Dodaj do ulubionych

Życie codzinne bliźniaków i ich rodzeństwa

23.09.04, 13:01
Właściwie jestem tutaj od niedawna, ale bardzo bym chciała nawiązać kontakt z
ludźmi ,którzy mają tak jak ja dużo dzieci i w tym jeszcze bliźniaki.
Szczególnie interesuje mnie zwykła przyjacielska pogawędka na temat dnia
codziennego. Chciałabym, żeby każdy podzielił się ze mną czyś poprostu takim
zwykłym, codzinnym dniem. Interesuje mnie także wasze spostrzeżenia na to,
jak reagują na was inni ludzie. Ja np. na ulicy zawsze patrze na wózki, czy
nie jest podwójny i potrafię biec za mamą bliźniaków pół miasta, żeby z nią
pogadać. Zupełnie tak jak to zrobiła Iza, z którą leżałam w szpitalu.
Najpierw zobaczyła duży wózek. Podeszła, bo też ma bliźniaki i się okazało że
to ja. W ciągu 10 min chciałyśmy powiedzieć sobie jak najwięcej o dzieciach,
ale nie dało rady.
Obserwuj wątek
    • asia.t Re: Życie codzinne bliźniaków i ich rodzeństwa 23.09.04, 14:51
      Madziu, jeśli jesteś z Warszawy - zapraszam na spotkania Warszawskiego Klubu
      Bliźniaka albo spotkanie bliźniaczych mam - tam nie mówimy o niczym innym wink
      • jol5.po Re: Życie codzinne bliźniaków i ich rodzeństwa 24.09.04, 11:23
        Madziu, jak masz ochotę, zapraszam Cię na wątek WIELE DZIECI I INNI (forum "Z życia rówieśników")
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=573&w=13007668&v=2&s=0
        Ja, jak wynika z nicku mam 5 dzieci, duzo dziewczyn trójkę, nikt nie ma jeszcze bliźniaków, byłabyś pierwsza, gadamy tam sobie własnie o codziennym zyciu, ostatnio zresztą raczej o tym jak sobie nie radzimywink, zawsze fajnie sobie razem ponarzekać smile, ale też cieszymy się małymi radościami dnia codziennego
        Czekamy, pozdrawiam Jola
      • madziamarzec Re: Życie codzinne bliźniaków i ich rodzeństwa 27.09.04, 08:59
        Asiu!
        Niestety nie jestem z Warszawy. I nad tym chyba bardzo ubolewam, bo Wy jak
        widzę się fajnie tam zorganizowaliście. Ja gdybym nie nudziła się w pracy, to
        nigdy bym nie przypuszczała, że w Polsce jest tyle bliźniaków. A co
        najwazniejsze, że są jeszcze ludzie, którzy mają co najmniej tyle dzieci, co
        jak i potrafią sobie radzić, a nawet cieszyć. Co wcale nie znaczy, że ja się
        nie cieszę z moich chłopaków. Ale prawda jest taka, że nawet jak jestem u mamy
        i gdzieś na mieście zobacze, że idzie kobitka z "dużym" wózkiem, to okazuje
        się, że wcale nie jest taka chętna wymienić się doświadczeniami, albo chociażby
        pogadać. A ja uważam, że jak byśmy znali jakiś bliźniaków w naszym wieku , to
        by było fajnie, bo fajnie sobie popatrzeć na dzieciaki.
    • mirella67 Re: Życie codzinne bliźniaków i ich rodzeństwa 27.09.04, 10:08
      Witaj Madziu!
      Chętnie dołączę do dyskusji i podzielę swoimi doświadczeniami. Mam czwórkę
      dzieci w tym bliźniaki, a mianowicie: Maja (09.94), Marcin (11.97), Marek i
      Mateusz (10.2001). I jest fajnie i wesoło! Żałuje tylko, że z przyczyn
      ekonomicznych muszę pracować, bo za mało z nimi spędzam czasu. Jak wracamy po
      południu do domu - to jest tzw. "walka o ogień", kto się dopcha pierwszy do
      mamy. Fajnie jest obserwować jak się rozwijają i jak bardzo się różnią od
      siebie. Najciekawsze jest to, że rządzi nimi ten najmłodszy, który jeszcze
      niespecjalnie mówi, ale ma taki temperament i moim zdaniem jest diablo
      nadpobudliwy - wybieram się z nim do jakiegoś specjalisty od ADHD, bo on
      czasami nie potrafi zapanować nad sobą. Ale nie chcę tu znów uderzać w jakieś
      dramatyczne tony, także pozdrawiam i chętnie pogadam z innymi wielodzietnymi
      mamami i tatusiami też (czemu nie?).
      Asia.
      • madziamarzec Re: Życie codzinne bliźniaków i ich rodzeństwa 28.09.04, 11:27
        Ja też bardzo żałuję , że muszę pracowaći nie poświęcam swoim dzieciom tyle
        czasu, co powinnam. Z tym, że ja pracuje 4 razy w tygodniu po 6 godzin
        dziennie. Jednak po takim weekendzie, jak miałam osttatnio, to mam wrażenie, że
        już dawno bym oszalała bez tej pracy. Co nie zmienia faktu, że jak jestem w
        pracy, to pranie samo się nie zrobi itp. Ale faktycznie lapiej być "mamą 100-
        procentową" po pracy niż nie mieć siły przez cały dzień.
        pozdrawiam
        • mirella67 Re: Życie codzinne bliźniaków i ich rodzeństwa 28.09.04, 12:34
          Tak tu mamy podobny pogląd, bez pracy chybabym oszalała siedząc w domu. Weekend
          zupełnie mi wystarczy. Jak wracam, niestety późno, bo pracuję 8-9 godz.
          dziennie, to mam taki zapał do odrabiania lekcji z Marcinkiem - no i do zabaw z
          bliźniakami. Przy każdym dziecku tak sobie organizowałam czas, aby zaraz po
          macierzyńskim wrócić do pracy. No i udawało się, a po bliźniakach nawet
          założyłam własną firmę, bo nie chciałam iść po "kuroniówkę", ale w sumie
          niewiele zdziałałam, bo wszystkie ZUS-y i VAT-y po prostu zżarły cały mój zysk.
          Więc teraz grzecznie siedzę sobie na etacie.
          Kobitki - jak sobie radzicie z zazdrością starszych dzieci i zazdrością
          międzybliźniaczą? Jest wogóle coś takiego?
          Pozdrawiam wszystkie mamy i tatusiów.
          Asia.
          • bbas Re: Życie codzinne bliźniaków i ich rodzeństwa 29.09.04, 18:53
            Ja również z tych wielo... cztery córki mam: Ewa - 1997, Agnieszka - 2001 oraz
            Martusia i Justynka - 2003.
            Niestety, nie pracuję (hehehe - fajnie się to pisze), siedzę w domu na
            wychowawczym. Najstarsze dziecię poszło właśnie do pierwszej klasy, więc
            odwieźć trzeba (czasem mężowi się uda tego dokonać), Aga do przedszkola - patrz
            jak wyżej, a ja z maluchami. Z rzadka w domu, bo jakbym miała za dużo wolnego
            czasu, to by mi się nudziło, a tak... za budowanie się jeszcze zabraliśmy.
            Generalnie to jest tak: jak jadę na budowę, albo na budowlane zakupy - zabieram
            rano wszystkie laski, starsze rozwożę, a małe - do babci. Załatwiam przez te
            parę godzin listę rzeczy niemożliwych, zabieram dzieci i wracam do domu. Czasem
            nawet mój mąż jest przede mną. A jak mi się czasem zdarzy dzień "niebudowlany" -
            nadganiam te dni, w które nie było mnie w domu: pranie, sprzatanie i tym
            podobne przyjemności...Czyli raczej na nudęnie narzekam.
