc eksploatację z rozwojem.
            • stojowski_pl Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 23:21
              Nie upajam się dokonaniami. Mam, być może subiektywne poczucie, że
              ta orkiestra jest lepsza od wielu innych, nie tylko z
              tzw. "prowincji" i widzę w tym zasługę wieloletniegop dyrektora, bo
              czemu mam wierzyć, że muzycy są tu lepsi niż gdzie indziej.
              Metod pracy i osiągnięcia tego stanu rzeczy nie oceniam, ale wiem,
              że sztuka nie znosi kompromisów, demokracji, głaskania po główce i
              samozachwytu.
              • legion.inc Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 23:30
                Nie da się nalać z pustego w próżne - to wie każdy.
                Nie da się zrobić z deski klozetowej instrumentu...
                I NIE da się zrobić z nędznych muzyków zespołu, który sięga po Fryderyki czy
                nagrodę Grammophone - i to bez względu na metody pracy.
                Zresztą - 5 koncertów w sezonie to nie jest czas w którym można swoją
                "osobowością artystyczną" wpłynąć na kogokolwiek. Dyrektor po prostu wymienił
                połowę składu. To wszystko. Gdzie tu talent?
                • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 21:48
                  Mam nadzieję, że nie uważasz, iż rola dyrygenta polega na
                  kompensowaniu tego, czego nie udało się zdziałać pedagogom
                  pracującym z muzykiem przez cały okres kształcenia. Mało który szef
                  orkiestry gra z nią częściej, niż 5 razy w roku. Jeśli podnosi ona
                  swój poziom, jest to wynik wymagań szefa, prezentowanych i podczas
                  przygotowywania tych kilku programów i podczas budowania zespołu, w
                  tym podejmowania koniecznych decyzji personalnych. "Po prostu
                  wymienił połowę składu" - dla poprzedników nie było to takie proste.
          • legion.inc Re: Muzycy przeciw szefowi 18.02.09, 23:26
            Zasady, które były przytaczane obowiązują w zdecydowanej większości orkiestr
            zachodnich - NAWET w tych najlepszych - taki był sens mojej wypowiedzi - zalecam
            czytanie bardziej wnikliwe jednak, ograniczy to "bicie piany". Reiner był
            postrachem ale o ile mi wiadomo - a i Stojowski_pl podzieli z pewnością moje
            zdanie jako osoba zorientowana w temacie - jego "terroryzm" dotyczył
            wyśrubowanych wymagań artystycznych a nie dążenia do upokorzenia muzyków na
            drodze kretyńskich rozporządzeń i żonglowania prawem pracy.
            Ale, żeby wymagać artyzmu najpierw trzeba wiedzieć czego wymagać - żywym
            przykładem tego stwierdzenia była goszcząca u nas "dyrygentka", półfinalistka
            Konkursu która nie znała temp, gubiła się w partyturze a wywrzeszczenie
            "dlaczego Państwo nie jesteście przygotowani" to było wszystko na co ją było
            stać w dziedzinie artyzmu.
            • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 21:38
              legion.inc napisał:

              > Zasady, które były przytaczane obowiązują w zdecydowanej
              większości orkiestr
              > zachodnich - NAWET w tych najlepszych - taki był sens mojej
              wypowiedzi - zaleca
              > m
              > czytanie bardziej wnikliwe jednak, ograniczy to "bicie piany".

              Również ucieszyłabym się z ograniczenia bicia piany, ale po co w
              takim razie piszesz o drugorzędnych zasadach, które obowiązują w
              najlepszych zespołach? Zasadą pierwszorzędną jest przyjmowanie
              wyłącznie najlepszych z najlepszych, stałe wysokie wymagania wobec
              siebie jako muzyków i najwyższy profesjonalizm w kazdym calu. Kiedy
              wasz zespół będzie spełniał te warunki bez zmrużenia oka, możecie
              nawet w celu wybrania dyrektora głosować przy użyciu rolek papieru
              toaletowego (czystego), żeby wyrazić swój stosunek do niego.

              Reiner był
              > postrachem

              Tak, ale nigdy nie podnosił głosu, a straszył orkiestrę swoją
              dobrocią i życzliwością - w odróżnieniu od MNN.
              ROTFL.

              ale o ile mi wiadomo - a i Stojowski_pl podzieli z pewnością moje
              > zdanie jako osoba zorientowana w temacie - jego "terroryzm"
              dotyczył
              > wyśrubowanych wymagań artystycznych a nie dążenia do upokorzenia
              muzyków na
              > drodze kretyńskich rozporządzeń i żonglowania prawem pracy.

