Dodaj do ulubionych

Wróciliśmy z turnee po Polsce ;)

13.08.08, 10:15
Wróciliśmy w poniedziałek po 18-stej, ale przejeżdżaliśmy obok mojej mamy więc
zatrzymaliśmy się u niej na kolację i w sumie do domu dotarliśmy ok. 22 smile)
Auto jeszcze do teraz nie jest do końca rozpakowane big_grin
Obserwuj wątek
    • anna_sla Wrocław.. 13.08.08, 10:16
      Mimo starannego zapakowania autka w nocy przed wyjazdem nie udało nam się
      wyjechać o obranej nam godzinie przez co spóźniliśmy się na miejsce o godzinę.
      Kolega z którym byłam umówiona zdąrzył wrócić do domu, ale wyciągnęliśmy go
      ponownie (dał się, ale co tam, bardzo się lubimy więc myślę, że warto było smile)
      Bardzo bałam się przejazdu przez Wrocław a tymczasem Wojtek poradził sobie
      świetnie. Dotarliśmy do ZOO bezpiecznie, chłopcy byli zmęczeni już byłam pewna,
      że zasną, a tymczasem chłonęli wszystko całym sobą, wszystkiego byli ciekawi,
      wszystko im się podobało i wytrwali do samego końca. Pogoda dopisywała nam cały
      tydzień, było taki upał, że bardziej mi to doskwierało niż dzieciom..
      te wózki to fajna sprawa:
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754701.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754706.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754709.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754714.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754717.jpg
      ten misiu stawał tak na dwóch łapach jak ludzie rzucali mu jakiś łup:
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754720.jpg
      tutaj dwie nasze boidupki wink uciekali panicznie od małych kózek, które ich
      zaczepiały:
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754722.jpg
      na placu zabaw podczas drzemki chłopców:
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754724.jpg
      Nocowaliśmy u kolegi męża. Jego córeczka tak się zabawiła z Madzią, że aż razem
      z nami w pokoju spała obok Madzi a rano popłakały się przy rozstaniu..


      Następnego dnia biegaliśmy po Bielanach szukając namiotu i przez to zrobiło się
      kolejne przesunięcie w czasie i wyjechaliśmy ponad 2 godziny później. Poza tym
      zbyt optymistycznie wyliczaliśmy czas pakowania i jakoś mało kiedy udawało się
      nam wyrobić ;P Często potem nadrabialiśmy podczas drogi, ale jednak nie zawsze..



      ====================================================================
      ZDJĘCIA NA SKRÓTY:
      galeria.interia.pl/galeria,g_id,83530
    • anna_sla Chorzów/Katowice.. 13.08.08, 10:18
      W Chorzowie mężuś pierwszy raz uruchomił auto mapę w laptopie, która szwankowała
      jak jasna cholera. Pokluczyliśmy więc sobie troszkę po uliczkach, mężuś krzyczał
      na mnie, że źle go prowadzę, a to sam źle ustawił a potem mapa przeskakiwała,
      ciężko mi było ją rozszyfrować. Do tego myliłam kierunki myślałam lewo mówiłam
      prawo, bądź wcale nei byłam pewna czy dobrze jedziemy. Buczał na mnie strasznie
      ;P aż mi się ręce trzęsły ze zdenerwowania i jeszcze gorzej sobie radziłam ;P

      Dotarliśmy do Katowic do lunaparku (dlaczego mówi się, że on jest w Chorzowie
      jak zanjduje się zaraz za tablicą Katowice??). Na wejściu szok, bo wybulić
      trzeba było od razu 75zł. Dostaliśmy karty z punktami za które "opłacaliśmy"
      atrakcje, z któych korzystaliśmy. Gdzieniegdzie brali "opłatę" za chłopców a
      gdzieniegdzie nie.. Karuzele im się podobały, ale bali się ich, więc wsadzałam
      ich początkowo szybko na nie i zaraz szybko ruszali i już im się wówczas podobało ;P
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754703.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754707.jpg
      mężuś wybrał się z Madzią na małą kolejkę górską (za jej prośbą) i już po
      pierwszym zjeździe Magda zamarła ze strachu. Stwierdziła, że fajnie było, ale
      już więcej nie chce ;D
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754711.jpg
      ta karuzela była moim niezrealizowanym marzeniem wink będąc dzieckiem na wycieczce
      szkolnej w tym lunaparku stałam w kolejce do niej i nie dostałam się, bo czas
      przeznaczony na zabawę skończył się a kolejka była metrowa do niej. Bałam się
      jak cholera wchodząc do niej, aż mnie paraliżowało, ale żałowałabym gdybym nie
      poszła. Poruszała się wolno, poszliśmy więc wszyscy całą piątką. Bartek tak samo
      jak ja (mamy coś z błędnikiem) mocno odczuwaliśmy gdy wzbijała się do góry i za
      każdym razem Bartek jęczał. Ja okupowałam aparat w środku, a ponieważ mnie
      spraliżowało (trzymając Bartka) nie zrobiłam ani jednego zdjęcia w trakcie jazdy big_grin
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754715.jpg
      o tam wysoko byliśmy big_grin ponoć to najwyższa w Polsce, a doszły nas słuchy, że
      zaraz obok budują jeszcze większą..
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754719.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754721.jpg
      Bartuś nasz odważny pęka jak ma wejść na takiego dmuchańca, zupełnie nie wiemy
      czemu (tak samo jak na hustawkę), może to też ma coś wspólnego z tym błędnikiem??
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754723.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754727.jpg
      fajny tor do jazdy
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754728.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754729.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754730.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754731.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754732.jpg
      Magda wszstkiego chciała i niczego się nie bała, tylko szła i palcem pokazywała
      "tu chcę" a chłopcy podziwiali wszystko dookoła "jaka łała" big_grin (cokolwiek to
      znaczy). Można byłoby tam spędzić cały dzień, tego jest mnóstwo. Rozrosło się to
      bardzo odkąd ostatnio tam byłam smile)
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754733.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754734.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754736.jpg

