joannabarska
17.11.12, 23:18
Jarosław Kaczyński zapowiada kolejny marsz - tym razem 13 grudnia, tym razem "w obronie mediów i demokracji". Pytanie do Was, zignorować Kaczyńskiego czy powiedzieć "dość" i zorganizować kontrmarsz.Od jakiegoś czasu zastanawiam się czy to nie my, media, jesteśmy odpowiedzialni za utrzymywanie na powierzchni pana Kaczyńskiego. Bo Kaczyński jedzie bez trzymanki, co chwilę coś gada, obraża logikę i rozum, ale wciąż jest w stanie szokować. A wiadomo, gdyby powiedział coś sensownego, to może by się do mediów nie przebiło, a ponieważ bredzi i szokuje, to przebija się wszystko. Media nagłaśniają kolejne ekscesy Kaczyńskiego, poparcie dla Kaczyńskiego rośnie, szaleństwo jest usankcjonowane i nagłośnione.
Jeśli taki mechanizm w istocie działa, to rozwiązanie jest proste. Wyłączyć wtyczkę. Niech sobie gada. Nie nagłaśniać, nie cytować, niech margines pozostanie marginesem. Z drugiej strony ten margines jest liderem największego ugrupowania opozycyjnego. Ten człowiek uważa, że może rządzić naszym krajem, może decydować o naszej teraźniejszości i o przyszłości, nas i naszych dzieci. Czy można ignorować wypowiedzi lidera opozycji?
Dylemat jest trudny. Przepraszam za słowo z tytułu i jego powtórzenie tutaj, olać Kaczyńskiego jest łatwo. On gada, my puszczamy to mimo uszu, koniec. Z drugiej strony demokracja domaga się debaty, Tylko jak debatować z szaleństwem. Jak wyciągać średnią z sensu i bezsensu, ze słów mądrych i z bełkotu.
Wyobrażam więc sobie całkowite zignorowanie Kaczyńskiego, wypowiadanych przez niego kompletnych bredni i z jego pomysłów, chce maszerować, niech maszeruje, trochę świeżego powietrza mu nie zaszkodzi. Wyobrażam też jednak sobie organizację kontrmarszu. Bo jak Kaczyński chce maszerować w w imię wolności słowa, to właściwie człowiek powinien się dołaczyć. I by się dołaczył, gdyby nie wiedział, że kaczyńska wolność słowa to triumf wicebliźniaków Karnowskich, Sakiewiczów, Ziemkiewiczów i innych niepokornych wobec wszystkiego oprócz PIS-u i SKOK-ów. Parafrazując dawny dowcip - jaka jest róznica między wolnością słowa a wolnością słowa w wersji Kaczyńskiego. Taka jak między krzesłem a krzesłem elektrycznym. Ale jak Kaczyński chce bronić wolności słowa, to wiadomo, że chciałby wziąć za pysk, więc naprawdę trzeba bronić wolności słowa.
Na pytanie zawarte w tytule mam swoją intuicyjną odpowiedź, z której muszę wyciągnąć konsekwencję. Ale mam pytanie do Was. Olać Kaczyńskiego, zignorować go czy powiedzieć - DOSĆ! Ani kroku dalej!
To pytanie. Czekam na odpowiedzi.
Ciekawe,ja bym olała,ale nasze media za darmo dają mu sporo czasu reklamowego,jak np.dzisiaj TVN 24... (jb)
"Ci, którzy przemawiają w imieniu Boga, powinni pokazać listy uwierzytelniające." (JULIAN TUWIM)