annabelle4
03.12.08, 21:46
Witam,
od pewnego czasu obserwuję rynek deweloperski, prawa, które nim
rządzą, reguły, którym podlega i sytuację ludzi - „szczęśliwych”
nabywców nowych mieszkań.
Doprawdy trudno jest oprzeć się wrażeniu, że nie funkcjonuje to
uczciwie, według jasno określonych zasad.
Jestem mieszkanką dużego krakowskiego osiedla przy ulicy
Borkowskiej, powstającego z rozmachem, w tempie może zbyt szybkim,
by solidnie wybudować bloki i dać gwarancję ich trwałości. Entuzjazm
towarzyszący mojemu wprowadzeniu się do tego miejsca, systematycznie
ulegał ostudzeniu i postępował, im dłużej tu byłam.
Już od początku niewiele mieliśmy do powiedzenia. Z ramienia
dewelopera narzucono nam (co, jak się okazuje niezgodne jest z
prawem) zarządcę - pana Tomasza Grenia, który mając zapewne bardzo
solidne umocowanie, a dodatkowo z pewnością świetne zawodowe
samopoczucie (nie wiem jak z osobistym) rozgrywa sobie własną
bezkarną politykę, działając ewidentnie na korzyść dewelopera, nie
respektując uwag i potrzeb właścicieli mieszkań, kupionych za
niemałe przecież pieniądze, mieszkań, którym stale coś „dolega”, w
których ciągle pojawiają się usterki ewidentnie wynikające z
wadliwych rozwiązań konstrukcyjnych. Pan zarządca nieustannie
obciąża mieszkańców kosztami napraw, usiłując wmówić im (choć i to
niechętnie, bo bardzo nie lubi z ludźmi rozmawiać), że wszystko to
dzieje się zgodnie z obowiązującym protokołem (KTO go ustalił!!??).
Dlaczego ten pan jest nadal zarządcą części osiedla?
Bo mieszkańcy nierozważnie zgodzili się kiedyś na to myśląc, że nie
mają wyboru. Otóż wybór istnieje i każdy w takiej sytuacji go ma!
Nie można tylko ślepo podpisywać umów, zobowiązań, bo późniejsza
zmiana patologicznego stanu okazuje się być bardzo trudna do
przeprowadzenia. Niedostateczna mobilizacja mieszkańców, niska
frekwencja na zebraniach wspólnot, luki w wiedzy prawnej, dodatkowo
też zwykłe lenistwo sprawiają, że trudno jest zrobić ten jedynie
słuszny, radykalny krok i pozbyć się „reprezentanta” (wiem, to brzmi
groteskowo), który działa na naszą szkodę.
Jest jednak światełko w tunelu. Otóż nasza zdeterminowana i prężna
wspólnota już jakiś czas temu zorganizowała się, przeprowadziła
zebranie, zaprosiła notariusza i podziękowała panu Greniowi,
kulturalnie acz stanowczo pozbywając się go. Wybrawszy zgodnie
nowego Zarządcę (bardzo miła pani), szczęśliwie funkcjonujemy sobie
teraz, mając jasno określone reguły i w satysfakcjonujący sposób
rozwiązując ewentualne mieszkaniowe problemy. Podobnie, za naszym
przykładem, postąpiła wkrótce jeszcze jedna wspólnota.
Da się?
Da się!
Gorąco polecam lekturę mojej wypowiedzi Mieszkańcom Osiedla
Europejskiego.
Nie dajcie się zastraszyć. Nie dajcie sobie wmówić, że nie macie nic
do powiedzenia i musicie się godzić na narzucone rozwiązania.
Zorganizujcie SWOJE zebranie, przeprowadźcie je zgodnie z prawnym
protokołem. SAMI wybierzcie SWOJEGO Zarządcę, który uczciwie i
godnie będzie Was reprezentował.
To WASZE mieszkania, to WASZ wybór…