fla
29.06.11, 09:34
Oto początek mojej powieści:
Choć swego czasu słynny Jasza Mazur porzucił żywot utracjusza by studiować w skupieniu święte księgi, niekiedy jeszcze odzywał się w niem temperament kuglarza. Pewnego dnia, zmęczony mądrością pokoleń, znużony czytaniem słów, z których każde wymagało solidnego namysłu, postanowił stworzyć najprawdziwszego golema. Poczynił w tym celu wszelkie niezbędne procedury praktyczno-mistyczne lecz ludzka kukła nie reagowała na jego polecenia. Machnął więc ręką i z powrotem zagłębił się w swoją lekturę.
Tymczasem dzieło Jaszy, zapomniane i upchnięte na strychu jednej z lubelskich kamienic, fermentowało. Proces dojrzewania zapoczątkowany ezoteryczną formułą włożoną w usta niedoszłego golema wciąż postępował, by pewnego lata, w kilkadziesiąt lat po śmierci Mazura, zaowocować pojawieniem się quasi-życia wewnątrz fantomowej glinianej istoty.
Golem wstał, otrzepał się z wieloletnich złogów kurzu, ziewnął, mlasnął i po kilku nieudanych próbach stanął na swych glinianych nogach...