no dobra....
mam taki problem...Wkurza mnie to strasznie,ale do rzeczy.
Np wychodzę z domu.Teraz ciepło,ładnie obiad np gotuję z rana...Gotuję,w międzyczasie robię np tosty dzieciakom.
Wszystko ok...po czym jak już jestem z dzieciakami na plaży mam schizę,że nie wyłączyłam tostera,że nie wyłączyłam ego mięsa,czy ziemniaków,że chata się pali itp.
Najgorsze jest to,że już nie raz,nie dwa i nie trzy np zwijałam się z placu zabaw,odległego,bo ..."chyba nie wyłączyłam pieca"..
Jak mnie to wk...wia!
Doszło do tego,że przed wyjściem wołam dzieciaki,żeby sprawdziły piec a potem sto razy pytam czy sprawdzali.Już syn wiedział mi,że da mi swój mózg,bo ja się ciąglę martwię.
Tak samo mam w pracy.Jak zamykam firmę,to potem jadąc do domu zastanawiam się,czy okno zamknęłam,czy wiatrak wyłączyłam,czy kawiarkę wyłączyłam czy drzwi do firmy zamknęłam.I potrafię się wrócić i sprawdzać.Powtarzam sobie"te drzwi zakmnięta...te zamknięte" Po czym przed snem zastanawiam się czy aby na pewno wszystko pozamykałam.
Już nerwicy dostaję od tego...
Wszystko sprawdzam,myślę,analizuję i cała reszta.Czy to normalne?
Ze już nie wspomnę o schizie o dzieciaki.Ale nie jest to taka schiza o zwykłe sprawy.Tylko wymyślam coś niestworzonego co się im może stać.Najbardziej że wypadna mi z okna.
Czy ja mam iść do jakiegoś psychologa?psychiatry???Czy to po prostu stres?