ludwika-ciemna
12.01.12, 02:20
Magdalena Zdończyk: "Wszystko na to wskazuje. To pionierski w skali kraju przypadek, gdzie władze samorządowe wyszły naprzeciw obywatelskiej inicjatywie i umożliwiły zainteresowanym środowiskom włączenie się w proces decydowania o sprawach, które ich dotyczą. A właśnie takiej otwartości potrzebuje bydgoska kultura. Dlatego powołanie Biura to dobry ruch".
Szanowna Pani Zdończyk, pierwszy wywiad i pierwsza wpadka. Jakie władze samorządowe wyszły naprzeciw obywatelskiej inicjatywie? Cyrk z paktem dla kultury wymyśliła partyjna koleżanka obecnego prezydenta miasta, tylko po to, by nie brać na siebie zbyt dużej odpowiedzialności za pracę w ratuszu. "Laboratorium żywej kultury"? - następny slogan odwracający uwagę od braku kompetencji w zarządzaniu poważną jednostka budżetową. Nawet nierozgarnięty licealista szybko połapałby się w tych ratuszowych gierkach. A Pani udaje, mało tego wmawia nam, że czerwony dywan obywatelski ktoś ułożył przed wejściem do bydgoskich instytucji kulturalnych. Dzień bez wazeliny, dniem straconym, albo "łubu dubu" - to byłam ja Zdończyk Magdalena.