mwiktorianka Re: Wyrzucił moje rzeczy.... 19.08.10, 16:44 Nie przesadzajmy,bo widzę,że niektorzy jak zwykle maja ku temu sklonnosci.Zaraz rozwód itd.Za długo jestesmy razem,żeby rozwodzic sie z powodu wyrzucenia rzeczy.Zreszta tu nie tyle o rzeczy chodzi jak pisałam,ale o sam fakt zlekcewazenia mnie(jedni to zrozumieli inni nie i niech tak zostanie).Nie robie z tego tragedii,po prostu zła jestem na niego,a jeszcze bardziej na to,że strzelił focha i nie odpowiada nawet na moje "czesc"(dzis kolejny raz).Mnóstwo na tym forum takich zwyklych codziennych spraw,sporów itd.Wygadac sie chcialam po prostu,ale widze,że jednak tutaj nie za bardzo sie da bo zawsze znajda sie tacy co szukaja sensacji gdzie jej nie ma,czepiaja sie o byle pirdołe i ciesza jak komus dowala-zupełnie jak moja szefowa.Pozdrawiam wszystkich,a najbardziej tych,którzy są rozsadni. Odpowiedz Link Zgłoś
rumianek88 Re: Wyrzucił moje rzeczy.... 19.08.10, 17:15 mwiktorianka, ja też uwazam, że masz rację i ze nie przesadzasz. Twój mąż pokazał, że nie szanuje cudzej własności i zachował się totalnie lekceważąco już po fakcie. I to on pierwszy powinien podać rękę, bo to on zawalił. Niektórzy faceci zachowują się jak rozpieszczeni mali chłopcy i obrażają się o to, że kobieta wyraża swoje zdanie albo wymaga dla siebie szacunku.. Ja takich skreślam od razu, miałam kiedyś takiego kolegę (dosyć bliskiego, powiedzmy) i pewnego dnia zaczęłam z nim rozmowę o tym, że zachował się wobec mnie bardzo nie w porządku. Chciałam całkiem spokojnie porozmawiać i liczyłam na pozytywne zakończenie sprawy, ale on przybrał postawę typu "tylko ja mam rację", odwrócił kota ogonem, na koniec mnie jeszcze obraził. Wysłałam go w cholerę ;] Później nawet zmiękł, ale niestety, już było za późno, bo rzeczy, które od niego usłyszałam podczas kłótni przekreśliły naszą znajomość- cóż Odpowiedz Link Zgłoś
snakelilith Re: Wyrzucił moje rzeczy.... 20.08.10, 01:30 wiktorianka napisała: > Nie przesadzajmy,bo widzę,że niektorzy jak zwykle maja ku temu sklonnosci.Zaraz > rozwód itd.Za długo jestesmy razem,żeby rozwodzic sie z powodu wyrzucenia > rzeczy.Zreszta tu nie tyle o rzeczy chodzi jak pisałam,ale o sam fakt > zlekcewazenia mnie(jedni to zrozumieli inni nie i niech tak zostanie). No to zdecyduj się, o co chodzi. O wyrzucenie rzeczy, czy o lekceważenie twojej osoby? Bo lekceważenie, obojętnie czy aktywne, świadome i z premedytacją, czy tylko banalne nie branie pod uwagę ewentualnej reakcji patrnera na nasze działanie, czyli obojętność, to jest poważana sprawa i może stać się przyczyną rozwodu. To, że jesteście ze sobą długo, nie znaczy wcale, że wasze małżeństwo zbudowane jest na wartościach, które tobie wydają się ważne. Być może jest więcej takich oznak bezmyślności męża w waszym wspólnym pożyciu, które ofiarnie tolerujesz i do tej pory nie były dla ciebie aż tak bolesne, jak to zdarzenie. To, że się nie sprzeczacie nie musi być wcale dobrą oznaką. Może być tylko przykładem, że unikając konfliktów nie rozmawiacie o ważnych rzeczach. Może świadczyć o podjętej kiedyś tam decyzji o rezygnacji z dialogu i aranżacji w imię jakiś tam społecznych przymusów oraz wygody. Najprawdopodobniej bardzo mało o sobie wiecie, bo ani twój mąż nie rozumie twojej reakcji, ani ty nie potrafisz znaleźć odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak postąpił. Robienie sobie teraz na złość, nic nie da, potwierdzi tylko może chęć schodzenia sobie z drogi. Być może żyjesz już od dawna z obcym człowiekiem. Nie rozmawiaj z nim o kosmetyczce i gazetach, tylko zapytaj go, co obecnie czuje i jak ocenia sytuację, a potem wyjaśnij mu bez emocji swój punkt widzenia. A jak nie chce rozmawiać, to napisz mu list. Kiedy będzie miał czas na przemyślenie jego treści i nie będzie musiał natychmiast reagować na twoje słowa, to może zrozumie dlaczego jesteś urażona. Pisz co czujesz, ale nie rób mu wyrzutów. W stylu: "było mi bardzo przykro, bo miałam wrażenie, że nie dajesz mi prawa do własnych decyzji. Poczułam się jak małe dziecko, którego nie pyta się o zdanie, bo nie potrafi same ocenić, co jest dla niego dobre. To było bardzo nieprzyjemne uczucie bezsilności i straty kontroli nad moim życiem. " I tak dalej coś w ten deseń. Nie pisz jakim jest draniem, tylko o swoim bólu. Który kochający facet chce, by jego kobieta cierpiała? Odpowiedz Link Zgłoś
