Dodaj do ulubionych

Do mam, które mają doła...

02.04.13, 00:21
Jestem mamą dwóch 8 latków.Kiedyś stałą bywalczynią forum, szukajacą wsparcia w trudnych chwilach, zrozpaczoną i przerażoną podwojnymi obowiazkami, wcześniactwem i wszystkim, co wiąże się z byciem młodą mamą bliźniaków.
Wczoraj przez kilka godzin oglądałam z mężem filmy video z czasów, kiedy chłopcy mieli rok, dwa, trzy, cztery... i dotarło do nas, jakimi jestesmy szczęściarzami. Tak bardzo, że aż się popłakałam. Patrzyłam jak się naśladują w gestach, jak powtarzają po sobie zdania, jak biegają za sobą po całym domu, jak jeden przez drugiego próbują zwrócić na siebie moją uwagę. Jak bardzo się kochali, jak bardzo byli razem szczęśliwi. Nie widziałam tego wtedy, zobaczyłam to dopiero teraz. To truizm, ale takiej więzi między rodzeństwem tylko pozazdrościć....
Długo nie byłam dumną mamą bliźniąt. Nie pozwalały mi na to ciągłe zmagania z chorobami, obowiązkami (nie miałam pomocy ze strony mam), finansami. Ciągle miałam wrażenie, że dłużej nie dam już rady, często miałam dość i czekałam tylko kiedy ten czas się skończy. Tak naprawdę może od dwóch lat dopiero mówię, że miałam szczęście, że urodziłam od razu dwójkę. Uśmiecham się, jak to mówię i nie rozpaczam jak to bywało kiedyś, że jest mi ciężko.
Myślę sobie, że teraz, gdybym urodziła ponownie bliźniaki, byłabym przeszczęsliwa.

Piszę o tym, bo wiem, że nadal są tu mamy zmęczone, załamane, przepracowane i zastanawiające się, kiedy będzie łatwiej. Dziewczyny - to kolejny truizm, co napiszę, ale naprawdę będzie lepiej. Wcześniej czy później, ale będzie. Starajcie się spoglądać na problemy dnia codzinnego z dystansem, nie tracąc czasu na sprawy, które jutro mogą się okazać błahe.

