Gość: czytelnik
IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl
10.05.03, 11:42
W dzisiejszej GW przeczytałem story o rodzinie s. Jak w najlepszym filmie
amerykańskim, z pucybuta na milionera. Ale jedno co mnie ubawiło to podpis
pod zdjęcie. Śmiem podejrzewać, że główny śledczy Marcin K. chyba nigdy nie
widział gości, których opisywał.W podpisie bowiem opisany jest Janusz S., a
pewnie redaktor nie wiedział, że gościu obok to jego rodzony braciszek
Mirosław S. A tak na marginesie, to niezła reklama dla rodziny. I co z
tego ,że początki mieli jakie mieli. Tak powstało wiele polskich fortun
rodzinnych i co? nic. Chłopaki zarabiają parę groszy, zatrudniają setki osób
i wszyscy są zadowoleni. Zupełnie jak w serialu piękni, młodzi i bogaci.
Najważniejsze, że redaktor Kowalski czuwa!