wsn
29.02.04, 21:24
Michał Danielewski 26-02-2004, ostatnia aktualizacja 26-02-2004 20:00
Mamy dwie możliwości: albo zawał przed czterdziestką, albo wysiądzie wątroba
Mam 24 lata. W tym roku, jak Bóg da, zostanę magistrem socjologii i zaraz
potem zamierzam wyjechać z tego kraju. Ten kraj to Polska, miejsce na mapie,
które niezmiernie mnie męczy, ale które mimo wszystko lubię. Tu przez te 24
lata zdarzyło się masę rzeczy, które czyniły mnie szczęśliwym lub smutnym,
tutaj są nasi przyjaciele, rodzice, to jest nasz krąg kulturowy i tak dalej,
tylko, że naprawdę nie o to chodzi...
Chodzi o to, że Polska stała się krajem, w którym przestrzeń do dokonywania
wyborów życiowych została zawężona tak bardzo, że właściwie zdołały się w
niej zmieścić tylko dwie możliwości, w których dla mnie nie ma nic
interesującego.
Możliwość pierwsza: uczymy się pilnie, szlifujemy języki, kończymy w miarę
dobre studia i przystępujemy do gry - o staż, o praktykę, doszkalamy się,
jesteśmy kreatywni, mobilni, dyspozycyjni, kochamy naszą firmę, robimy
karierę... Stop. Niekoniecznie robimy karierę, ba, nawet nie musimy mieć
takich chęci, jednak musimy się zachowywać tak, jakbyśmy chcieli ją robić,
powinniśmy mieć wszelkie zalety korporacyjnego menedżera, nawet jeśli
pracujemy w charakterze nocnego stróża... Zawał przed czterdziestką...
Jedyne zachowanie na rynku pracy, które system zwalnia z obligatoryjności
opisanego wyżej schematu, to oczekiwanie w kolejce po zasiłek dla
bezrobotnych.
Możliwość druga: nie uczymy się pilnie, nasz ojciec notorycznie pije alkohol
albo jest bezrobotny, kończymy zawodówkę, czujemy się pogardzani - dla
telewizji i gazet (nie mówiąc o przysłowiowych środowiskach opiniotwórczych)
jesteśmy stadem rozkapryszonych, tępych leni, którzy powinni się wziąć do
jakiejś roboty, wykazać inicjatywę. Tyle że roboty przeważnie nie ma, więc
nie staramy się być kreatywni, mobilni etc., mówiąc kolokwialnie, kładziemy
na wszystko laskę, pijemy browar, ewentualnie podp... komórki różnym
frajerom. I tyle... Wątroba wysiada przed czterdziestką...
Dworce są brudne, politycy sprzedajni, w dziedzinie rozwarstwienia dochodów
zbliżamy się do niedościgłego południowoamerykańskiego wzoru, system
emerytalny mamy wzorowany na Chile, ale trzymamy fason. Bądź kreatywny!
Autorytety naukowe nie mają nic do powiedzenia, media kreują wirtualną
rzeczywistość, postępująca oligarchizacja zbliża nas do niedościgłego
azjatyckiego wzoru, Warszawa to nie cała Polska, ale trzymamy fason. Bądź
dyspozycyjny!
Pani Bochniarz chwali się, że aby zostać portierem w jej firmie, należy znać
dwa języki obce i mieć wyższe wykształcenie, pan Gadomski wciąż wierzy w
niewidzialną rękę rynku, wchodzimy do Unii i wszystkim nam będzie lepiej,
rolnicy dostaną mnóstwo pieniędzy, bo nie wszystko zdołają rozkraść partyjni
nominaci, więc trzymajmy fason. Bądź mobilny! Dziękuję, wysiadam.
Magdalena Miecznicka pisze ("Gazeta" z 2 lutego) o prowincjonalnej
Hiszpanii: "bezrobotni młodzi ludzie spędzają dnie na plaży, paląc trawkę i
marząc o Paryżu, a ich główne perspektywy na przyszłość to kariera
instruktora prawa jazdy lub barmanki". Zaiste, cóż za przerażająca wizja.
Tylko że pracując na Zachodzie jako barman, instruktor prawa jazdy, pomocnik
fryzjera, mogę się spokojnie utrzymać i nikt nie będzie wymagał tytułu
magistra, znajomości dwóch języków obcych, notorycznej pracy za darmo w
nadgodzinach i kłaniania się szefowi w pas za to, że w ogóle raczył mnie
zatrudnić.
Po prostu system zostawia niszę dla tych wszystkich wariatów i nieudaczników,
którzy nie chcą lub nie mogą robić kariery, nie stosuje bezwzględnie
zasady "daj się kupić albo zostaniesz zgnojony".
Chciałbym być dobrze zrozumiany, nie chodzi mi o to, że syf, że dworzec, że
złodzieje, wyzysk, granda banda, a kler się panoszy. Nie. Po prostu męczy
mnie, denerwuje, a coraz częściej śmieszy tekst refrenu przeboju śpiewanego
ciągle przez polskie elity (z braku lepszego słowa): że jest w miarę
normalnie, że w sumie wszystko jest w porządku, że jeśli nie wystarczy być
kreatywnym, wykształconym i mobilnym, to należy być jeszcze bardziej
kreatywnym, etc... i że wszystko byłoby jak należy, a system funkcjonował jak
szwajcarski zegarek, gdyby tylko to cholerne społeczeństwo zechciało być
wreszcie obywatelskie. Nie mogę już tego słuchać, po prostu.
Tak więc Marcin i Iza są w Londynie, Monika z Wojtkiem gdzieś koło
Filadelfii, Ewa w Madrycie, Agnieszka pracuje w podparyskim Disneylandzie i
wkrótce dołączy do niej Krzyś. Ja też spadam. Do zobaczenia.
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,1935613.html****************************************************************************
a wy, moi kochani, dwa razy sie zastanowcie, zanim nazwiecie mnie i mi
podobnych kretynkami, ktore nie maja pomyslu na zycie.
pozdrawiam
;(
i zapraszam na moje forum
--
Wiadomość nie została wysłana. Powód: blokada antyspamowa. W celu wyjaśnienia
proszę się skontaktować z administratorem: forum@agora.pl.
Za pół roku będę magistrem