Cesarskie cięcie

IP: *.* 11.08.02, 13:40
Cześć wszystkim, mam pytanie, a właściwie hasło: cesarskie cięcie! Dowiedziałam się że mnie to czeka (ze względu na wzrok) i trochę się boje. Czy możecie mi trochę przybliżyć ten sposób porodu, mam na myśli znieczulenie, gojenie się rany, dochodzenie do siebie i wszystko co mnie czeka. I jeszcze, to czy zobaczę moje dzieci od razu czy nie. Proszę jeśli możecie coś napisać to byłabym wdzięczna. Anna.
    • Gość edziecko: madziara Re: Cesarskie cięcie IP: *.* 11.08.02, 20:01
      WitamMoje córeczki mają już 8 miesiecy i przyszły na świat za pomocą cięcia. Ja miałam znieczulenie podpajenczynkowe i byłam wpełni świadoma tego co lekarze robią i mówią, a mówią mało aby cię nie stresować, nie ma tam słów siostro skalpel i takie tam jak sobie wyobrażałam pełna dyskrecja. Dziecinawet mi położono na piersi ale tylko jedno ze względu na to iż Natalka nie mogła złapać oddechu. Bardzo też szybko mi je przyniesiono i dostawiono do piersi. Bólu nie czułam bo przez pierwsze 2 dni byłam na środkach znieczulających a później już ich nie potrzebowałam. To jak szybko wstaniesz na nogi zależy od twojej silnej woli, ja leżałam pierwsze 24 godziny bo tak trzeba ale następnego dnia samo pełzałam do toalety. # dnia sama podnosiłam się i siadałam. Nie było tak źle jak słyszałam kobiete która przy porodzie strasznie krzyczała dziękowałam niebiosą za tą cesarke.Faktem jest że dłużej leżysz w szpitalu bo 7 dni ale jakoś zleci. Rana goi się szybko tylko trzeba ją dużo wietrzyć ja jak tylko mogłam tos ię kładłam i odsłaniałam brzucho. Głowa do góry będzie OKPozdrawiamy Magda Natulka i Ziziaczek który już raczkuje
    • Gość edziecko: Iwona_P Re: Cesarskie cięcie IP: *.* 12.08.02, 09:27
      Moi chłopcy pojawili się trochę za wcześnie (32 tydzień) i- niestety- nie miałam wpływu na rodzaj znieczulenia, bo poród musiał się odbyć jak najszybciej. Marzyło mi się znieczulenie zewnątrzoponowe, kiedy tak sobie czytałam post Madziary, to Jej trochę pozazdrościłam... Szybko podpisałam zgodę na znieczulenie ogólne, miła pani anestezjolog wszystko spokojnie wyjaśniła, potem już tylko nieprzyjemne przygotowanie do operacji, ale to może pominę. Pamiętam słowa : „Proszę policzyć do dziesięciu...” i potem już „Ma pani dwóch synków”. Chłopców zobaczyłam dopiero następnego dnia. Ponieważ byli bardzo mali (2 kg), musieli zostać na jakiś czas w inkubatorze. Od początku karmieni byli siarą (sonda), potem moim mlekiem. Warunki w klinice, w której rodziłam były tragiczne, tj. oddział położniczy składał się z 5 lub 6 ogromnych sal i JEDNEGO prysznica. Bardzo ciekawe. Jakoś to przecierpiałam, bo na super wyposażonym oddziale neonatologii były moje dzieciaczki, które chodziłam „kangurować” (przytulać do piersi). Cięcie miałam o 22, wstałam już około 10 rano. Bolało, ale aplikowano mi środki przeciwbólowe, więc było OK. Wstałam za namową bardzo miłej położnej, która powiedziała mi, że im wcześniej się podniosę i wyprostuję, tym szybciej będzie dobrze. Święta prawda. Rana (pozioma) rzeczywiście powinna mieć dostęp powietrza. Najlepiej, jak pisze Madziara, „sobie wietrzyć” :) Opatrunek nosiłam kilka dni. Gdyby nie to, że dzieci musiały trochę dłużej „poopalać” się w inkubatorach, po kilku dniach spokojnie moglibyśmy wyjść ze szpitala.Nie martw się Ania. Będzie dobrze. Pozdrawiamy.Iwona i :bounce: :bounce:
      • Gość edziecko: Jerzu Re: Cesarskie cięcie IP: *.* 12.08.02, 11:02
        Może się dołączę :-)Wprawdzie nie rodziłem, ale wiem co działo się z moją żoną.Dostała znieczulenie zewnątrzoponowe. Jak później się dowiedziałem, już podczas leżenia na sali dostała jakiś drgawek (nie wiem czy to tak zawsze jest). Jak ją przywieźli na salę położnic, cały czas miała te dziwne drgawki (tak jakby jej było bardzo zimno). Jak już znieczulenie przestawało działać (po operacji), dostawała środki znieczulające. Ogólnie mogę powiedzieć, że nie było to zbyt ciekawe przeżycie. Dzieci, całą trójkę, zobaczyła dopiero następnego dnia. Urodziły się w 34 tygodniu, wszystkie poniżej 2 kg - były w inkubatorach.Niewątpliwie taki poród trwa krócej. No i ważne jest aby jak najszybciej zacząć wstawać (mimo wszystko). Moja żona już w drugiej dobie wstawała (było to dla niej bardzo trudne - ból brzucha podczas wstawania).Aktualnie nadal są w szpitalu (wszysztkie cztery). Dziewczynki muszą osiągnąć wagę ok 2kg aby mogły być wypisane ze szpitala (taki jest wymóg i wcześniej nie wypuszczą).Gdyby z dziećmi po urodzeniu wszystko było ok, czyli nie było konieczności trzymania w inkubtorach oraz ze względu na stan zdrowia, mogły być zaraz po urodzeniu podane (choć nie byłaby w stanie od razu wszystkich wziąć).Jakiś tydzień później oboje mogliśmy nasze maluszki już kangurować (to jest to! polecam wszystkim etatusiom!)Pozdrawiam,Jurek.
    • Gość edziecko: Agnieszka_J. Re: Cesarskie cięcie IP: *.* 12.08.02, 20:46
      Hej Aniu!Ja rodziłam swoje bliźniaczki przez cc w 35 tyg. Poród zaczął się kilka godzin wcześniej, niż "umówiona cesarka"(położenie poprzeczne i pośladkowe), wylądowałam na porodówce ok. pólnocy - szybko się wzięli do roboty - lewatywa, golenie, jak przy naturalnym porodzie, nikt nie pytał, jakie chcę znieczulenie, zresztą podejrzewam, że o tej porze w szpitalu nie było lekarza, który potrafi zrobić dobrze znieczulenie miejscowe, miałam znieczulenie ogólne - pamiętam, że patrzyłam na zegarek, była północ, kazali mi liczyć do dziesięciu - i film się urwał.Obudziłam się za dwie godziny, był przy mnie mąż, powiedział, że mamy dwie śliczne córeczki z długimi, czarnymi włoskami. Ważyły 2300 i 3000. Zawieźli mnie na salę, dali coś na sen i spałam - rano zadzwoniłam do mamy, że urodziłam, była w szoku - miałam mieć zabieg za kilka godzin, zaraz przyjechała i zmusiła pielęgniarki, żeby pokazaźły mi dzieci - bo wcale się do tego nie paliły, a ja byłam taka ciekawa. Przyieśli mi dwa małe ptaszki, cóż za przeżycie... Czułam się niezbyt dobrze - bolał mnie cały przełyk(od znieczulenia), chciało mi się kaszleć, a nie mogłam, podpięte miałam kroplówki, ale to wszystko dało się znieść, najgorsze było to, że nie mogłam jeść przez 4 doby. Wstałam w ciągu 12 godzin, musiałam się wykąpać no i próbowałam karmić dzieci. Nie byłam w stanie zajmować się dwójeczką w nocy -pielęgniarki przynosiły mi po jednej, w dzień miałam obie i wpatrywałam się w nie. Na szczęście leżałam na sali jednoosobowej. Ciężko było chodzić, coś tak ciągnie człowieka do ziemi, opatrunek zdjęłam na drugi dzień, rana goiła się super. W piątej dobie wyciągnęli mi szwy i wyszłam do domku. No, opisałam Ci wszystko dokładnie i pewnie nastraszyłam, ale nie było to broń boże moim zamiarem - wiem, jak jesteś ciekawa, jak to wygląda - sama miałam podobne odczucia. Nie jest to nic strasznego, da się przeżyć, a jeśli wszystko jest ok., leży się dwa dni dłużej w szpitalu, niż po zwykłym porodzie. Myślę, że ważny jest wybór znieczulenia - ja, gdybym miała taki, wybrałabym znieczulenie miejscowe, aby choć trochę uczestniczyć w porodzie.Pozdrawiam cię serdecznie i życzę wszystkiego dobrego, jeśli chcesz, zapraszam na priva, AgnieszkaJ(mama Julki i Weroniki)
    • Gość edziecko: Ania_G Re: Cesarskie cięcie IP: *.* 13.08.02, 21:48
      Hej! Wiesz co? przekopiuję Ci mój post ze "szpitali" o moim cięciu :-) więc trochę będzie pod szpital :-) Cięcie miałam też ze względu na wzrok, ale znieczulenie ogólne ze względu na małopłytkowość :-( Pozdrawiam i trzymaj się !!!!!Cześć!Ja miałam znieczulenie ogólne, bo musiałam, w znieczuleniu zo jest lepiej, chyba nie można wstawać około ośmiu godzin, zależy od wkłucia w kręgosłup, ważne jest też żeby nie ruszać głową, ale to też zależy od wkłucia. Masz cewnik i dren, więc wstawać nie bardzo ci się chce. Operwcja boli i przyjmuje się środki przeciwbólowe. Ja miałam cesarkę rano, od razu po niej mnie przebudzono, ale i tak spałam dzień i noc i dopiero wieczorem następnego dnia mi wszystko wyjęto i musiałam wstać, co nie znaczy, że chciałam. Lewatywa jest konieczna, ale jest to mała buteleczka, sama sobie aplikujesz i nie ma wstydu. Ja najbardziej się bałam lewatywy, a okazała się ona najmniej nieprzyjemna.Po operacji dostałam dzidziusie tego samego dnia, trochę possały, ale nic oczywiście nie wyssały i zaczęły mnie denerwować, więc je oddałam (zła, zła matka) i poszłam spać. dostawałam je codziennie, ale instynkt macierzyński obudził się we mnie dopiero po czterech dniach, po prawdziwym obiedzie. Bo tak : żeby mieć cesarkę, to nie wolno przez całą noc nic jeść, rano lewatywa, potem operacja, potem kroplówki, następnego dnia też, potem kleik cały dzień(tzn 3x), a dopiero następnego dnia dieta lekkostrawna, ale jak to smakuje!!!No i dzięki temu nie masz czym karmić. normalna ilość pokarmu niby na piąty dzień, przy czym dla moich bliźniaczek to oczywiście było za mało, (ale trochę więcej było po dziewiątym :-(). Jak juz lepiej się poczułam w związku z jedzeniem (!!!) to dostałam jedną bliźniaczkę na stałe. drugą mi dowozili jak chciałam lub zmieniali. Gdybym chciała mieć je cały czas przy sobie nie byłoby pewnie problemu, chyba, że by się nie mieściły w pokoju.(było ciężko )Co tam jeszcze... Trzeba mieć własne sztućce i kubek, papier toaletowy i duże wkładki, można tam dostać ligninę ale jak wolisz własne wkładki, to ze trzy paczki, trzy zgrzewki wody żywiec trzeba dużo pić żeby mieć mleczko, w szpitalu jest gorąco, więc ja piłam pieć litrów dziennie, ale to już jak mogłam jeść.Przydają się nakładki na sedes, w życiu bym nie usiadła na publiczny sedes, a tam trzeba I jescze najważniejsze!!! STOPERY DO USZU jak jesteś przyzwyczajona do ciszy w nocy. Tam płaczą maleństwa, okna wychodzą na ulicę itp itd.
Pełna wersja