            Pozdrawiam
            Basia - mama czterech lasek
            PS Jestem z Rzeszowa
            • madziamarzec Re: Życie codzinne bliźniaków i ich rodzeństwa 30.09.04, 10:21
              Ja kiedyś byłam w strasznym dołku psychicznym i momentami miałam ochotę uciec.
              Szczególnie wtedy, kiedy nie widziałam akceptacji w oczach rodziny mojego męża,
              a wiadomo że obcemu łatwiej się zwierzyć. I spotkałam koleżankę, która mi
              dopiero powiedziała, że to co ja robię jest bardzo ważne, że czasem też
              powinnam odpocząć, wyluzować. Przestałam odwiedzać teściową, mało tego zaczęłam
              mieć ją w d... . Moje życie się zmieniło. Zaczęłam trochę inaczej patrzeć na
              świat. Co wcale nie zmienia faktu, że moje życie nie jest kolorowe. Nie dość,
              że liczę każdą złotówkę, to jeszcze z większością problemów muszę borykać się
              sama, ponieważ mój mąż od rana do nocy w pracy, a pieniądze z tego marne.
              Także jak to mówi moja mama sama ten wózek ciągnę.
              Pociesza mnie jedynie myśl, że nie jestem od nikogo zależna. Bez pomocy
              teściowej daję sobie radę, jej dzieci i zresztą wszystkich "troskliwych" ludzi.
              A do mamy jest 20 km. Więc nie ma sensu wieź dzieci, żeby zrobić zy ciągnąc
              mamę. Nawet jak miałam ostatnio chore nerki, to poszłam z trójką dzieci do
              lekarza. Także lekko nie jest, ale czasem słonko też świeci.
              Pozdrawiam
              • mirella67 Re: Życie codzinne bliźniaków i ich rodzeństwa 30.09.04, 16:29
                Tak trzymaj Madziu. Ja też sobie muszę radzić bez pomocy ani mamy, ani teściów
                (wszyscy mieszkają o wiele dalej ode mnie niż Twoja mama)i daje to nam dużą
                satysfakcję, że sobie sami radzimy, zamiast płakać nad ciężkim losem. A
                wszystkim i tak nie jestem w stanie się podobać, ani im dogodzić, więc martwię
                się tylko tym, aby moja rodzina była szczęśliwa i zdrowa. A słonko świeci sobie
                często.
                • madziamarzec Re: Życie codzinne bliźniaków i ich rodzeństwa 01.10.04, 12:25
                  Ostatnio moje dzieci bawią się w "kupę". Aż mi przechodza dreszcze na samą
                  myśl. Zabawa ta polega na wywaleniu wszystkiego na dywan. Wczoraj zmywałam 4
                  min. Domiś wywalił wszystkie zabawki na dywan, wszystkie swoje ubrania,
                  wszystkie swoje książki. Doszły do mnie jakieś dzikie okrzyki radości, po czym
                  mój najstarsz synuś oznajmia: Mamusiu bawimy się! Zrobiliśmy dla ciebie kupę.
                  Sprzątałam to 2 godziny. Dzisiaj widzę, że znowu pada deszcz. Na dodatek u
                  mnie nikt nie wychodzi z dziećmi, bo jest zimno. Ja jako jedna idę z dziećmi
                  na spacer, jak tylko na chwię przestaje padać. A dzieciom w parku samym się
                  nudzi. Usiedzieć w wózku, to też nie bardzo.
                  Błagam - poradźcie, co wymyślić dzieciom żeby nie wywalały mi całej szafy ubrań.
                  • madziamarzec Re: Życie codzinne bliźniaków i ich rodzeństwa 07.10.04, 09:33
                    Wczoraj przeprowadziliśmy siś tymczasowo do rodziców! Przy tym całym zamieszaniu ktoś wsadził dzieci do jednego łóżeczka i bez płaczku moje dzieci się tam bawiły. Super zabawą okazało się przełożenie nózek przez prądki i machanie nimi. Chyba zacznę to częściej wykorzystywać. Przynajmniej nie będzę musiała pratrzeć pod nogi, żeby nie podeptać żadnej pchełki.
                    Pozdrawiam

                    Madzia: mama Domisia(06.2001), Jasia i Tusia (07.2003)
                    • aglask Re: Życie codzinne bliźniaków i ich rodzeństwa 07.10.04, 21:18
                      Ja również do niedawna wkładałam dzieciaki do jednego łóżeczka, żeby się
                      pobawiły. I faktycznie było trochę spokoju. Na początku podawały sobie zabawki,
                      nawet się całowały, ale gdy zaczynało się robić nudno niestety biły się, więc
                      cały czas trzeba było je pilnować, żeby nie zrobiły sobie krzywdy. Teraz nawet
                      nie próbuję tego robić, bo synek zaczął się agresywnie zachowywać. Jeżeli coś
                      nie idzie po jego myśli to np. wali w podłogę szpadelkiem. Trochę mnie to
                      przeraża, mam nadzieję, że to mu przejdzie. Ale może dla Twoich Maluchów
                      wspólna zabawa w łóżeczku będzie dłużej atrakcyjna. No i będziesz miała trochę
                      spokoju.
                      serdecznie pozdrawiam
                      Agnieszka, mama Ani i Jasia (17.08.2003)
    • madziamarzec Re: Życie codzinne bliźniaków i ich rodzeństwa 09.10.04, 10:32
      Droga Joasiu!Witaj w klubie! Ja na szczęście jestem w tej komfortowej sytuacji, że mam tylko troje dzieci, ale czasem mój dom też przypomina zoo. Moje dzieci czasem też się kompią już o 6 rano. Staram się jednak, żebywirujące łapki moich dzieci nie sięgały wszędzie. Sorry!Muszę dokończyć później, bo będę szukać w necie Domisiowi Kombaja!
    • madziamarzec Re: Życie codzinne bliźniaków i ich rodzeństwa 10.10.04, 11:49
      Mama nadzieję, że tym razem nikt nie będzie chciał oglądać traktora, bo Domiś pojechał na grzyby. Cały dom postawił na głowie.
      Po przeczytaniu Twojego postu jestem bardzo ciekawa, nie chciałabyś pójść do pracy i zamknąć chałupkę, żeby na 8 godzin odpocząć. Mi się zdarzało mieć kilka takich dni, że sama się sobie dziwiłam, jak to ogarnęłam psychicznie i dom stoi na swoim miejscu, ale takiego życia jak Twoje (za przerposzeniem) ale sobie nie wyobrażam. Mam nadzieję, ze masz jakieś takie dni, że dzieci się same sobą zajmą (bez szkuidzenia), a ty sobie chwilę odpoczniesz.
      Ostatnio byłam w Hipernovej porozmawiać z koleżanką, króta pracuje na kasie, a że było trochę ludzi, to weszłam na sklep. Zaznaczam, że całą trójkę wiozłam wózkiem. Domiś sobie zarzyczył pojaździć wózko-samochodzikiem, który musiałam pchać. Ludzie patrzyli na mnie, jak na dziwoląga, że jedno dziecko w wózku pcham, a dwoje w drugim ciągnę. Nienawidzę jak ludzie patrzą na mnie w ten sposób, jakby chcieli powiedzieć na co ci tyle dzieci. Za to jestem w stanie sobie wyobrazić, jak wygląda cała wasza rodzina.
      narazie pozdrawiam
      Madzia
    • madziamarzec Re: zapalenie oskrzeli 12.10.04, 13:31
      Wczoraj byliśmy u lekarza i po trzymiesięcznej przerwie bliźniaki mają początki
      zapalenia oskrzeli.
      Tuś na dodatek mam chore gardło i nie chce łykać leków, nawet nie chce jeść. W
      dzień jest jako tako, ale noce wprawiają mnie w stan depresji. Dzieci kaszlą i
      duszą się. Aż się serce kraje tego słuchać. Może dzisiaj będzie lepiej.
      Żeby się tylko Domiś nie zaraził, bo on nie chce mi brać żadnych leków. Jak mu
      damy na siłę, to ma odruch wymiotny i wszystko idzie spowrotem.

      Pozdrawiam:
      Madzia mama Domisia(06.2001), Jasia i Tusia(07.2003)
      • mirella67 Re: zapalenie oskrzeli 12.10.04, 14:02
        Ohhh to współczuję Ci Madziu. Znam ten ból - ja też Mateuszkowi muszę dawać lek
        na siłę, ale na szczęście wtedy nie wymiotuje. Wymiotuje natomiast po swoich
        atakach histerii. Tak mu się zdarza. Ostatnio zauważyłam, że maluchy coraz
        częściej się ze sobą bawią i biją też. A jak coś wkurza Mateusza - to
        tradycyjnie też wali w ścianę czy podłogę, ale nie przytoczonym tu przez aglask
        szpadelkiem, ale własną głową. Też mam nadzieję, że mu to minie. Ostatnio też
        zabieramy całą drużynę na zakupy i tu spotkała mnie miła niespodzianka -
        maluchy były bardzo grzeczne. Jeździmy też dwoma wózkami sklepowymi -
        każdy "pan" siedzi w swoim i tylko patrzy, co tam tata mu ładuje. A spojrzenia
        ludzi - jakoś się do tego przyzwyczaiłam i zwyczajnie ignoruję - jestem bardzo
        dumna, że mam tylu chłopaków, że najstarsza córka jest taka pomocna i
        grzeczna, że mój 7-latek nieźle radzi sobie w szkole, mimo straszenia nas jego
        rzekomym ADHD i oby tylko tak dalej.
        Pozdrawiam wszystkie wielo-mamy.
    • madziamarzec Re: Zapalenie oskrzeli 13.10.04, 08:58
      Chyba dzieci mi zdrowieją. Wczoraj na dzień dobry usłyszałam, że dzieciaki
      wsunęły po dwie miseczki krupniczku, a dla mnie nie wyglądały na szczególnie
      najedzone. Tuś też zaczął syropki łykać. Nawet wczoraj domagały się chłopaki
      dokładki syropów. Musiałam ich oszukiwać sokiem malinowym. Ale za to usłyszałam
      najpiękniejsze na świecie:"mniam".
      Najważniejsze: dzieci przespały całą noc.HUUUUUUURAAAAAAAAAA!!!!!

      Madzia: mama Domisia (06.2001) Jasia i Tusia (07.2003)
      • madziamarzec Re: Angina 14.10.04, 08:13
        Nie nacieszyłam się zbytnio, że bliźniaki zdrowieją. Dominik mam anginę.
        • oyate Re: Angina 14.10.04, 10:16
          no to współczuje. Moje córy coś dzisiaj w nocy kaszlały i nie wiem co będzie.
          Zobaczę jak wrócę do domu.Mam nadzieję, że Twoje dzieciaczki szybko wyjdą z
          opresji.Pozdrawiam Mama Kasi i Asi (04.06.2002)
    • madziamarzec Re: Wiadomości z frontu! 16.10.04, 12:36
      Zapalenie oskrzeli blixniaków jest jak niekończąca się opowieść. Po piątkowej kontroli okazało się, że daleko im jeszcze do zdrowia. Pytam, dlaczego te diabły majątyle siły, żeby rozrabiać, skoro są chore?
      Domiś to samo, co prawda na kontrolę w poniedziałek. Taka angina rozłożyła by każdego, ale jego nie. skacze po meblach, jak kozica mała. U mnie w domu objawy wszystkich chorób moich dzieci słychać dwa rzay na dobę - w godzinach podawania antybiotyku. Jak blixniaki widzą, że nabieram w strzykawkę, to pod stół i wyją. Jak Domiś usłyszy, to też już wyje, bo wie, że jego nie ominie. Babcia trzyma bliźniaków, a wyrodna matka z chusteczką w jednej ręce ze strzykawką w drugiej daje obrzydliwy klacid (ja bym chyba trzy dni rzyg... , jakbym to raz wypiła). Potem dziadziuś Domisia na stół, zatykamy nos i powolutku inne pasuctwo. Tylko odruch wymiotny i po krzyku. Każdy potem dostaje swoją flaszkę z soczkiem i cisza na 12 godzin.
      • aglask Re: Wiadomości z frontu! 23.10.04, 22:34
        Jak się czują Twoje dzieciaczki? W końcu wyzdrowiały? Mam wrażanie (na
        podstawie Twoich listów), że pod względem temperamentu są bardzo podobne do
        moich. Ostatnio np. wrzucają wszystko co jest pod ręką do sedesu. Gdy wygonię
        je z łazienki, synek stanie chwilę, pomyśli, uśmiechnie się i biegiem gdzie
        inndziej broić. Córeczka jest trochę spokojniejsza, ale przy nim wszystkiego
        się nauczy.
        pozdrawiam
        Agnieszka, mama Ani i Jasia (17.03.2003)
        • madziamarzec Re: Wiadomości z frontu! 24.10.04, 15:14
          Cieszę się Agnieszko, że ktoś to czyta.
          Tak więc bliźniaki są już jakiś tydzień zdrowe. Natomiast Domiś po anginie miał zapalenie oskrzeli, ale też już opanowane. Po chorobie naszych dzieciaków byli wykoyłńczeni wszyscy dookoła. Pod koniec to już wszyscy dostawali leki na siłę. Domisiowi nawet zdarzyło się kilka razy zesikać w majtki po takim dawaniu leków.
          Ale jest wszystko ok. Jeżeli chodzi o temperament moich dzieci to są okropne. Jest ich tylko troje a czasem mam wrażenie, że przynajmniej ze dwadzieścia. Bliźnaiki nauczyły się wyłączać telewizor i jest krzyk, jak wyłączą podczas oglądania bajki. Muszę skończyć, bo Domiś chce ogldać simbę.
        • madziamarzec Re: Czy twoje dzieci się tak brudzą? 25.10.04, 15:47
          A propos sedesu. Jak Domiś zrobi siusiu do nocnika muszę biegiem wylewać, bo Jaś myje w tym ręce. Kiedyś miałam taką sytuację, żę Domiś się rozpłakał, bo mu Jasio kupę z nocnika ukradł. A to dlatego, że Domiś jak robi kupę nie siada na nocniku tylko przykuca.
          Mam pytanie. Twoje dzieci są cztery miesiące starsze od moich. CZY TWOJE DZIECI SIĘ TAK BRUDZĄ? Moje wyglądają (bliźniaki) jak dzieci brudasów: ręce non stop czarne, buzie ze wszystkim, co tylko się da, ubrania w jednym kolorze- brunatnym. Wyglądają jak dzieic, które są nie przebierane i nie myte. W czystym domu są w stanie się tak upier...., że brak mi słów. Latem moje dzieci były kąpane co 2 godziny. Ja wiem, że dzieci się brudzą, ale jak ktoś patrzy na dwie siedzące świnki w wózeczku, to swoje sobie myśli o mamusi. To mnie dosyć stresuje dlatego pytam. A może istnieje jakaś metoda na NAUCZENIE CZYSTOŚCI DZIECI?
          Pozdrawiam
    • aglask Re: Życie codzinne bliźniaków i ich rodzeństwa 25.10.04, 22:01
      Witaj Madziu!
      Przepraszam, pomyliłam się. Moje bąble urodziły się 17.08.2003. Więc są młodsze
      od Twoich. Jeśli chodzi o brudzenie się, to nie mam takiego problemu. Moje
      dzieciaki, chyba jak wszystkie dzieci, brudzą się przy jedzeniu, ale podczas
      zabawy są zwykle czyste. Zresztą córeczka, gdy coś przyczepi się jej do rączek
      szybko je wyciera. A latem też kąpałam je często, ale głównie dlatego, żeby je
      ochłodzić, bo lepiej zasypiało im się po kąpieli, zwłaszcza w upalne dni.
      A wracając do choroby, to nie wyobrażam sobie trójki chorych dzieci, a ja sama
      z nimi w domu. Można chyba zwariować. Mi się jeszcze nigdy nie zdarzyło, żeby
      dwójka chorowała na raz. Ania urodziła się z zapaleniem płuc, ale od tamtej
      pory miała może ze dwa razy katarek. Jaś był dwa razy przeziębiony i raz miał
      zapalenie ucha środkowego. Wtedy nie schodził mi z rąk, a w nocy cały czas
      ciuchał cycusia. Gdyby jeszcze doszła choroba Ani, to nie wiem jak bym sobie
      poradziła. Kołysanie czy wożenie w wóziu w domu wywołuje u moich dzieci
      odwrotny efekt, więc z tego sposobu uspokajania dawno już zrezygnowałam. Ich
      zdaniem wózio jest tylko do spacerków. A dla mojego synka tylko do momentu, gdy
      ma coś do jedzenia, albo picia, potem po prostu wysiada (potrafi uwolnić się z
      pasów zarówno w wózku jak i foteliku samochodzowym). W krzesełku podczas
      jedzenia wytrzymuje najdłużej 10 min. Córeczka widząc to, chce robić to samo.
      No i jest wrzask. Czasami jest ciężko. Zawsze z mężem chcieliśmy mieć liczną
      rodzinę (przynajmniej trójeczkę brzdąców, a najlepiej czwóreczkę), ale na razie
      musimy odłożyć realizacje tych planów.
      serdecznie pozdrawiam
      Agnieszka, mama Ani i Jasia (17.08.2003)
    • madziamarzec Re: Ambulatorium 01.11.04, 11:49
      Wczoraj byłam z Wojtusiem w Ambulatorium dziecięcym. Miał zbyt wysoką gorączkę jak na ząbkowanie,a w niedzielę i to przed świętem wybór lekarza to nie lada sztuka. Po raz kolejny cieszę się z wyboru własnego pediatry. W rozumieniu tej Pani doktor (mgr), która nas badała matka jest złem dla dziecka, to ona doprowadza do wszystkich chorób małe dziecko, które potem nachodzi Panią doktor w szpitalu. Mówię grzecznie, że przed godziną dziecko miało 39 st. dostał Luminal i Pyralgin i obawiam się, że jemu coś jednak jest, co do wtorku może być dosyć niebezpieczne. No to usłyszałam: "Ależ proszę Pani dziecko ma chore gardło!!!!!". Ja na to nadal grzecznie, że na gardło w domu mam następujące leki: Clemastin, Salbutamol. No to odpowiedź:"Gardło nie jest aż tak chore, żeby dawać syropy. Zapiszemy antybiotyk.Bactrim" No to ja mówię, że jestem w posiadaniu takowego leku i że nie ma potrzeby. No skąd oczywiście, że jest potrzeba, bo ten antybiotyk można tylko 7 dni. Dobra pisz babo ten antybiotyk, bo moja cierpliwość się kończy. (Swoją drogą Bactrim to nie antybiotyk i ma bardzo długi termin ważności). Zalecenia: dziecko ma mieć dietę - kleki i glukoza. Odstawić Bioaron, bo wystąpią wymioty i biegunka, Nifuroxazyd (lek na biegunkę, który podaję dzieciom jak przy ząbkowaniu mają luźne kupy)) odstawić- bo wystąpi biegunka, mało pić- bo będą wymioty, witaminy C - nie podawać z uwagi na możliwość wystąpienia biegunki i wymiotów. po czym Pani doktor spogląda w książeczkę dziecka i panika ( w licu Wojtuś trafił tam z drgawkami) - leki przeciwdrgawkowe Luminal i Relanium - podawać. Temperaturę zmierzyć - podamy zastrzyk .Tłumaczę babie, że godzinę temu dostał i cały czpoek Luminalu i pół czopka Pyralginy. Zmierzyłam tempeaturę 37.5 . We średnio ją to zadowoliło. Mierzymy jeszcze raz ( czy tendencja wzrostowa czy malejąca). Jak dziecko dosatało godzinkę temu czopek, to zmalała temperaturka do 36.6

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka