Byłam na zebraniu w szkole podstawowej do której od września chcę posłać córkę (6latkę).
Dyrektor tej placówki odniósł się do rocznika 2008 które zaczęło edukację w szkolę we wrzesniu.Stwierdził że dziewczynki idą jak burza,szybko się przyzwyczaiły do nowych realiów,są bystre,samodzielne.Chłopcy natomiast-tragedia.O wiele gorzej im idzie.Mówił że na stołówce mieli problemy z trafieniem łyżką do ust

Ogólnie powiedział że sa o wiele mniej samodzielni i mniej przebojowi...I dodał że ''najgorsze'' są matki chłopców-jedynaków które nie dają im dorosnąć.
Jakie macie zdanie w tym temacie?