radca
15.08.03, 21:42
www1.gazeta.pl/bydgoszcz/1,35590,1622691.html
" Krwiodawcy pilnie poszukiwani
Nasza reporterka oddaje krew
KATARZYNA STASZAK 15-08-2003, ostatnia aktualizacja 15-08-2003 20:13
Oddałam 450 ml krwi. Lekkie ukłucie i siedem minut z wbitą igłą - tylko tyle
trzeba znieść, żeby ktoś miał szansę przeżyć
Latem w Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa brakuje krwi.
Dawcy nie pojawiają się regularnie - wyjeżdżają na urlopy albo są na działce
pod miastem. Krwiodawców jest mniej, chorych nie.
- Kiedy dowiedziałem się o letnich problemach centrum, postanowiłem
zorganizować akcję w mojej parafii - wspomina ks. Ryszard Pruczkowski,
proboszcz parafii Bożego Ciała na Szwederowie. - Wymyśliłem nazwę: "Podaruj
choremu kropelkę życia". Udała się i w zeszłym roku, i tym razem.
W czwartkowe przedpołudnie oddało krew 36 osób. Pielęgniarki i lekarka
czekały na krwiodawców w leżącej na terenie parafii Szkole Podstawowej nr 63
przy ul. Goszczyńskiego. Chociaż boję się zastrzyków i bólu, wypełniłam
formularz krwiodawcy. Najpierw nakłucie w prawej ręce. Zacisnęłam zęby, żeby
nie krzyknąć (byłby wstyd), ale o dziwo bolało tyle co uszczypnięcie, i tylko
sekundę. Zabrali odrobinę krwi, żeby sprawdzić, czy mam wystarczająca ilość
hemoglobiny. Jest w porządku, więc idę dalej. Teraz bada mnie lekarz,
wicedyrektor RCKiK Danuta Boguszyńska.
- Podstawowy cel akcji to oczywiście pozyskanie krwi, ale przy okazji także
nowych krwiodawców: jest szansa, że część osób, która zdecydowała się na jej
oddanie, zrobi to ponownie w centrum albo przynajmniej pojawi się tu za rok -
mówi Boguszyńska, mierząc mi ciśnienie. - Trochę niskie, ale to nie szkodzi -
stwierdza.
Teraz na fotel. Serce mi wali, nie mogę patrzeć na igły i rurki. Znowu
szybkie ukłucie i już leci. Pod fotelem pracuje mała pompka. Mam w dłoni
zaciskać piłkę, żeby lepiej leciało. Zbiornik się napełnia. Mam oddać 450 ml,
około 10 procent z tego, co krąży w moich żyłach: "Prawie pół litra, dwie
szklanki, butelka coli" - myślę. Rekordziści zapełniają pojemnik w czasie
krótszym niż pięć minut. Mnie zajmuje to siedem. Wyjęcie igły. Dziwne: czuję
przez chwilę, jak żyła jest pusta. Dumna z siebie odpoczywam. Pięć osób
gratuluje mi "pierwszego razu". Nagle: O! Ciemność widzę. Ktoś naciska pedał
przy fotelu i wywraca mnie do góry nogami. Po chwili wracam do siebie. Z oczu
płyną mi dwie wielkie łzy. Dostaję do wypicia jakieś krople i słyszę, jak
obok pielęgniarka mówi do swojej koleżanki: - To z emocji. "
- Pani KASIU jest Pani naprawde wspaniala .Skladam wielkie slowa uznania.
Oby tylko wiecej mlodych osob poszlo w Pani slady.
radca