emigrant_z_lublina
14.09.04, 22:22
Dzisiaj właśnie wróciłem z dwudniowego wyjazdu służbowego do Lublina, podczas którego oprowadzałem zagranicznych partnerów po tym mieście, bowiem zainteresowani byli zainwestowaniem pewnych środków finansowych w przedsięwzięcie, w którym pośredniczę i chcieli zobaczyć gdzie przyjdzie im inwestować. Przyjechałem do tego miasta po 10 latach od momentu, gdy z niego wyjechałem.
Droga do Lublina nawet znośna, choć goście pytali dlaczego pomiędzy dwoma tak dużymi miastami nie ma drogi dwupasmowej. Nie umiałem im odpowiedzieć nic innego ponadto, że w Polsce ogólnie stan dróg jest niezadowalający.
Zapytali też o lotnisko. Nie wiedziałem co powiedzieć.
Moje spostrzeżenia: kierowcy na lubelskich rejestracjach jeżdzą dość słabo w porównaniu z innymi kierowcami. Dziękowanie za zjechanie na pobocze i ustąpienie drogi włączeniem kierunkowskazów jest wielką rzadkością. Poza tym jeżdżą bardzo zachowawczo, bez właściwego tempa.
Wjeżdżamy do Lublina. Trzęsie. Drogi fatalne, może poza Krakowskim Przedmieściem i Al. Tysiąclecia. Reszta w opłakanym stanie.
Pierwsze kroki kierujemy do hotelu. Wybraliśmy Europę. I dobrze wybraliśmy. To nie ten hotel sprzed 10 lat. Warto było tu się zatrzymać. Zresztą... tylko Krakowskie Przedmieście i Starówka zrobiła na nich jako takie wrażenie.
Pierwszy dzień to zwiedzanie. Objeżdżamy prawie całe miasto. Nie mogę niestety wybierać im miejsc, w które pojedziemy, gdyż sami pokazując palcem na mapie wybierają te miejsca, które im wydają się koniecznymi do obejrzenia.
Najpierw dworce. PKP - chwalą ładny budynek. O otoczeniu mówią "slums". Pytają, dlaczego tutaj wszystko się wali dookoła i dlaczego burmistrz nie dba o okolicę dworca, która powinna być wizytówką miasta.
Później dworzec autobusowy na Podzamczu. Mówią, że nie widzieli jeszcze takiego miejsca w takim stanie. Brud, smród, bezdomni, mało Policji, brak organizacji, ogólny chaos.
Każą się wieźć na kolejny dworzec.... Mówię im, że to już wszystkie. Jak to wszystkie? Ano wszystkie, miasto 350 tysięczne ma jeden dworzec kolejowy i jeden autobusowy.
Pytają o ilość połączeń kolejowych z Warszawą i innymi dużymi miastami w Polsce. Co mam im powiedzieć? Że jeździ tylko kilka pociągów na dobę i w dodatku w opłakanym stanie? Sami zresztą zobaczyli jak byli na dworcu PKP jak wyglądają składy, które przyjeżdzają do Lublina. Wstyd.
Teraz wybierają podróż do miasteczka uniwersytetyckiego. Podoba im się. Wyjątkowo, tak jak Krakowskie Przedmieście i Starówka. Uff.
Teraz każą się wieźć na wszystkie drogi wylotowe z miasta. Najpierw wybieramy drogę na Kraśnik. Pytają znowu, dlaczego tylko jeden pas. Odpowiedź ta sama co poprzednio.
Później droga na Lubartów. Są zaskoczeni. Ja zresztą też.
Droga na Łęczną: trzęsię, wąsko, doły. Są przerażeni.
Droga na Piaski: nawet im się podoba.
Droga na Czerniejów: ulica Kunickiego ich przeraża. Mówię, że to okolice dworca. Uśmiechają się. Jedziemy dalej Kunickiego, pytają od jakiego czasu tu nic nie robiono z budynkami.
Jedziemy nad Zalew. Podoba im się ta okolica, podziwiają.
Wieczorem chcą sprawdzić jak funkcjonuje w Lublinie komunikacja miejska.
Postanawiamy przejść Krakowskim Przedmieściem do Parku Saskiego i stamtąd dostać się w okolice ... dworca PKP:)
Kupujemy w kiosku bilety. Stoimy na przystanku przy ul. Lipowej w stronę Piłsudskiego. Po dobrych 15 minutach podjeżdża autobus 21. Wsiadamy.... Zdziwienie... Każą nam płacić za przejazd. Podajemy bilet komunikacji miejskiej. Nieważny??? Jak to nieważny? Wysiadamy. Czekamy na następny autobus. Kolejne 10 minut. Czyli w sumie... 25 minut!!! Jest godz. przed 19. W końcu przyjeżdża 150. Wsiadamy. W środku... brudno, wszystko obdrapane. Przez szyby prawie nic nie widać, bo wszędzie jakieś plakaty.
Pytają mnie o co chodzi w tymi biletami, dlaczego w jednych pojazdach są ważne, a w innych nie. Nie umiem im odpowiedzieć, choć domyślam się. Są zdziwieni, bardzo zdziwieni.
Kolejna przejażdżka z dworca PKP na dworzec PKS. Wybieramy autobus linii 34. Wsiadamy... i znowu nam każą płacić, mimo że mamy bilety!!! Kierowca mówi, że to autobus prywatny. Pytamy więc, kiedy przyjedzie "państwowy". Kierowca nas informuje, że... nie wie i go to nie obchodzi i pyta czy płacimy i jedziemy, bo on odjeżdża. Ok, płacimy i jedziemy. Śmierdzi, strasznie śmierdzi w autobusie. Mimo tej godziny tłok. Aubotus obskurny jak i jego obsługa.
Dojeżdżamy na dworzec PKS. Idziemy na Starówkę. Podoba im się, co już wspominałem, ale są zdziwieni, że wszystko jest tak zniszczone i nie odrestaurowane. Z małymi wyjątkami.
Dzień dobiegł końca. Idziemy na zasłużony odpoczynek. Deptak na Krakowskim w nocy podoba im się bardzo.
Dzień kolejny. Już nie ma zwiedzania, są rozmowy inwestorskie. Pada dużo pytań ze strony moich gości, zwłaszcza w stosunku do przedsiębiorców z Lublina, którzy zainteresowani są doinwestowaniem przez moich gości. Dużo pytań pozostaje bez odpowiedzi, bo trudno na te pytania odpowiedź znaleźć. Bo jak wytłumaczyć im choćby dziurawe drogi, fakt że są tylko dwa dworce, że tak kuleje komunikacja miejska.
Goście wypytują o całą infrastrukturę transportową i komunikacyjną. Bo mają inwestwować w przedsięwzięcia, które wymagają dobrego transportu wewnątrz Lublina.
Wyjeżdżamy z Lublina. Rozmawiamy w trakcie o przebiegu ich wizyty w Lublinie. Są uprzejmi i widzę, że nie chcą powiedzieć tego co naprawdę myślą. Wiem, że nie zainwestują. To po nich widać. Ani ja, ani lubelscy przedsiębiorcy nie byli chyba ich w stanie przekonać. Odpowiedź ostateczną poznam za tydzień we wtorek, ale już dzisiaj intuicja mi podpowiada, że nie zarobię tych pieniędzy, które mógłbym na tym pośrednictwie w transakcji zarobić.
Teraz ode mnie: przez 10 lat nie zmieniło się... prawie nic. To miasto umiera. Brak inwestycji, brak porządku, nieład, brud na ulicach, komunikacja miejska w opłakanym stanie (zapytali o komunikację nocną!!!), budynki poza ścisłym centrum chylą się ku ruinie.
Podobał im się Zalew, Krakowskie Przedmieście, Starówka, Zamek i miasteczko uniwersyteckie. Ale żadne z tych miejsc nie jest w kręgu ich zaintersowania jako inwestorów. A reszta to totalna klapa.
A ja sam poczułem się, jakbym z tego miasta wyjechał dopiero wczoraj. Jest mdłe jak rzadko które. Bezbarwne, bez życia. Smutno mi.
#emigrant#