              Ale o co chodzi z tymi kretyńskimi rozporzadzeniami i żonglowaniem
              prawem pracy? I czy na pewno to on żongluje prawem pracy, a nie
              podwładni?
              Kretyńskim rozporządzeniem jest może dążenie do premii uznaniowej?
              No przepraszam, ale premia gwarantowana to czysty socjalizm, który
              już w naszym kraju się skończył - poza ostatnimi wyspami.
              • legion.inc Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 22:29
                Przeczytałem wszystko moja droga Gaudencjo ale pozwolisz, że odpowiem Ci hurtem
                w tym wątku.
                1. Zasadę przyjmowania najlepszych z najlepszych łamie sam Dyrektor, przyjmując
                muzyków według sobie znanego klucza. A tak nawiasem - niech najpierw wymagający
                będzie nieskazitelny to nikt nie piśnie słówka pod adresem jego wymagań.
                2. Reiner nigdy nie podniósł głosu - przynajmniej jakoś w filmach o nim
                podkreślane jest jego opanowanie i kultura - polecam serial "Sztuka
                Dyrygowania". ROTFLMAO .. choć nie, nie jest zabawna Twoja ignorancja.
                3. Premia uznaniowa - nie istnieje coś takiego - jest albo premia regulaminowa
                albo nagroda. I do żadnej nie nabywa się praw za samą obecność w pracy. W
                przypadku pierwszej są to określone wymogi regulaminowe, w przypadku drugiej
                uznanie-widzimisię dyrekcji.
                Cieszę się, że dostrzegłaś koniec socjalizmu - to wróży, że coś zrozumiesz z
                istoty sporu - po prostu nikt nie ma ochoty być zależnym finansowo od
                niestabilnego emocjonalnie frustrata.
                4. Białostocka nie należy do czołowych bo jest ich w sumie raptem 3. Tym
                bardziej do czołowych nie należy MNN.
                5. Co do FN, widać moi koledzy to nie Twoi koledzy wiec może dlatego niewiele
                słyszałaś.
                6. Varsovia dzwoniła - 2-ch świetnych muzyków odeszło właśnie z tej przyczyny,
                że dla MNN istotniejsze było posiadanie muzyka na przestoju ale obecnego niż
                pozwolić na 2 tyg urlopu bezpłatnego.
                Poza tym, jak jestem na L4 to z reguły jestem chory - jak jestem chory to gram
                mocno nie tak jak normalnie. Jeśli miałbym jakieś nagłe sprawy również nie
                gnałbym jak opętaniec - Varsovia to dobra orkiestra ale nie podnieca mnie aż
                tak, by rzucać wszystko. I dlaczego w Twoim mniemaniu telefon z SV to żart?
                Chyba nie doceniasz przeciwnika :)
                7. Reżyser zwraca uwagę na to co się jak zarejestrowało a nie na to jak się
                fraza układa. Proszę Cię powstrzymaj nieuzasadnione poczucie wyższości w
                stosunku do mojej osoby. Ani to kulturalne ani nie wnosi nic do dyskusji.

                • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 23:13
                  > 1. Zasadę przyjmowania najlepszych z najlepszych łamie sam
                  Dyrektor, przyjmując
                  > muzyków według sobie znanego klucza. A tak nawiasem - niech
                  najpierw wymagający
                  > będzie nieskazitelny to nikt nie piśnie słówka pod adresem jego
                  wymagań.

                  To zrozumiałe, że jeśli od kogoś się wymaga, ów ktoś dostrzega
                  wszystkie wady osoby, która wymaga. Z drugiej strony żądanie, by
                  ktoś, kto ośmiela się wymagać, był doskonały, jest może biblijne,
                  lecz posłuszeństwo wobec niego sparaliżowałoby każdą instytucję, w
                  której występuje podległość służbowa. Z prostej przyczyny - konia z
                  rzędem temu, kto znajdzie nieskazitelną i doskonałą osobę. A skoro
                  takiej nie ma, nie można od nikogo niczego wymagać.

                  > 2. Reiner nigdy nie podniósł głosu - przynajmniej jakoś w filmach
                  o nim
                  > podkreślane jest jego opanowanie i kultura - polecam serial "Sztuka
                  > Dyrygowania". ROTFLMAO .. choć nie, nie jest zabawna Twoja
                  ignorancja.

                  Proponowałabym czytać uważnie. Jest mi wszystko jedno, czy ktoś jest
                  postrachem będąc opanowanym, czy też podnosząc głos. Samego
                  podniesienia głosu nie uważam za niedozwolone. Ważne, co się tym
                  głosem - słabym czy mocnym przekazuje. Nie cenię Korda za mamrotanie
                  pod nosem, na przykład.

                  > Cieszę się, że dostrzegłaś koniec socjalizmu - to wróży, że coś
                  zrozumiesz z
                  > istoty sporu - po prostu nikt nie ma ochoty być zależnym finansowo
                  od
                  > niestabilnego emocjonalnie frustrata.

                  Nie dostrzegam w tej wypowiedzi żadnej logiki. Od początku
                  kwestionuję wypowiedzi muzyków rodem z poprzedniego ustroju.

                  > 4. Białostocka nie należy do czołowych bo jest ich w sumie raptem
                  3.

                  Otóż to, a ktoś na forum sławi ją pod niebiosa, i miesza z błotem
                  dyrygenta. Toutes proportions gardees, mości panowie.

                  > 5. Co do FN, widać moi koledzy to nie Twoi koledzy wiec może
                  dlatego niewiele
                  > słyszałaś.

                  Niewykluczone, ze kolegów mamy różnych.

                  I dlaczego w Twoim mniemaniu telefon z SV to żart?
                  > Chyba nie doceniasz przeciwnika :)

                  Nie o to mi chodziło z żartem - grałeś tam, to sam wiesz, co mam na
                  myśli.

                  > 7. Reżyser zwraca uwagę na to co się jak zarejestrowało a nie na
                  to jak się
                  > fraza układa.

                  A jedno z drugim ma związek. Nie nagrywałam z wami, nie wiem, wiem
                  tylko jaki jest stopień ingerencji innych rezyserów w nagrania z
                  innymi zespołami. Nie jest on bynajmniej minimalny i nie ogranicza
                  się do roli technicznej.

                  Jeśli miałbym jakieś nagłe sprawy również nie
                  > gnałbym jak opętaniec - Varsovia to dobra orkiestra ale nie
                  podnieca mnie aż
                  > tak, by rzucać wszystko.

                  No widzisz - Ty jesteś ponad SV, a z kolei wszyscy moi znajomi
                  muzycy jeśli tylko są fizycznie w stanie, odpowiadają na wszystkie
                  możliwe sensowne zlecenia. I nie sądzę, by się nie cenili. Po prostu
                  prezentują inne podejście do pracy i szanują ją, skoro jest.
                  • legion.inc Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 00:06
                    Kondensacja wypowiedzi musi nastąpić z mojej strony, bo widzę że w sumie cel
                    mamy podobny ale drogi do niego różne - czy w zestawieniu MNN - OiFP zgodzisz
                    się ze mną, że "wart Pac pałaca i pałac Paca"?
                    Abstrahując od poziomu nagrań, umiejętności i artyzmu jednej i drugiej strony
                    itp itd bla bla bla.... Istotą rzeczy jest to, że jest nieobliczalnie trochę w
                    tej firmie - a jako muzyk (jak się domyślam) wiesz, że od regularności choćby
                    nawet ćwiczenia zależy komfort pracy i poziom formy. Ciężko się na przykład
                    domyślić czy następnego dnia rano Panu nie wpadnie do głowy, że mamy za dużo
                    "wolnego" i nie zrobi 2ch dodatkowych prób w tygodniu. Obojętne czy to nowy
                    program czy młócone po raz 500-ny polki i walce.
                    Nie ma w tym wypadku reguły - więc zrozumiałym jest, że gdy dochodzi do głosu
                    czynnik finansowy to nikt nie ma ochoty bez powodu być pozbawianym takich czy
                    innych pieniędzy. I to właśnie miałem na myśli pisząc o zależności finansowej od
                    niestabilnego frustrata - ja - i nie tylko ja - ostatnio naprawdę odnoszę
                    nieodparte wrażenie, że to co się tu dzieje, atmosfera jaką on wprowadza jest po
                    prostu wyładowywaniem swoich kompleksów i frustracji na zespole.
                    Swoją drogą - gdybyś miała okazję poznać ten zespół od środka podejrzewam, że
                    byłabyś zdziwiona tym jak mocno część zespołu jest ukierunkowana na jak
                    największy rozwój i jak wielka to jest część.
                  • legion.inc Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 00:16
                    Zapomniałem dopisać - to nie jest tak, że jestem "ponad" SV. Ale aczkolwiek
                    staram się również grać co się nadarzy to jednak szanuję swoją pracę i nie
                    zawalałbym nic do czego bym się zobowiązał wcześniej <- o to mi chodziło - być
                    może zbyt lekko sformułowałem swoją wypowiedź w tym temacie. Szanuję SV -
                    zresztą nie tylko SV - na tyle, żeby nie przyjmować zlecenia, które mógłbym
                    wykonać będąc nienależycie przygotowanym. Innymi słowy - jeśli byłbym fizycznie
                    w stanie - czyli nie wymagałoby to przewracania wszystkiego do góry nogami i/lub
                    grania w stanie "chorym" - to oczywiście, że bym zlecenie przyjął.
                    • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 17:09
                      legion.inc napisał:

                      > Kondensacja wypowiedzi musi nastąpić z mojej strony, bo widzę że w
                      sumie cel
                      > mamy podobny ale drogi do niego różne - czy w zestawieniu MNN -
                      OiFP zgodzisz
                      > się ze mną, że "wart Pac pałaca i pałac Paca"?

                      Zbyt dawno Was słyszałam ostatnio, z Marcinem grałam bardzo, bardzo
                      dawno temu i krótko, mam jak najlepsze wspomnienia rzetelności,
                      profesjonalizmu, wzorowego przygotowania. Mimo, ze był wtedy mocno
                      nieopierzony, przewyższał wielu dyrygentów o znanych nazwiskach.

                      Jestem pewna, że jesteście teraz na solidnym, dobrym poziomie -
                      świadczą o tym choćby nagrania, które rejestrujecie, i nazwiska, z
                      którymi nagrywacie, jednak z drugiej strony ten poziom jest bez
                      wątpienia zasługą Marcina, bo doskonale pamiętam, jak orkiestra
                      grała wcześniej.

                      I to właśnie miałem na myśli pisząc o zależności finansowej o
                      > d
                      > niestabilnego frustrata - ja - i nie tylko ja - ostatnio naprawdę
                      odnoszę
                      > nieodparte wrażenie, że to co się tu dzieje, atmosfera jaką on
                      wprowadza jest p
                      > o
                      > prostu wyładowywaniem swoich kompleksów i frustracji na zespole.

                      Do tego się nie jestem w stanie odnieść w sposób sensowny, nie będąc
                      blisko sprawy. Być może tak jest, być moze po prostu jesteście w
                      konflikcie, więc wszystko interpretujecie wzajemnie na własną
                      niekorzyść.

                      Ale aczkolwiek
                      > staram się również grać co się nadarzy to jednak szanuję swoją
                      pracę i nie
                      > zawalałbym nic do czego bym się zobowiązał wcześniej <- o to mi
                      chodziło -
                      > być
                      > może zbyt lekko sformułowałem swoją wypowiedź w tym temacie.

                      Jasne, dlatego jest np. także dla mnie bezsporne, że muzyk, który
                      gra w jakiejś orkiestrze i jest w niej zatrudniony, nie bierze sobie
                      urlopów bezpłatnych bo wezwała go inna, lepsza, na 2 tygodnie.
                      Zobowiązania wobec macierzystego zespołu mają priorytet.

                      > Swoją drogą - gdybyś miała okazję poznać ten zespół od środka
                      podejrzewam, że
                      > byłabyś zdziwiona tym jak mocno część zespołu jest ukierunkowana
                      na jak
                      > największy rozwój i jak wielka to jest część.

                      W takim razie bardzo się cieszę i oznacza to, że wiele się zmieniło -
                      znałam go lata temu i zgoła tak to nie wygladało. Była oczywiście
                      część nastawiona na rozwój, ale zupełnie przytłumiona przez resztę i
                      ogólną beznadzieję - wynikającą m.in. z tego, ze efekt pracy dobrych
                      był psuty przez tych odwiecznych "doświadczonych" muzyków, co grali
                      w ćwierćtonach i z widowni byli doskonale słyszalni, ale także z
                      tego, ze zarobki były mizerne - ich wzrost, w tym wynikający ze
                      zwiększenia liczby wyjazdów i nagrań, jest także zasługą Marcina.

                      Innymi słowy - jeśli byłbym fizycznie
                      > w stanie - czyli nie wymagałoby to przewracania wszystkiego do
                      góry nogami i/lu
                      > b
                      > grania w stanie "chorym" - to oczywiście, że bym zlecenie przyjął

                      No i właśnie o to chodzi. Przy czym wiele rzeczy (nie wcześniejsze
                      zobowiązania, ale sprawy prywatne) da się jednak przesunąć bez
                      przewracania wszystkiego do góry nogami. Poza tym "stan chory"
                      stanowi choremu nierówny, także w zależności od instrumentu. Zatkany
                      nos w innej mierze przeszkadza skrzypkowi, a w innej oboiście.
                      • legion.inc Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 19:44
                        Gdy MNN tu przyszedł też zespół był zachwycony. Ostatnio coś się mocno popsuło i
                        to tak mocno, że ciężko czasem zrozumieć dlaczego. Nie sposób zanegować jego
                        zasług dla zespołu ale też nie sposób wytłumaczyć jego stosunku do tegoż.
                        Cieszę się, że w pozostałych kwestiach mamy w sumie zbliżone stanowisko.
                • slownik-ortograficzny Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 23:21
                  legion.inc napisał:

                  > Proszę Cię powstrzymaj nieuzasadnione poczucie wyższości w
                  > stosunku do mojej osoby. Ani to kulturalne ani nie wnosi nic do dyskusji.

                  Nieuzasadnione poczucie wyższości gaudencji jest jej cechą charakterystyczną.
                  Jest to niemożliwe do powstrzymania.

                  • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 23:26
                    Medice, cura te ipsum - w zakresie nieuzasadnionego poczucia
                    wyższości. Zanim zaczniesz komuś zwracać uwagę co do pisowni łącznej
                    i rozłącznej, zapanuj nad własną interpunkcją, bo mocno szwankuje.
                    Żegnam, dla mnie EOT.
                    • slownik-ortograficzny Re: Muzycy przeciw szefowi 20.02.09, 23:34
                      gaudencja napisała:

                      > zapanuj nad własną interpunkcją, bo mocno szwankuje.

                      Przepraszam, a w którym miejscu?
                      Czyżbym trafiła w czuły punkt z tą ortografią?
    • filozofiamuzyki Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 11:03
      Panie Stanisławie Olędzki!

      No i kto się obudził dzisiaj z "ręką w nocniku"?
      WSTYD.
      • smyczek5 Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 11:19
        To co zrobiła Orkiestra wobec Pana Olędzkiego to podłe. To jest
        jedyny człowiek, który recenzował nasze koncerty. Dążymy do takiej
        sytuacji, że przestanie to robic i zostaniemy bez żandnej "krytyki"
        wykonywanych koncertów. Przeciec w tym mieście mało kto zna się na
        muzyce, aby móc ją tak wnikliwie ananlizowac. To Pan Olędzki jest
        najwyższych lotów krytykiem muzycznym. List od muzyków - donos na
        Pana Olędzkiego to ohydna sprawa i dziwię się tym muzykom którzy
        podpisali się pod tym pismem.

        Pismo to miało także trafic w ręce marszałka, jako ewidentny donos
        muzyków także na dyrektora, bo zawarte w piśmie treści nie były w
        ogóle dyplomatyczne...

        Obrazamy już kogo da się. Wpadliśmy już w samouwielbienie. Niedobrze
        robi się...
        • waz-on Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 12:31
          Wszyscy bardzo cenimy Pana Olędzkiego za recenzje. Ale ostatnio jego teksty w
          programach koncertowych niestety wybiegły daleko poza ramy krytyki. I nie dziwię
          się Orkiestrze, że chciała powstrzymać nieustanne obrażanie muzyków.
          Proszę przeczytać szczegółowo ostatnie programy koncertowe. Bo mam wrażenie,
          smyczku5, że nie wiesz o czym Muzycy piszą w liście do Pana Olędzkiego.
          • smyczek5 Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 12:52
            A ja obawiam się, że tym pismem bardzo sobie zaszkodziliśmy.
            Wystosowanie tego własnie pisma do wiadomości samego marszała, jest
            ogromnym nietaktem wobec Pana Olędzkiego, OGROMNYM!
            Orkiestra jest napuszczana przez kilka osób i szkoda, że reszta
            funkcjonuje w całym tym konflikcie bezmyślnie.
            Troche szkoda, ze Dyrektor uległ i pozwolił na zamieszczenie listu
            od muzyków do Pana Olędzkiego w naszym programie. Wiem, że parę osób
            wymusiło to na nim. Powinniśmy także to przegłosowac. Przeciez nad
            wszyskim głosujemy... i do tego JAWNIE co wielu osobom nie podoba
            się!
            a propos jeszcze jednej kwestii. Proszę poczytac o kolejnych
            zwolnieniach w białostockich firmach, czy też o deklaracjach
            pracujących w nich ludziach iż wolą wszyscy zmienic warunki
            zatrudnienia z całego etatu na pół etatu, aby tylko utrzymac się w
            pracy. Oni szukają alternatyw na przetrwanie, a My na
            samounicestwienie się.

            Mam nadzieję, że wkrótce nie będzie musiała i nasza instytucja
            zmniejszac zatrudnienia. Polecam, głosowanie tajne. Głosowac
            będziemy własnie między sobą. kto wylatuje, a kto zostaje, fajnie?
            Dyrektor będzie miał problem z głowy, życzę Wam tego po tym
            wszystkim co teraz dzieje się.

            Ja mam umowę na stałe, hmm ale przy redukcji etatów wszyskie chwyty
            sa dozwolone.


            • waz-on Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 13:10
              smyczek5 napisał:


              > Troche szkoda, ze Dyrektor uległ i pozwolił na zamieszczenie listu
              > od muzyków do Pana Olędzkiego w naszym programie.

              A dlaczego Dyrektor pozwolił na umieszczenie niegodnych tekstów o swojej
              orkiestrze w programach koncertowych? Bo nie wierzę, że stało się to bez jego
              wiedzy i zgody (choć muzycy wyrażają taką nadzieję). Czy to było w porządku?
              List Orkiestry jest tylko skutkiem wydarzeń ostatnich tygodni. Nie odmawiaj
              muzykom prawa do obrony przed nieustającymi atakami, również tutaj na tym forum.
              • smyczek5 Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 14:31
                Do kilku osób z Orkiestry nie trafiają żadne argumenty. Przecież od
                zawsze wiadomo, że Pan Olędzki pisze Tygodnik Muzyczny i jest to
                jego twór. Wzbogaca On programy piątkowe o Tygodnik Muzyczny i
                Dyrektor widac tak to traktuje. Co to byłoby gdyby Dyrektor nie
                dawał Panu Olędzkiemu swobody. Zawsze były były w nim zawarte teksty
                wyważone i mądre, dlatego uparcie bronię racji Pana Olędzkiego
                chociaż i dla mojej osoby teksty ostatnio zamieszczane były mało
                sympatyczne aczkolwiek doprawdy prawdziwe.
                Podziwiam często fakt, iż będąc na emeryturze ma chęc do pisania
                obszernych recenzji,. przekazywania nowinek muzycznych, zapraszania
                melomanów na koncerty do Akademii Muzycznej (obecnego Uniwersytetu).
                Hmm a może Dyrektor nie powinien zgadzac się zamieszczanie
                zapowiedzi koncertów innych organizatoró? Napiszcie taką petycję,
                proszę!

                A propos, jestem członiekm Orkiestry i nie nagrywam teraz z
                Orkiestrą, gdyż moi koledzy robią to tym razem. Biorę natomiast
                udział we wszystkich innych projektach artystycznych.



                • ad-hd Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 14:53
                  smyczek5
                  >
                  > A propos, jestem członiekm Orkiestry i nie nagrywam teraz z
                  > Orkiestrą, gdyż moi koledzy robią to tym razem. Biorę natomiast
                  > udział we wszystkich innych projektach artystycznych.
                  >
                  > A w jakich to "projektach artystycznych" bierzesz udział, jeśli
                  można spytać?
                  >
                • waz-on Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 15:57
                  smyczek5 napisał:

                  > Do kilku osób z Orkiestry nie trafiają żadne argumenty. Przecież od
                  > zawsze wiadomo, że Pan Olędzki pisze Tygodnik Muzyczny i jest to
                  > jego twór. Wzbogaca On programy piątkowe o Tygodnik Muzyczny i
                  > Dyrektor widac tak to traktuje. Co to byłoby gdyby Dyrektor nie
                  > dawał Panu Olędzkiemu swobody. Zawsze były były w nim zawarte teksty
                  > wyważone i mądre, dlatego uparcie bronię racji Pana Olędzkiego
                  > chociaż i dla mojej osoby teksty ostatnio zamieszczane były mało
                  > sympatyczne aczkolwiek doprawdy prawdziwe.

                  Piszesz:"mało sympatyczne aczkolwiek doprawdy prawdziwe" - to ty masz w tej
                  orkiestrze problemy z alkoholem? Przyznajesz się?Jesteś też leniem-nie nagrywasz
                  dzisiaj? Chcesz się kolegować z Dyrektorem? Przecież twoje wywody nie trzymają
                  się "kupy"!
                  Załóżmy więc, że pan Dyrektor nie miał absolutnie wpływu na zawartość Tygodnika
                  Muzycznego. To uważasz, że teksty pana Olędzkiego są obiektywne i uprawnione?
                  Przecież On sam pisze:" ...nie jestem muzykiem orkiestry i nie spotykam się z
                  szefem na próbach. Jak jest naprawdę pod tym względem - nie wiem." To jakim
                  prawem pisze o muzykach w sposób ubliżający ich godności i w dodatku niezgodny z
                  rzeczywistością. Ja się nie dziwię, że muzycy walczą o odzyskanie dobrego
                  imienia i nie chcą pozwolić na robienie z Filharmonii "taniej noweli" lub
                  "jarmarku".
                  Doprawdy zadziwiające jest to jednoczesne wychwalanie orkiestry, którą MNN
                  "wzniósł na niebywały poziom techniczny i artystyczny" z równoczesnym
                  szkalowaniem muzyków w swoich artykułach. To też nie trzyma się "kupy".
                  "O co w końcu chodzi w tej sprawie.......jakimś wpływowym osobom chodzi o
                  wypchnięcie obecnego dyrektora Filharmonii ze stanowiska."
                  A o co chodzi panu Olędzkiemu, że przypuścił taki bezprecedensowy i bezpodstawny
                  atak na muzyków. Czyżby też działał na polecenie "jakiejś wpływowej osoby"?
                  Dziwne jest to wszystko.
            • legion.inc Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 13:39
              Nie obrażaj zespołu ofiaro jedna, jak chcesz u kogoś diagnozować bezmyślność to
              zacznij od siebie.A co do etatów itp - po pierwsze to nie jest firma prywatna
              ani tym bardziej produkcyjna więc porównanie bzdurne na całego. A po drugie
              zamiast głosowania mam lepszą propozycję - nie będziemy głosować, zróbmy egzamin
              - kto zagra dobrze zostaje, reszta wypad. Pewien jesteś, że zmieściłbyś się w
              pierwszej grupie?
              Nad tym czy wysłać pismo do marszałka było głosowanie - kto chciał mógł głosować
              przeciw. Co, odwagi cywilnej brakuje a zza zasłonki internetu szczeka się na
              kolegów? Nikomu nie odmawiam jego zdania - o ie oczywiście jest sensowne - i nie
              rzucałbym kamieniami w osobę która ma inne zdanie od mojego ale musi je
              wypowiedzieć. A Ty, skoro siedziałeś cichutko na sali to milcz i teraz.
            • lilianina75 Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 13:57
              smyczku5,a czemu w godzinach pracy zamiast na estradzie-siedzisz na
              forum????
              • waz-on Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 14:00
                lilianina75 napisała:

                > smyczku5,a czemu w godzinach pracy zamiast na estradzie-siedzisz na
                > forum????

                Bo może w ogóle smyczek5 nie jest członkiem orkiestry? Na to mi wyglada,
                wszystkie jego posty na to wskazują.
                • ad-hd Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 14:26
                  Smyczek 5 musi w ogóle być kimś z dalekiego kosmosu, skoro pisze, że
                  wie iż kilka osób WYMUSIŁO coś na Panu dyrektorze.
        • legion.inc Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 13:32
          Smyczek5 muszę Ci podziękować - dawno nikt mnie tak nie rozbawił. Dziękuję za
          poprawienie mi humoru, bo obojętne czy Ty to piszesz poważnie czy sobie jaja
          robisz to jest to naprawdę humorystyczne.
          • smyczek5 Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 15:31
            mój nastrój i innych członków Orkietry od jakiegoś czasu psuje
            zgraja patałachów z Orkiestry...nie jestem mi bynajmniej do
            śmiechu, a Twój dobry humor świadczy o tempocie i ogromnej
            niezyczliwości wobec pracujących w naszej instytucji ludzi,
            melomanów itd
            • ad-hd Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 15:58
              smyczek5 napisał:

              > mój nastrój i innych członków Orkietry od jakiegoś czasu psuje
              > zgraja patałachów z Orkiestry...nie jestem mi bynajmniej do
              > śmiechu, a Twój dobry humor świadczy o tempocie i ogromnej
              > niezyczliwości wobec pracujących w naszej instytucji ludzi,
              > melomanów itd
              Natomiast twoje posty świadczą przeciw tobie. Otacza cię zgraja
              patałachów-musisz byś zaiste wybitnym muzykiem. A ja nie wiem kto ci
              dał dyplom. Mojej podstawówki byś nie skończył. Pewnie nawet nie
              wiesz ile i jakie błędy robisz w swoich wypowiedziach. Jeżeli
              rzeczywiście pracujesz w orkiestrze-przynosisz nam wstyd. Zalecam
              pilne dokształcanie.
              • slownik-ortograficzny Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 16:24
                Popieram.
                TĘPOTA a nie tempota:)
            • legion.inc Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 16:22
              I dziękuję - to co napisałeś świadczy o Twojej wiedzy. Pod listem do Olędzkiego
              jest 74 podpisy - rozumiem, że reszta "członków" to Ty i kto jeszcze? Nie
              nazywaj kolegów patałachami i nie chrzań mi tu o nieżyczliwości do tego czy
              tamtego - gdyby rzeczywiście recenzje Olędzkiego były obiektywne można by
              dyskutować, ale to wazeliniarz, który wychwalał zespół pod niebiosa bez względu
              na jakość koncertu a gdy tylko front się zmienił to obrzucał go błotem i kamieniami.
              EOT
              • slownik-ortograficzny Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 17:18
                legion.inc!
                Gaudencja nadciąga z odsieczą. Znowu będzie wesoło:)
                • waz-on Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 18:07
                  Legion chyba siedzi na estradzie. Tzn. nagrywa.
                  • smyczek5 Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 18:15
                    ciekawa to sytuacja. Do mojej osoby robicie aluzje a propos że nie
                    nagrywam, bo jestem słabym muzykiem, to teraz już wiemy kto podczas
                    właśnie trwających nagrań siedzi w domku, bo Pan Dyrektor ze składu
                    wykreślił: waz-on, legion, filozofia-muzyki, słownikortograficzny,
                    ad-hd. Ciekawe dlaczego(?).
                    • waz-on Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 19:17
                      smyczek5 napisał:

                      > Ciekawe dlaczego(?).

                      Smyczku5 - to proste. Nigdy nie pisałem, że jestem członkiem orkiestry.
                      • waz-on Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 19:35
                        A może tak jak ty, "jestem członiekm Orkiestry i nie nagrywam teraz z
                        Orkiestrą, gdyż moi koledzy robią to tym razem. Biorę natomiast
                        udział we wszystkich innych projektach artystycznych".
                        :)
                    • legion.inc Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 19:36
                      Hm... zdaje się, że nie nagrywasz bo nie jesteś członkiem zespołu. Nie wiesz o
                      której rozpoczynają się sesje nawet. ...albo nie znasz się na zegarku :D
                      • smyczek5 Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 19:42
                        bardzo dobrze wiem co dzieje się, jestem bardzo swiadomym
                        rzeczywistości człowiekiem. A tak na marginesie to Orkiestra już nie
                        nagrywa. "Niedobry Dyrektor" skrócił 2 sesję nagraniową. Dzisiaj
                        Ostatki więc dołączam do moich kolegów z Orkiestry i będziemy
                        imprezowac. Udanej zabawy zyczę Wam także!
                        • legion.inc Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 19:47
                          Nie dyrektor skrócił a Jakowicz powiedział, że więcej nie nagrywa, bo jest
                          zmęczony. Może świadomość rzeczywistości jakoś działa ale wtyczki niespecjalnie.
                        • slownik-ortograficzny Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 20:06
                          smyczek5 napisał:

                          > Udanej zabawy zyczę Wam także!

                          Dziękujemy bardzo. Myślę, że będzie to interesujący wieczór na forum, zwłaszcza
                          jeśli nawiedzi je swoją obecnością moja ulubienica gaudencja:)
                          Nie wiem, czy nie za mało użyłam przecinków:)
                          • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 23.02.09, 20:20
                            Tym razem przecinki są w odpowiednich miejscach, ale dla odmiany z
                            frazeologią problemy: nie można nikogo ani niczego "nawiedzić swoją
                            obecnością".
                            • slownik-ortograficzny Re: Muzycy przeciw szefowi 23.02.09, 22:48
                              Nieustannie pogrążasz samą siebie i swojego promotora też (jak chcesz się
                              przekonać, to zadzwoń do swojej "wtyczki").
                              Twoja zajadłość i zawziętość jest nie do pobicia.
                              Gratuluję.
                              Jak widać, zostałaś sama na "polu walki". Gratuluję solówek.
                              Śmieszne to i żałosne!
                              • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 26.02.09, 23:05
                                Rozumiem, ze uważasz swe słowa za nadzwyczaj doniosłe, ale nie
                                musisz ich dwukrotnie powtarzać.
                                • slownik-ortograficzny Re: Muzycy przeciw szefowi 27.02.09, 20:07
                                  gaudencja napisała:

                                  > Rozumiem, ze uważasz swe słowa za nadzwyczaj doniosłe, ale nie
                                  > musisz ich dwukrotnie powtarzać.

                                  Każdy sądzi według siebie?
                                  • gaudencja Re: Muzycy przeciw szefowi 28.02.09, 00:59
                                    Wątpię.
                    • ad-hd Re: Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 20:19
                      Ty naprawdę nie chodziłeś do szkoły. Pisać poprawnie nie umiesz, na
                      zegarku się nie znasz... Za to wiesz, że Pan dyrektor uwielbia
                      skreślać z listy.
                      Wyjątkowo podły z ciebie typ.
                      Albo typka...
    • gklarnet Muzycy przeciw szefowi 21.02.09, 17:03
      Muzycy nie dajcie się!!!
      www.mymuzycy.pl
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka