semeon
01.01.07, 17:39
Ogladając zabawy sylwestrowe na rynku w Krakowie i Wrocławiu, a później
słuchając relacji uczestników zabawy na bydgoskim Stary Rynku, odnoszę
wrażenie, że poziom imprez dzieliły lata świetlne, a przecież oba te miasta
są tylko około dwukrotnie większe od Bydgoszczy. Dlaczego tak jest.
Słyszeliśmy - brak środków. A może tak ściągnąć jednak podatek od
nieruchomości z hiper i supermarketów - około 10 mln zł. rocznie. Nie tylko
na imprezę noworoczną by wystarczyło. Tak nawiasem mówiąc to ostatnio
próbowałem zainteresować tym tematem /podatek od nieruchomości od marketów/
redaktorów radia PiK. Jedyne czego dowiedziałem się po dwóch miesiącach
telefonów i dwóch audycjach /reportażach/ w radiu to tylko tyle, że jest to
tajemnica, chociaż nie wiem jaka, ale tak oświadczyła jedna z kierowniczek
urzędu miejskiego w Bydgoszczy. Przy okazji prgnąłbym dodać, że spory
procent podatku dochodowego płaconego przez podmioty gospodarcze wpływa do
kasy gminy, ale jeżeli te podmioty nie płacą podatku dochodowego to nic nie
wpływa. Tylko po co oni buduję te markety skoro nic na nich nie zarabiają?
A budują ich coraz więcej i nie widać końca tej inwazji "strat". Podobno
mamy więcej /nawet w Toruniu/ marketów niż w Paryżu, a co tutaj mówić o
Bydgoszczy. I co z tego mamy? NIC. Ogromne ukryte "strary" są
transeferowane do krajów z których pochodzą te sklepy, a my nie mamy nawet na
imprezę sylwestrową dla mieszkańców miasta. Może jednak ktoś pomyśli jak
wyciągnąć od tych zagranicznych cwaniaków trochę kasy także dla nas.