Dodaj do ulubionych

Gimnazjady ciąg dalszy. Czekamy na inne szkoły

IP: 213.17.233.* 21.02.04, 15:18
Uczniowie urządzili mi piekło
Uczniowie Gimnazjum nr 2 w Łęcznej nękali młodego anglistę

Zachowywali się gorzej niż zwierzęta - mówi uczennica z klasy II "a” o
profilu sportowym. - Pluli na nauczyciela, wyzywali, szarpali za ubranie.
Choć to moi koledzy, wstydzę się za nich. Nic dziwnego, że w końcu nie
wytrzymał i uderzył ucznia.

- Zrobiłem to - przyznaje Bartłomiej Boczkowski. - Nie chciałem. Teraz
żałuję. To był odruch. Broniłem się. Urządzili mi piekło na ziemi.
Anglista pracował w tej szkole półtora roku. Od początku miał kłopoty. -
Często zgłaszał problemy z tą klasą - mówi Anna Gąsior, zastępca prezesa
ogniska nr 3 Związku Nauczycielstwa Polskiego w Łęcznej i nauczycielka tego
samego gimnazjum. - Nikt nie reagował. Tak jakby chcieli zataić sprawę i
utrzymać dobry wizerunek szkoły.
Przed dwoma tygodniami nauczyciel podczas lekcji uderzył ucznia. Tego samego
dnia odsunięto go od obowiązków, a następnego dostał dyscyplinarne
wypowiedzenie. Właśnie złożył pozew do sądu o unieważnienie tej decyzji.
Niektórzy uczniowie z II "a” mają teraz wyrzuty sumienia. - Może byliśmy za
ostrzy. Jakoś tak go sobie upatrzyliśmy. Trochę głupio, że go wylali. Ale nie
wszyscy tak myślą. - Wyzywaliśmy go od ch..., grubych jeb... świń - bez
zażenowania przyznają gimnazjaliści. - Kazał nam się za dużo uczyć. Jesteśmy
sportowcami, a nie kujonami.
Uczniowie nie zostali ukarani. - Nauczyciel miał problemy ze
zdyscyplinowaniem młodzieży - mówi Sławomir Winiarski, zastępca dyrektora
Gimnazjum nr 2. - Nie powinien uczyć, bo nie ma predyspozycji. Dzieci to
wyczuwają. Zdarzyło się, że uczniowie porwali firankę czy porozkręcali ławki
i krzesła na jego lekcjach. Nie umiał ich uspokoić.
- Nasz wizytator zbadał sprawę - mówi Grażyna Zawadzak, dyrektor wydziału
kształcenia ogólnego Kuratorium Oświaty w Lublinie. - Okazało się, że
nauczyciel uderzył ucznia. Sam się do tego przyznał, czyli jest winny.
Zgadzamy się więc z decyzją dyrektora szkoły o dyscyplinarnym zwolnieniu
anglisty.


Katarzyna Pasieczna
20. Lutego 2004 20:37
(Dziennik Wschodni w Lublinie)
Obserwuj wątek
    • Gość: haha Hurra już jest IP: 212.182.69.* 09.03.04, 09:49
      ŚWIDNIK NAUCZYCIELKĘ I UCZNIÓW ŚWIDNICKIEGO GIMNAZJUM PONIOSŁY NERWY

      Przepychanka, obelgi pod adresem nauczycielki i interwencja policji. Tak
      skończyła się piątkowa lekcja geografii w klasie III C Gimnazjum nr 2 w
      Świdniku.

      Wszystko zaczęło się od aparatu cyfrowego, który przyniosła do szkoły
      uczennica. W czasie lekcji geografii jeden z uczniów zaczął nim robić zdjęcia.
      Nauczycielka zaprotestowała i kazała oddać sprzęt. Kiedy lekcja się skończyła
      do jej biurka podeszła trójka uczniów prosząc, aby kobieta oddała aparat.
      – Pani nie chciała nawet o tym słyszeć. Krzyczała, że aparat odda rodzicom, a
      nam kazała wyjść z klasy – powiedziała nam Asia, właścicielka aparatu.
      Wtedy do nauczycielki podszedł Jarek. Z relacji dyrekcji szkoły wynika, że
      chłopak zagrodził nauczycielce drzwi, a kiedy usiłowała wyjść pchnął ją i
      uderzył drzwiami. Na odchodne splunął w jej kierunku, po czym uciekł ze szkoły.
      Po zajściu zastępca dyrektora nie chciała rozmawiać z uczniami, którzy byli
      świadkami incydentu, a nauczycielka wyrzuciła ich z sekretariatu i zadzwoniła
      na policję.
      – Potem zjawili się rodzice Jarka. Wszyscy byliśmy w szoku. Dlaczego nikt nie
      chciał z nami rozmawiać? Czemu pani dyrektor wysłuchała tylko wersji pani od
      geografii? – mówi Michał.

      Klasa nr 102, w której rozegrała się scena znajduje się w pobliżu pokoju
      nauczycielskiego. Mimo to żaden z nauczycieli nie usłyszał krzyków. Zajście
      widziało natomiast kilku uczniów. Według ich wersji Jarek nie uderzył
      nauczycielki. Wczoraj bezskutecznie próbowaliśmy porozmawiać z panią od
      geografii. Nie chcieli się również wypowiadać inni nauczyciele. Za to uczniowie
      od piątku o niczym innym nie mówią.
      – Pani S. jest bardzo emocjonalną kobietą – twierdzą uczniowie.
      – Denerwuje się o byle co. Spóźnienie czy rozmowy w czasie lekcji mogą być
      pretekstem do krzyku albo odpytywania. To zależy od jej humoru. Innego zdania
      na temat nauczycielki jest dyrekcja szkoły.
      – Uczniowie mówią tak jak im wygodnie – uważa Barbara Mazurek, dyrektorka
      Gimnazjum nr 2.
      – Nauczycielka geografii ma dwudziestoletnie doświadczenie w zawodzie, dobry
      kontakt z uczniami. To, że konflikt nie nabrał jeszcze większych rozmiarów, to
      wyłącznie jej zasługa.

      Dyrektorka przyznaje, że z Jarkiem, który był sprawcą zajścia, szkoła nie miała
      do tej pory problemów. Chłopak nigdy wcześniej nie był agresywny. Udało nam się
      z nim porozmawiać po lekcjach.
      – Żałuję, że tak się uniosłem – mówi chłopak, spuszczając głowę.
      – Chciałem pomóc koleżance, a wyszło źle. Teraz opowiadają, że pobiłem
      nauczycielkę, a to nie jest prawda. Nawet jej nie dotknąłem, to ona mnie
      popchnęła, kiedy usiłowała wyjść z klasy. Wtedy się zdenerwowałem i użyłem
      wulgarnych słów, ale zaraz potem tego żałowałem.

      – Do końca szkoły zostały trzy miesiące – mówi Jarek. – Jeszcze nie wiem gdzie
      się będę dalej uczył, ale mam nadzieję, że do tego czasu cała sprawa się
      wyjaśni i nadal będę zwykłym trzecioklasistą, który może nie ma najlepszych
      stopni i nosi ogoloną głowę, ale nigdy nie uderzył nauczycielki, która go o to
      oskarżyła.
      Wczoraj chłopak przeprosił nauczycielkę w obecności pani dyrektor i całej
      klasy. W środę w gimnazjum odbędzie się rada pedagogiczna. Wbrew wcześniejszym
      zapowiedziom dyrekcji sprawa nie zostanie skierowana do sądu. W najgorszym
      razie Jarek dostanie naganę.

      Małgorzata Wach


      TO TYLKO INCYDENT

      Z przeprowadzonych rozmów wynika jednoznacznie, że zachowanie chłopca miało
      charakter incydentalny. W grę wchodziły nadmierne emocje, zarówno z jednej, jak
      i drugiej strony. Gdybym był dyrektorem szkoły, to wstrzymałbym się z decyzją o
      powiadomieniu policji. To był wybuch, którym powinni się zająć pedagodzy. Na
      szczęście udało się dojść do porozumienia: uczeń wyraził skruchę, a
      nauczycielka mu wybaczyła. Na tym sprawę kończę. Reszta to wewnętrzna sprawa
      szkoły.
      Waldemar Godlewski, lubelski kurator oświaty


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka