sebastianm88
09.03.26, 16:13
Oto mój najlepszy sen w całym życiu, i z całego serca chciałbym, żeby taka była rzeczywistość.
W jednej chwili wszystko się odmieniło. Zacząłem wznosić się z zapierającą dech prędkością… z każdą chwilą przekraczając wszystko, co ludzki umysł jest w stanie naprawdę pojąć. W czasie krótszym niż jedno uderzenie serca nasza planeta skurczyła się do maleńkiego punktu — małej błękitnej kuli dryfującej w rozległej ciemności kosmosu.
W najkrótszych chwilach przemknąłem z niewiarygodną szybkością obok naszego Słońca, obserwując otaczające je gwiazdy, które słabo migotały w oddali i wydawały się równie małe jak te, które widzimy świecące na naszym nocnym niebie. Kilka sekund później ujrzałem ogromną panoramę: cała nasza galaktyka rozpostarła się przede mną wraz z niezliczonymi innymi galaktykami, z których każda była widowiskiem kosmicznej sztuki…
Zaledwie trzy lub cztery sekundy po rozpoczęciu tego ekscytującego wznoszenia zobaczyłem wszystkie galaktyki naszego wszechświata, które zdawały się wznosić i wirować, podążając za największą strukturą galaktyczną na tle ogromnej chmury gwiezdnego pyłu w odcieniach różu.
Gdy wznosiłem się dalej w kosmos, cały wszechświat zaczął oddalać się ode mnie, aż przemienił się w jedynie świecący punkt (jak biała gwiazdka na nocnym niebie) na tle nieskończonej pustej przestrzeni... W tej chwili mogłem dostrzec istnienie innych wszechświatów (aczkolwiek jak nasz), które z elegancją sunęły przez bezkresną nicość, tworząc złożony, dynamiczny wzór przestrzenny, a ich wzajemne pozycjonowanie przypomniał mi ruch maleńkiego, krzątającego się roztocza w kosmicznym tańcu.
Wkrótce jednak wszechświaty te oddaliły się tak bardzo, że zniknęły z mojego pola widzenia. Na ich miejscu pojawiły się kolosalne skupiska innych! — żywe klastry migoczące niezliczonymi barwami. Dostrzegłem gromadę głęboko purpurowych wszechświatów poruszających się bardzo synchronicznie, a za nimi olśniewający wodospad jaskrawoczerwonych wszechświatów, jakby te poprzednie rodziły nowe światy!
Z coraz wyższonego punktu widzenia ta linia ognistoczerwonych wszechświatów przypomniała mi żyłę biegnącą przez ludzkie ciało…
Na obrzeżach mojego stale rozszerzającego się pola widzenia znajdowały się niezliczone inne skupiska, przypominające złożoną sieć powiązań podobną do ludzkiej anatomii. Ich liczba i blask zaczęły mnie przytłaczać, a obraz stawał się coraz bardziej rozmyty, jakbym obserwował niewyobrażalny taniec stworzenia.
W końcu majestat tego kosmosu zaczął znikać z mojego pola widzenia. Pojawiały się coraz większe wszechświaty, świecące tak jasno, że porywały wcześniejsze w świetlistym wodospadzie. Ich blask był tak przytłaczający, że wprowadził mnie w stan transu...
Zanim się spostrzegłem, gwałtownie się obudziłem — z powrotem w znajomym pokoju, skąpanym w ostrym świetle wysoko stojącego, południowego słońca.
Dajcie znać jak wam się podoba lub co o tym myślicie.