Czas zmienia wszystko. Dlatego czasami warto się zatrzymać i spojrzeć na to podwójne macierzyństwo pod innym kątem.
Pozdrawiam podwójne mamysmile
Obserwuj wątek
    • agnrek Re: Do mam, które mają doła... 02.04.13, 13:18
      Ja się podpisuję pod tym postem oburącz - im dalej, tym łatwiej. Moje córki mają dzisiaj 5 lat, wyrosły na bardzo fajne, wesołe i rezolutne panienki. Ale - przez pierwsze pół roku ryczałam, że już nie dam rady. Wcześniactwoi, szpitale, wizyty u specjalistów, mega kolki wieczorne, okropne ząbkowanie z biegunką i gorączką, jedzenie w nocy przez p1,5 roku - niszenie na rękach po nocach - pamiętam to do dzisiaj i chyba tylko dlatego nie zdecydowałam się na trzecie dziecko.
      Jak dzisiaj patrzę na te moje rozbrykane towarzystwo, to dochodxxzę do wniosku, że mają super dzieciństwo, zawsze jest obok siostra w tym samym wieku do zabawy. Wczoraj robiy sobie maski - jedna była kotem, a druga żabą, potem był występ, czyli skakanka w roli mikrofonu, maska na twarz i taniec żaby lub kota przed rodzicami smile
      Pamiętam dokładnie jeden oment, gdy poryczałam się okropnie i wpadłam w najgłębszy dół. Trzy sąsiadki wyszły z wózkami do ogródka, ich dzieci spały, a mamy słodko gawędziły. No i wychodzę ja -muszę otworzyć obie połówki okna, bo jedną wózkiem nie dam rady, a obie dziewczyny drą się jak wściekłe, sąsiadki patrzą na mnie zdegustowane, bo ja roztargana nieumalowana, ledwie ciepła. W końcu biorę jedną dziewczynkę na ręce, a drugą sąsiadka buja w wózku i jakoś usypiają na 10 minut. Po chwili się budzą i znowu w ryk, więc ja sama ze łzami w oczach wtargałam ten wózek do domu, popchnęłam go we złości na środek salonu i poryczałam się raz, a dobrze smile No to płakałyśmy sobie we trzy, ja chyba najgłośniej smile
      • iwonaaaa Re: Do mam, które mają doła... 02.04.13, 13:39
        moi chłopcy mają 4 miesiące....
        jestem właśnie na etapie chwilowych załamań,
        na dłuższe nie mogę sobie pozwolić, muszę dać radę.
        Bliźniaki=jazda bez trzymanki.
        Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła napisać to co przedmówczynie.
        Na razie chce mi się płakać ... z niemocy, rozdrażnienia ... nie ze szczęscia...
        • bluemka78 Re: Do mam, które mają doła... 02.04.13, 15:59
          Dziewczyny moje córki kończą dziś 2,9 i ja dopiero teraz wychodzę powoli na prostą. Jak się urodziły to martwienie się czy wszsytko będzie dobrze, urodzone w 32 tygodniu, miesiąc leżały na patologii noworodka, wyszły z wagą ledwo 2kg. Później też bóle brzuszka, brak mojego pokarmu, praca na głowie, noszenie po nocach, a w dzień dalej jazda. Na szczęście dużo pomagała mi mama na początku, ale dużo też byłam z nimi sama. Refluks, problemy z jedzeniem. Mieszkaliśmy wtedy w bloku na 6 piętrze, winda duża wiecznie zepsuta, do małej musiałam rozkładać wózek, do tego pies na smyczy. Moje też były z tych, którym wózek się nigdy nie podobał. Inne matki spacerowaly ze śpiącymi dziećmi w wózkach, a ja z wielkim wózkiem i psem pędem w stronę łąk, gdzie mogłam sie w końcu pozbyć psiej smyczy i wziąć choć jedno na ręce by było cicho smile czasami szła ze mną znajoma z psem, jak puścilysmy psy to tez niosła jedno dziecko i tylko wtedy było cicho i przyjemnie. Nie raz w deszczu czy wietrze i mrozie musiałam iść z wrzeszczacym wozkiem, bo pies potrzebował iść za potrzeba. Samo zycie. Jak zaczęły stawiać pierwsze kroki to nie dały się już w ogóle do wózka wsadzić więc pies musiał siedzieć w domu, bo jak tu opanować dwoje dzieci i psa na smyczy. Czasem prosiłam znajoma by zabrała tez mojego psa ze swoim,ma czasem mąż brał psa do pracy, bo tam miał możliwość z nim wyjść.Dopiero po przeprowadzce do domku było lepiej, bo można było w każdej chwili wyjść z dziećmi na dwór, w spokoju bez wózka i tych wszystkich ceregieli. Zaczęły tez interesować się światem, trawą, listkiem itp.
          Kolejny krok jak zaczęły mówić, wtedy w kkońcu wiadomo było o co kaman smile i powoli, powoli do przodu. Twarz bawią się same jak opisałem w innym wątku,majestacie coraz lepiej i coraz bardziej patrzę wstecz z uśmiechem na ustach.
          • bluemka78 Re: Do mam, które mają doła... 02.04.13, 16:03
            Sorry za błędy, to autouzupełnienie wink
          • agnrek genialna historia z tym psem :) 03.04.13, 14:13
            Ja urodziłam przed czasem i wtedy dom nie zdążył się wybudować, więc wylądowaliśmy w jednym pokoju we czwórkę i z psem - yorkiem. Dziewczynki spały w jednym łóżeczku, bo drugie by nie wlazło. Komoda kąpielowa nie mieśiła się w łazience, więc nalewaliśmy do niej wody wiadrem. jak komoda wjeżdżała do "salonu", tołożko wyjeżdżało na korytarze, bo się nie mieściło.
            Pies sikał wtedy, gdy dzieci zasnęły po karmieniu. Psa brałam pod pachę, biegiem z 4 piętra schodami na dół, szybkie siku ibiegiem na górę.
            Po 6 tygodniach wprowadziliśmy się do domu, ale nie był zrobiony taras, więc aby wyjechać do ogródka, zrobiłam sobie pochylnię z desek. Musiałam otworzyć oba skrzydła drzwi balkonowych i nagimnastykować się, żeby kołami na te dwie deski trafić. A potem jeszcze z powrotem wjechać do salonu na rozłożoną folię i od razu kółka wózka umyć, żeby nowego parkietu nie zniszczyć. W końcu kupiliśmy drugą spacerówkę, która slużyła do usypiania w domu, a duża spacerówka wylądowała z garażu i wyjeżdżała na ulicę.
            Jak podróżowaliśmy, to jak cyganie - cały samochóz zapakowany, z tyłu dzieci, między nimi pies.
            Oj, naprawdę się działo smile
            • bluemka78 Re: genialna historia z tym psem :) 03.04.13, 14:45
              Żeby było weselej to my mamy dobermana, który musiał się nie tylko załatwić, ale też porządnie wybiegać, żeby go energia nei rozsadzała wink no i utrzymać go na smyczy jak zobaczył kota i prowadzić jednocześnie wózek bliźniaczy to też był wyczyn smile))) niestety dziki zwierz to pokusa nie do opanowania, mimo już starej schorowanej, ogólnie bardzo grzecznej suczki smile))
              A żeby było jeszcze weselej to początkiem lipca doszczenimy się o jack russel terriera smile)) dziewczynki uwielbiają zabawy z psem, jednak duży pies nie bardzo się do tego nadaje więc będziemy mieć jeszcze małego, który wprowadzi na pewno dużo radości w domu, na szczęście nie trzeba będzie już z nimi na smyczy wychodzić smile))
    • camina Re: Do mam, które mają doła... 02.04.13, 16:51
      Dziewczyny, naprawdę znam to wszystko z autopsji. Jeden wielki meksyk w domu, jeden wielki meksyk podczas wyjścia i trakcie, kosmos przy karmieniu i nocne spanie po 3 godziny. Do tego choroba synka, z której do tej pory się nie wykaraskał i nie wykaraska do końca życia. Było cholernie trudno (czego nie widać na tych naszych filmach) i nadal zdarzają się trudne okresy związane z tego typu rodzicielstwem. Ale widzę teraz jak wiele rzeczy nie dostrzegałam, jak nie chciałam dostrzec, jak wiele mi uciekło przez takie, może nie błahe ale też niewielkie problemy. Przykład: oglądam film, na którym podaję rano jednoczesnie moim zaspanym dwuletnim synkom butelki mleka. Jeden zaczyna jeść, drugi krzyczy: jesce nie. I co robi? Bierze swoją ukochaną krówkę, leżac układa ją pieczołowicie na swojej klatce piersiowej, na niej kładzie malutkiego prosiaczka z Kubusia Puchatka i układa na tej krówce. Równiutko, tak by nóżka pasowała do nóżki, a łapka do łapki. Nie udaje mu się, marudzi, że "ksywo" i robi to od nowa. Wiecie co ja robię stojąc obok? Dziamolę i sapię, że zajmuje mu to tak dużo czasu a ja stoję i czekam. Myślicie, że pamiętam o tym słodkim rytuale synka? Nie, pamiętam o sajgonie z brudnymi butelkami, ciągłym bałaganie i wiecznym niedospaniu. Dopiero film mi to przypomniał.

      Trudno uczyć się na cudzych błędach, ale... teraz będąc podwójną mamą odpuściłabym "spinanie się", zachęciła kogo tylko się da do pomocy (nawet sąsiadkę czy znajomą babcię, która nie ma co zrobić z czasem wolnym) i bezczelnie prosiła o pomoc (Mnie takową oferowano, ale było mi wstyd, nie chciałam mieć wobec nikogo zobowiązań). O wszystko, tak by nie tracić tego, co w tym podwójnym byciu mamą jest najpiękniejsze.
      • zandaria03 Re: Do mam, które mają doła... 02.04.13, 19:58
        Dziękuję za ten wątek.Wydrukuję i powieszę na lodówce obok zdjęcia sześcioraczków- "ku pokrzepieniu serc" smile
    • nochalopagus82 Re: Do mam, które mają doła... 02.04.13, 21:48
      Ja też dziękuję - właśnie coś takiego było mi dzisiaj potrzebne smile

      U nas też już coraz lepiej, chociaż nie mogę powiedzieć, żeby kiedykolwiek było jakoś specjalnie źle. Chłopcy - dziś sześcioletni - zawsze byli poukładani i mało problemowi. Ale tylko ja jedna wiem jakim kosztem. Z wczesnego dzieciństwa moich bliźniaków pamiętam, że wszystko było robione pod godzinę, z zegarkiem w ręku. Miałam wręcz obsesję na tym punkcie i wydawało mi się, że jak karmienie opóźni się o kilka minut, to mi się rozjedzie cały misterny plan dnia i będzie Meksyk...

      To było chore - dziś to wiem.
      Ale wtedy jakoś nie umiałam sobie z tym poradzić. Z zazdrością patrzyłam na mamy pojedynczych Maluszków, które na pełnym luzie spacerowały, karmiły i niczym się nie przejmowały.

      Dzisiaj mam chyba jakąś drugą falę kryzysu. Zaczęła się szkoła - na szczęście tylko zerówka i zaczęły się z powrotem choroby. Jedna za drugą. Non stop. Oboje z mężem pracujemy, mieszkamy z daleka od rodziców i jesteśmy zadani tylko na siebie. To jakaś masakra jest sad
      I żyjemy tak sobie w ciągłym pośpiechu, zmęczeni i zniecierpliwieni. I widzę ile mi umyka. I mam świadomość, że to czas, którego nikt mi już nie odda, nie cofnie...

      Smutne to, ale cały czas jeszcze mam nadzieję, że przyjdzie taki moment, że będę umiała cieszyć się macierzyństwem, że przestanę przed tym uciekać...

      Miałam 24 lata gdy urodzili się Chłopcy. Ciąża była chciana, bezproblemowa... Ale ja chyba jeszcze nie byłam gotowa. Tak mi się wydaję. I ten żal, który jest gdzieś w środku, że coś straciłam i coś mi umknęło, nie daje o sobie zapomnieć...
      • agnrek Re: Do mam, które mają doła... 03.04.13, 19:20
        Ja akurat Ciebie doskonale rozumiem. Urodziłam dziewczynki, gdy miałam 32 lata i byłam przeszczęśliwa... na początku smile Ale gdy miały 6 tygodni i ujawniła się bardzo silna anemia (14 wizyt w szpitalu co drugi dzień), a do tego wieczorne mega kolki, odciąganie pokarmu i karmienie co 3 godziny na okrągło, to doszłam do wniosku, że to niemożliwe, żeby wychowywanie dzieci było aż tak ciężkie, że ja nie dam już więcej rady, nie mam siły. Do tego zaakatowała mnie tarczyca, zgubiłam 16 kg w bardzo krótkim czasie. Do lekarza poszłam, gdy w nocy przewróciłam się ze zmęczenia z dzieckiem na rękach. Kiedy wpadła do mnie koleżanka, mama dwójki dzieci. Dłuższą chwilę mnie obserwowała i powiedziała, że ja cały czas obsługuję dzieci - karmię, przewijam, usypiam, potem odciągam pokarm i od nowa - wszystko jak automat, nie mam czasu na zawiązanie więzi z dziećmi. W niedzielę wieczorem już mnie bolał brzuch ze stresu, że rano mąż pójdzie do pracy, a ja zostanę z nimi sama. Będą płakać, a ja nie będę mogła sobie przykręcić trzeciej i czwartej ręki, żeby zająć się nimi w tej samej sekundzie. Nie byłm przerażona ilością pracy, ale niemożliwością zajęcia się obiema naraz. Dzisiaj zazdroszczę pojedynczym matkom, które rodzą pierwsze dziecko, są tylko dla niego. Nie mogę pojąć, po co oboje rodzice idą przewijać jedno dziecko smile Dziwię się, że matka trzyma na ręku dziecko, a prosi tatę, żeby jej podał butelkę. Jak to - przecież ja nieraz dwie butelki w ręku trzymałam!
        Tak sobie po jakimś czasie uświadomiłam, że ja nie wiem, czy ja w ogóle lubię swoje dzieci. Dopiero, gdy miały ponad rok, to doszłam do wniosku, że mam bardzo fajne córki, wcześniej ich tak nie odbierałam. Dopiero wtedy zaczęłam z nimi nawiązywać głęboką więź, którą mamy do dzisiaj.
        Dzisiaj, gdy koleżanki mi zazdroszczą i mówią, że też zawsze marzyły o bliźniętach, odpowiadam - uważaj, o czym marzysz, bo jeszcze się spełni smile I wiem jedno - nigdy w życiu nie pełniłam bardziej wyczerpującej roli niż bycie mamą bliźniąt.
        Czy gdybym mogła cofnąc czas, chciałabym urodzić bliźnięta? Nie wiem, odpowiem za parę lat smile Jeszcze za dużo z tego niemowlęcego koszmaru pamiętam smile smile smile
        • bluemka78 Re: Do mam, które mają doła... 04.04.13, 10:40
          Agnrek miałam dokładnie tak samo. Jak już obie dziewczynki były w domu, my z mężem sami i ktoś musiał pojechać na zakupy to mąż widząc mnie przerażoną wysłał mnie do sklepu, ja mimo innych rzeczy z którymi kobiety sobie nie radzą, a z którymi ja nie mam żadnego problemu bałam się zostać sama z własnymi dziećmi. Chętnie wymieniłabym koło w dostawczaku zamiast zostać wtedy z nimi sama, tak bardzo bałam sie że sobie nie poradzę z tym do czego kobieta jest przecież stworzona wink teraz mogę się z tego śmiać, później już śmigałam ze wszystkim, ale pierwsze chwile były dla mnie naprawdę przerażające jak sobie dam radę smile)))
          • poprostu69 Re: Do mam, które mają doła... 28.03.14, 13:24
            nie wiem czy ktoś tu jeszcze zagląda ale ja jestem mamą dwóch półrocznych dzieciaków zupełnie inaczej się rozwijających a teraz o zgrozo syn zabkuje i strasznie marudzi płacze nie wiem czy wierzycie w skoki rozwojowe ale wg tabelki to jest wprost gradobicie i nawet to by się zgadzało bo w domu mam prawdziwy haos. chętnie bym uciekała albo podrzucila komuś dzieciaki na weekend tak by za nimi chociaż zateskmic a mieć czas tylko dla siebie by poczytać książkę. a tak jedno płacze drugie płacze oba chcą na ręce więc i ja płacze. mam nadzieję że jeszcze ktoś tu zajrzy smile
            • Gość: 13alexa Re: Do mam, które mają doła... IP: *.syrion.pl 30.03.14, 23:56
              NO właśnie dzięki Twojemu wpisowi tutaj zajrzałam, bo nie wiedziałam, że jest taki wątek smile
              Oj ciężko jest, moje skończyły właśnie 13 miesięcy a ja mam wrażenie, że jest przy nich jeszcze więcej roboty niż było do tej pory. Ciągle się rehabilitujemy. W domu meksyk na kółkach i jeszcze gorzej, a oprócz nich mam jeszcze 3-letnią córkę. Jestem sama z całą trójką od 4 m-cy, bo mąż bardzo daleko pracuje i nie widujemy się. Wczoraj miałam apogeum wrzasku i płaczu łącznie z zanoszeniem się i wpadłam na genialny pomysł, nie mogąc ich obu wziąć na ręce, rozłożyłam kołdrę na podłodze położyłam się na środku i przytuliłam je każdą z jednej strony (dzięki Bogu, że moja starsza córeczka była wyrozumiała). Uspokoiły się i zasnęły.
              Ale miałam jakiś miesiąc temu załamanie gdy o od 3 rano do 5 wszystkie trzy darły się wniebogłosy - jedna nakręcała drugą. W końcu usiadłam na środku pokoju i zaczęłam ryczeć jak bóbr, aż moja córcia starsza przestraszyła się co się dzieję, że ja tak strasznie płaczę. Ukochała mnie i powiedziała "nie płacz mamusiu już, dobrze to ja też przestanę" no i jakoś się ogarnęłam. I to prawda co dziewczyny piszą, że pierwszy rok/lata to gehenna i człowiek bardzo dużo traci, bo zamiast skupiać się na pozytywach posiadania dzieci widzi tylko wszystko co złe i irytujące. I pomimo napominania się codziennie, że jutro będzie lepiej i że gdybym teraz miała dzieci byłabym lepsza itp HAHAHA to tylko słowa, bo zmęczenie by nie zniknęło.
              Ja mam motto, że byle do przodu dzień, miesiąc, rok. No bo przecież kiedyś musi być dobrze smile
              • Gość: kasia Re: Do mam, które mają doła... IP: *.tvkslupsk.pl 31.03.14, 09:57
                13alexa napisał(a):
                No bo przecież kiedyś musi być dobrze smile

                taaa....
                ja mam podobnie, tylko mówię " Dzieci pójdą na studia to sobie odbijemy" smile
                Dzieciaki mają prawie 1,5 roku. Zostało bagatela jakieś 16 latsmile

                pójdą na studia to:
                wyśpimy się,
                zjemy spokojnie,
                wyśpimy się,
                posprzątamy i będzie czysto choć przez kilka minut,
                wyśpimy się,
                obejrzymy w całości wiadomości
                wyśpimy się,
                • nochalopagus82 Re: Do mam, które mają doła... 31.03.14, 16:04
                  Moi chłopcy w listopadzie skończyli 7 lat.

                  Na pocieszenie napiszę Wam, że jest lepiej niż jak byli tacy zupełnie malutcy.
                  Można już się dogadać, pójść na jakiś układ, w miarę spokojnie zjeść i czasami nawet pogadać przez telefon, bez przerywników typu: "Wyjmij to z buzi" czy "Nie liż podłogi" smile

                  I co najfajniejsze, to to, że teraz to my ich budzimy, a nie oni nas big_grin

                  Nie powiem, że problemów nie ma - bo są i to nieraz dużo gorsze i poważniejsze niż kiedyś.
                  Czasami nawet łapię się na tym, że tęsknię za czasami kiedy byli maleńcy i jedynym zmartwieniem była nieprzespana noc, albo wyżynające się ząbki...
                  I broń Boże nie umniejszam tu wcale wagi problemu, bo sama w tamtym czasie marzyłam tylko, żeby byli starsi, przestali ząbkować i przesypiali dłużej niż 2 godziny ciurkiem smile

                  Teraz jak jest szkoła, koledzy, obowiązki, to też nie jest łatwo. Chłopaki coraz mocniej walczą o niezależność. Wymigują się od obowiązków, pyskują ile wlezie i kłócą tak często jak to tylko możliwe. Słowa: "Mamo, a on mnie..." powodują już u mnie wysypkę. Brakuje czasu na wszystko, bo są zajęcia dodatkowe i odrabianie lekcji. Zakupy czy załatwienie czegokolwiek wcale nie jest prostsze, bo trzeba się nasłuchać jęczenia, że im się nie chce, że tracą czas i takie tam różne smile

                  Ale jest lepiej - zdecydowanie!
                  I już bym chyba nie chciała wracać do czasów gdy byli malutcy.

                  Teraz też zdarza mi się, że mam ochotę pierdyknąć to wszystko, spakować plecaczek i uciec w Bieszczady smile
                  Ale takie myśli nachodzą mnie dużo rzadziej niż kiedyś.

                  Będzie dobrze Dziewczyny - inaczej i lepiej.
                  I to już całkiem niedługo - wiem co piszę smile

                  Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i trzymam kciuki za Was.
                  I za siebie też troszeczkę wink

                  Kinga
    • bejbi30 cudny watek!! 02.04.14, 12:47
      camina super pomysl na wateksmile pozwole sobie tez dolozyc moich pare groszy..
      moje skarby maja prawie 4 lata i od czasu pojscia do przedszkola (mimo chorob) moge powiedziec, ze jest latwiej. nie oznacza to ze mam wiecej czasu na cokolwiek, ale staly sie bardziej komunikatywne, samodzielne.
      poczatek to byl dla mnie jeden wielki koszmar, wczesniaki, odciaganie pokarmu, pobyty w szpitalu, wizyty u specjalistow, roczna rehabilitacja obu. podobnie jak nochalopagus82 (dziekuje Ci ze o tym napisalas, myslalam, ze tylko ja tak mialam) mialam fiola na punkcie karmienia dzieci-ani minuty pozniej, tyle razy ile trzeba-ale corka urodzila sie z waga 1900 g wiec sie usprawiedliwialam przed soba... dzis widze, jakie to bylo chore, do dzis sie lapie na tym, ze musztruje dzieci jesli chodzi o posilki. podobnie jak agnrek obslugiwalam dzieci jak automat, nie bylo czasu na tkliwosci, uczucia, przytulania, pozno to do mnie dotarlo. i tak mialam komfort w postaci pomocy mojej mamy, ale jak jedna z Was-pomoc czesto odrzucalam, bo taka niby samodzilna bylam, idiotka ze mnie!! koszmarem byly wyjscia na spacer-mieszkam w bloku, targanie podwojnego wozka z fotelikami na dol, a ja po cesarce. spacery z wrzeszczacymi dziecmi podczas gdy w parku inne mamy opalaly sie lub czytaly ksiazki, ja musialam sie godzine nalazic, zeby zasnely (jesli w ogole). bylam na spacerze wsciekla, bo w domu w tym czasie ogarnelabym chate lub ugotowalabym obiad, a tak musialam lazic po dworze. szalu dostawalam patrzac na bratowa ktora swoje pojedyncze dziecko przewijala razem z moim bratem, potrzebowala rowniez jego towarzystwa do karmienia, coz za marnotrastwo czasu! ja sama karmilam dwojke, jak sie jedno napilo fik na brzuszek do odbekniecia, a ona potrzebowala pomocy przy jednym, smiechu wartesmile
      dzis ciesze sie ze mam cudowne przekochane dzieciaczki, ktore swietnie sie rozwijaja, bawia mnie do lez, ale tak pierwszy rok dal mi w kosc, ze nie zapomnialam i szczerze-nikomu blizniat nie zycze. nie przeszlo mi jeszcze. moje dzieci potrafia sie same soba zajac, maja jak chca towarzysza do zabawy, coraz czesciej zamykaja sie przede mna w swoim pokoju, co mnie cholernie cieszysmile a dziecko brata... coz, nie zajmnie sie soba minute, wiecznie sie nudzi. czy to taka "nagroda" za poczatkowe trudy?wink
    • taka_sobie_2 Re: Do mam, które mają doła... 03.04.14, 13:44
      Czasem czytuję to forum. Nie mam bliźniaków tylko pojedynczy egzemplarz, obecnie półtoraroczny, ale w początkowej fazie ciąży lekarka podejrzewała bliźniaki bo coś tam niby widziała. No i 2 tygodnie żyłam z myslą, ze chyba bliźniaki. Tak sobie myślałam - aaaa, raz a dobrze i potem spokój, dwójka wystarczy. Ale jednak teraz stwierdzam, że lepiej chyba pojedynczo. Mój synek jest raczej pogodny i mało marudzący a mimo to czasem nie mam siły, nie wyobrażam sobie dwójki dzieci na raz. A tyle tu czytałam o mamuśkach, które sobie chwalą bliźniaki, że to podwójna radośc jest! A mi wystarczy w zupełności radość pojedyncza smile Przynajmniej mam czas na wspomnianą już przez was tkliwość, miłość i nie mam wrażenia, że obsługuję dziecko jak automat. Poza tym mój mąz trochę wyjeżdża służbowo, ja wtedy zwijam się z małym do mojej mamy na tydzień czy dwa. Z bliźniakami sobie nie wyobrażam, podwójna robota, podwójny krzyk, nie byłoby już za bardzo jak spać bo mama ma małe mieszkanie (śpię z małym na łóżku, jak spać z dwójką?). No i nie miałabym sumienia zostawić dwójki mamie na parę godzin żeby wyjść na miasto czy do koleżanki. A jedno dziecko owszem, zostawiałam nie raz i nie było problemu. No gdzie są teraz te mamusli co tak zachwalały bliźniaki i niemalże współczuły pojedynczym mamom? wink Bo ja współczuję tym bliźniakowym mamom. Ja przy jednym dziecku znajduje czas na odpoczynek w ciągu dnia jak mały śpi, często zostawiam dziecko z mężem i wychodze. Zostawić bliźniaki... no to już duuużo gorzej...
      • nochalopagus82 Do taka_sobie_2 03.04.14, 14:17
        Z pojedynczym dzieckiem na pewno jest łatwiej.
        Przynajmniej na początku.
        I wygodniej.

        Myślę jednak, że do czasu.
        Bo jak dziecko nie ma rodzeństwa, to nie ma się z kim bawić i bardziej angażuje rodziców.
        A jak chce mieć rodzeństwo i rodzice decydują się na kolejne dziecko, to wtedy moim zdaniem jest większy Meksyk niż przy bliźniakach smile Bo dwoje dzieci w różnym wieku, to podwójny kłopot w zaspokojeniu zupełnie różnych potrzeb.

        A tak - my mamy bliźniaków, przejdziemy jakoś przez ten najtrudniejszy początkowy okres i później to już zasadniczo będziemy mieć z górki.
        A mamy pojedynczych dzieciaczków - cóż - pogadamy jak się zdecydujesz na drugie dziecko, znowu będziesz zarywać noce, przerabiać kolki i ząbki, a my tym czasie będziemy sobie spokojnie odpoczywać, robić karierę i co tam tylko sobie wymyślimy wink

        A nasze bliźniaki?
        Będą już szczęśliwie odchowane, a problem kupek i zupek dawno zostawimy daleko w tyle smile

        I nie piszę tego złośliwie - bardziej chyba ku pokrzepieniu.
        Bo nawet jeśli początki są trudne, to bliźniaki potrafią to później bardzo wynagrodzić.
        I to podwójnie big_grin
        • monia1-23411 Re: Do taka_sobie_2 03.04.14, 20:58
          Ja jako matka córki 15 letniej i prawie 5 cioletnich bliźniaków zdecydowanie wolałabym mieć te dzieci pojedynczo (chodzi oczywiście o te bliźniaki).
          Więc proszę nie wypowiadać się w imieniu wszystkich bliźniaczych mam smile
          • rozalka81 Re: Do taka_sobie_2 03.04.14, 21:37
            No właśnie! Bo fakt, że ktoś ma bliźniaki nie znaczy, że na tym poprzestanie... Może być druga a nawet trzecia ciąża smile I też będą problemy z zaspokojeniem zupełnie różnych potrzeb starszych i młodszych dzieci smile Bliźniaków podwójnie smile
            • bejbi30 Re: Do taka_sobie_2 04.04.14, 12:54

              dla mnie to hardkor, blizniaki a potem druga a nawet trzecia ciaza...
              u nas "warsztat zamkniety"wink
              • nannyjo32 Re: Do taka_sobie_2 04.04.14, 13:37
                oczywiscie ze jest lepiej miec jedno dziecko bo mozna sie tylko jednemu poswiecic, przy blizniakach musisz to robic ray 2. Ja nie zaluje ze mam blizniaki, teraz maja juz ponad 4 lata, bawia sie razem, sa juz w jakims stopniu samodzielne. Od wrzesnia ida do szkoly (mieszkam w UK) od 9.15 do 3.15 wiec bede mogla wrocic do pracy. Przez 4 lata spedzamy czas bardzo aktywnie, najgorsze jest to ze nauczylismy je niesiedzenia w domu i juz rano musi byc wyjscie, drugie popoludniu. Wiec chcac nie chca pomimo ze chce sobie usiasc trzeba z nimi wyjsc.
                Coraz wiecej tez slysze od innych ludzi ze chca blizniaki, moja najlepsza przyjaciolka byla zalamana jak miala USG i znalezli tylko jedno dziecko, do tej pory mowi ze ma nadzieje ze sa 2. W Uk chyba jest jakas moda na ciaze mnogie.
                Musze przyznac ze nie mielismy zadnej pomocy przez te lata, za to wychodzilismy na grupy blizniakow i inne zabawowe spotkania gdzie mozna bylo poznac duzo ludzi z dziecmi.
                Ja nie planuje wiecej dzieci i planowalam tylko jedno ze wzgledow osobistych. Mysle ze ktos z gory to zeslal ze mam blizniaki. Pozatym nie leczylam sie, ani nie mialam przypadkow blizniakow w mojej rodzinie ani meza. Poprostu przypadek.
                • zandaria03 Re: Do taka_sobie_2 04.04.14, 13:55
                  U mnie też jest duuuuuuużo lepiej. Magicznym momentem były 3-cie urodziny i pójście do przedszkola. Bliźniaki baaardzo się zżyły ze sobą, zaczęły się bawić samodzielnie, nie angażując mnie-ostatnio przez godzinę siedziały w łóżeczku Hanki i Hanka "czytała" bajki Adasiowi. Różnica jest kolosalna.
                  Przesypiają całe noce-to ja je budzę o poranku ku ich niezadowoleniu wink
                  Same jedzą,powiedzą na co mają ochotę, więc posiłki są mniej stresującesmile
                  Powiedzą, co je boli, dlaczego płaczą, zaproponują zabawę ,spacer-generalnie super się z nimi teraz rozmawia.
                  Tak bardzo teraz żałuję tego,że byłam taka koszmarnie znerwicowana w pierwszych miesiącach ich życia,że nie umiałam się nimi cieszyć. Gdybym mogła cofnąć czas.
                  Śpieszmy się kochać nasze dzieci-tak szybko dorastająsmile
        • monia1-23411 Re: Do taka_sobie_2 04.04.14, 19:08
          Dla mnie bycie matką bliźniaków to wieczne gonienie za czasem. Straszne jest to, że nie mogę wystarczająco czasu poświecić własnym dzieciom Niestety mam ich dwóch na raz. A doba ma tylko 24 godziny i w międzyczasie trzeba przecież zrobić zakupy, posprzątać, ugotować, wyprać, wypracować, zawieść dziecko do przedszkola, zawieść drugie na zajęcia indywidualne z wwr, zawieść na rehabilitację odebrać córkę ze szkoły, odebrać syna z przedszkola. I nie jest to tak jak niektórzy myślą, że w tym samym czasie jadzą czy płaczą. Niestety moje dzieci mają bardzo różne potrzeby i są swoim przeciwieństwem. Jedno co ich łączy to te same geny i czas załatwienia potrzeb fizjologicznych w tej samej sekundzie. A sedes tylko jeden smile
          Jak urodziłam córkę w pełni mogłam się cieszyć macierzyństwem. Teraz przy bliźniakach macierzyństwo kojarzy mi się z wyrzutami sumienia, że mam za mało czasu dla własnych dzieci.
          • nannyjo32 Re: Do taka_sobie_2 04.04.14, 23:34
            monia1 masz porownanie jak to jest miec jedno, jak 2 na raz. Ja nie mam mam 2 od poczatku i nie wiem co to znaczy miec jedno, widze tylko znajome jak maja latwo z jednym dzieckiem. Pracowalam tez z dziecmi i zawsze mialam wiecej niz 3 do opieki, nie wiem jak to jest opiekowac sie tylko jednym. No ale pracowac z dziecmi to co innego niz miec wlasne dzieci.
            Czasami jak zostaje z jedna z corek to jest dziwnie.
    • paulinus2001 Re: Do mam, które mają doła... 07.04.14, 16:53
      Bardzo dziękuję za ten wątek. Powinien chyba się nazywać ku pokrzepieniu serc. Ja też straciłam dużo czasu na "prace jako mama" a mało czasu poświęciłam na bycie mamą tzn. przytulanie, kołysanie itd. Normalnie nie było na to wszystko czasu. Zwłaszcza jak dzieci miały kolki. Wtedy to miałam wrażenie, że żyje w jakimś równoległym świecie. Nie wiedziałam kiedy jest noc, a kiedy dzień. Wczoraj usłyszałam, że moja szwagierka to myślała, że zajmowanie się 2 dzieci niewiele różni się od zajmowania 1, bo przecież nie wszystko robisz razy 2, bo np. obiad gotujesz 1. Załamałam się. Dopiero jak spędziła z nimi dzień to zmieniła zdanie. Mam jednak wrażenie, że wiele mam pojedynczych tak uważa. To straszne! Ostatnio miałam jakiś kiepski dzień. U syna ostatnio bunt 2-latka wrócił z podwójną siłą. Chciałam wyżalić się w pracy, że dzieci ogólnie są męczące, że mam dość, że w co ja się pakowałam. Na co moja koleżanka- pojedyncza mama mówi, że ona to chce mieć jeszcze 2 dzieci, bo są takie cudowne. Powiedziałam jej, że w takim razie życzę jej bliźniaków. Ona stwierdziła, że to byłoby super rozwiązanie. Moje dzieci mają 2l i 4m. Może i jest łatwiej pod niektórymi względami, choćby dlatego że przesypiają całą noc (do 6;P). Ale za to non stop się biją, kłócą, na spacerach 1 chce iść w 1 stronę, drugie w drugą. Czasem mam ochotę zostawić je na środku drogi i wrócić sama do domu. A nie ciągnąć drące się dzieci za ręce po ziemi, ale cóż zrobić. Życie postawiło przede mną takie wyzwanie i staram się sprostać mu najlepiej jak potrafię. Mam tylko nadzieję, że moje dzieci nie znienawidzą mnie kiedyś za to, że byłam złą matkąsmile
      • kittka25 Re: Do mam, które mają doła... 07.04.14, 20:50
        o - ja tez dziękuję za ten wąteksmile miałam wyrzuty sumienia ze mnie zazdrosć zżera jak patrzę na mamy pojedynczych dzieci na placu zabaw - ostatnio miałam kryzys jak córce wyciągałam z buzi szkło a syn w tym momencie skorzystał z mojej nieuwagi i delektował się psią kupą - przy starszej córce cos takiego nie miało miejsca - kocham moje dzieci ale bliźniaki to naprawdę ogromne wyzwanie. Te chwile kiedy bawią sie zgodnie razem są swietne - ale nie zyczę nikomu bliźniąt - no chyba ze miałby jakąs pomoc na co dzień.
        • Gość: Efkaka12 Re: Do mam, które mają doła... IP: *.dynamic.chello.pl 25.04.14, 14:26
          Jestem mamą 12-o latki, 8-o latki i 2 letnich bliźniaczek. Dziękuję opatrzności, że nie miałam bliźniąt pierwszych, bo widzę ile trudu, siły, wytrzymałości wymaga zajmowanie się dwójką naraz. Pomimo mojego doświadczenia ze starszymi dziećmi rozwalają mnie sytuacje, których nie miałam opiekując się jednym malutkim dzieckiem. I bynajmniej nie chodzi mi tylko o niemożność noszenia dwójki jednocześnie. Myślę o totalnej zazdrości tych małych, a co za tym idzie śladach po ugryzieniach, siniakach. O niebezpiecznych sytuacjach, bo czasem trudno jest skontrolować drugie, zajmując się pierwszym, o zaskakujących pomysłach wygenerowanych przez dwie głowy. Przyznam, że pomimo dystansu do wielu spraw, mam takiego doła jakiego nie miałam przy tamtej dwójce. Czekam na czas, kiedy przestaną płakać jednocześnie z dwóch różnych powodów, marudzić z nie wiadomo z czego, "kłócić się" non stop, bo moje musi być na wierzchu. Może ten czas nadejdzie...
          Pozdrawiam wszystkie bliźniacze (i nie tylko) mamy
          • cpt1 Re: Do mam, które mają doła... 04.05.14, 15:16
            Moje blizniaki maja dopiero 3 miesiace i jest ciezko. Sa placzliwymi dziecmi i placza duuuzo. nie sypiaja w dzien poza spacerem i od czasu do czasu 1 drzemka. Noce na szczescie przesypiaja ale z zasnieciem sa ciezkie przeprawy. Marudzenie, placz itp. Jestem wykonczona, zdolowana i czesto placze razem z nimi bo nie wiem juz sama co robic zeby nie plkaly. Do tej pory skutkowalo bujanie na lezaczku ale i to sie powoli nudzi. Mata ciekawi ich na 10 minut, grzechotki, zabawki tez. Sa jeszcze mali i malo komunikatywni. Czekam kiedy podrosna i bedzie z nimi jakis kontakt bo łudze sie ze bedzie lepiej. Tylko kiedy to nastapi...?
            • poprostu69 Re: Do mam, które mają doła... 05.05.14, 11:33
              u mnie najbardziej targają wyrzuty sumienia ze mało sie z nimi bawię ze mało je przytulam , że mało poświęcam czas (bo te pojedyńcze napewno sa przytulane i w ogóle a tu trochę ten troche tamten ) ale jak już ten czas jest uwierzcie mi nie mam siły i przez to wydaje mi się ze jestem fatalną mamą sad teraz tyle się mówi o wychowaniu w blioskosci ciągłym stymulowaniu dzieci kiedys kazdą wolna chwilę je czyms zajmowałam stymulowałam by nie miały w zyciu gorzej by nie były "cofnięte" teraz już wyluzowałam bo widze ze i tak maluchy rozwijają się zupełnie nieksiążkowo ale co z tego ze mały nie sziedzi jak ma 8 m-cy ma przeciez na to jeszcze spokojnie 2 m-ce a i tak urodził się miersiac wczesniej no ale mój świr macierznski juz panikował bo jego siostra dawno już to potrafi ahhhh ale kocham je bardzo i staram się bardzo mimo że już czasem nie mam siły ale spokojnie juz w lipcu do pracy więc jeszcze sama bede je męczyć przytulaskami tak przynajmniej mam założone tongue_out
              • cpt1 Re: Do mam, które mają doła... 05.05.14, 16:42
                Ja tez mam wyrzuty ze mało je zabawiam, ze mało nosze i przytulam. Ale po prostu sily nie mam na to. A do tego placzliwosc syna jest wykanczajaca. Dzis przechodzi sam siebie, placz a raczej wycie jest od rana. Nic nie skutkuje sad i tak każdego dnia.
                • zandaria03 Re: Do mam, które mają doła... 05.05.14, 17:59
                  Zobaczycie,będzie lepiej.Z każdym miesiącem będzie lepiej. Boże,jak ja sobie przypomnę ich pierwszy rok życia.Adam cały czas ulewał chlustając-gdzieś wyczytałam,że ulewanie u niektórych dzieci skończy się po 8-ym miesiącu życia.Ten termin wydawał mi się taki odległy,a nawet nie wiem,kiedy to zleciało.Adam skończył 8 miesięcy i przestał ulewać jak ręką odjął.
                  Potem przesypianie nocy.Wydawało mi się,że już nigdy się nie wyśpię.Rzeczywiście-2 lata dały mi po popalić,ale teraz z mściwą satysfakcją to JA JE RANO BUDZĘ ku ich niezadowoleniu wink.
                  Wszytkie złe wspomnienia jakoś ulegają z czasem zatarciu...
                  Uważam,że nie ma co się katować wyrzutami sumienia,że nie poświęcamy tyle czasu każdemu z bliźniąt ile byśmy poświęciły pojedynczemu dziecku. Poświęcamy im tyle ile możemy, nie jesteśmy cyborgami Ja już dawno pogodziłam się z myślą, że byłam idealną spokojną matką przed ich narodzinami smile. Teraz po prostu staram się być wystarczająco dobrą mamą. Nie widzę, żeby moje bliźniątka miały jakieś deficyty emocjonalne z tego powodu, że nie karmiłam piersią, nie spaliśmy nigdy razem w łóżku, czy że dzieliłam uwagę zawsze na dwoje.
                  Ja zazdroszczę moim dzieciom i mojemu mężowi-bliźniakowi, że mają zawsze obok siebie swojego najlepszego kumpla. Zazdroszczę im tej więzi...
                  • Gość: mariola Re: Do mam, które mają doła... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.14, 21:33
                    Dziękuję za ten wątek. Moje bliźniaki mają 5 miesięcy i mogę stwierdzic, że jest ciut lepiej, ale wciąż bardzo ciężko. Mamy jeszcze 8-latka i 5- latkę. Przez większosc czasu wychowuję całą czwórkę sama gdyż mąż pracuje za granicą i przyjeżdża co 6 tygodni, na 2 tygodnie. Dni są ciężkie, ale marzę o przespanych nocach, ktore dadzą mi siły na codzienne zmagania. Moze to głupie, ale do tego dobija mnie fakt, ze niestety nie chudnę mimo, ze karmię wyłacznie piersią i duzo chodzę.
                    • dzieciuchowo Re: Do mam, które mają doła... 05.06.14, 12:45
                      Moi chłopcy mają 2,5 roku i dopiero teraz odczuwam, że jest lżej. Mam po prostu więcej energii niż gdy chodziłam ciągle wokół nich. Pomimo, że co chwilę się kłócą, płaczą, to i tak jest o niebo lżej. Najważniejsze, to zacisnąć zęby i przeczekać. smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka