weta1
23.10.05, 17:10
Jestem mamą 8 miesięcznych bliźniaczków. Mąż, ja i nasze dzieciaczki
mieszkamy w tej samej miejscowości co rodzina mojego męża. Przez pierwsze
miesiące sama zajmowałam się dziećmi,choć nie powiem mąż pomagał mi po
powrocie z pracy.Problem podwójnej kolki, podwójnego ząbkowania, ciągłych
masaży brzuszka przeżyłam sama i jestem z tego dumna. Potem pojawił się
problem ze znoszeniem dzieci na spacer(mieszkamy na strychu na 5 piętrze bez
windy), a moje dzieci wyrosły z nosidełek na tyle, że trzeba ich już było
znosić na rękach.Mam fioła na punkcie bezpieczeństwa i boję się schodzić z
piątego piętra z plecakiem i dwójką dzieci na rękach.Zwróciłam się z prośbą o
pomoc do mojej teściowej, która nie pracuje i zajmuje się córką siostry
mojego męża - Kasią. Teściowa nie odmówiła , ale w praktyce wyszło nie
najlepiej, były takie sytuację, że moje dzieci były już ubrane na umówioną
godzinę a tu nagle telefon od mojej teściowej, że jeszcze 15 min, bo Kasia
musi zjeść bułeczkę, raz nie wyszłam wcale, bo do teściowej przyszedł
hydraulik i zeszło mu się dłużej o dwie godziny.Wyszło tak, że kilka razy
moje dzieci wyprowadziłam dopiero jak wrócił mąż czyli po 17.00.Po tych
sytuacjach wspólnie z mężem doszliśmy do wniosku, że jednak będziemy musieli
zatrudnić kogoś do pomocy.Nie stać nas na wiele,jak jesteście rodzicami
bliźniaków to sami wiecie ile wszystko kosztuje, więc zatrudniliśmy
dziewczynę na trzy godziny dziennie, i tak cud, że się zgodziła.Jestem z niej
bardzo zadowolona, nie tylko pomaga mi znosić dzieci, ale również próbuje mi
sprzątać i gotować, choć wcale o to nie prosiłam.Po trzech miesiącach
zaczęliśmy się zadłużać, bo pracuje tylko mąż a mi po urlopie świadczenia
żadne nie przysługują.Jedyne wyjście z sytuacji powrót do pracy.Mam taką
możliwość, żeby pracować dwa lub trzy razy w tygodniu.Jeśli poczekam jeszcze
rok lub dwa pewnie nie będę miała do czego wracać. Znowu zwróciliśmy się z
prośbą do mojej teściowej.Odmówiła, powiedziała,że jej córki nie stać na
zatrudnienie opieki nad Kasią, a ona jest już zmęczona. Spytaliśmy czy Kasia
nie mogła by pójść do przedszkola, bo właściwie do wieku trzech lat brakuje
jej miesiąca.Okazało się,że nie może bo chodzi jeszcze w
pieluchach.Spytaliśmy czy możliwe jest to, żeby teściowa mogła z Kasią
przychodzić do nas (zawsze łatwiej dwójce osób opiekować się trójką dzieci
niż jednej dwójką). Nie, bo w domu u Kasi jest wszysktko pod ręką a tak
wszystko trzeba by przenosić.Na pytanie- więc co mamy robić, odpowiedziała -
zatrudnić pomoc na większą ilość godzin, skoro idę zarabiać
pieniądze.Najbardziej boli mnie to, że jak klika lat wcześniej z mężem
podejmowaliśmy decyzję o kupnie mieszkania to teściowa walczyła o to, żebyśmy
mieszkali w tej samej miejscowości i mówiła, że nam pomoże przy dziecku jak
już się urodzi.Mieszkanie owszem ładne ale na piątym piętrze,nie do końca
byłam zdecydowana, bo daleko do pracy ale argument o dziecku mnie
przekonał.Komu zaufać jak nie rodzinie? Ale jeszcze bardziej boli mnie to, że
teściowa tyle czasu poświęciła jednej wnuczce a dla naszych pociech serca
zabrakło. Nigdy wcześniej nie miałam z nią problemów, może nie przyjaźniłam
się z nią, ale zawsze żyłyśmy w zgodzie i szanowałam ją.Jestem załąmana i
nie wiem co robić. A może ja nie mam racji i nie powinnam tej pomocy
oczekiwać? Dodam tylko, że na pomoc ze strony moich rodziców mogę liczyć
sporadycznie, bo moja rodzina mieszka 300 km ode mnie.