Gość: POLAN
IP: 202.67.90.*
30.03.04, 01:18
DWA SPOJRZENIA
W tygodniku "Gwiazda Polarna" Nr.7 Vol.88 Sobota, 17 lutego 1996 roku, na
pierwszej stronie, ukazal sie obszerny artykul Andrzeja Krajewskiego
pt. "Dziecko Ziem Odzyskanych" na temat Aleksandra Kwasniewskiego. W trzy
tygodnie pozniej, w tej samej gazecie, Nr.10, Sobota 9 marzec 1996, w
dziale "LISTY OD CZYTELNIKOW" Jan Krawiec wyrazil swoje uczucia po
przeczytaniu tegoz artykulu. Artykul zatytulowany jest "Towarzysz Stolzman".
Przytaczamy czesc pierwszego (ze wzgledu na rozmiar), oraz drugi w calosci.
Refleksje pozostawiam czytelnikom.
Sugeruje swrocenie sie bezposrednio do Prezydenta Kwasniewckiego,
http://www.prezydent.pl/ z zapytaniem z jakim nazwiskiem urodzil sie poniewaz
w jego zyciorysie podanym w home page prezydenta niema nazwiska Stolzman.
Moze powinno byc Shtolzman? -;)
DZIECKO ZIEM ODZYSKANYCH.
Autor: Andrzej Krajewski.
W swoim inauguracyjnym przemowieniu, 23 grudnia 1995 roku nowy polski
prezydent, Aleksander Kwasniewski przedstawil sie jako dziecko Ziem
Odzyskanych. Rzeczywiscie urodzil sie 15 listopada 1954 roku i mieszkal do
czasu wstapienia na Uniwersytet Gdanski w 1973 roku w Bialogardzie na Pomorzu
Zachodnim, na ziemiach przyznanych Polsce w Jalcie, kosztem Niemiec na
zachodzie, jako rekompensata za stracone na wschodzie na rzecz Zwiazku
Radzieckiego.(...) Mieszkanscy Bialogardu mowia o prezydencie wylacznie
dobrze. Nawet grupa tak szczegolna jak Sybiracy, deklaruje na koniec
polgodzinnej, nieco chaotycznej rozmowy:"My na niego nie glosowalismy, ale
zlego nic nie powiemy", choc komus wymyka sie w gniewie: "Ten, co na
Kwasniewskiego glosowal, to na Syberie powinien znow jechac". Za to rodzine
Kwasniewskich wszyscy, z ktorymi rozmawiam, znaja doskonale. Ojciec
prezydenta, Zdzislaw Kwasniewski, chirurg, kierownik przychodni kolejowej,
zmarl w 1990 roku. Pomagal ludziom - slysze od Sybirakow. - Bardzo cenil
wyksztlcenie, cieszyl sie z kazdej piatki dzieci, w pracy chwalil sie
doktoratem corki. - przypomina sobie pracujacy z nim dawniej lekarz. Matka
prezydenta, pani Aleksandra Kwasniewska, z zawodu pielegniarka, dopiero po
smierci meza zaczela sie szerzej udzielac, przyjmowac gosci, wlaczac w zycie
parafii sw. Jadwigi. Proboszcz Wilk mowi o niej z widoczna sympatia i
podziwem: - Byla jednoosobowa instytucja charytatywna, pomagala ludziom, a
swoje problemy zdrowotne ukrywala. Inni wspominaja, ze rozdawala zapomogi,
sama sie zapozyczajac, placila rachunki telefoniczne za rozmowy prowadzone z
jej mieszkania przez sasiadow. Zmarla nagle, juz w trakcie kampanii wyborczej
syna, we wrzesniu. Aleksander Kwasniewski byl na mszy swietej, odprawianej za
nia w kosciele przy Placu Wolnosci, a pochowana zostala tak jak maz, w
Warszawie.
Zdaniem proboszcza Wilka, dom Kwasniewskich byl zamkniety : mlody Olek, tak
samo jak jego siostra Malgosia, byli swiadomie izolowani przez ojca... Nie
wolno im bylo miec za wielu kolegow. Byc moze wynikalo to z ojcowskiej obawy
przed zarazeniem dzieciecymi chorobami. To ojciec dbal, aby w domu niczego
nie brakowalo, organizowal cale jego zycie. Olek i jego siostra Malgosia,
mieli przede wszystkim sie uczyc . Az tak, ze na dodatkowe lekcje laciny
chodzil do profesora Komarczewskiego. Czy ojciec marzyl dla Olka o karierze
lekarza?
We wspomnieniach szkolnych kolegow mlody Kwasniewski okazuje sie jednak
sportowcem i humanista; W ogolniaku biegal, zawze lubil sport - mowi jeden z
jego kolegow, ktory po studiach medycznych pozostal w miescie. Z przedmiotow
scislych szlo mu gozej, zdarzalo sie zarobic nawet dwoje, szczegolnie z
matematyki. Ale potrafil lawirowac. W tym byl mistrzem - mowi
tygodnikowi "Poznaniak" kolezanka z klasy prezydenta, Teresa Chrenowska.
Potwierdza to dzisiejszy bialogardzki lekarz: Byl kolezenski, ale
jednoczesnie lubil sie wyrozniac .
Na koniec rozmowy redaktor Salapatek pyta mnie wyraznie podniecony: - A pan
wie, ze on juz raz byl prezydentem? Jak to gdzie? W domu! Oni tam przeciez
wlasna republike Kwasniewskich mieli! Olenka mi to wszystko opowiadala,
takimaterial mialem, ale teraz po jej smierci, nie wypada pisac, zreszta Olek
prosil, abym dal spokoj...
Rewelacje redaktora Salapatka potwierdza relacja z rozmowy z matka prezydenta
w ksiazce Agaty Chroscickiej Kwasniewski jestem : Pani Aleksandra przypomina
sobie, ze Olek od dziecka mial zadatki na polityka. Jest nawet takie zdjecie,
na ktorym ma 9 lat i udaje, ze sklada prezydencka przysiege. I wlasciwie to
byl wtedy prezydentem, bo rodzina Kwasniewskich miala wlasne panstwo i nawet
hymn. Oczywiscie najwazniejszy w tym panstwie byl Olek, a dopiero potem
pozostali obywatele .
------------------------------------------------------------------------------
--
TOWARZYSZ STOLZMAN
Autor: Jan Krawiec. ( uwaga "Gwiazdy Polarnej": autor nie jest bylym
redaktorem naczelnym "Dziennika Zwiazkowego".)
Omal z krzesla nie spadlem, kiedy przeczytalem w Gwiezdzie Polarnej z dnia 17
lutego artykul pod tytulem Dziecko ziem odzyskanych ! Jesli dziecko , to PRL
lub PZPR, ale nie Ziem Odzyskanych !
Po pierwsze: Andrzej Krajewski pomija dzialalnosc Aleksandra Kwasniewskiego
jako czlonka Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, nie podaje nawet
najmniejszej wzmianki o jego przynaleznosci do organizacji, ktora sluzyla
interesom nie polskim, ale Zwiazku Radzieckiego.
Po drugie: Andrzej Krajewski daje jak najlepsza opinie ojcu Aleksandra
Kwasniewskiego, Zdzislawowi, natomiast nic nie wspomina o polskiej atmosferze
w ich domu rodzinnym i o dzialalnosci Zdzislawa Kwasniewskiego w Urzedzie
Bezpieczenstwa PRL.
Nic nie wspomina rowniez Andrzej Krajewski o wspolpracy Zdzislawa
Kwasniewskiego z placowkami NKWD, ktore znajdowaly sie w Gross-Born (Borne
Sulinowo), Bialogardzie i Ragiczu, jaka byla jego rola w wylapywaniu
zolnierzy AK, NSZ i innych organizacji, ukrywajacych sie na terenie Pomorza
Zachodniego.
Zanim przedarlem sie, z narazeniem zycia, do Niemiec Zachodnich, przez wiele
lat zylem w Bialogardzie. Pamietam dobrze, kto z ramienia NKWD kierowal
dzialalnoscia miejscowego Urzedu Bezpieczenstwa. Byl nim Zdzislaw
Kwasniewski, ojciec Aleksandra Kwasniewskiego, choc wtedy nazywano go
towarzyszem Stolzmanem.
Tyle juz czasu uplynelo od tych strasznych wydarzen. Pamietam tylko trzy
nazwiska zamordowanych zolnierzy AK. Najdluzej ich przesluchiwano i zrobiono
im proces pokazowy, w ktorym wzyscy przyznali sie do popelnionych win.
Byli to: Jerzy Lozinski, Stanislaw Subortowicz i Witold Milwid. Rozstrzelano
ich w obecnosci towarzysza Stolzmana - Zdzislawa Kwasniewskiego.
Towarzysz Stolzman z ramienia NKWD opiekowal sie równie procesami
politycznymi mlodziezy szkolnej. W Walczu odbyl sie proces uczniow: Bogdana
Szczuckiego, Mariana Basladynskiego i Feliksa Stanislawskiego, w Bialogardzie
zas proces Pszczolkowskiego i Tracza. Skazano ich na dlugoletnie wiezienie i
prace w kopalniach wegla.
Oblawy na grupy zolnierzy wilenskiego oddzialu AK majora Zygmunta
Szyndzielerza ps. Lupaszka , ktore po ciezkich walkach i duzych stratach w
ludziach przedostaly sie w lasy Pomorza Zachodniego, byly równiez nadzorowane
przez towarzysza Stolzmana.
Oboz koncentracyjny NKWD w Barkenbrucke (Barkniewo) kolo Gross-Born (Borne
Sulinowo) byl obozem przejsciowym . Z tego obozu albo wywozono do Rosji, albo
rozstrzeliwano. Andrzej Krajewski zdobyl sie na okreslenie miasta Borne
Sulinowo jako: miasto ponad 20-tysieczne, calkowicie tajne .
Tylko tyle, nic wiecej.
Egzekucji dokonywano okolo 5 km na polnoc od Nadrzyc, we wsi Doderlage.
Miejscowosc ta juz nie istnieje. Istnieja tylko resztki murow i fundamenty
budynkow.
Ciala zakopywano w okolicznych lasach, przykrywajac je niewypalami, a nawet
minami, nastepnie zasypano groby ziemia.
Towarzysza Stolzmana mialem przyjemnosc spotkac w urzedzie bezpieczenstwa w
Bialogardzie, a po kilku latach powtornie w