anna_sla 13.08.08, 10:15 Wróciliśmy w poniedziałek po 18-stej, ale przejeżdżaliśmy obok mojej mamy więc zatrzymaliśmy się u niej na kolację i w sumie do domu dotarliśmy ok. 22 ) Auto jeszcze do teraz nie jest do końca rozpakowane Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
anna_sla Wrocław.. 13.08.08, 10:16 Mimo starannego zapakowania autka w nocy przed wyjazdem nie udało nam się wyjechać o obranej nam godzinie przez co spóźniliśmy się na miejsce o godzinę. Kolega z którym byłam umówiona zdąrzył wrócić do domu, ale wyciągnęliśmy go ponownie (dał się, ale co tam, bardzo się lubimy więc myślę, że warto było ) Bardzo bałam się przejazdu przez Wrocław a tymczasem Wojtek poradził sobie świetnie. Dotarliśmy do ZOO bezpiecznie, chłopcy byli zmęczeni już byłam pewna, że zasną, a tymczasem chłonęli wszystko całym sobą, wszystkiego byli ciekawi, wszystko im się podobało i wytrwali do samego końca. Pogoda dopisywała nam cały tydzień, było taki upał, że bardziej mi to doskwierało niż dzieciom.. te wózki to fajna sprawa: th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754701.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754706.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754709.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754714.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754717.jpg ten misiu stawał tak na dwóch łapach jak ludzie rzucali mu jakiś łup: th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754720.jpg tutaj dwie nasze boidupki uciekali panicznie od małych kózek, które ich zaczepiały: th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754722.jpg na placu zabaw podczas drzemki chłopców: th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754724.jpg Nocowaliśmy u kolegi męża. Jego córeczka tak się zabawiła z Madzią, że aż razem z nami w pokoju spała obok Madzi a rano popłakały się przy rozstaniu.. Następnego dnia biegaliśmy po Bielanach szukając namiotu i przez to zrobiło się kolejne przesunięcie w czasie i wyjechaliśmy ponad 2 godziny później. Poza tym zbyt optymistycznie wyliczaliśmy czas pakowania i jakoś mało kiedy udawało się nam wyrobić ;P Często potem nadrabialiśmy podczas drogi, ale jednak nie zawsze.. ==================================================================== ZDJĘCIA NA SKRÓTY: galeria.interia.pl/galeria,g_id,83530 Odpowiedz Link Zgłoś
anna_sla Chorzów/Katowice.. 13.08.08, 10:18 W Chorzowie mężuś pierwszy raz uruchomił auto mapę w laptopie, która szwankowała jak jasna cholera. Pokluczyliśmy więc sobie troszkę po uliczkach, mężuś krzyczał na mnie, że źle go prowadzę, a to sam źle ustawił a potem mapa przeskakiwała, ciężko mi było ją rozszyfrować. Do tego myliłam kierunki myślałam lewo mówiłam prawo, bądź wcale nei byłam pewna czy dobrze jedziemy. Buczał na mnie strasznie ;P aż mi się ręce trzęsły ze zdenerwowania i jeszcze gorzej sobie radziłam ;P Dotarliśmy do Katowic do lunaparku (dlaczego mówi się, że on jest w Chorzowie jak zanjduje się zaraz za tablicą Katowice??). Na wejściu szok, bo wybulić trzeba było od razu 75zł. Dostaliśmy karty z punktami za które "opłacaliśmy" atrakcje, z któych korzystaliśmy. Gdzieniegdzie brali "opłatę" za chłopców a gdzieniegdzie nie.. Karuzele im się podobały, ale bali się ich, więc wsadzałam ich początkowo szybko na nie i zaraz szybko ruszali i już im się wówczas podobało ;P th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754703.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754707.jpg mężuś wybrał się z Madzią na małą kolejkę górską (za jej prośbą) i już po pierwszym zjeździe Magda zamarła ze strachu. Stwierdziła, że fajnie było, ale już więcej nie chce ;D th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754711.jpg ta karuzela była moim niezrealizowanym marzeniem będąc dzieckiem na wycieczce szkolnej w tym lunaparku stałam w kolejce do niej i nie dostałam się, bo czas przeznaczony na zabawę skończył się a kolejka była metrowa do niej. Bałam się jak cholera wchodząc do niej, aż mnie paraliżowało, ale żałowałabym gdybym nie poszła. Poruszała się wolno, poszliśmy więc wszyscy całą piątką. Bartek tak samo jak ja (mamy coś z błędnikiem) mocno odczuwaliśmy gdy wzbijała się do góry i za każdym razem Bartek jęczał. Ja okupowałam aparat w środku, a ponieważ mnie spraliżowało (trzymając Bartka) nie zrobiłam ani jednego zdjęcia w trakcie jazdy th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754715.jpg o tam wysoko byliśmy ponoć to najwyższa w Polsce, a doszły nas słuchy, że zaraz obok budują jeszcze większą.. th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754719.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754721.jpg Bartuś nasz odważny pęka jak ma wejść na takiego dmuchańca, zupełnie nie wiemy czemu (tak samo jak na hustawkę), może to też ma coś wspólnego z tym błędnikiem?? th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754723.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754727.jpg fajny tor do jazdy th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754728.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754729.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754730.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754731.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754732.jpg Magda wszstkiego chciała i niczego się nie bała, tylko szła i palcem pokazywała "tu chcę" a chłopcy podziwiali wszystko dookoła "jaka łała" (cokolwiek to znaczy). Można byłoby tam spędzić cały dzień, tego jest mnóstwo. Rozrosło się to bardzo odkąd ostatnio tam byłam ) th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754733.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754734.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754736.jpg i harce piłeczkowe: www.youtube.com/watch?v=85buU3ERi5I ==================================================================== ZDJĘCIA NA SKRÓTY: annasla.galeria.interia.pl/galeria,g_id,83531 Odpowiedz Link Zgłoś
anna_sla Tychy.. 13.08.08, 10:20 Najgorszy do tej pory był Górny śląsk, bo zbłądziliśmy paskudnie tak, że koleżanka musiała nas osobiście ściągnąć z trasy ok. 21-szej. Paskudne oznakowanie, automapa wyprowadziła nas w pole, a potem laptop padł, komóra moja padła, dzieci płakały zmęczone , a potem zasnęły i płakały, że budzimy ich wyciągając z auta. Zdecydowanie to był najgorszy dzień i od tej pory trzymaliśmy się głównych dróg oraz automapa wylądowała z laptopem w torbie pod fotelem ;P Byliśmy zmęczeni i wkurzeni, nie zdążyliśmy "pobalować" z Kasią i jej rodziną, bo Kasia szła zaraz do pracy na noc (spóźniła się przez nas), ledwo parę zdań wymieniliśmy ze sobą, dzieci na nas czekały, mieliśmy straszne wyrzuty sumienia. Po ciemku już właściwie Wojtek rozkładał namiot, który jak się okazał nie był 4-ro osobowym jak pisali na metce tylko 3-osobowym. Trochę ciasno było, ale zmieściliśmy się. Bartek nie chciał zasnąć bał się odgłosów zza namiotu, czuł się dziwnie i ku mojemu zaskoczeniu wtulił się we mnie i dopiero zasnął (czego nigdy nie robi do snu, bo nie daje się nawet dotknąć, pogłaskać). Rano biedna Kasia nie dospała i tylko dzięki temu trochę posiedzieliśmy przy herbatce i pogaduchach. Magda była w lekkim szoku, bo ledwo poznała nową koleżankę i kolegę, ledwo zaczęły zabawę a tu "zaraz" ruszyliśmy dalej w drogę. Przez te przesunięcia w czasie dzieci za bardzo były rozkojarzone, choć wszędzie po chwili zachowywali się tak jakby byli tam od zawsze i bez oporów większych. Bartek jedynie dłużej dochodził do siebie u Kasi, bo został wyrwany ze snu, a on zawsze potem płacze po przerwanym śnie (bywa, że i pół godzinki).. Odpowiedz Link Zgłoś
anna_sla Kraków 13.08.08, 10:22 Przez to wszystko później wyjechaliśmy do Krakowa i spóźniliśmy się na spotkanie z Wiolą. W Krakowie oczywiście też trochę pobłądziliśmy, bo taki ślepiec jak ja nie mógł znaleźć na mapie tłustej żółtej kreski wskazującej dojazd do zamku a do tego korki, wrrr. Miałam straszną chrapkę na zwiedzenie zamku, ale z dziećmi to żadne zwiedzanie. Magda też chciała, ale tata nie dałby rady sobie z chłopakami na dziedzińcu (ani gdziekolwiek indziej). Szkoda.. następnym razem zwiedzimy ) Smok na SMSa oczywiście był "porażający" ;P swoją droga nie mogliśmy znaleźć adnotacji pod jaki numer trzeba wysłać tego SMSa aby zazionął ogniem. Czyżby już tego zaniechali?? Fotki mamy kiepskie, bo aparat domaga się już wymiany niestety.. th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754716.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754737.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754738.jpg takie karoce jeżdżą teraz po Krakowie, coś pięknego: th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754739.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754740.jpg to było najszybsze zwiedzanie miasta ;P mąż mnie poganiał choć mówiłam, że aż tak nie musimy biec, a teraz wszystkim opowiada, że to ja tak biegłam.. ech z facetami. Krzyś standardowo zalotnie ją podrywał (mały podrywacz nam rośnie). Dzieciaczkom w podróży wszystko się poprzewracało, to co zazwyczaj jedli w podróży nie chcieli i choć zamówiliśmy im pierogi z owocami to zjedli (jak to mój mąż mówi) z "żużlem" (kasza gryczana i coś tam, a strasznie kaszy tej nie lubią). th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754742.jpg "przegoniliśmy" trochę dzieci po parku i pojechaliśmy do Mielca ) th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754743.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754744.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754745.jpg ==================================================================== ZDJĘCIA NA SKRÓTY: annasla.galeria.interia.pl/galeria,g_id,83533 Odpowiedz Link Zgłoś
anna_sla Mielec.. 13.08.08, 10:23 Do Mielca standardowo też już spóźnieni przyjechaliśmy, że w sumie chyba tylko z godzinkę spędziliśmy z Agnieszką i Noemi. Chłopcy oczywiście wpadli do jej mieszkania jak do własnego, wywalili rano pół piaskownicy na podwórko, Magda pozrywała jakieś kwiatki z doniczek na podwórku kiedy my pakowaliśmy się i wszystko pięknie zmieszała z piaskiem. Piasek pozbierałam, ale wybierać tych płatków już nie zdążyłam. Byliśmy pod wielkim wrażeniem całej rodzinki Agnieszki, mieliśmy również okazję poznać jej mamę i tatę. Naprawdę są super sympatycznymi i przyjaznymi ludźmi, aż miło. Wspaniale się tam czuliśmy i za to wielkie, ogromne dzięki. Bartuś elegant th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754746.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
anna_sla gdzieś w trasie do Warszawy.. 13.08.08, 10:23 annasla.galeria.interia.pl/galeria,g_id,83535 stolik przydał się tylko raz. Przydałby się więcej razy, ale mąż gotów był mnie wywalić razem z tym stolikiem z auta ))) Odpowiedz Link Zgłoś
anna_sla Warszawa 13.08.08, 10:27 O dziwo do Warszawy wyjechaliśmy już planowo, a i tak dojechaliśmy do Wilanowa godzinę później. Dzieci nam tego dnia zasygnalizowały, że mają dość i na widok auta zaczęły płakać. W Warszawie mieliśmy zrobić przerwę dłuższą w jednym miejscu aby odpoczęły, ale nie udało się. Podróż była w miarę spokojna, ale w Wilanowie dali nam do wiwatu. Chłopcy zdecydowanie buntowali się przeciwko wszystkiemu, oglądali wszystko z ciekawością i zarazem z wyrazem twarzy "mam dość". tu jakiś pan tak nam super zdjęcie zrobił, że nawet połowy pałacu nie złapał th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754757.jpg tu wiewiórka sobie biegała, Krzyś zobaczył ją i biegiem do niej. Wojtek ostrzegł go "nie strasz wiewiórki" a tymczasem ta zobaczyła Krzysia i hyc podbiegła do niego, a ten przerażony w płacz, obrócił się o 180 stopni i uciekł i tyle było ze straszenia wiewiórki ;P th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754758.jpg widok piękny a z tyłu w fontannie woda brudna jak cholera: th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754759.jpg pływanie po jeziorku też było fajne do czasu, bo resztę spędziliśmy na łapaniu chłopaków przed wypadnięciem za burtę th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754762.jpg u Agnieszki już chłopcy nie szybko zaklimatyzowali się. Poza tym odkąd Wojtek był całe dnie z nami, chłopcy nagle przestali mamę zauważać i to każdego dnia coraz bardziej. A w tym momencie szlag trafił wszystkie moje diety, bo już wówczas poczułam jak chciało mi się wszystkiego i kwaśnego i słodkiego i ostrego i dużo ;D Agnieszka naładowała mi cały wielki talerz makaronu a ja w szoku mówię, że nie zjem.. acha.. wciągnęłam nie wiedząc kiedy ;P th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754775.jpg zabawa w doktora th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754777.jpg forumowiczka w "akcji" th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754782.jpg taaa, bardzo kontrastowe zdjęcie th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754785.jpg Jak już dzieci się oswoiły to było super, choć na widok psa paraliżował ich strach. Magda wciąż mówiła na bliźniaki dziewczynki, aż wreszcie Patryk zbuntował się i powtarzał z oburzeniem, że on jest chłopcem Magda nie mogła początkowo się przyzwyczaić, no bo jak długie włosy to od razu dziewczyna musi być, nie?? hehe U Agi fajnie swojsko było, choć jak mnie Tomek nastraszył o kradzieżach (z aut) to nie mogłam zasnąć i nasłuchiwałam już ktoś odjeżdża naszym autem, a rano pierwsze co to bieg do okna czy auto stoi Mieliśmy zostać dłużej, ale moja koleżanka Asia, z którą znam się już ponad dwa lata (nie z forum) zadzwoniła, że nie może dotrzeć jednak na spotkanie i zaprosiła nas do siebie. Bardzo chciałam się wreszcie z nią spotkać więc pojechaliśmy. Dzieci nie zniosły tego dobrze i zaraz rano wybyliśmy do Iwonki (mamyivci).. Ostatni pocałunek psa Agi z Krzysiem sprawił, że wręcz błyskawicznie przerwaliśmy pożegnanie i wyszliśmy, bo Krzyś mało nie wywrócił się na drugą stronę tak wrzeszczał przerażony ;D Przed południem udaliśmy się do Łazienek i tam spotkaliśmy się z kolejnymi koleżankami i ich dziećmi. I co najważniejsze z pawiem! Bardzo chciałam pokazać dzieciom te chodzące "samopas" pawie itp. th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754791.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754794.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754796.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754801.jpg paw ze schowanym ogonem, nie udało mi się pokazać Madzi pawia z rozłożonymi piórami. th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754797.jpg ==================================================================== RESZTA ZDJĘĆ NA SKRÓTY: annasla.galeria.interia.pl/galeria,g_id,83536 (pozwoliłam sobie wkleić też zdjęcia Agnieszki) P.S. Ja się bałam jazdy po Wrocławiu, sądziłam, że to chrzest bojowy i jak przejdzie go dobrze to nic straszniejszego już nas nie spotka.. Tak naprawdę prawdziwym chrztem był kurs po Warszawie i to w korkach. Wojtek był przerażony choć wypiera się teraz twardziel, że nie ;D Odpowiedz Link Zgłoś
anna_sla Łazy.. 13.08.08, 10:27 W Łazach dzieci od razu czuły się jak u siebie w domu Zaraz wybiegli z auta i momentalnie zadomowili się. Chyba ta przestrzeń ich urzekła ) Piękny dom, piękne podwórko i "hektary" przestrzeni ) Tam zostaliśmy dłużej aby dzieci odpoczęły spokojnie na wsi. moja niby balerina Dżenewif ;P th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754810.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754816.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754818.jpg ==================================================================== RESZTA ZDJĘĆ NA SKRÓTY: annasla.galeria.interia.pl/galeria,g_id,83537 Odpowiedz Link Zgłoś
anna_sla Grudziądz 13.08.08, 10:35 Jak już dzieci przestały płakać na widok auta i po ich włożeniu do niego ruszyliśmy do Grudziądza. Zatrzymaliśmy się po drodze na obiadek w jakimś barze i nagle tak chluśnęło i zawiało jakby jakiś huragan przeszedł. Mieliśmy szczęście, że nie złapało nas w drodze. W kilka sekund wszystko było mokre a ulicami płynęły rzeki wody. To był ostatni raz kiedy "zamówiliśmy" naszym dzieciom obiad, bo nie zjedli nic tylko kasa wywalona w błoto. Dawaliśmy im jeść dopiero jak już wołali a nie jak do tej pory o stałych porach.. Grudziądz był pierwszym miejscem, po którym nie pobłądziliśmy ;P NIestety pogoda nie pozwoliła nam zbyt długo posiedzieć na dworze z Dominiką i jej rodziną (blizniaki14): th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754819.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754832.jpg maluszki Dominiki takie biedne były, bo ząbkowały i miały problem ze snem przez to, dużo płakały bidulki. Antoś choć ma te 3 latka to taki jeszcze malusi, wciąż sprawia wrażenie jakby miał dalej te 1,5-2 lata Bardzo się cieszę, że mogłam Was poznać, jesteście fajni i tacy przyjaźni. Choć przyznam miejsce to wzbudzało moją wybujałą wyobraźnię ;P i w życiu nie oglądnęłabym z Wami tam horroru, hihi.. Mam nadzieję, że nie byliśmy uciążliwi Zapraszamy do nas z rewizytą. ==================================================================== RESZTA ZDJĘĆ NA SKRÓTY: annasla.galeria.interia.pl/galeria,g_id,83538 Odpowiedz Link Zgłoś
blizniaki14 Re: Grudziądz 14.08.08, 13:47 Dziękujemy za odwiedziny miło było zero kłopotu My horrory oglądamy najczęściej,ale ja jestem na horrorach wychowana ogólnie. dzieci na drugi dzień odespały i juz jest ok, nie przestawiam im już nigdy dnia, nawet rano potrafią dłużej pospać. Antoś malutki... a dla mnie to już taki duży chłopak, jak stoi obok Jasia to nie mogę uwierzyć,że to już przedszkolak na te dwa latka to by się obraził hehehehe wasze dzieci też kochane, dobrze, że cała podróż, wakacje minęły wam szczęśliwie pzdr i dzięki za fotki Odpowiedz Link Zgłoś
anna_sla Police 13.08.08, 10:36 I ta zła pogoda towarzyszyła nam też dnia następnego. Byliśmy w kropce, bo bezsensowna była podróż nad morze. Dlatego pojechaliśmy do Polic. Praktycznie prawie całą drogę padał deszcz. Byłam trochę przerażona drogą, bo to był pierwszy taki długi odcinek do pokonania i obawiałam się jak dzieci to zniosą. Tymczasem większych problemów nie było, oprócz kolejnego błądzenia po Szczecinie (hehe, standard, nawigator ze mnie kiepski). Kupiliśmy porządny plan miasta i od razu lepiej poszło Dzieci znów szybko zaakceptowały nowe miejsce. th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754839.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754841.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754842.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754844.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
anna_sla Szczecin.. 13.08.08, 10:36 W Szczecinie spotkaliśmy się ze znajomymi z forum w większym gronie. Wybraliśmy się do pięknego parku: th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754847.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754918.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754920.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754923.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754926.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754928.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754929.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754930.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754931.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754938.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754939.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754940.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754942.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754943.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754945.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754947.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754951.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754954.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754955.jpg to tylko lody ) th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754958.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754960.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754962.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
anna_sla nad morzem.. 13.08.08, 10:37 Nad morze wybraliśmy się do Dźwirzyna, 2 godziny szukaliśmy noclegu i niczego nie było ani wolnego ani w sensownej cenie, a pola namiotowe jakieś takie dziwne.. Wróciliśmy się do Mrzeżyna i to był strzał w dziesiątkę. Ja z dziećmi siedziałam na plaży co by ich nie męczyć, a Wojtek szukał noclegu. I znalazł za 30zł za osobę. Warunki takie sobie, ale zawsze lepiej niż pod namiotem (zwłaszcza 3-osobowym). Niestety najlepsza pogoda była w dniu kiedy przyjechaliśmy i w dniu, w którym wyjeżdżaliśmy (w poniedziałek). Przez 3 dni zachmurzenie i deszcze przelotne (lub nie). Raz jedyny "na chwilę" się rozpogodziło. Trochę skorzystaliśmy z plaży i morza, ale mało. Nie było sensu wychodzić z pokoju na zbyt długo, bo tylko traciliśmy kasę w kółko na tym samym: figloraju, wesołym miasteczku i dmuchańcach, aż do znudzenia i bankructwa. Trochę nas to zezłościło, ale cóż.. bywa.. Oczywiście obowiązkowo zaliczyliśmy tamtejszą kolejkę th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754919.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754966.jpg silne wiatry na morzu th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754967.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754969.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754970.jpg nadgorliwi kolesie komputerowcy nawet na wczasach żyć nie dają th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754972.jpg festiwal kultury indyjskiej, na który ze względu na pogodę nie udało się nam pójść th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754980.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754981.jpg oni tylko tak odważnie siedzą, bo się nie rusza ;P th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754982.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754985.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754986.jpg z tej karuzeli Bartek uciekł podczas jazdy. Z lekka w szoku byłam, on z resztą też th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754989.jpg bajkami wypełnialiśmy lukę w rozkładzie jazdy th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754990.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754991.jpg aniołeczek Bartuś th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754992.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754994.jpg Krzyś oczywiście z laską ;P th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i754996.jpg padnięta matka th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755017.jpgakrobaci th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755019.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755022.jpg zjazd rurą th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755023.jpg w wykonaniu Krzysia th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755025.jpg th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755026.jpg i Madzi th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755027.jpg drzemka na plaży th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755028.jpg ambitna budowla taty th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755031.jpg i zbeszczeczenie dzieła przez dzieci ;P th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755033.jpg w pizzeri podłoga ułożona z pieńków i usypana piachem z plaży th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755038.jpg tatusiowe przylepy, po całej podróży miał ich już dość th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i755039.jpg i plażowe wariactwo www.youtube.com/watch?v=lyrx9bPEm4M ==================================================================== A TU POZOSTAŁE ZDJĘCIA NA SKRÓTY: annasla.galeria.interia.pl/galeria,g_id,83539 Odpowiedz Link Zgłoś
5ala Re: nad morzem.. 01.09.08, 12:00 Super podróż ! Podziwiam siłę, wytrwałość i cierpliwość. Odpowiedz Link Zgłoś
anna_sla Statystyka 13.08.08, 10:42 Odpowiadając na pytanie jak dzieci to znosiły to Wam powiem, że ogólnie rewelacyjnie. Byli rządni wrażeń a jednocześnie za dużo tych wrażeń było. Całą trasę układaliśmy tak aby złapać się na ich drzemkę w trakcie jazdy z czego zostawało ok. 2-3 po prostu siedzenia w fotelikach. Przez te 2-3 godziny na okrągło oglądali bajki na dvd, które wzięłam tylko na wypadek nagłych sytuacji. Niemniej domagali się ich naokrągło, tego nie przewidziałam i wzięłam za mało bajek, przez co kilkakrotnie niektóre powtarzali i jeszcze przegraliśmy u znajomych nowy zapas. Poza tym zaopatrzyłam się na podróż dla nich: - kilka starych książeczek na początek - szybko poszły w kąt, ale spodziewałam się tego - 3 nowe książeczki z odgłosami zwierzątek - 3 nowe kolorowanki - kredki - wycinanki - nożyczki, które tną w różne wzorki - 2 nowe książeczki w kształtach różnych pojazdów - 3 nowe książeczki z naklejkami do wyklejania - 3 arkusze naklejek (obkleili nam auto) - wielką torbę przeróżnych chrupków (głównie kukurydziano-coś tam), paluszków i ciastek Po drodze kupiłam w zależności od natężenia ich znudzenia/zniecierpliwienia: - cymbałki - 2 małe lalki - 2 małe samochodziki (policja i straż) - 2 małe piłeczki z pianki - 3 koniki ze skrzydełkami - 5 kucyków (podróbek Pony) - 3 zwierzątka gumowe (konia, osła i krowę) - 3 bloki i zestaw pieczątek, ozdobnych kredek i pomysłowych farbek do malowania (o dziwo nie upaciali się za mocno) - 2 zestawy nowych wiaderek i innych przyborów do piachu Poza tym kilka razy zrobiliśmy "napad" na sklep spożywczy gdy byli mega marudni. Każdy co wziął w łapki to kupiliśmy. Zazwyczaj satysfakcjonowało ich to na jakiś dłuższy czas. Bywało, że nic nie działało (w trakcie jazdy albo w Wolinie), dzieci miały z lekka zachwiane poczucie bezpieczeństwa momentami a do tego to ich przylgnięcie do taty. Zawsze jak taty jest "za dużo" to fisieją i włażą mu na głowę przez co robi się z lekka chaos.. potem znów (jak w zeszłym roku) pewnie będę po jego urlopie prostować ich miesiąc czasu ;P Przejechaliśmy łącznie ponad 2370km, z czego jakieś 200km to nasze błądzenie ;P Bartek 3 razy zwymiotował i zaledwie 2 razy robiliśmy dłuższy postój w trakcie jazdy na rozprostowanie nóg (nie liczę już tu kolacji u mojej mamy). Spotkaliśmy się z 19 osobami/rodzinami z czego 16 z różnych forów. Wracaliśmy przez Niemcy oczywiście zamiast po wewnętrznej stronie to po zewnętrznej ;P, więc to był drugi długi odcinek drogi, w trasie byliśmy ok. 8 godzin. Madzia nie była zachwycona powrotem do domu. Mówiła, że chce jeszcze Natomiast chłopcy najwdzięczniejsi byli za pobyt nad morzem, tacy przytulaśni się zrobili, Bartuś o ile w podróży cały czas adorował tatusia tak nad morzem częściej (w pokoju) przyklejał się do mnie, tak jak i Madzia. Kiedy tata mnie przytulał zaraz wciskała się między nas i żartem mówiła "moja mama" ) Odpowiedz Link Zgłoś
aggy80 Re: Statystyka 14.08.08, 22:27 podziwiam i gratuluje odwagi i przygody! bedziecie miec fajne wspomnienie z takiego tournee pozdrawiam aga Odpowiedz Link Zgłoś
di.da Re: Statystyka 16.08.08, 14:36 jestem pod wrazeniem, naprawde. skad mieliscie na to sily i checi? kurczaki..... Odpowiedz Link Zgłoś
mamaigiiemilki Re: Wróciliśmy z turnee po Polsce ;) 16.08.08, 20:13 hoho, jestescie ludzmi o duuuuzej cierpliwości Odpowiedz Link Zgłoś