      i harce piłeczkowe:
      www.youtube.com/watch?v=85buU3ERi5I



      ====================================================================
      ZDJĘCIA NA SKRÓTY:
      annasla.galeria.interia.pl/galeria,g_id,83531
    • anna_sla Tychy.. 13.08.08, 10:20
      Najgorszy do tej pory był Górny śląsk, bo zbłądziliśmy paskudnie tak, że
      koleżanka musiała nas osobiście ściągnąć z trasy ok. 21-szej. Paskudne
      oznakowanie, automapa wyprowadziła nas w pole, a potem laptop padł, komóra moja
      padła, dzieci płakały zmęczone , a potem zasnęły i płakały, że budzimy ich
      wyciągając z auta. Zdecydowanie to był najgorszy dzień i od tej pory trzymaliśmy
      się głównych dróg oraz automapa wylądowała z laptopem w torbie pod fotelem ;P
      Byliśmy zmęczeni i wkurzeni, nie zdążyliśmy "pobalować" z Kasią i jej rodziną,
      bo Kasia szła zaraz do pracy na noc (spóźniła się przez nas), ledwo parę zdań
      wymieniliśmy ze sobą, dzieci na nas czekały, mieliśmy straszne wyrzuty sumienia.
      Po ciemku już właściwie Wojtek rozkładał namiot, który jak się okazał nie był
      4-ro osobowym jak pisali na metce tylko 3-osobowym. Trochę ciasno było, ale
      zmieściliśmy się. Bartek nie chciał zasnąć bał się odgłosów zza namiotu, czuł
      się dziwnie i ku mojemu zaskoczeniu wtulił się we mnie i dopiero zasnął (czego
      nigdy nie robi do snu, bo nie daje się nawet dotknąć, pogłaskać). Rano biedna
      Kasia nie dospała i tylko dzięki temu trochę posiedzieliśmy przy herbatce i
      pogaduchach. Magda była w lekkim szoku, bo ledwo poznała nową koleżankę i
      kolegę, ledwo zaczęły zabawę a tu "zaraz" ruszyliśmy dalej w drogę. Przez te
      przesunięcia w czasie dzieci za bardzo były rozkojarzone, choć wszędzie po
      chwili zachowywali się tak jakby byli tam od zawsze i bez oporów większych.
      Bartek jedynie dłużej dochodził do siebie u Kasi, bo został wyrwany ze snu, a on
      zawsze potem płacze po przerwanym śnie (bywa, że i pół godzinki)..
    • anna_sla Kraków 13.08.08, 10:22
      Przez to wszystko później wyjechaliśmy do Krakowa i spóźniliśmy się na spotkanie
      z Wiolą. W Krakowie oczywiście też trochę pobłądziliśmy, bo taki ślepiec jak ja
      nie mógł znaleźć na mapie tłustej żółtej kreski wskazującej dojazd do zamku a do
      tego korki, wrrr. Miałam straszną chrapkę na zwiedzenie zamku, ale z dziećmi to
      żadne zwiedzanie. Magda też chciała, ale tata nie dałby rady sobie z chłopakami
      na dziedzińcu (ani gdziekolwiek indziej). Szkoda.. następnym razem zwiedzimy smile)
      Smok na SMSa oczywiście był "porażający" ;P swoją droga nie mogliśmy znaleźć
      adnotacji pod jaki numer trzeba wysłać tego SMSa aby zazionął ogniem. Czyżby już
      tego zaniechali?? Fotki mamy kiepskie, bo aparat domaga się już wymiany niestety..
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754716.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754737.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754738.jpg
      takie karoce jeżdżą teraz po Krakowie, coś pięknego:
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754739.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754740.jpg
      to było najszybsze zwiedzanie miasta ;P mąż mnie poganiał choć mówiłam, że aż
      tak nie musimy biec, a teraz wszystkim opowiada, że to ja tak biegłam.. ech z
      facetami. Krzyś standardowo zalotnie ją podrywał (mały podrywacz nam rośnie).
      Dzieciaczkom w podróży wszystko się poprzewracało, to co zazwyczaj jedli w
      podróży nie chcieli i choć zamówiliśmy im pierogi z owocami to zjedli (jak to
      mój mąż mówi) z "żużlem" (kasza gryczana i coś tam, a strasznie kaszy tej nie
      lubią).
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754742.jpg
      "przegoniliśmy" trochę dzieci po parku i pojechaliśmy do Mielca smile)
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754743.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754744.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754745.jpg


      ====================================================================
      ZDJĘCIA NA SKRÓTY:
      annasla.galeria.interia.pl/galeria,g_id,83533
    • anna_sla Mielec.. 13.08.08, 10:23
      Do Mielca standardowo też już spóźnieni przyjechaliśmy, że w sumie chyba tylko z
      godzinkę spędziliśmy z Agnieszką i Noemi. Chłopcy oczywiście wpadli do jej
      mieszkania jak do własnego, wywalili rano pół piaskownicy na podwórko, Magda
      pozrywała jakieś kwiatki z doniczek na podwórku kiedy my pakowaliśmy się i
      wszystko pięknie zmieszała z piaskiem. Piasek pozbierałam, ale wybierać tych
      płatków już nie zdążyłam. Byliśmy pod wielkim wrażeniem całej rodzinki
      Agnieszki, mieliśmy również okazję poznać jej mamę i tatę. Naprawdę są super
      sympatycznymi i przyjaznymi ludźmi, aż miło. Wspaniale się tam czuliśmy i za to
      wielkie, ogromne dzięki.
      Bartuś elegant
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754746.jpg
    • anna_sla gdzieś w trasie do Warszawy.. 13.08.08, 10:23
      annasla.galeria.interia.pl/galeria,g_id,83535
      stolik przydał się tylko raz. Przydałby się więcej razy, ale mąż gotów był mnie
      wywalić razem z tym stolikiem z auta smile)))
    • anna_sla Warszawa 13.08.08, 10:27
      O dziwo do Warszawy wyjechaliśmy już planowo, a i tak dojechaliśmy do Wilanowa
      godzinę później. Dzieci nam tego dnia zasygnalizowały, że mają dość i na widok
      auta zaczęły płakać. W Warszawie mieliśmy zrobić przerwę dłuższą w jednym
      miejscu aby odpoczęły, ale nie udało się. Podróż była w miarę spokojna, ale w
      Wilanowie dali nam do wiwatu. Chłopcy zdecydowanie buntowali się przeciwko
      wszystkiemu, oglądali wszystko z ciekawością i zarazem z wyrazem twarzy "mam dość".
      tu jakiś pan tak nam super zdjęcie zrobił, że nawet połowy pałacu nie złapał
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754757.jpg
      tu wiewiórka sobie biegała, Krzyś zobaczył ją i biegiem do niej. Wojtek ostrzegł
      go "nie strasz wiewiórki" a tymczasem ta zobaczyła Krzysia i hyc podbiegła do
      niego, a ten przerażony w płacz, obrócił się o 180 stopni i uciekł big_grin i tyle
      było ze straszenia wiewiórki ;P
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754758.jpg
      widok piękny a z tyłu w fontannie woda brudna jak cholera:
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754759.jpg
      pływanie po jeziorku też było fajne do czasu, bo resztę spędziliśmy na łapaniu
      chłopaków przed wypadnięciem za burtę
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754762.jpg
      u Agnieszki już chłopcy nie szybko zaklimatyzowali się. Poza tym odkąd Wojtek
      był całe dnie z nami, chłopcy nagle przestali mamę zauważać i to każdego dnia
      coraz bardziej. A w tym momencie szlag trafił wszystkie moje diety, bo już
      wówczas poczułam jak chciało mi się wszystkiego i kwaśnego i słodkiego i ostrego
      i dużo ;D Agnieszka naładowała mi cały wielki talerz makaronu a ja w szoku
      mówię, że nie zjem.. acha.. wciągnęłam nie wiedząc kiedy ;P
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754775.jpg
      zabawa w doktora big_grin
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754777.jpg
      forumowiczka w "akcji" big_grin
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754782.jpg
      taaa, bardzo kontrastowe zdjęcie smile
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754785.jpg
      Jak już dzieci się oswoiły to było super, choć na widok psa paraliżował ich
      strach. Magda wciąż mówiła na bliźniaki dziewczynki, aż wreszcie Patryk
      zbuntował się i powtarzał z oburzeniem, że on jest chłopcem smile Magda nie mogła
      początkowo się przyzwyczaić, no bo jak długie włosy to od razu dziewczyna musi
      być, nie?? hehe U Agi fajnie swojsko było, choć jak mnie Tomek nastraszył o
      kradzieżach (z aut) to nie mogłam zasnąć i nasłuchiwałam już ktoś odjeżdża
      naszym autem, a rano pierwsze co to bieg do okna czy auto stoi big_grin Mieliśmy
      zostać dłużej, ale moja koleżanka Asia, z którą znam się już ponad dwa lata (nie
      z forum) zadzwoniła, że nie może dotrzeć jednak na spotkanie i zaprosiła nas do
      siebie. Bardzo chciałam się wreszcie z nią spotkać więc pojechaliśmy. Dzieci nie
      zniosły tego dobrze i zaraz rano wybyliśmy do Iwonki (mamyivci).. Ostatni
      pocałunek psa Agi z Krzysiem sprawił, że wręcz błyskawicznie przerwaliśmy
      pożegnanie i wyszliśmy, bo Krzyś mało nie wywrócił się na drugą stronę tak
      wrzeszczał przerażony ;D

      Przed południem udaliśmy się do Łazienek i tam spotkaliśmy się z kolejnymi
      koleżankami i ich dziećmi. I co najważniejsze z pawiem! Bardzo chciałam pokazać
      dzieciom te chodzące "samopas" pawie itp.
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754791.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754794.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754796.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754801.jpg
      paw ze schowanym ogonem, nie udało mi się pokazać Madzi pawia z rozłożonymi piórami.
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754797.jpg



      ====================================================================
      RESZTA ZDJĘĆ NA SKRÓTY:
      annasla.galeria.interia.pl/galeria,g_id,83536 (pozwoliłam sobie wkleić
      też zdjęcia Agnieszki)


      P.S. Ja się bałam jazdy po Wrocławiu, sądziłam, że to chrzest bojowy i jak
      przejdzie go dobrze to nic straszniejszego już nas nie spotka.. Tak naprawdę
      prawdziwym chrztem był kurs po Warszawie i to w korkach. Wojtek był przerażony
      choć wypiera się teraz twardziel, że nie ;D
    • anna_sla Łazy.. 13.08.08, 10:27
      W Łazach dzieci od razu czuły się jak u siebie w domu big_grin Zaraz wybiegli z auta i
      momentalnie zadomowili się. Chyba ta przestrzeń ich urzekła smile) Piękny dom,
      piękne podwórko i "hektary" przestrzeni smile) Tam zostaliśmy dłużej aby dzieci
      odpoczęły spokojnie na wsi.
      moja niby balerina Dżenewif ;P
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754810.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754816.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754818.jpg



      ====================================================================
      RESZTA ZDJĘĆ NA SKRÓTY:
      annasla.galeria.interia.pl/galeria,g_id,83537
    • anna_sla Grudziądz 13.08.08, 10:35
      Jak już dzieci przestały płakać na widok auta i po ich włożeniu do niego wink
      ruszyliśmy do Grudziądza. Zatrzymaliśmy się po drodze na obiadek w jakimś barze
      i nagle tak chluśnęło i zawiało jakby jakiś huragan przeszedł. Mieliśmy
      szczęście, że nie złapało nas w drodze. W kilka sekund wszystko było mokre a
      ulicami płynęły rzeki wody. To był ostatni raz kiedy "zamówiliśmy" naszym
      dzieciom obiad, bo nie zjedli nic tylko kasa wywalona w błoto. Dawaliśmy im jeść
      dopiero jak już wołali a nie jak do tej pory o stałych porach..
      Grudziądz był pierwszym miejscem, po którym nie pobłądziliśmy ;P NIestety pogoda
      nie pozwoliła nam zbyt długo posiedzieć na dworze z Dominiką i jej rodziną
      (blizniaki14):
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754819.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754832.jpg
      maluszki Dominiki takie biedne były, bo ząbkowały i miały problem ze snem przez
      to, dużo płakały bidulki. Antoś choć ma te 3 latka to taki jeszcze malusi, wciąż
      sprawia wrażenie jakby miał dalej te 1,5-2 lata smile Bardzo się cieszę, że mogłam
      Was poznać, jesteście fajni i tacy przyjaźni. Choć przyznam miejsce to wzbudzało
      moją wybujałą wyobraźnię ;P i w życiu nie oglądnęłabym z Wami tam horroru,
      hihi.. Mam nadzieję, że nie byliśmy uciążliwi smile Zapraszamy do nas z rewizytą.


