beciapaw
15.09.02, 17:40
Cześć!
Jestem Bydgoszczanką, mam 35 lat i obecnie siedzę w Warszawie. Przyjechałam
tu za chlebem, objeżdżając Hiszpanię i Francję.
Jestem rahabilitantką. Pełna nadziei pojechałam do mojego brata (ciotecznego,
nais rodzice sa rodzeństwem, a my jesteśmy jak rodzeństwo rodzone), aby
znaleźć pracę w Warszawie.
Znalazłam, praca jak praca - nie do końca w moim zawodzie, ale OK. Miałam
jednocześnie zatrudnienie i dach nad głową. Pracowałam niewolniczo (za 700
zlotych) prawie 24/24 (jako instruktor fitness klubu, jako cieć, jak
sekretarka, jako sprzątaczka, recepcjonistka i masazystka).
Właściciel siłowni (stary pryk, chamskie nasienie i do tego chciwiec - taki
jak ten w "Opowieści wigilinej" Dickensa). Koszmar!
Nie życzę nikomu takiego SYFU!
Żyję w Warszawie od ponad 2 lat. Miasto duże o - wydawać by sie mogło -
potencjale, ogromnym potencjale. A to co jest rzeczywistością, to miasto
takiego samego syfu, jak cały nasz kraj!
TERAZ JESTEM BEZROBOTNA! Szukam pracy. Kochani - tak jak wszdzie, jeżeli nie
ma sie pleców, albo nie jest się córą Koryntu, nie ma szans!
Jestem osobą bardzo moralną, nastawioną na uczciwą pracę. Niestety te
wartości się nie liczą w dzisiejszym świecie.
A może jest ktoś, komu sie udało?
Pozdrawiam, BEATA.