Dodaj do ulubionych

szkola muzyczna w Bydgoszczy

IP: 62.244.137.* 07.02.04, 18:31
Czy ktos zna te szkole blizej? Moze mial tam dziecko albo sam skonczyl?
Jak tam jest?
Jakie liczne klasy? Jak nauczyciele? Jak dyrekcja? Czy duzy rygor? Czy wrecz
przeciwnie? Jak duzo tam jest muzyki?
Dzieki za wszystkie wypowiedzi.
Mama
Obserwuj wątek
    • Gość: bakerm szkola muzyczna w Bydgoszczy IP: 62.244.137.* 07.02.04, 18:32
      oczywiscie chodzi o podstawowke :)
    • unsatisfied6 w przeliczeniu na piwo . 07.02.04, 19:05
      Gość portalu: bakerm napisał(a):

      > Czy ktos zna te szkole blizej? Moze mial tam dziecko albo sam skonczyl?
      > Jak tam jest?
      > Jakie liczne klasy? Jak nauczyciele? Jak dyrekcja? Czy duzy rygor? Czy wrecz
      > przeciwnie? Jak duzo tam jest muzyki?
      > Dzieki za wszystkie wypowiedzi.
      > Mama

      możesz przeczytać o tej szkole muzycznej w "Śmierć w kwitnącym sadzie" i
      kilka moich postów z pierwszej połowy ubiegłego roku .

      wypisałem dzieci z tej szkoły .

      chodzą do tej szkoły dzieci bydgoskich prominentów i dyrektorów
      ważnych instytucji . to stanowi o kompletnej bezkraności dyrekcji
      tej szkoły .

      przykłady :
      zarządano od rodziców 20 zł na roczne pokrycie kosztów ksero .
      powiedziałem na zebraniu rodziców , że kwota jet komplenie
      niereprezentatywna i kilkunastokrotnie wyższa od ceny komercyjnej .
      nikt inny nie zareagował na moją uwagę oprócz dyrektora poważnej instytucji
      wcilając się w adwokata dyrekcji -
      "20 zł to na miesięcznie koszt jednego piwa" - nie wiem jak menadżer
      szpitala może przeliczać koszty na piwo ?

      z powodu braku wspólnego zdania z dyrekcją , moja starsza córka
      w pierwszym miesiącu nauki języka angielskiego dostała 5 miernych
      ocen ( o ile pamiętam w tym co najmniej 3 jedynki ) . młodsza córka
      na egzamin dostało sonatinę zadawną uczniom 3 lata staszym w tempie
      100 , starsi uczniowie grali w tempie pozniżej 90 .

      mimo , że młodsza córka miała najwyższe wyniki w muzyce w renomowanej
      szkole w Warszawie . mówiono , że to przyszłośc polskiej pianistyki i
      kierownik sekcji fortepianu chciał przejąć nauczanie mojej córki.niestety
      przenisłem się do Bydgoszczy .

      tutaj jej ostanią oceną była czwórka z muzyki.zajęła
      najwyższe miejsce w konkursie z umiejętności słuchowych na konkursie .
      podczas eliminacji do konkursu ( 5 eliminacji ) , nie popełniła żadnego
      błędu . w konkursie popełniła 3 albo dwa błędy . twierdziła , że
      tempo na konkursie było o ok 30,40% wyższe niż podczas eliminacji .

      obie w innej szkole mają najwyższe wyniki w ich grupach i ...cdn

      koszty , które poniosłem są znaczne . największym jednak jest
      to , że córki przykładały się solidnie do egzaminów nie szczędząc
      wysiłku tylko po to , by ewentualny efekt był komletnie zniszczony
      przez absurdalne , niewykonalne dla dziecka polecenia nauczycielki .
      • Gość: wsn Re: w przeliczeniu na piwo . IP: 203.89.203.* 07.02.04, 19:21
        ja chodzilam do szkoly muzycznej. dzieciaki - w porzadku, no, w granicach normy,
        ofkors, niekoniecznie cieple kluchy;), w klasie mielismy nie wiecej niz 20 osob,
        program ogolny nieco okrojony na rzecz przedmiotow muzycznych. dzieciaki
        zdobywaja ogolna wiedze, troszku o muzyce sie dowiedza, osiem lat spedza w
        kuluarach filharmonii itd, okolica ladna i fontanny ;))))
        ;)
      • zinekk Re: w przeliczeniu na piwo . 07.02.04, 21:26
        Konczyłem to liceum.Byłem na tyle niezły,ze Dyrektor nie mogła nic mi
        zrobic.Jesli ktos gra,bedzie grał a oceny nie maja tu nic do
        rzeczy.Wiem,przykro jedynie dzieciakom,bo jak wytłumaczysz,ze 4 to tez ok.I ze
        najwazniejsze sa umiejetnosci.Znam to srodowisko,musiałbym ksiazke napisac...
        Szkoda ze dzieciaka wypisałes ze szkoły.Trzeba robic swoje,wiele rzeczy
        okazuje sie na studiach-kto jak gra,co umie i czy sobie poradzi.Ale z drugiej
        strony głowa muru nie przebijesz.Rozumiem.Cieszy mnie jedynie to,ze nie musze
        nikomu sie kłaniac,wchodzic w tyłek,nie musze zabiegac o nic i ze nie jestem
        zalezny :)) Dzieciaka swojego do szkoły nie posle.Trzeba miec stalowe
        nerwy,byc wytrwałym i cwiczyc codziennie po kilka godzin.A i to nie
        gwarantuje,ze zostanie sie dobrym muzykiem.Albo sie decydujesz na takie
        dziecinstwo,albo nie wytrzymujesz pedu i rezygnujesz.Inna sprawa,ze sa
        nauczyciele lepsi w swym fachu i gorsi.Szkoła nie jest zła,złe sa chore
        koneksje,gnój w srodowisku,czasami nauczyciel ,nie odkryje talentu na
        czas.Zycie.
        • zinekk Re: w przeliczeniu na piwo . 07.02.04, 21:33
          Acha,no za moich czasów nie traktowano tej szkoły jako niemal prywatnej.to
          była komuna i nie uczeszczały dzieciaki prominentów.Moi rodzice nie sa
          muzykami-ja sobie musiałem radzic sam.
          • Gość: fatso Re: w przeliczeniu na piwo . IP: *.lond.broadband.ntl.com 08.02.04, 08:40
            czesc Zinek - a jednak idziemy tropem jeden drugiego,
            niczym jacys czerwonoskorzy? Chodzi tutaj jak rozumiem
            o szkole muzyczna przy ulicy Libelta, npko Filharmonii?
            I ja ja konczylem, dawno, dawno temu. Chodzilem jeszcze
            do jej pierwszych klas na ul. 1 Maja obok kosciola Klarysek.
            Musze ciebie wiec zmartwic: to byla zawsze szkolka elitarna,
            nawet za wczesnej komuny. No coz, towarzysze. Nie da sie z krowy
            zrobic konia wyscigowego. Do muzykowania trzeba jednak odrobine
            wrodzonego talentu. Ja juz nie muzykuje prawie. No- zagram czasem
            rzewnie na poteznym organie elektronowym. Kiedys bylem pierwszym
            skrzypkiem orkiestry w tej szkolce. No coz, nie wyszlo ale nie narzekam.
            Drugi skrzypek(moze ty- niejaki Zielinski?) upadl tak nisko, ze skonczyl
            konserwatorium w warsiawce i rzepolil pozniej npko w owym budynku dla
            doroslych. Nie rozpadla sie owa Swiatynia Szwalbego jeszcze? 3M sie!
            • Gość: Maria Re: Oj, chyba pamięć już zawodzi : )) IP: *.fordon.INTELINK.pl / *.n.INTELINK.pl 08.02.04, 09:10

              Gość portalu: fatso napisał(a):
              > Chodzilem jeszcze
              > do jej pierwszych klas na ul. 1 Maja obok kosciola Klarysek.

              Obok kościoła Klarysek?? Raczej naprzeciw Kapliczki pw. Bożego Ciała przy
              klasztorze Klarysek od Wieczystej Adoracji za Polskim Radiem.
              • Gość: fatso Re: Oj, chyba pamięć już zawodzi : )) IP: *.lond.broadband.ntl.com 08.02.04, 14:55
                Pani Mario, pamiec dlugo-terminowa u mnie jak zyleta:
                Mialem na mysli szkole muzyczna PODSTAWOWA, ktora miescila
                sie w jakims kaprawym budynku tuz OBOK owej Kaplicy, wchodzilo sie tam
                do tych kilku nedznych klas przez smierdzace podworze. Mialem talent
                zawsze do udawania czegos wiecej, nim w rzeczywistosci bylem. Zdalem
                egzamin wstepny do tej szkoly tak dobrze, ze pan Rezler, koncertmistrz
                orkiestry Filh. Pomorskiej(jeszcze jej nie bylo) powiedzial do mojej matki-
                to jest geniusz prosze pani. Wzial mmnie do swojej klasy, stad wiem gdzie sie
                miescilo Liceum Muzyczne, wlasnie tam na przeciwko, gdzie Pani pisze. Rzepolilem
                tam u Rezlera przez caly miesiac, pamietam ze bardzo cos na mnie krzyczal.
                Przepedzil mnie po miesiacu, skonczylem kariere po siedmiu latach w klasie
                skrzypiec u pani Sucheckiej, matki pozniejszego rektora Akademii Muzycznej.
                Ale pamietam tez, o dwa lata starszych, dwoch prawdziwych Geniuszy: Czapczynski
                i Dondalski.. Pierwszy studiowal nawet gdzies w Leningradzie, zostal przyzwoitym
                skrzypkiem sredniej klasy. Drugi zas wyladowal w orkiestrze Filh.Pomorskiej.
                Zalozyl slynny gang i dostal jakies 10--12 lat wiezienia. Moze dalej tam gra w
                tej orkiestrze dzisiaj jako scion bydgoskich muzykow?
            • zinekk Re: w przeliczeniu na piwo . 08.02.04, 12:17
              To z Toba tak koty darłem? Jestem dosyc jeszcze młodym człowiekiem.Zajecia
              równiez miałem na ul Gdanskiej,ale jestem jeszcze przed wiekiem
              Chrystusowym.Pozdrawiam wszelkich muzyków i nie tylko.
              • zinekk fatso... 08.02.04, 12:22
                ....tak, dawalismy sobie do wiwatu.Wyszukałem te posty.Nazwałem Cie synem:)))
                No chyba ja mogłbym byc Twoim:P
                • Gość: fatso Re: fatso... IP: *.lond.broadband.ntl.com 08.02.04, 14:42
                  Zinek, no i cale szczescie bo ja owego Zielinskiego zbluzgalem
                  kiedys we wspomnieniach, jakie chodzily po wirtualnej Polsce.
                  Mialem zal o to ze facet tak wzrosl w pyche, ze przestal mnie po
                  trochu poznawac jadac razem expresem do Koluszek. Ja skrecalem na Lodz,
                  na uczelnie wojskowa. On- artysta widocznie komuszych zielonych mundurkow bardzo
                  nie lubil. Dzisiaj zdycha gdzies w biedzie podczas gdy ja mam 132 kg zywej wagi
                  i mam sie dobrze, co chcialbym facetowi jakos przekazac.
                  • zinekk Re: fatso... 08.02.04, 15:02
                    Wiesz mam pomysł.Podajemy sobie dłonie wirtualne.Ja jestem uczulony na punkcie
                    mówienia o naszym miescie jako o totalnej prowincji.Tu mieszka duzo
                    madrych ,wykształconych ludzi.Teraz smiac mi sie chce,ale byłem totalnie
                    wk....Pozdrawiam Cie i do usłyszenia na forum:)))
                    • Gość: fatso Re: fatso... IP: *.lond.broadband.ntl.com 08.02.04, 18:46
                      OK, Zinek, give me five - jak mowia tut. Murzyni.
                      A propos-ilu juz macie Murzynow w Bydgoszczy?
              • unsatisfied6 Re: w przeliczeniu na piwo . 08.02.04, 20:51
                zinekk napisał:

                > To z Toba tak koty darłem? Jestem dosyc jeszcze młodym człowiekiem.Zajecia
                > równiez miałem na ul Gdanskiej,ale jestem jeszcze przed wiekiem
                > Chrystusowym.Pozdrawiam wszelkich muzyków i nie tylko.

                ta koleżeńskość w szkole muzycznej .

                nie przykładałem sie wielce do gry na skrzypcach , ale mi dobrze szło -
                kłopoty miałem z solfeżem - zacząłem od drugiej klasy , może dlatego .
                w szóstej klasie na jakimś wystepie , czułem jak fałszuję - może
                ok 1/8 - 1/4 tonu . nic nie mogłem zrobić - byłem kompletnie sparaliżowany .

                po skończonym koncercie podszedł do mnie kolega - rywal - "serdecznie
                gratuluję występu "- powiedział poważnym tonem . wiedzialem , że
                to był koniec mojej kariery na której wcale mi nie zależało .
                kolega-rywal miał odciski na szyi od kilkugodzinnych ćwiczeń ,
                a ja ćwiczyłem zaledwie 15- 30 minut . przed egzaminem ok. 45 min .
                aż mi się wierzyć nie chciało , gdy kolega- rywal zwierzył mi się
                któregos dnia , że ćwiczył minimu 3 godziny dziennie , przed egzaminem
                do pięciu , sześciu- KOSZMAR
          • unsatisfied6 Re: w przeliczeniu na piwo . 08.02.04, 20:39
            zinekk napisał:

            > Acha,no za moich czasów nie traktowano tej szkoły jako niemal prywatnej.to
            > była komuna i nie uczeszczały dzieciaki prominentów.Moi rodzice nie sa
            > muzykami-ja sobie musiałem radzic sam.

            nie twierdzę , że do szkoły chodzą tylko dzieci prominentów -
            i za czasów komuny i dzisiaj , procentowy udział dzieci prominentów
            jest zauważalny .
        • unsatisfied6 Re: w przeliczeniu na piwo . 08.02.04, 20:37
          zinekk napisał:

          > Konczyłem to liceum.Byłem na tyle niezły,ze Dyrektor nie mogła nic mi
          > zrobic.Jesli ktos gra,bedzie grał a oceny nie maja tu nic do
          > rzeczy.

          też chodzilem do szkoły muzycznej , nie w Bydgoszczy jednakże .
          byłem prymuskiem dopóki ojceic był kierownikiem rzeźni - to były
          czasy gdy mięso było na wagę złota .

          wracjąc do przykładu ze szkoły w Bydgoszczy . czym wytłumaczasz
          zasadność postawienia pięciu negtaywnych ocen w pierwszy miesiącu
          nauczania nowego przedmiotu ?

          > Wiem,przykro jedynie dzieciakom,bo jak wytłumaczysz,ze 4 to tez ok.I ze
          > najwazniejsze sa umiejetnosci.

          by ksztalcić umiejetności , zwłaszcza w muzyce , która wymaga wielkich
          poświeceń od dziecka i jego rodziców , konieczny jest bodziec pozytywny .
          przy takim podejściu nauczycilki , która zadaje dzieciakowi nie wykonalne
          zadanie ( później twierdzi , że ja kłamię , co jest tylko potwierdzeniem
          mojej tezy ) to już nie jest nieumiejętne kształcenie , to jest mobbing
          majacy na celu pozbycia się dziecka ze szkoły .

          > Znam to srodowisko,musiałbym ksiazke napisac...

          jedna już jest - Trzecikowskiego . napisz drugą .
          > Szkoda ze dzieciaka wypisałes ze szkoły.Trzeba robic swoje,wiele rzeczy
          > okazuje sie na studiach-kto jak gra,co umie i czy sobie poradzi.

          kontunuowanie edukacji w tej szkole było niemożliwe . mogę jedynie
          żałować straconych setek godzin pracy swoih dzieci . z drugiej
          strony dobrze , że nie straciły całego swojego życia . w tym środowisku
          ich sukces jest niemożliwy , bo ja nie potrafię przekażac im tego
          czym rządzi się ten świat .
          > Ale z drugiej strony głowa muru nie przebijesz.Rozumiem.Cieszy mnie jedynie
          to,ze nie musze
          > nikomu sie kłaniac,wchodzic w tyłek,nie musze zabiegac o nic i ze nie jestem
          > zalezny :)) Dzieciaka swojego do szkoły nie posle.Trzeba miec stalowe
          > nerwy,byc wytrwałym i cwiczyc codziennie po kilka godzin.A i to nie
          > gwarantuje,ze zostanie sie dobrym muzykiem.Albo sie decydujesz na takie
          > dziecinstwo,albo nie wytrzymujesz pedu i rezygnujesz.Inna sprawa,ze sa
          > nauczyciele lepsi w swym fachu i gorsi.Szkoła nie jest zła,złe sa chore
          > koneksje,gnój w srodowisku,czasami nauczyciel ,nie odkryje talentu na
          > czas.Zycie.

          mimo twojej opinii , uważam ( mając porównanie z innymi szkołami ) ,
          że ta szkoła jest tragiczna .

          ponadto , czy koszt ksero powinno się przeliczać na ilość wypitego piwa w ciągu
          miesiąca ?
          • zinekk Re: w przeliczeniu na piwo . 08.02.04, 23:13
            witam.Co do sposobu "nauczania" nauczycielki Twojej córki-byc moze jest to
            osoba niezrealizowana,realizujaca swoje prywatne gierki w swoim prywatnym
            małym swiecie.Moze byc i tak ,ze sprawe oceniasz zbyt pochopnie.Nie znam
            dokładnie sprawy,wiec nie moge sie wypowiedziec.

            Zgadzam sie,obecnie dzieci prominentów posyłaja dzieciaki do szkoły muzycznej-
            prawdopodobnie po to,gdyz wiedza ze jest tam wzgledny spokój,nikt nikomu nie
            da nozem po brzuchu.Czesto posyłaja dzieci ,by móc miec poczucie jakiegos tam
            prestizu,co mnie w sumie smieszy.

            Na studiach cwiczyłem duzo,ale nie całymi dniami.Kazdy gra tak ,jakim
            jest.Wpływ na to ma osbowosc,przezycia,sposób zycia...Miałem kolege-grał około
            10 godzin dziennie.W koncu Profesor powiedział Mu ze najlepsze wykonanie
            miał,na pierwszym roku...I Ty i Ja wiemy,ze nie o to chodzi:)) Pamietam ze
            czesto dochodziłem do niezłych efektów na totalnym kacu <lol>.

            Jesli chodzi o oceny: prawda czesto lezy gdzies posrodku,ale nie kwestionuje
            Twojego punktu widzenia.Tym bardziej ze miałes scisły zwiazek z muzyka.Byc
            moze w tej szkole smród i układziki przerosły normalne odbieranie
            umiejetmosci.Nie wiem.

            O ksiazce wiem,ale nie czytałem.Podobno skandal był jak jasna cholera.

            Na pewno Twoje dzieciaki teraz czuja sie o wiele lepiej.No i o to
            chodzi.Pamietaj takze ze funkcja kierownika sekcji,takze w W-wie to funkcja w
            pewnym sesie urzednicza.Nie ma zwiazku z uniejetnosciami.to osoba prowadzaca
            egzaminy itd.Czy byłaby genialna jako nauczyciel,trudno by powiedziec.

            Wiesz moglibysmy tak gadac i gaworzyc. Checa z tym ksero to juz szczyt
            prymitywizmu.Nie dziwie sie Twojemu zniesmaczeniu.

            Nie pracuje w Tej szkole na szczescie :)))
            • unsatisfied6 sprawa jest niezwykle prosta 10.02.04, 08:17
              zinekk napisał:

              > witam.Co do sposobu "nauczania" nauczycielki Twojej córki-byc moze jest to
              > osoba niezrealizowana,realizujaca swoje prywatne gierki w swoim prywatnym
              > małym swiecie.Moze byc i tak ,ze sprawe oceniasz zbyt pochopnie.Nie znam
              > dokładnie sprawy,wiec nie moge sie wypowiedziec.
              >
              > Zgadzam sie,obecnie dzieci prominentów posyłaja dzieciaki do szkoły muzycznej-
              > prawdopodobnie po to,gdyz wiedza ze jest tam wzgledny spokój,nikt nikomu nie
              > da nozem po brzuchu.Czesto posyłaja dzieci ,by móc miec poczucie jakiegos tam
              > prestizu,co mnie w sumie smieszy.
              >
              > Na studiach cwiczyłem duzo,ale nie całymi dniami.Kazdy gra tak ,jakim
              > jest.Wpływ na to ma osbowosc,przezycia,sposób zycia...Miałem kolege-grał
              około
              > 10 godzin dziennie.W koncu Profesor powiedział Mu ze najlepsze wykonanie
              > miał,na pierwszym roku...I Ty i Ja wiemy,ze nie o to chodzi:)) Pamietam ze
              > czesto dochodziłem do niezłych efektów na totalnym kacu <lol>.
              >
              > Jesli chodzi o oceny: prawda czesto lezy gdzies posrodku,ale nie kwestionuje
              > Twojego punktu widzenia.Tym bardziej ze miałes scisły zwiazek z muzyka.Byc
              > moze w tej szkole smród i układziki przerosły normalne odbieranie
              > umiejetmosci.Nie wiem.
              >
              > O ksiazce wiem,ale nie czytałem.Podobno skandal był jak jasna cholera.
              >
              > Na pewno Twoje dzieciaki teraz czuja sie o wiele lepiej.No i o to
              > chodzi.Pamietaj takze ze funkcja kierownika sekcji,takze w W-wie to funkcja w
              > pewnym sesie urzednicza.Nie ma zwiazku z uniejetnosciami.to osoba prowadzaca
              > egzaminy itd.Czy byłaby genialna jako nauczyciel,trudno by powiedziec.
              >
              > Wiesz moglibysmy tak gadac i gaworzyc. Checa z tym ksero to juz szczyt
              > prymitywizmu.Nie dziwie sie Twojemu zniesmaczeniu.
              >
              > Nie pracuje w Tej szkole na szczescie :)))

              ośmiolenia dziwczynka dostała do zagrania na egzamin sonatinę 3 stronicową
              ( nie pemietam autora ) F-dur - wiele szesnastek w tempie 100 . Inne
              utwory były zadane w bardzo wysokim tempie . sam fakt , że nauczycielka
              zaprzeczyła , że zadała takie tempo , zarzuciła mi kłamstwo i poszła
              do dyrekcji ( i to jest śmiechu warte ) naskarżyć na mnie ( na rodzica ) ,
              świadczy o niwykonalności zadanego przez nią materiału .

              kilkakrotnie podwyższała tempo - rozmawialiśmy telefonicznie i byłem
              na zajęciach . napisała tempo w nutach .

              wiem , że kierownik sekcji fortepianu , to niekoniecznie dobry pedagog .
              ale sam fakt , że ten nauczyciel powiedział , że chce podjąć się kontunuacji
              edukacji muzycznej córki , może świadczyć o jakimś talencie - nie mówiąc
              o reakcji bydgoskich nauczycieli po przesłuchaniu córki do szkoły , włącznie z
              vice dyrekcją - nie byli w stanie nie potwierdzić uznania dla wysokich
              walorów jej występu , mimo wstępnych ( przed przesłuchaniem ) negatywnych
              rozmów z vice dyrektorką -na transfer moich dzieci do szkoły bydgoskiej
              powiedziała , że poziom na prowincji jest znacznie niższy niż w szkole
              bydgoskiej i mogą być poważne problemy z przyjęciem dzieci -

              babie się kompletnie porąbało - Warszawa , to dla niej w stosunku do
              Bydgoszczy jest też prowincją , a szkoła na Kawęczynskiej ma niższy
              poziom !!! śmiechu warte - paple to rodzicom od lat ( nie wiem po co )
              i dla każdego ma przygotowaną regułkę miezależnie od istniejących faktów .
      • bkssasiad Re: w przeliczeniu na piwo . 09.02.04, 23:32
        Masz racje, U6, bydgoska szkola muzyczna to dziwna szkola!
        Ale swoją drogą niektórym rodzicom tez bije na rozum. Np. swego czasu zgłosił
        się do dyrekcji pewien tatuś i zaproponował program komputerowy swojego
        autorstwa, mający na celu merytoryczną pomoc w przedmiocie kształcenia słuchu
        właśnie. Może nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że tatuś ów w ogóle
        nie był muzykiem z zawodu i wykształcenia! Nie mniej czuł się na siłach wciskać
        swój wiekopomny wynalazek i czuł się bardzo urażony odmową. Tym razem
        dyrektorka zachowała zdrowy rozsądek...
        • unsatisfied6 też tak twierdzę - wykazała zdrowy rozsądek 10.02.04, 09:53
          bkssasiad napisał:

          > Masz racje, U6, bydgoska szkola muzyczna to dziwna szkola!
          > Ale swoją drogą niektórym rodzicom tez bije na rozum. Np. swego czasu zgłosił
          > się do dyrekcji pewien tatuś i zaproponował program komputerowy swojego
          > autorstwa, mający na celu merytoryczną pomoc w przedmiocie kształcenia słuchu
          > właśnie. Może nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że tatuś ów w
          ogóle
          > nie był muzykiem z zawodu i wykształcenia! Nie mniej czuł się na siłach
          wciskać
          >
          > swój wiekopomny wynalazek i czuł się bardzo urażony odmową. Tym razem
          > dyrektorka zachowała zdrowy rozsądek...

          a propos programu - nigdy nie twierdziłem , że jestem muzykiem z wykształcenia
          i nie twierdzę , że program jest "wiekopomnym wynalazkiem" .

          ciekawe czy jakiś muzyk napisze taki program i kiedy?

          co do "zdrowego rozsządku dyrekcji" , szkoła wysłała opinię programu do CEA
          ( na prośbę CEA ) . podobną opinię wysłało kilka szkół .

          zacytuję :"Po dokładnej analizie efektów pracy uczniów z w/w programem,
          nauczyciele zgodnie doszli do wniosku , że jest to dobry program wspomagający
          edukację muzyczną z zakresu przedmiotu kształcenie słuchu ...

          Uważamy , że w obecnej formie program ten przydatny jest do indywidualnej pracy
          domowej ucznia ."

          podpisały cztery nauczycielki i list został wysłany do CEA .

          dyrekcja mimo wszystko "zachowała zdrowy rozsądek " i mając na uwadze inne
          pozytywne opinie dotyczące programu z innych ośrodków , wysłała również swoją
          opinię do CEA .

          co do rozsządku dyrekcji nigdy nie miałem żadnych wątpliwości .
          jednakże CEA nie wzięło pod uwagę tej opinii - gołosłowny stek
          bzdur ( mimo , że w miarę pozytywnie oceniają program ) - na pierwszy
          rzut oka widać , że wszystko wyssane z palca . natomiast ja wiem ,
          że nie mógł być testowany , jak opsany w opinii -
          "Program testowano na uczniach OSM I i II stopnia . Uczniowie zostali wybrani
          wg następujących kryteriów : z każdej klasy uczeń sałbo radzący sobie w
          przedmiocie i uczeń bardzo dobry . Dodatkowo z programem pracował uczeń z
          orzeczoną dysfunkcją /dyslektyk-dyskgrafik/. "

          program do tetowania , który przekazałem szkole , wymagał wprowadzenia
          hasła , które znałem tylko ja - nikt z testujących anie ich uczniów mnie o
          hasło nie pytał - dylektyk również nie pytał .

          inne fakty:
          z programem pracowało 10 uczniów szkoły - wszyscy zdyskwalifikowali
          pozostałych uczniów w eliminacjach do konkursu . 3 osoby spośród nich
          miały wyniki w trzech kolejnych eliminacjach:
          82/82 , 82/82 , 82/82 , 82/82 , 82/82 , 82/82 , 82/82 , 81/82 , 81/82 .

          szkoła mimo pozytywnej opinii,nie jest zainteresowana tym programem , choć jest
          za darmo w tym roku w ramach promocji ( szkoła może oznaczyć wysokość wpłaty na
          rzecz Rady Rodziców wg własnego uznania ) . szkoła bydgoska , jak inne szkoły w
          Polsce może z tego skorzystać - wystarczy , że się ze mną skontaktują .

          inna kilkustronicowa opinia - widać , że pisał ją ktoś kto faktycznie testował
          program porównując z innymi tego typu programami -
          "Praca z programem Muzyczne Ucho może zainspirować ucznia do własnej pracy
          twórczej z wykorzystaniem nowoczesnej techologii . Ważnym atutem programu
          jest jego obecna cena oraz niskie wymagania techniczne czyniąc z niego
          poważnego konkurenta wspaniałego prgramu muzycznego wspomagającego kształcenie
          słuchu "Ear Master" .

          po uzyskaniu kilku opini z róznych szkół przekazanych mi przez CEA otrzymałem
          ofertę sprzedaży programu . zdziwiłbyś się , gdybyś wiedział , ile ktoś jest w
          stanie przeznaczyć na coś wyprodukowanego przez "tatusia , któremu
          uderzył rozum do głowy który nie ma wykształcenia muzycznego" .

          twoja opinia , jest zatem kompletnie bezpodstawna - powtarzasz coś , co ktoś
          inny ci powiedział . porównaj z innymi programami tego typu -polskiego
          do tej pory nie ma - ten jest jedyny i by zaoszczędzić ci trudu , daj sobie
          spokój z wieloma a przetestuj moim zdaniem najlepszy Ear Master i wtedy
          oceń - bo ocena na podstwie tego , czy mam , czy nie mam wykształcenia
          nie jest oceną ( jak to napisałeś z wykrzyknikiem ) .

          czy byłem urażony odmową - nie , byłem urażony kłamstwami .
          zaproponowałem szkole zainstalowanie programu na kilku komputerach
          w laboratorium . dyrektorka była zadowolona i zapytała " ale dlaczego
          za darmo , to przecież nie musi być za darmo " . wtedy źle zrozumiałem
          te słowa i niepotrzebnie nalegałem na to , by robić to za darmo -
          myślałem o współpracy i wykorzystaniu ekspertyzy nauczycieli do
          udoskonalenia programu , więc nie widziałem możliwości okreslenia
          ceny . cóż - człowiek uczy się na błędach . po rozmowach z rzekomo
          testujacymi program nauczycielami , doszedłem do wniosku , że nawet nie
          zainstalowali programu do komputera .
          nie oczekiwałem wielkich słów uznania dla programu , który był
          w fazie testowania , jadnkże nie przypuszczałem , że ten fakt może
          tak wpłynąć , na stosunek nauczycieli do moich dzieci i tym
          jestem urażony , że nie isnieją żadne mozliwości obrony , przed
          sitwą , która może zniszczyć przyszłość dziecka dlatego , że
          rodzic nie wykazuje zdrowego rozsądku .
          • unsatisfied6 cdn. 10.02.04, 12:31

            >
            > inne fakty:
            > z programem pracowało 10 uczniów szkoły - wszyscy zdyskwalifikowali
            > pozostałych uczniów w eliminacjach do konkursu . 3 osoby spośród nich
            > miały wyniki w trzech kolejnych eliminacjach:
            > 82/82 , 82/82 , 82/82 , 82/82 , 82/82 , 82/82 , 82/82 , 81/82 , 81/82 .
            >
            > szkoła mimo pozytywnej opinii,nie jest zainteresowana tym programem , choć
            jest
            >
            > za darmo w tym roku w ramach promocji ( szkoła może oznaczyć wysokość wpłaty
            na
            >
            > rzecz Rady Rodziców wg własnego uznania ) . szkoła bydgoska , jak inne szkoły
            w
            >
            > Polsce może z tego skorzystać - wystarczy , że się ze mną skontaktują .

            w tym roku kilku uczniów klas trzecich szkoły bydgoskiej i innych szkół tego
            regionu korzysta z programu .podam w odpowiednim czasie wyniki porównanwcze dla
            tego roku jeśli konkurs się odbędzie- mam nadzieję , że w tym wszystkim chodzi
            tylko o lepszą edukację .
          • bkssasiad Re: też tak twierdzę - wykazała zdrowy rozsądek 10.02.04, 23:27
            Twój program, wybacz mi, ani mnie grzeje, ani ziębi - to nie moja działka, poza
            tym mam za mało danych żeby go oceniać. To była tylko sonda. Odezwałem się,
            ponieważ zbulwersował mnie Twój brak zaufania i szacunku do kompetencji
            nauczycielki Twojej córki. Czy naprawdę 17 lat edukacji(tyle musi uczyć się gry
            na instrumencie ktoś, kto później uczy w szkole!) masz za nic?! Już nie wspomnę
            o kilkuset-godzinnym(!) kursie pedagogicznym i ewentualnym doświadczeniu tej
            nauczycielki. Tyle piszesz o Stanach, a prezentujesz typowo polską postawę - u
            nas każdy zna się na wszystkim! Jeśli byłeś w stanie ocenić, że jej metody są
            niewłaściwe i absurdalne to rozumiem, że te właściwe były w Twoim zasięgu? W
            takim razie dlaczego sam nie podjąłeś się prowadzenia swojej
            córki, "przyszłości polskiej pianistyki"? Śmiechu warte, każdy pianista wie, że
            powyższe określenie w stosunku do dziecka poniżej 15 lat to totalne
            nieporozumienie!!! Wyjątki w rodzaju Yevgenija Kissina tylko tę regułę
            potwierdzają. Zarzuty agogiczne budzą jedynie mój uśmiech politowania... A
            propo's repertuaru to chyba nie sądzisz, że owa nauczycielka wymyśliła go przy
            robieniu kawy? Ty oczywiście wybrałbyś inną sonatinę. Program ministerialny
            określa MINIMUM programowe, jeśli Twoja córka rzeczywiście jest tak zdolna jak
            twierdzisz, nauczyciel MUSIAŁ dać jej trudniejszy program, przecież na czymś
            powinna się rozwijać!
            Na przyszłość bardzo proszę, naprawdę bardzo proszę, nie wypowiadaj się na
            tematy dotyczące rozwijania umiejętności dziecka w grze na jakimkolwiek
            instrumencie na forum, bo muzycy też mają dostęp do internetu ;-) Na inne
            tematy pisz ile zechcesz.
            Pozdrawiam!
            P.S.
            A tak nawiasem mówiąc, Scarlatti w przedmowie do swoich sonat fortepianowych
            napisał, że jeśli ktoś czerpie z życia za mało satysfakcji, to on proponuje
            obniżyć wymagania :-))
            • unsatisfied6 Re: też tak twierdzę - wykazała zdrowy rozsądek 11.02.04, 08:29
              bkssasiad napisał:

              > Twój program, wybacz mi, ani mnie grzeje, ani ziębi - to nie moja działka,
              poza
              >
              > tym mam za mało danych żeby go oceniać.

              ale oceniłeś i niestety - pudło . oceniłeś jako przypuszczam znawca
              i skrytykowałeś używając słów - "uderzył rozum do głowy" ,
              "brak wykształcenia i doswiadczenia zawodowego!" .

              nie wyszło , to teraz próbujesz z innej strony?
              faktycznie masz dużą przewagę w tym temacie ,
              bo ja się nie znam . tylko zrozum , że to że
              się znam nie znaczy , że może ktoś ze mnie robić
              balona .

              > To była tylko sonda. Odezwałem się,
              > ponieważ zbulwersował mnie Twój brak zaufania i szacunku do kompetencji
              > nauczycielki Twojej córki.

              mnie też to zbulwersowało . ale absolutnie nie zarzucałbym braku
              kompetencji nauczycielce lecz to , że z tygodnia na tydzień zwiększała
              tempo - ja faktycznie się nie znałem i myślałem , że tak ma być .

              kilka tygodni przed egzaminem rozmawiałem z nią telefonicznie .
              powiedziała , że ma być 90 . Dwa tygodnie przed egzaminem ,
              powiedziała żonie , która była na zajęciach , że "komisja
              z krzeseł spadnie , gdy córka zagra w tempie 100 " .
              tempo 100 zapisała w nutach . inne utory były też
              zadane wysokim tempem - znacznie wyższym niż w zapisie
              nutowym etiuda ( 130 zamiast 90 wg innej nauczycielki też
              fortepianu , która była zaskoczona , że nauczycielka mojej
              córki tak śrubuje to tempo ) .

              w poniedziałek przed egzaminem , jako laik stwierdziłem ,
              że córka gra wszystko okropnie szybko , nierówno i fatalnie .

              zadzwoniłem do nauczycielki - " nie ma problemu . przyjdzie
              pan z córką pół godziny przed egzaminem , ustalimy niższe tempo "

              może i się nie znam , lecz wiem , że pół godziny przed egzaminem
              nie da się ustalic tempa .



              Czy naprawdę 17 lat edukacji(tyle musi uczyć się gry
              >
              > na instrumencie ktoś, kto później uczy w szkole!) masz za nic?! Już nie
              wspomnę
              >
              > o kilkuset-godzinnym(!) kursie pedagogicznym i ewentualnym doświadczeniu tej
              > nauczycielki. Tyle piszesz o Stanach, a prezentujesz typowo polską postawę -
              u
              > nas każdy zna się na wszystkim!

              nie znam się na wszystkim , lecz ostatni telefon do nauczycielki
              mnie zaniepokoił . oczywiście , że nie miałem zielonego pojęcia i do głowy
              by mi nawet nie przyszło , że w tym całym kształceniu chodzi również
              o to "by rozum nie uderzał tatusiom do głowy" , bo to może
              bardzo zaszkodzić edukacji ich dzieci . mam nawet kilka listów
              od osób związanych z muzyką , którzy mi radzą ,bym się zmienił ,
              bo to może bardzo zaszkodzić moim córkom - nawet jeden napisał
              to na forum - każdy mógł przeczytać - myślałem jednakże , że
              te pogróżki są niemożliwe do zrealizowania .

              w poniedziałek zadzwoniłem do znajomych uczących gry na fortepianie .
              ( chodziłem do szkoły muzycznej i znam kilku ) . pani X powiedziała
              "Marek , nie wiem czy Pacura w wieku 8 lat zagrałby tą sonatinę
              w tempie 100" - nie jestem znawcą i nie wiem kto to Pacura ,
              ale zabrzmiało dla mnie intrygująco .


              > Jeśli byłeś w stanie ocenić, że jej metody są
              > niewłaściwe i absurdalne to rozumiem, że te właściwe były w Twoim zasięgu? W
              > takim razie dlaczego sam nie podjąłeś się prowadzenia swojej
              > córki, "przyszłości polskiej pianistyki"?

              nie jestem w stanie , jak twierdzisz , podjąć się edukacji muzycznej córki .
              nie potrafię upiec chleba , i zrobic kaszanki . nie umiem naprawić samochodu .
              uważasz , że cos ze mną nie tak , że chcę mieć dobry chleb , dobrą
              kaszankę i dobrze zreperowany samochód ?

              określenie " przyszłość polskiej pianistyki" nie zostało użyte
              przeze mnie - zacytowałem je . to powiedziała inna nuaczycielka ze szkoły
              warszawskiej w gronie pozostałych nauczycieli gry na fortepianie . bronisz
              jedną nauczcielkę , a mówisz , że smiechu
              warte jest co inna powiedziała - widzę pewien brak logiki .

              być może było to określenie na wyrost , lecz ...
              po występie 6 latka słyszałem od innych rodziców -"to niesamowite,
              ta mała zagrała tak ,że aż ciarki przechodzą " - nie znałem
              ich a ani oni nie wiedzieli , że jestem ojcem .

              po występie zostałem otoczony nauczycielami gry na fortepianie
              i wszyscy składali mi gratulacje - gratulacje należały
              się tamtej nauczycielce , bo ja jak zauważyłes nie byłbym w stanie
              przygotować córki do takiego wystepu , żeby innym "ciarki przechodziły" -
              ona była mistrzem . nie miałem żadnych znajomości w tamtej szkole .
              też z początku były problemy - dyrekcja chciała skrzypce dla
              mojej córki , ja fortepian , też zostałem skrytykowany -
              "czy pan myśli , że ona zostanie...( padło jakieś nazwisko)?"



              Śmiechu warte, każdy pianista wie, że
              >
              > powyższe określenie w stosunku do dziecka poniżej 15 lat to totalne
              > nieporozumienie!!! Wyjątki w rodzaju Yevgenija Kissina tylko tę regułę
              > potwierdzają. Zarzuty agogiczne budzą jedynie mój uśmiech politowania...

              mam prawo , jako ojciec uważać że moje dziecko jest wyjątkowe -
              nie widzę w tym nic śmiesznego . skoro ty uważasz co innego o swoich dzieciach,
              to twoja sprawa , która nie budzi we mnie żadnych uczuć . nie pouczaj mnie
              jak mam traktować swoje dzieci . sój rozum mam i nie potrzebuję twoejego .





              A
              > propo's repertuaru to chyba nie sądzisz, że owa nauczycielka wymyśliła go
              przy
              > robieniu kawy?

              absolutnie nie przyrobieniu kawy . przy kawce z ...

              Ty oczywiście wybrałbyś inną sonatinę. Program ministerialny
              > określa MINIMUM programowe, jeśli Twoja córka rzeczywiście jest tak zdolna
              jak
              > twierdzisz, nauczyciel MUSIAŁ dać jej trudniejszy program, przecież na czymś
              > powinna się rozwijać!

              trudniejszy , nie znaczy niewykonalny i zniechęcający .

              skoro byłby do wykonania , nauczycielka nie zarzuciłaby mi to
              że kłamię , że zadała tempo 100 .

              > Na przyszłość bardzo proszę, naprawdę bardzo proszę, nie wypowiadaj się na
              > tematy dotyczące rozwijania umiejętności dziecka w grze na jakimkolwiek
              > instrumencie na forum, bo muzycy też mają dostęp do internetu ;-) Na inne
              > tematy pisz ile zechcesz.
              > Pozdrawiam!

              ty poczuwasz się do pisania , na temat programów komputerowych -
              później twierdzisz , że faktycznie nie masz o nich zielonego
              pojęcia , a ja mam na twoje życzenie WIELKI ARTYSTO i adwokacie
              nie pisać o tym na czym ty się znasz . dlaczego ?

              > P.S.
              > A tak nawiasem mówiąc, Scarlatti w przedmowie do swoich sonat fortepianowych
              > napisał, że jeśli ktoś czerpie z życia za mało satysfakcji, to on proponuje
              > obniżyć wymagania :-))

              p.s.
              owszem , racja . zapewne satysfakcja byłaby pełna , gdyby tempo
              było 90 . tym bardziej , że słyszałem ucznia z piątej klasy grającego
              tę samą sonatinę w tempie 85-90 - poczekałem przed salą egzaminacyjną
              i usłyszałem , że dostał pięć .
              • zinekk Re: też tak twierdzę - wykazała zdrowy rozsądek 11.02.04, 10:46
                Muzyka i sztuka to cos ,co fizycznie nie istnieje.Dlatego tak trudno to
                oceniac jednoznacznie.Sportowiec,czy historyk ma ułatwione zadanie,w historii
                mamy daty a sporcie stoper (no.. bardzo uprosciłem).A w muzyce...???
                Bkssasiadowi raczej chodziło o wstrzemiezliwosc w ferowaniu wyroków
                raczej.Agogika,to jeden z elementów gry.Istotny ,ale jeden z wielu.

                Trudno mi zajmowac stanowisko co do Waszych wzajemnych postów ,ale prosze U6
                bys z ironia nie nazywał Bkssasiada artysta ,bo nie jestes w stanie
                sprawdzic,kto siedzi po drugiej stronie ekranu- a moze sie okazac,ze kilku
                Artystów siedzi.I to dobrych jak cholera.Pozdrawiam.
                • unsatisfied6 Re: też tak twierdzę - wykazała zdrowy rozsądek 11.02.04, 12:07
                  zinekk napisał:

                  > Muzyka i sztuka to cos ,co fizycznie nie istnieje.Dlatego tak trudno to
                  > oceniac jednoznacznie.Sportowiec,czy historyk ma ułatwione zadanie,w historii
                  > mamy daty a sporcie stoper (no.. bardzo uprosciłem).A w muzyce...???
                  > Bkssasiadowi raczej chodziło o wstrzemiezliwosc w ferowaniu wyroków
                  > raczej.Agogika,to jeden z elementów gry.Istotny ,ale jeden z wielu.
                  >
                  > Trudno mi zajmowac stanowisko co do Waszych wzajemnych postów ,ale prosze U6
                  > bys z ironia nie nazywał Bkssasiada artysta ,bo nie jestes w stanie
                  > sprawdzic,kto siedzi po drugiej stronie ekranu- a moze sie okazac,ze kilku
                  > Artystów siedzi.I to dobrych jak cholera.Pozdrawiam.

                  stosuję tylko taką dozę ironii , jaką bkssasiad stosuje w stosunku do mnie .

                  nie wiem , co może skłaniać wielkiego artystę , by stanął w obronie jakiejś
                  nauczycielki - solidarność zawodowa , dobra znajomość środowiska ,
                  czy wazelina , by zdobyć kilka pktów w środowisku , bo umięjętności to
                  za mało , by piąć do góry .

                  oczywiście nie twierdzę , że nie jest artystą i brak mu talentów .
                  tylko zastanawiam się , po co wielki artysta staje w roli adwokata ( na tym się
                  zapewne nie zna ) , po co krytykuje moją osobę i mój konflikt w szkole
                  ( od tego zaczął ) gdy chodzi nie o mnie , nie o mój program do kształcenia
                  słuchu i nie moje kwalifikacje muzyczne , a prozaiczną sprawę :

                  zadane tempo utworu 100 . nauczycielka po egzaminie zarzuca mi , że
                  ja kłamię mówiąc , że zadała takie tempo . faktycznie nauczycielka zapisała
                  tempo w w nutach i kilkukrotnie tempo śrubowała do 100 . efekt był
                  tragiczny -czy nie widziała tego a ja laik dostrzegłem ( bez 17 lat
                  ciężkiej edukacji i setek godzin lekcji z pedagogiki ) .

                  dziecko grało nierówno , bez żadnego "artyzmu" , szybko . na dzień przed
                  egzaminem jej gra była wręcz fatalna . przez cztery godziny siedziałem
                  z dzieckiem po to by zagrała w miarę równo i wolniej .

                  córka mówiła - "tato , nie mogę wstrzymać paluszków" .

                  pytanie :
                  czy nauczycielka na lekcjach nie dostrzegała , że dziecko
                  nie jest w stanie tego zrobić w tempie 100 ? czy 90-95
                  było za mało na dwa tygodnie przed egzaminem , by powiedziała 100 ?
                  czy nie słyszała jak nierówno gra jej uczennica , gdy zwiększyła
                  wymagania do 100 .

                  pierwotnie zadane tempo na egzamin było 85 .

                  czy nie da się powyższego inaczej wyjaśnić , jak "miernotą
                  programu do kształcenia muzycznego" mojego autorstwa ,
                  brakiem moich kompetencji muzycznych ? długoletnim
                  stażem nauczania nauczycielki i jej wyskształceniem?
                • bkssasiad Re: Do Zinka 11.02.04, 12:29
                  Rozczarował mnie. Niektórzy łapią sedno w lot, inni nigdy.
                  "Nie rozumiem - zdziwił się sierżant.
                  To nie jest obowiązkowe - odparł Borewicz"
                  :-)))))))))))))))))))))))))
        • unsatisfied6 na dywaniku u dyrekcji 10.02.04, 11:45
          bkssasiad napisał:

          > Masz racje, U6, bydgoska szkola muzyczna to dziwna szkola!
          > Ale swoją drogą niektórym rodzicom tez bije na rozum. Np. swego czasu zgłosił
          > się do dyrekcji pewien tatuś i zaproponował program komputerowy swojego
          > autorstwa, mający na celu merytoryczną pomoc w przedmiocie kształcenia słuchu
          > właśnie. Może nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że tatuś ów w
          ogóle
          > nie był muzykiem z zawodu i wykształcenia! Nie mniej czuł się na siłach
          wciskać
          >
          > swój wiekopomny wynalazek i czuł się bardzo urażony odmową. Tym razem
          > dyrektorka zachowała zdrowy rozsądek...

          zaczęła wykazywać zdrowy rozsądek , gdy na zebraniu rodziców
          krytykowałem fakt wystawienia pięciu negatywnych ocen
          z w pierszem miesiącu nauczania nowego przedmiotu -

          wezwała mnie do siebie i powiedziała , że postąpiłem
          niekulturanie . zapwene są rózne kultury i takie
          sprawy jak powyższa w kuturze polskiej elity powinno
          omawiać się nie na zebraniach rodziców ale z kwiatkami
          i słwami uznania za za wielki poziom , kompetencje i surowość
          nauczania .

          przypomniałem fakt wyciągnięcia scyzoryka i wymachwaniem go przed nosami innych
          uczniów przez i braku reakcji szkoły pomimo przekazania skargi nauczycielce-
          "nie słyszłam"- krótko ucięła sprawę nie chcąc wogóle rozmawiać na temat
          małego nożownika sprowadzała dyskusję na temat mojego braku polskiej
          kultury w umiejetności załatwiania tak prozaicznych spraw jak ta
          z powodu której mnie wezwała .

          teraz wydaje mi się to kompletną farsą . dobrze , że kierowniczka
          sklepu w której składam zażalenie , nie wezwie mnie do siebie
          dając wykłady o komunistycznej kulturze załatwiania spraw .
          • unsatisfied6 bingo!!!!! 10.02.04, 11:59
            unsatisfied6 napisał:

            > bkssasiad napisał:
            >
            > > Masz racje, U6, bydgoska szkola muzyczna to dziwna szkola!
            > > Ale swoją drogą niektórym rodzicom tez bije na rozum. Np. swego czasu zgło
            > sił
            > > się do dyrekcji pewien tatuś i zaproponował program komputerowy swojego
            > > autorstwa, mający na celu merytoryczną pomoc w przedmiocie kształcenia słu
            > chu
            > > właśnie. Może nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że tatuś ów w
            > ogóle
            > > nie był muzykiem z zawodu i wykształcenia! Nie mniej czuł się na siłach
            > wciskać
            > >
            > > swój wiekopomny wynalazek i czuł się bardzo urażony odmową. Tym razem
            > > dyrektorka zachowała zdrowy rozsądek...
            >
            > zaczęła wykazywać zdrowy rozsądek , gdy na zebraniu rodziców
            > krytykowałem fakt wystawienia pięciu negatywnych ocen
            > z w pierszem miesiącu nauczania nowego przedmiotu -
            >
            > wezwała mnie do siebie i powiedziała , że postąpiłem
            > niekulturanie . zapwene są rózne kultury i takie
            > sprawy jak powyższa w kuturze polskiej elity powinno
            > omawiać się nie na zebraniach rodziców ale z kwiatkami
            > i słwami uznania za za wielki poziom , kompetencje i surowość
            > nauczania .
            >
            > przypomniałem fakt wyciągnięcia scyzoryka i wymachwaniem go przed nosami
            innych
            >
            > uczniów przez i braku reakcji szkoły pomimo przekazania skargi nauczycielce-
            > "nie słyszłam"- krótko ucięła sprawę nie chcąc wogóle rozmawiać na temat
            > małego nożownika sprowadzała dyskusję na temat mojego braku polskiej
            > kultury w umiejetności załatwiania tak prozaicznych spraw jak ta
            > z powodu której mnie wezwała .
            >
            > teraz wydaje mi się to kompletną farsą . dobrze , że kierowniczka
            > sklepu w której składam zażalenie , nie wezwie mnie do siebie
            > dając wykłady o komunistycznej kulturze załatwiania spraw .
            >
            >

            pisząc powyższe olśniło mnie .

            gdy jej powiedziałem a małym nożowniku , dyrektorka spytała się o nazwisko -
            wtedy zaczęły się kłopoty z muzyką u młodszej - oceny zaczęły spadać .
            czyżby zatem interwencja wpływowego ojca małego nożownika ?

            na dzień dobry mały nozownik opluł moją córkę . KULTURA .
            po mojej reakcji na ten incydent rodzice małego nożownika stwierdzili ,
            że wystarczy dać czekoladkę córce w ramach przeprosin -
            to już nie te czasy ELITO POSTKOMUNISTYCZNA -

            i powiem niekulturnie - czekoladę sobie w dupę wsadźcie .

            jak to dobrze , że brak mi tej ich kultury .
        • Gość: Ted® Re: w przeliczeniu na piwo . IP: *.dsl.chi.megapath.net 10.02.04, 12:23
          bkssasiad napisał:
          > nie był muzykiem z zawodu i wykształcenia!

          aby napisac dobry program branzowy niekoniecznie trzeba miec dyplom z danego
          kierunku
          • Gość: maciej Re: w przeliczeniu na piwo . IP: 213.77.40.* 10.02.04, 12:46
            zgadza sie TED, wystarczy miec konsultantow z danej branzy!!!
    • Gość: demending Re: szkola muzyczna w Bydgoszczy IP: 195.117.1.* 11.02.04, 12:45
      Posyłając dzievko do tej szkoły miałem wiele wątpliwosci będąc po
      lekturze "Śmierc w kwitnącym sadzie". Nie jestem bydgoskim prominentem ani kimś
      wpływowym a jednak. Jeśli ktos pomysli że wystarczy dziecko zapisać do szkoły i
      ma problem z głowy to sie rozczaruje. Po pierwsze cykl spotkań egzaminacyjnych
      na których dziecko jest przesłuchiwane oglądane poddawane przeróżnym testom. W
      mojej ocenie nawet dziecko które jest b. uzdolnione muzycznie kiedy przystąpi
      do egzaminu z marszu ma niewielkie szanse.
      Kiedy wszedłem do szkoły pierwszy raz miałem wrażenie jakby czas zatrzymał sie
      tam 30 lat temu. Typowa szkoła lat 70-tych i to moze odstraszać.
      Szkoła ma wysoki poziom nauczania z czego rodzice są na pewno zadowoleni. A
      przedmioty muzyczne w klasach 1-3 okrojono z 3h do 2h (mówię o grze na
      instrumencie). Dziecko w szkole muzycznej to także rodzic w szkole muzycznej.
      Współczuje laikom którzy posyłają tam dzieci. Nie wyobrażam sobie jak
      uczestniczą w przygotowaniu dziecka do zajęc. Ufffff ale sie nagadałem. Moze
      jakieś konkretne pytania?
      • unsatisfied6 Re: szkola muzyczna w Bydgoszczy 11.02.04, 14:18
        Gość portalu: demending napisał(a):

        > Posyłając dzievko do tej szkoły miałem wiele wątpliwosci będąc po
        > lekturze "Śmierc w kwitnącym sadzie". Nie jestem bydgoskim prominentem ani
        kimś
        >
        > wpływowym a jednak. Jeśli ktos pomysli że wystarczy dziecko zapisać do szkoły
        i
        >
        > ma problem z głowy to sie rozczaruje. Po pierwsze cykl spotkań
        egzaminacyjnych
        > na których dziecko jest przesłuchiwane oglądane poddawane przeróżnym testom.
        W
        > mojej ocenie nawet dziecko które jest b. uzdolnione muzycznie kiedy przystąpi
        > do egzaminu z marszu ma niewielkie szanse.


        to twoja ocena i muszę powiedzeić , że zbieżna z moimi spostrzeżeniami .
        "nawet dziecko które jest b. uzdolnione muzycznie kiedy przystąpi
        do egzaminu z marszu ma niewielkie szanse."- dlaczego w Warszawie
        dzieci podchodziły "z marszu do egzaminów kwalifikacyjnych" i zdawały -
        myślę o tych tylko zdolnych i bardzo zdolnych .

        można dokonywać selekcji w różny sposób . skoro jednak małe szanse
        mają b.uzdolnione muzycznie dzieci by dostać się do bydgoskiej szkoły
        muzycznej , to czemu służy taka selekcja jaka jest ?
        przecież nie po to by wyselekcjonować jeszcze bradziej uzdolnione
        dzieci od bardzo uzdolnionych .


        > Kiedy wszedłem do szkoły pierwszy raz miałem wrażenie jakby czas zatrzymał
        sie
        > tam 30 lat temu. Typowa szkoła lat 70-tych i to moze odstraszać.

        faktycznie . czas się tam zatrzymał . i to nie tylko z powodu wyglądu
        budynku na zewnątrz i wewnątrz . sposoby zarządzania są typowe dla
        lat siedemdziesiątych .

        > Szkoła ma wysoki poziom nauczania z czego rodzice są na pewno zadowoleni.

        egzaminy wtępne do szkoły pdst , selekcja od najmłodszych lat .
        czy taka młodzież potrzebuje dużego wysiłku i wielkich umiejetności
        kadry pedagogicznej , by zająć pierwsze miejsce w rankingu szkół w Bydgoszczy ?

        > A przedmioty muzyczne w klasach 1-3 okrojono z 3h do 2h (mówię o grze na
        > instrumencie). Dziecko w szkole muzycznej to także rodzic w szkole muzycznej.
        > Współczuje laikom którzy posyłają tam dzieci. Nie wyobrażam sobie jak
        > uczestniczą w przygotowaniu dziecka do zajęc. Ufffff ale sie nagadałem. Moze
        > jakieś konkretne pytania?

        nie wszyscy rodzice muszą "uczestniczyć w edukacji muzycznej swoich dzieci"
        tak intensywnie jak sugerujesz .

        wracająć do przykładu szkoły w Warszawie . nauczycielka w szkole warszawskiej
        zabroniła jakichkolwiek korepetycji - wszystko czego dziecko się nauczyło
        było zdobyte na lekcjach i własnymi ćwiczeniami w domu wg wskazówek
        nauczycielki.

        w szkole bydgoskiej bez korków ewentualnie bez porad rodzica muzyka ,
        to prawie fikcja . mało tego - może się zdarzyć ( nie jest to reguła ),
        że pierwszo i drugoklasista pracującego rodzica nie uzyska w tyle
        czasu ile mu przysługuje na tydzień bo zdarzyć się może , że jakiś nauczyciel
        weźmie w tym czasie korkowca , zamiast prowadzić lekcję "bezpłatną,
        państwową" .

        więcej czasu ponad ustaloną normę poświęci się korkowcowi .
        bywa , że niekorkowiec nawet przed egzaminem nie dostanie
        dodatkowych 10 minut .

        nauczycielka moich nie poswięciła moim córkom nawet dodatkowych
        10 minut - była zajęta przygotowaniem do egzaminów innych
        uczniów . mało tego . potrafiła "podzielić zajęcia" tygodniowe
        na dwie sesje z której jedna trwała 15 minut a druga miała
        trwać ponad godzinę . oczywiście spytała się mnie o zgodę-
        co miałem powiedzieć - zgodziłem się .

        na egzamin drugiej córki wcale się nie zjawiła - zwolnienie lekarskie .

        druga córka poszła na egzamin bez żadnej rozgrzewki - roztrzęsiona
        jak wyszła z sali - cała zapłakana . grała wszystkie gamy i pasaże .
        nikt nie przerwał - grała do końca . dziecku przed nią przerwano po pierwszej
        gamie - nawet nie grało pasaży i dziecku po niej przerwano gamy - dalej nie
        słuchałem .

        ja wiedziałem , że to koniec . pozostało mi tylko przekonać tylko żonę .

        cóż mogę wiecej dodać . myślałem , że to koniec . ale poruszyłem coś
        czego wcale nie powinienem opisywać w państwie postkomuchów i koleżków. moje
        zarzuty nigdy nie zostaną rozsądnie wyjaśnione .

        w panstwie koleśków , gdy ktoś ma zarzuty w stosunku do sitwy , to
        te zarzuty nie są wyjaśniane , natomiast autor zarzutów zostaje
        w ten lub inny sposób ukarany .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka