radca
04.08.03, 23:19
www1.gazeta.pl/kraj/1,34308,1607001.html
" PCKac. Opiekunki środowiskowe
Marta Tylenda, Poznań 04-08-2003 20:22
Aby nie wypaść z rynku, PCK i prywatne firmy zajmujące się opieką
środowiskową przyjmują do pracy ludzi z ulicy. Nieważne są kwalifikacje,
ważne, że są tani
Małgorzata Andrzejak z Poznania jest przekonana, że do śmierci jej 93-letniej
babci przyczyniło się skandaliczne zachowanie opiekunki PCK. - Wiem, że
babcia musiała kiedyś umrzeć, ale nie w taki sposób. Kiedy starałam się o
opiekunkę z Czerwonego Krzyża, byłam pewna, że przyślą mi kogoś
odpowiedzialnego, opiekuńczego - opowiada nam Małgorzata Andrzejak. Przysłali
29-letnią Joannę S. To, co się stało potem, opowiada sąsiad:
- Pani Marianna przybiegła do mnie z okrzykiem "Chcą mnie okraść! Ratunku!".
W jej mieszkaniu było synowa i opiekunka PCK. Obie pijane. Kazałem opiekunce
iść do domu. Rano syn znalazł panią Malachowicz na ulicy. Była w nocnej
koszuli.
Wnuczka: - To był horror. Babcia była przerażona, płakała. Na podłodze walało
się szkło, czuć było alkohol, wszędzie niedopałki papierosów.
Pogotowie zabrało staruszkę do szpitala, gdzie stwierdzono u niej zaburzenia
rytmu serca i obustronne zapalenie płuc. Po dziewięciu dniach zmarła.
Opiekunka PCK Joanna S. jest z zawodu rzeźnikiem, nigdy nie pracowała.
Mieszka z rodzicami dwie ulice dalej. - Rodzice starali się o pieniądze w
opiece społecznej i dowiedzieli się, że jest możliwość pracy w PCK. Zgłosiłam
się i zaraz pani z PCK zadzwoniła do mnie, czy mogę się zaopiekować tą
babcią - opowiada. Pierwszego dnia pracy przyszła podać babci kolację i
lekarstwa. - Pół godziny później wpadła Grażyna, synowa babci. Widziała mnie
pierwszy raz w życiu, ale poprosiła, żebym została dłużej, i zaproponowała mi
drinka. To wszystko - opowiada.
Co innego napisała jednak w oświadczeniu, które złożyła w PCK. Wynika z
niego, że obie kobiety wypiły trzy czwarte litra wódki. Przyznaje, że
staruszka krzyczała i uciekała z mieszkania. - Nie biegłyśmy za nią, bo nie
chciałyśmy bardziej jej wystraszyć - tłumaczy.
- Pani S. pracowała u nas tylko ten jeden dzień. Polecił ją pracownik opieki
społecznej. Daliśmy wiarę, że ta osoba spełnia wymagania - wyjaśnia Genowefa
Krzyżaniak, kierownik punktu opieki nad chorym w domu w PCK Poznań-Stare
Miasto. - Moi pracownicy nikogo nie rekomendowali - zaprzecza jednak Izabela
Synoradzka, zastępca dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie.
Opiekunka nie czuje się winna śmierci staruszki. - Nie byłam tam przecież
sama, tylko z członkiem rodziny staruszki - tłumaczy. "