      ====================================================================
      RESZTA ZDJĘĆ NA SKRÓTY:
      annasla.galeria.interia.pl/galeria,g_id,83538
      • blizniaki14 Re: Grudziądz 14.08.08, 13:47
        Dziękujemy za odwiedziny smile miło było smile zero kłopotu
        My horrory oglądamy najczęściej,ale ja jestem na horrorach wychowana ogólnie.
        dzieci na drugi dzień odespały i juz jest ok, nie przestawiam im już nigdy dnia,
        nawet rano potrafią dłużej pospać.
        Antoś malutki...wink a dla mnie to już taki duży chłopak, jak stoi obok Jasia to
        nie mogę uwierzyć,że to już przedszkolak smile na te dwa latka to by się obraził
        hehehehe wink
        wasze dzieci też kochane, dobrze, że cała podróż, wakacje minęły wam szczęśliwie
        pzdr smile i dzięki za fotki
    • anna_sla Police 13.08.08, 10:36
      I ta zła pogoda towarzyszyła nam też dnia następnego. Byliśmy w kropce, bo
      bezsensowna była podróż nad morze. Dlatego pojechaliśmy do Polic. Praktycznie
      prawie całą drogę padał deszcz. Byłam trochę przerażona drogą, bo to był
      pierwszy taki długi odcinek do pokonania i obawiałam się jak dzieci to zniosą.
      Tymczasem większych problemów nie było, oprócz kolejnego błądzenia po Szczecinie
      (hehe, standard, nawigator ze mnie kiepski). Kupiliśmy porządny plan miasta i od
      razu lepiej poszło smile Dzieci znów szybko zaakceptowały nowe miejsce.
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754839.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754841.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754842.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754844.jpg
    • anna_sla Szczecin.. 13.08.08, 10:36
      W Szczecinie spotkaliśmy się ze znajomymi z forum w większym gronie. Wybraliśmy
      się do pięknego parku:
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754847.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754918.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754920.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754923.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754926.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754928.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754929.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754930.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754931.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754938.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754939.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754940.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754942.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754943.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754945.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754947.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754951.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754954.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754955.jpg
      to tylko lody wink)
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754958.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754960.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754962.jpg
    • anna_sla nad morzem.. 13.08.08, 10:37
      Nad morze wybraliśmy się do Dźwirzyna, 2 godziny szukaliśmy noclegu i niczego
      nie było ani wolnego ani w sensownej cenie, a pola namiotowe jakieś takie
      dziwne.. Wróciliśmy się do Mrzeżyna i to był strzał w dziesiątkę. Ja z dziećmi
      siedziałam na plaży co by ich nie męczyć, a Wojtek szukał noclegu. I znalazł za
      30zł za osobę. Warunki takie sobie, ale zawsze lepiej niż pod namiotem
      (zwłaszcza 3-osobowym). Niestety najlepsza pogoda była w dniu kiedy
      przyjechaliśmy i w dniu, w którym wyjeżdżaliśmy (w poniedziałek). Przez 3 dni
      zachmurzenie i deszcze przelotne (lub nie). Raz jedyny "na chwilę" się
      rozpogodziło. Trochę skorzystaliśmy z plaży i morza, ale mało. Nie było sensu
      wychodzić z pokoju na zbyt długo, bo tylko traciliśmy kasę w kółko na tym samym:
      figloraju, wesołym miasteczku i dmuchańcach, aż do znudzenia i bankructwa.
      Trochę nas to zezłościło, ale cóż.. bywa..
      Oczywiście obowiązkowo zaliczyliśmy tamtejszą kolejkę
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754919.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754966.jpg
      silne wiatry na morzu
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754967.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754969.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754970.jpg
      nadgorliwi kolesie komputerowcy nawet na wczasach żyć nie dają
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754972.jpg
      festiwal kultury indyjskiej, na który ze względu na pogodę nie udało się nam pójść
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754980.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754981.jpg
      oni tylko tak odważnie siedzą, bo się nie rusza ;P
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754982.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754985.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754986.jpg
      z tej karuzeli Bartek uciekł podczas jazdy. Z lekka w szoku byłam, on z resztą też
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754989.jpg
      bajkami wypełnialiśmy lukę w rozkładzie jazdy
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754990.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754991.jpg
      aniołeczek Bartuś
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754992.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754994.jpg
      Krzyś oczywiście z laską ;P
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754996.jpg
      padnięta matka wink
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755017.jpgakrobaci
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755019.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755022.jpg
      zjazd rurą
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755023.jpg
      w wykonaniu Krzysia
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755025.jpg
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755026.jpg
      i Madzi
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755027.jpg
      drzemka na plaży
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755028.jpg
      ambitna budowla taty
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755031.jpg
      i zbeszczeczenie dzieła przez dzieci ;P
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755033.jpg
      w pizzeri podłoga ułożona z pieńków i usypana piachem z plaży
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755038.jpg
      tatusiowe przylepy, po całej podróży miał ich już dość big_grin
      th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755039.jpg

      i plażowe wariactwo big_grin
      www.youtube.com/watch?v=lyrx9bPEm4M



      ====================================================================
      A TU POZOSTAŁE ZDJĘCIA NA SKRÓTY:
      annasla.galeria.interia.pl/galeria,g_id,83539
      • 5ala Re: nad morzem.. 01.09.08, 12:00
        Super podróż ! Podziwiam siłę, wytrwałość i cierpliwość.
    • anna_sla Statystyka 13.08.08, 10:42
      Odpowiadając na pytanie jak dzieci to znosiły to Wam powiem, że ogólnie
      rewelacyjnie. Byli rządni wrażeń a jednocześnie za dużo tych wrażeń było. Całą
      trasę układaliśmy tak aby złapać się na ich drzemkę w trakcie jazdy z czego
      zostawało ok. 2-3 po prostu siedzenia w fotelikach. Przez te 2-3 godziny na
      okrągło oglądali bajki na dvd, które wzięłam tylko na wypadek nagłych sytuacji.
      Niemniej domagali się ich naokrągło, tego nie przewidziałam i wzięłam za mało
      bajek, przez co kilkakrotnie niektóre powtarzali i jeszcze przegraliśmy u
      znajomych nowy zapas.

      Poza tym zaopatrzyłam się na podróż dla nich:
      - kilka starych książeczek na początek - szybko poszły w kąt, ale spodziewałam
      się tego
      - 3 nowe książeczki z odgłosami zwierzątek
      - 3 nowe kolorowanki
      - kredki
      - wycinanki
      - nożyczki, które tną w różne wzorki
      - 2 nowe książeczki w kształtach różnych pojazdów
      - 3 nowe książeczki z naklejkami do wyklejania
      - 3 arkusze naklejek (obkleili nam auto)
      - wielką torbę przeróżnych chrupków (głównie kukurydziano-coś tam), paluszków i
      ciastek
      Po drodze kupiłam w zależności od natężenia ich znudzenia/zniecierpliwienia:
      - cymbałki
      - 2 małe lalki
      - 2 małe samochodziki (policja i straż)
      - 2 małe piłeczki z pianki
      - 3 koniki ze skrzydełkami
      - 5 kucyków (podróbek Pony)
      - 3 zwierzątka gumowe (konia, osła i krowę)
      - 3 bloki i zestaw pieczątek, ozdobnych kredek i pomysłowych farbek do malowania
      (o dziwo nie upaciali się za mocno)
      - 2 zestawy nowych wiaderek i innych przyborów do piachu
      Poza tym kilka razy zrobiliśmy "napad" na sklep spożywczy gdy byli mega marudni.
      Każdy co wziął w łapki to kupiliśmy. Zazwyczaj satysfakcjonowało ich to na jakiś
      dłuższy czas. Bywało, że nic nie działało (w trakcie jazdy albo w Wolinie),
      dzieci miały z lekka zachwiane poczucie bezpieczeństwa momentami a do tego to
      ich przylgnięcie do taty. Zawsze jak taty jest "za dużo" to fisieją i włażą mu
      na głowę przez co robi się z lekka chaos.. potem znów (jak w zeszłym roku)
      pewnie będę po jego urlopie prostować ich miesiąc czasu ;P


      Przejechaliśmy łącznie ponad 2370km, z czego jakieś 200km to nasze błądzenie ;P
      Bartek 3 razy zwymiotował i zaledwie 2 razy robiliśmy dłuższy postój w trakcie
      jazdy na rozprostowanie nóg (nie liczę już tu kolacji u mojej mamy).

      Spotkaliśmy się z 19 osobami/rodzinami z czego 16 z różnych forów.

      Wracaliśmy przez Niemcy oczywiście zamiast po wewnętrznej stronie to po
      zewnętrznej ;P, więc to był drugi długi odcinek drogi, w trasie byliśmy ok. 8
      godzin.

      Madzia nie była zachwycona powrotem do domu. Mówiła, że chce jeszcze big_grin
      Natomiast chłopcy najwdzięczniejsi byli za pobyt nad morzem, tacy przytulaśni
      się zrobili, Bartuś o ile w podróży cały czas adorował tatusia tak nad morzem
      częściej (w pokoju) przyklejał się do mnie, tak jak i Madzia. Kiedy tata mnie
      przytulał zaraz wciskała się między nas i żartem mówiła "moja mama" smile)
      • aggy80 Re: Statystyka 14.08.08, 22:27
        podziwiam i gratuluje odwagi i przygody! bedziecie miec fajne
        wspomnienie z takiego tournee smile

        pozdrawiam
        aga
        • di.da Re: Statystyka 16.08.08, 14:36
          jestem pod wrazeniem, naprawde.
          skad mieliscie na to sily i checi? kurczaki.....

    • mamaigiiemilki Re: Wróciliśmy z turnee po Polsce ;) 16.08.08, 20:13
      hoho, jestescie ludzmi o duuuuzej cierpliwoścismile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka