da.killa
13.02.04, 18:23
Jedzie Miller służbową Lancią z kierowcą przez wioski nagle - łup potrącili
świnie...
Premier mówi do kierowcy:
- Idź to pewno z tamtego gospodarstwa ta świnia, powiedz, że dostaną za nią
odszkodowanie od rządu...
No to poszedł kierowca...
Po dwóch godzinach czekania Leszek patrzy, a kierowca wraca napruty: flaszka w
ręce, koszula z rozporka wystaje...
- Co się stało? - pyta premier
- Panie premierze poszedłem tam, a gospodarz postawił flaszkę, drugą dał do
domu, żona zrobiła pyszny obiad, a jego 18 letnia córka tak mi dogodziła, że
nigdy w zyciu tak nie miałem.
- To co im powiedziałeś ?- pyta Miller
- A wszedłem i powiedziałem: Jestem kierowcą Millera ...zabiłem świnię.