ronfleuse a ja w zupełności rozumiem twoją złość 20.08.10, 01:39 mwiktorianko, na Twoim miejscu byłabym wściekła i bardzo by mi było trudno przejść nad tym do porządku dziennego. Wiem, że niby tylko kosmetyczka itp - ale każda pierdoła urasta do rangi dużego problemu, jeśli zostaje zlekceważona przez osobę winną. Mi też bywa trudno przyznać się do winy ale też nad tym pracuję i przychodzi mi to coraz łatwiej. Ale przechodzenie nad przewinieniami partnera do porządku dziennego bez usłyszenia "przepraszam" z jego strony - tego nie potrafię. Nie potrafię Ci zatem niestety dać rady, jak z tego wyjść, bo na Twoim miejscu chyba tkwiłabym po prostu w tej złości mam nadzieję, że mąż przeprosi albo chociaż postara się Ciebie jakoś udobruchać - ten jego foch to już naprawdę przegięcie. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
troll_bagienny Re: biedny facet 19.08.10, 16:13 Jednym uchem wpuści, a drugim wypuści, a potem pocieszy się u sąsiadki, przyjaciółki żony albo koleżanki z pracy. Fajnie patrzeć, jak baba myśli, że jest w centrum wszechświata i w ogóle naj, naj, opowiada, jak to temperuje męża, a ten w międzyczasie zabawia się ze sto razy ładniejszą, zabawniejszą i inteligentniejszą kochanką albo bierze panienki na raz i całe towarzystwo włącznie z kotem teściowej o tym wiedzą tylko nie taka wredna i sfrustrowana przeterminowana żona. Odpowiedz Link Zgłoś
joanna_can Juz mi sie piesci zaciskaja... 19.08.10, 16:35 Na sama mysl o takiej mozliwosci. Absolutnie masz racje. Nie jestem pewna z obrazaniem, ale masz prawo wymagac powaznych przeprosin. Jedyne co jest dobre, to pewnosc, ze tego juz nie powtorzy. A jak powtorzy - to go skasowac. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotkax26 Re: Wyrzucił moje rzeczy.... 19.08.10, 16:56 Jak najbardziej uwazam, ze masz mwiktorianka racje. Ja bym nie odpuszczala i na pewno nie probowala zalagodzic sprawy pierwsza, moze mu cos tam zaswita w koncu pod czaszka. To nie chodzi o jakies glupie "moje na wierzchu" tylko dla mnie jest oczywiste, ze skoro to TWOJE rzeczy to TY wiesz lepiej: potrzebne czy nie. I niech on sie nie wypowiada w tej kwestii ("ale ja wiem, ze byly NIEPOTRZEBNE") bo sie tylko osmiesza i to jest zalosne. Trzymam kciuki! Odpowiedz Link Zgłoś
agus2412 Re: Wyrzucił moje rzeczy.... 19.08.10, 17:36 Zrobiłbym awanturę a potem nie odzywałabym się do niego. Wiem, głupie to. Odpowiedz Link Zgłoś
topshopxx [...] 19.08.10, 19:12 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
akle2 Re: Wyrzucił moje rzeczy.... 19.08.10, 20:26 Nie powinien. To bardzo brzydki nawyk, świadczący o braku kultury osobistej. Co innego, gdybyś trzymała w tej komodzie stare kanapki, łatwopalne chemikalia, czy inne rzeczy które by zagrażały zdrowiu. Ale rzeczy osobiste są nietykalne. Moja rada? Zemścić się w taki sam sposób. Dziecinne? Wcale nie. ---- Zwycięzca bierze wszystko. Odpowiedz Link Zgłoś
scher A co wy tak z tym 19.08.10, 23:44 Powiedz mu o swoich uczuciach, powiedz mu, co czujesz i tak dalej? Myślicie, że faceci tak uwielbiają słuchać, co kto czuje? Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: A co wy tak z tym 20.08.10, 16:51 Święte słowa. Dotyczą zresztą nie tylko facetów - zawsze mam wrażenie, że szczere, spokojne, wyważone i z usmiechem powiedziane parę zdań, o tym co się naprawdę czuje (warunek konieczny - bez cienia złości i irytacji) to jest najlepszy wstęp do rozwodu. Odpowiedz Link Zgłoś
jupix Re: Wyrzucił moje rzeczy.... 20.08.10, 01:36 Przeinstaluj mu jego Windows na kompie - "Przecież tak narzekał..." Odpowiedz Link Zgłoś
5p-factory ZEMSTA jest słodka.... 20.08.10, 07:11 pamiętaj, że najsłodsza jest zemsta... wyrzuć mu jego rzeczy, niby pod pretekstem porządków... jakąś koszulę, skarpetki... i ostatnie numery auto świata i motoru.... I się tak nie wściekaj tylko kup sobie nową kosmetyczkę i nową książkę kucharską np. z włoską kuchnią Odpowiedz Link Zgłoś
vigilansx Re: Wyrzucił moje rzeczy.... 20.08.10, 09:11 mwiktorianka, twój mąż zamiast twoich rzeczy powinien wywalić ciebie, zresztą może te rzeczy to tylko trening przed ostateczną rozprawą Odpowiedz Link Zgłoś
steede Re: Wyrzucił moje rzeczy.... 20.08.10, 09:17 po co te nerwy? hi hi... co ja bym zrobiła (patent sprawdzony w ciut podobnych okolicznościach)? ucałowałabym, pochwaliła porządki, i pokazowo zatroskała nad stratami. "Ale to nic, kochanie.... kupię sobie nowe". Po czym zafundowałabym przysłowiowy chleb i wodę przez miesiąc bo nowa kosmetyczka przecież kosztuje...( w moim przypadku obeszło się bez chleba i wody ale "przypadkiem" zostawiłam paragon na wierzchu)... Ręczę że działa: każda następna destrukcjna operacja na moich klamotach jest szczegółowo uzgadniana. Odpowiedz Link Zgłoś
your_stary Re: Wyrzucił moje rzeczy.... 20.08.10, 10:04 Zarządzając twoim mieniem bez pozwolenia pohańbił cię - jedynie seppuku jest w stanie uratować twój honor. Odpowiedz Link Zgłoś
deodyma Re: Wyrzucił moje rzeczy.... 20.08.10, 10:13 wywalil Twoja ulubiona kosmetyczke i nie zorientowalas sie, ze zniknela z chalupy??? moze faktycznie zawalala tylko miejsce i Tobie sie wydawalo, ze jest Ci potrzebna... Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold7 Re: Wyrzucił moje rzeczy.... 20.08.10, 10:35 Zgarnij zabawki z jego biurka do czarnego worka i wynieś do piwnicy. Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_kasia13 Re: Wyrzucił moje rzeczy.... 20.08.10, 10:48 Wscieklabym sie. Dla mnie cudze rzeczy sa nietykalne. Pod "cudze" podchodza rowniez rzeczy mojego meza i mojego dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
27ipol Re: Wyrzucił moje rzeczy.... 20.08.10, 12:06 >mąż wpadł na pomysł, aby zrobić porządki(?????????) Chcę takiego męża!!! Jak chcesz mogę Ci oddać swojego. Nie wyrzuci nawet puszki po piwie! Dotarliście się i walka toczy się o kosmetyczkę? Sorry.. Odpowiedz Link Zgłoś
monhann2 No to problem sam sie rozwiazal........ 20.08.10, 22:01 i bedziesz zmuszona w koncu pierwsza sie do meza odezwac))) Bo chyba go poinformujesz o tym, ze zostanie tatusiem??? Nie mysle, ze bedziesz czekac z ta nowina az sie pierwszy odezwie???? A swoja droga mwiktorianko, to ja w ogole nie rozumiem Twojego malzenstwa. Pisalas na roznych forach o roznorakich problemach z mezem, ze w ogole to sie zastanawiam czy Ty jestes zrownowazona? Raz, ze maz nie chce z Toba w ogole wspolzyc, potem, ze sie staracie o czwarte dziecko od poltora roku!!!! a to znow o tym, ze myslisz powaznie aby go zostawic!!!! A dzis wlasnie obwiescilas na innym forum, ze w koncu Ci sie udalo zajsc w ciaze. Gratuluje Ci, jesli jest takie Twoje pragnienie ale czy naprawde??? Odpowiedz Link Zgłoś
lucusia3 Re: No to problem sam sie rozwiazal........ 23.08.10, 19:59 No to wiktorianka to typowa "męczennica" - cierpi, daje się pomiatać i przeprasza męża za to. No i bardziej cierpi. Jednakże jakakolwiek czynność mająca jej sytuacje zmienić nie wchodzi w rachubę. Była taka książka - "Jak będąc kobietą w dowolnym wieku zniszczyć życie sobie i innym. Poradnik dla poczatkujących".Wiktorianka może już osiągnęla wyższe etapy. Odpowiedz Link Zgłoś