bydgosta
20.04.12, 11:01
Pozornie obie te postaci (nie nazywam ich politykami, bo nie chcę ich komplementować) oddalone są od siebie ...milionem lat świetlnych. Ale gdy szczegółowo zerkniemy w lunetę, jak na dłoni, obaj nieustannie atakują nas pychą i arogancją, pędem do władzy, zakulisową grą w walce o rzędy dusz.
Tak jak kiedyś Gruszka obśmiewał w karykaturalny sposób polskich biskupów, tak samo postępuje dziś Olszewski junior w stosunku do czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Medialna tak zwana pewność siebie dodaje im animuszu. Jednakże po tylko powierzchownej analizie, łatwo jest dojść do wniosku, że ta "pewność siebie", to nic innego jak stos kompleksów (luki w wykształceniu, brak elokwencji, walka o przetrwanie w piaskownicy do ostatniej łopatki). Wytrawny psycholog pewnie by dostrzegł też fazę falliczną (kompleks Edypa), ale to zbyt naukowy termin, by teraz próbować go analizować.
Gruszka w swoim czasie został ograny przez toruńczyków (Wenderlich), podobną porażkę nie tak dawno zanotował Olszewski. Z pozycji właśnie naszego mniejszego brata, widać jak na dłoni, że były poseł i obecny poseł, to ludzie którzy grę w pokera mylą z tysiącem. Łatwo więc ich już po pierwszym rozdaniu rozszyfrować, podpuścić, wciągnąć w pułapki. Stąd, co gra, to porażka.
Gruszka pragnie wrócić do dużej polityki, Olszewski za wszelką cenę nie chce z niej zrezygnować. Obaj wiedzą, że mandaty dzierżymy MY, obywatele Bydgoszczy. Jeśli nadal będziemy naiwni, żeby nie powiedzieć wręcz głupi, damy im następne polityczne życie. Chyba, że się opamiętamy i raz na zawsze skreślimy obu panów ze swoich list wyborczych. Zachęcam do wykreśleń juz teraz, choć w własnych głowach.