Dodaj do ulubionych

kasowali nawet za " MARTWE DUSZE "

03.02.05, 17:46
www.superexpress.pl/se/index.jsp?place=subLead&news_cat_id=40&news_id=42950&scroll_article_id=42950&scroll_gall
ery_aid=42950&layout=1&page=tex t&list_position=1


" Lekarze podejrzani o wyłudzenie
Leczyli zmarłych pacjentów
O wyłudzenie co najmniej 400 tys. złotych z Wielkopolskiego Oddziału
Narodowego Funduszu Zdrowia podejrzani są lekarze specjaliści z kilku
Niepublicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej w Jarocinie, Środzie Wielkopolskiej
i Koźminie.

Wielkopolskie.

Śledztwo w tej sprawie wszczęto po wykryciu w tych placówkach, w listopadzie
ubiegłego roku, nieprawidłowości przez funkcjonariuszy z wydziału do walki z
korupcją z wielkopolskiej komendy. Według Wojewódzkiej Komendy Policji w
Poznaniu lekarze zawyżali liczbę wykonywanych usług medycznych i w ten sposób
wyłudzali pieniądze. Dopisywano w nich usługi medyczne, których nigdy nie
zrealizowano. Fałszowano także rejestry elektroniczne. Sporządzono też 25
kartotek osób, które mimo zgonu nadal były leczone przez lekarzy. Śledztwo
trwa, na razie w związku ze sprawą nikogo nie zatrzymano.

autor: APACZ, PAP "


- dziwic sie wtedy, ze KASY CHORYCH nie maja pieniedzy na leczenie pacjentow ?

radca
Obserwuj wątek
    • radca Re: kasowali nawet za " MARTWE DUSZE " 03.02.05, 17:50
      " 03.01.2005 r.



      Martwe dusze z przychodni zdrowia



      Jest afera i są straty, ale nie ma woli złapania winnych



      Prokurator podejrzewa, że w sprawę wyłudzenia pieniędzy z funduszu zdrowia
      zamieszana jest dyrekcja przychodni w Międzylesiu. Mimo podejrzeń placówka
      dostała kontrakt na nowy rok. W połowie zeszłego roku kontrolerzy z
      Mazowieckiego Funduszu Zdrowia z największym zdumieniem odkryli, że w
      przychodni w Międzylesiu leczy się ponad cztery tysiące pacjentów z okolic
      Białegostoku.



      Martwe dusze



      Ten sposób oszustwa urzędnicy funduszu nazywają martwymi duszami. Jest bardzo
      prosty. Najpierw trzeba zdobyć numery PESEL żyjących i jak najprawdziwszych
      obywateli. Potem należy ich tylko zarejestrować jako fikcyjnych pacjentów.
      Numery potrzebne są do wystawienia rachunków za leczenie fikcyjnych pacjentów.
      Pieniądze na ten cel daje Narodowy Fundusz Zdrowia. Sprawa w Międzylesiu jest
      rozwojowa. Urzędnicy wciąż szacują straty. Wiadomo tylko, że chodzi o
      wyłudzenie kwoty z wieloma zerami.



      Słaba pamięć



      - Nie wiem, jak to się stało. Nie wiem, skąd u mnie ci pacjenci - tłumaczy dziś
      Grzegorz O., szef niepublicznej przychodni zdrowia, i zaczyna mówić o swojej
      słabej pamięci do liczb. To z jej powodu nie połapał się, że w jego przychodni,
      gdzie wcześniej leczyło się dziewięć tysięcy pacjentów, nagle przybyły kolejne
      cztery tysiące.



      Prokuratura prowadzi dochodzenie. - Nie jest to sprawa łatwa - zaznacza Marek
      Sosnowski, zastępca prokuratora rejonowego dla Pragi Południe. - Trzeba
      sprawdzić ponad cztery tysiące deklaracji, przesłuchać tyleż samo świadków.



      Fundusz się ociąga



      W Mazowieckim Funduszu Zdrowia urzędnicy też zgodnie twierdzą, że sytuacja jest
      skomplikowana. - Nasi prawnicy rozważali nawet rozwiązanie umowy z tą
      przychodnią z powodu utraty zaufania. Niestety, to nie byłby mocny argument.
      Dlatego postanowiliśmy czekać na wynik śledztwa - mówi Czesław Rowiński.



      Problem w tym, że prokuratura nie za bardzo może prowadzić dochodzenie, bo nie
      wie, o co pytać pacjentów z Białegostoku. Dlaczego? Ponieważ fundusz nie
      dostarczył jej protokołu pokontrolnego i poprzestał jedynie na wstępnym
      zawiadomieniu. A bez kompletu dokumentów trudno ustalić nazwiska pacjentów i
      listę rzekomo wykonanych usług medycznych. - Śledztwo może więc zostać
      zawieszone - dodaje prokurator Sosnowski.

      Data: 2005-01-03(Życie Warszawy) "


      - i dziwic sie,ze NFZ brakuje pieniedzy ?

      radca
      • radca falszowane ksiegi 03.02.05, 17:57
        " Martwe dusze w zamojskim szpitalu

        Pacjenci, którzy oficjalnie leżeli na oddziale Neurologii Szpitala
        Wojewódzkiego im. Jana Pawła II, spacerowali po ulicach. Bywało tak, że na 14
        łóżkach zarejestrowanych było 16 osób


        I nie były to małżeństwa. Najprawdopodobniej powodem fałszowania dokumentacji
        był "ciąg na renty".
        Sprawa wyszła na jaw w lipcu 2002 roku. Wówczas, podczas kontroli okazało się,
        że jeden z pacjentów, który miał leżeć w szpitalu, chodzi sobie po ulicy.
        Kontrola potwierdziła, że Henryk K., którego nazwisko było w odpowiedniej
        księdze i figurowało na tablicy pacjentów leżących na oddziale, był obecny
        tylko duchem. Ciało zniknęło.
        - Zarządziłem losową kontrolę dokumentacji. Sprawdziliśmy dokumentację, potem
        poprosiliśmy pacjentów. Mniej więcej połowa z nich leżała znacznie krócej, niż
        wskazuje dokumentacja. Część w trakcie hospitalizacji wychodziła na kilkudniowe
        przepustki - opowiada dyr. Andrzej Mielcarek. Ordynatora oddziału Pawła C.
        zwolniono dyscyplinarnie z pracy. Sprawę skierowano do prokuratury.

        Ile tych dusz?
        Szpitalnej komisji udało się potwierdzić nieprawidłowości w dokumentacji
        medycznej pięciu chorych. Prokuratura, która 30 kwietnia umorzyła dochodzenie,
        nie znalazła więcej przypadków.
        - Oprócz tych przypadków przez nas zgłoszonych, prokuratura nie badała innej
        dokumentacji ? mówi dyrektor Mielcarek. - Pytani przez nas neurolodzy sugerują,
        że może być więcej takich przypadków.

        Dyrektor Mielcarek nie jest w stanie zweryfikować liczby, ?bo należałoby
        przepytać wszystkich pacjentów hospitalizowanych na tym oddziale?.
        Najistotniejsze jest jednak to, dlaczego prokuratura nie zainteresowała się
        motywem, dla którego fałszowano dokumentację medyczną. A motyw znajduje się na
        stronie 9 postanowienia o umorzeniu postępowania. ?W toku postępowania
        przygotowawczego ustalono, że zgodnie z przedmiotowym dokumentem, który
        przedłożony został przez Kazimierza O. w ZUS, hospitalizowany był on w szpitalu
        im. Jana Pawła II w okresie od 22 kwietnia do 26 kwietnia?. Natomiast z ustaleń
        faktycznych wynika, że chory przebywał na oddziale neurologicznym nie cztery,
        ale dwa i pół dnia. Większy "szpitalny staż" bardziej liczy się przy staraniach
        o przyznanie lub utrzymanie renty.

        - Zupełnie inaczej lekarz orzecznik traktuje faceta, który leżał w szpitalu
        dziesięć dni niż takiego, który leżał dwa - mówi proszący o zachowanie
        anonimowości lekarz. - Nawet w przypadku negatywnej decyzji orzecznika potem
        przed sądem łatwo o jej uchylenie. Sędzia, jak i każdy z nas, wierzy ciężko
        choremu człowiekowi.

        Jak się robi historię choroby
        Na czym polegało oszustwo? Pacjentka Agnieszka L. leżała w szpitalu od 16 do 29
        marca 2002 r. (13 dni). Zgodnie z kartą obserwacji przebywała na przepustkach
        od 23 do 27 marca. Inny okres przebywania na przepustkach stwierdzono w
        dokumentacji opieki pielęgniarskiej ? tylko 27 marca. Sama zainteresowana
        twierdziła, że była na przepustce od 27 do 29 marca. Najprawdopodobniej więc
        chora leżała w szpitalnym łóżku od 16 do 23 marca, o sześć dni krócej niż
        wynika z dokumentacji.

        Pacjent, dzięki któremu wykryto całą aferę Henryk K., został przyjęty na
        oddział 19 lipca 2002 r. przez ordynatora Pawła C. Zgodnie ze szpitalną
        procedurą, powinien go przyjąć lekarz dyżurujący na Izbie Przyjęć. Po wykonaniu
        badań wyszedł tego samego dnia do domu. Wrócił następnego dnia i znów wyszedł
        do domu. Z dokumentacji szpitalnej wynikało, że leżał do 23 lipca. Pielęgniarki
        potwierdzały, że wykonywały przy nim odpowiednie czynności, zapoznawały z
        oddziałem itp.

        Ordynatora Pawła C. (wcześniej zastępcę ordynatora) dyscyplinarnie zwolniono z
        pracy. Prokuratura przeprowadziła postępowanie, które umorzyła ze względu
        na "brak znamion czynu zabronionego". Z uzasadnienia postanowienia wynika, że
        tak naprawdę przestępstwo popełniły pielęgniarki, które potwierdzały czynności
        opiekuńcze. Ordynator natomiast "zapomniał" podać fakt wyjścia na przepustki. W
        jednym z badanych przypadków na jaw wyszło, że są dwie dokumentacje medyczne -
        jedna dłuższa, a druga krótsza. Oficjalnym powodem stworzenia tej drugiej było
        zagubienie pierwszej. Jednak lekarze słabo szukali, jeśli udało się ją odnaleźć
        szpitalnej komisji.

        Lekarka, która potwierdzała razem z ordynatorem drugą dokumentację, również nie
        pracuje na oddziale neurologicznym. W ubiegłym tygodniu została wyrzucona z
        pracy za przyjęcie 100 zł łapówki od rodziny pacjenta za szybsze wykonanie
        badania.

        Prokuratura zbada jeszcze raz
        Postanowienie Prokuratury Rejonowej z kwietnia br. uchyliła Prokuratura
        Okręgowa. Zalecono uzupełnienie materiału dowodowego.
        - Najprawdopodobniej w tym tygodniu były ordynator Paweł C. zostanie
        przesłuchany - mówi Romuald Sitarz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w
        Zamościu. - Nie wykluczamy postawienia mu zarzutów.

        Na zakończenie sprawy karnej czeka z niecierpliwością dyrekcja szpitala. W
        sądzie pracy toczy się bowiem sprawa o przywrócenie do pracy ordynatora. Jeśli
        Paweł C. zostanie uniewinniony, najprawdopodobniej sąd przywróci go do pracy. "

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka