Dodaj do ulubionych

ŁAPÓWKI** AFERY**ZŁODZIEJSTWO**DONAOSY

IP: 62.233.135.* 17.05.02, 08:24
Postanowiłem poprawić tytu ł, aby brzmiał bardziej zachęcająco
Wzorem jednego z uczestników forum Opolskiego, proponuję rozpoczęcie wątku
dotyczącego wszelkiego rodzaju afer łapówkarskich i innego rodzaju przekupstwa
wśród bardziej znanych lublinian. Dzięki temu możemy się dowiedzieć wielu
ciekawych rzeczy o tym ile kto nam zap******* z naszej kieszeni.
Na początek proponuję rozpatrzenie kilku rozbuchanych i nagłośnionych
inwestycji budowlanych w naszym mieście - np. budowę kompleksu Lublinianaka za
80 mln$. Czy któś wogóle w to wierzy, że znalazł się jakiś noreski jeleń, który
chce zainwestować w super-drużynę piłki nożnej-i nie tylko, aby ją wprowadzić
do ekstra-coś tam. Osobiście nie wierzę w to aby cokolwiek takiego tu powstało,
bo brzmi to bynajmniej abstrakcyjnie. W związku z tym podejrzewam , że chodzi
tutaj o kasę na ekspertyzy, obsługę prawną., projekty, szkolenia w negocjacjach
wywaloną z kasy miejskiej do powiąznaych lubelskiech firm. Oczywiście dzisiaj
się okazało, że Norwedzy mnają nas o dziwo w d***, czego nikt sie nie mógł
spodziewać - bo to z pewnościa dobry naród i zakochany w naszym mieście. No i
tak Norwedzy odfruną, bo np. coś nie wypali, bądź stwierdzą , że w Lublinie
jest zbyt ciepły klimat jak dla nich, i mogą się przegrzać. Obsługe prawną
prowadzi mecenas Drozd - ile wziął za to kasy z budżetu, o co tu chodzi? Proszę
was o ujawnieni wszelkich waszych podejrzeń i zwyczajne publiczne
donosicielstwo jeżeli was w******, że jakiś sk****** chce nam zaje*** miejską,
naszą wspólną kasę.

Obserwuj wątek
    • freon Re: ŁAPÓWKI** AFERY**ZŁODZIEJSTWO**DONAOSY 17.05.02, 11:12
      Ale paskudny wątek. A po co mamy donosić??? Jeśli ktoś wie o przestępstwie to
      ma obowiązek zawiadomić prokuraturę a nie forumowiczów. A poza tym w Lublinie
      nikt nie kradnie. Co to za podejrzenia.

      PS. Niezły artykuł był w ostatniej polityce a'propos Lublina.
      • Gość: Michał Re: ŁAPÓWKI** AFERY**ZŁODZIEJSTWO**DONAOSY IP: 62.233.135.* 17.05.02, 11:42
        A więc przytaczam artuł az Polityki:
        Niezatapialny


        Prokuratorzy z Lublina formułują zarzuty wobec niedawnego przełożonego

        Ostatnie decyzje minister Barbary Piwnik – dymisje prokuratorów apelacyjnych
        w Katowicach i Gdańsku – dowodzą, że prokurator na funkcji to stanowisko
        niepewne. Każdy minister sprawiedliwości odwołuje i powołuje kolejnych
        prokuratorów, często w atmosferze skandalu. Zdarzają się jednak prokuratorzy
        właściwie nietykalni; niestraszne im zmiany ekip politycznych, bo każdej mają
        coś do zaoferowania.


        PIOTR PYTLAKOWSKI




        Historia Włodzimierza Blajerskiego, dzisiaj prokuratora Prokuratury Krajowej, a
        do niedawna szefa Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie, pokazuje dziwną trwałość
        niektórych karier. Kiedy w 2001 r. ministrem sprawiedliwości w miejsce Lecha
        Kaczyńskiego został Stanisław Iwanicki, Włodzimierz Blajerski awansował na
        szefa Prokuratury Krajowej. Iwanicki, kolega ze studiów Blajerskiego, już
        wcześniej go promował. W 1993 r. mianował Blajerskiego szefem Prokuratury
        Apelacyjnej w Lublinie, chociaż ten nigdy wcześniej nie był prokuratorem. W
        latach 70. krótko pracował jako sędzia w Kraśniku, w latach 80. przystał do
        Solidarności, aczkolwiek wcześniej aktywnie działał w PZPR. Na początku lat 90.
        wstąpił do ZChN, był dyrektorem gabinetu u min. Wiesława Chrzanowskiego i
        krótko wiceministrem spraw wewnętrznych odpowiedzialnym m.in. za straż pożarną.
        Dzisiaj, po zmianie ekipy rządowej, nadal pracuje w Prokuraturze Krajowej, w
        Biurze ds. Przestępczości Zorganizowanej, nadzoruje m.in. działalność
        Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie.

        Prokuratorzy z Lublina o swoim do niedawna przełożonym mówią: pan B. Tak w
        prokuratorskim komunikacie prasowym określa się osoby podejrzane o złe czyny,
        ale jeszcze nie osądzone. Formułują listę zarzutów: wykorzystywał stanowisko do
        załatwiania własnych interesów, podejmował decyzje korzystne dla ludzi z
        własnego środowiska politycznego, prokuraturę zorganizował jak własny dwór,
        rządził i dzielił niczym car. Mawiał: to jest moje imperium. Problem polega na
        tym, że oni byli częścią dworu i nadal czują się od niedawnego władcy
        uzależnieni. Dlatego chętnie mówią do protokołu, ale na razie proszą o
        nieujawnianie nazwisk.

        Walka o upodmiotowienie

        O tym, jak polityczne koneksje Blajerskiego wpływały na jego prokuratorskie
        działania, najdobitniej świadczy tzw. sprawa Herbapolu (pisaliśmy o niej
        w „Polityce” – nr 6, 9 i 21/2000). Jedna z frakcji AWS zawłaszczyła w Lublinie
        państwowe przedsiębiorstwo FS Holding i publicznymi pieniędzmi wspomagała
        prywatne przedsięwzięcia swoich kolegów. M.in. 27 mln zł zasilono spółkę
        Herbapol, gdzie większościowe udziały posiadał Józef Godlewski, biznesmen i
        działacz AWS. Po naszej publikacji Kancelaria premiera Jerzego Buzka wysłała do
        Lublina kontrolę, zarzuty potwierdzono, odwołano m.in. wojewodę lubelskiego.
        Zmieniono zarząd FS Holding i sprawę przekazano do prokuratury. Tam jednak,
        mimo ewidentnych dowodów, postępowanie wlokło się w nieskończoność, nikomu nie
        postawiono nawet zarzutów. Dopiero po licznych interwencjach, decyzją ministra
        Kaczyńskiego, postępowanie przeniesiono do Krakowa. Kiedy Blajerski awansował
        do Prokuratury Krajowej, akta z Krakowa przerzucono do Katowic (bezpośrednio do
        kierowanej przez Jerzego Hopa prokuratury apelacyjnej). – To była dziwna
        decyzja, bo Kraków sprawę prowadził w sposób satysfakcjonujący – ocenia
        Zbigniew Wasserman, dzisiaj poseł PiS, a za ministra Lecha Kaczyńskiego p.o.
        prokuratora krajowego. – W Katowicach wątki zaczęto kawałkować. Dlaczego? Bo
        wtedy łatwiej część umorzyć, a część rozwodnić.



        Według naszych rozmówców, w czasie kiedy sprawą zajmowano się jeszcze w
        Lublinie, wszystkiego doglądał osobiście Włodzimierz Blajerski. – Było to dość
        zabawne, gdyż w tym samym czasie bywał na imprezach organizowanych przez
        Herbapol i nie ukrywał nawet prywatnej zażyłości z Józefem Godlewskim –
        twierdzi akcjonariusz Herbapolu, dzisiaj poseł do parlamentu.

        Z Herbapolem łączyły prokuratora także więzy rodzinne. Jego brat Ryszard był z
        tą firmą blisko związany. – Pracował wtedy w moim biurze poselskim – wspomina
        Jacek Szczot, lubelski poseł AWS ubiegłej kadencji, działacz ZChN. –
        Zrezygnowałem z tej współpracy, bo nie podobały mi się jego związki z
        Herbapolem, firmą już wtedy umoczoną w podejrzane interesy z FS Holdingiem.

        Ryszard Blajerski korzystał wówczas z samochodu marki Daewoo Lanos, należącego
        do Herbapolu, używał też telefonów komórkowych spółki pana Godlewskiego.
        Niebawem podjął pracę w należącej do Herbapolu spółce Intrograf. Włodzimierz
        Blajerski, pytany przez nas o koligacje z Herbapolem, przyznaje na piśmie
        (odpowiedź na pytania przesłane faksem), że Józefa Godlewskiego zna jeszcze z
        czasów wspólnej działalności w opozycji, „aktywnie uczestniczyliśmy w walce o
        upodmiotowienie naszego Narodu”. Kiedy wybuchła afera Herbapolu i
        Holdingu, „staraliśmy się świadomie ograniczyć swoje kontakty”. Wcześniej w
        rozmowie telefonicznej dowodził, że tzw. sprawę Herbapolu rozdmuchano, to były
        decyzje gospodarcze niepodlegające ocenie prokuratora. Twierdził też, że brat
        pracę w spółce należącej do tej firmy podjął dopiero po wyborach 2001 r. Z
        dokumentów wynika jednak, że Ryszard Blajerski pracę w Intrografie zaczął już w
        listopadzie 2000 r. Z kolei rzekome decyzje gospodarcze podejmowano narażając
        państwowe przedsiębiorstwo na poważne straty – kogo więc jak nie prokuratora
        powinno to interesować.

        Bez wątpienia w sprawie FS Holdingu i Herbapolu od początku zachodził konflikt
        interesów. Jeżeli Włodzimierz Blajerski chciał uniknąć oskarżeń o brak
        bezstronności, powinien od razu wnioskować o przeniesienie postępowania poza
        teren jego prokuratury. Musiał czuć się niesłychanie pewnie, skoro w tym samym
        czasie, kiedy jego podwładni badali wątki sprawy, on sam bywał w miejscach
        publicznych w towarzystwie ludzi uwikłanych w podejrzane związki.

        Rada dla żony

        Zanim wybuchła sprawa Herbapolu, głośno było w Lublinie o aferze
        przedsiębiorstwa Sipma (produkcja maszyn rolniczych). Na majątku do niedawna
        państwowej firmy uwłaszczali się sprytni akcjonariusze. Załoga w proteście
        strajkowała. Lubelska prokuratura prowadziła wtedy dwie sprawy: o wyłudzenie
        majątku (ok. 16 mln zł) w czasie prywatyzacji i przeciwko strajkującym pod
        zarzutem nielegalności protestu. W tamtym czasie afera Sipmy wywoływała w
        Lublinie niesłychane emocje, pewnie dlatego, że w grę wchodziły potężne
        pieniądze, a zaangażowany w działania był cały tutejszy układ polityczny. –
        Prokurator Blajerski powołał cały zespół nadzorujący sprawę, osobiście czuwał,
        aby prowadzący dochodzenie nie zrobili krzywdy prezesom Sipmy, natomiast
        strajkujących potraktowali z całą surowością – twierdzi prokurator z Lublina. –
        Prezesi byli kolegami pana B., bywali u niego w prokuraturze, ale nie w
        charakterze przesłuchiwanych, ale jako goście. Dla wszystkich od początku było
        jasne, czym sprawa się zakończy.



        Według naszych rozmówców, w czasie kiedy sprawą zajmowano się jeszcze w
        Lublinie, wszystkiego doglądał osobiście Włodzimierz Blajerski. – Było to dość
        zabawne, gdyż w tym samym czasie bywał na imprezach organizowanych przez
        Herbapol i nie ukrywał nawet prywatnej zażyłości z Józefem Godlewskim –
        twierdzi akcjonariusz Herbapolu, dzisiaj poseł do parlamentu.

        Z Herbapolem łączyły prokuratora także więzy rodzinne. Jego brat Ryszard był z
        tą firmą blisko związany. – Pracował wtedy w moim biurze poselskim – wspomina
        Jacek Szczot, lubelski poseł AWS ubiegłej kadencji, działacz ZChN. –
        Zrezygnowałem z tej współpracy, bo nie podobały mi się jego związki z
        Herbapolem, firmą już wtedy umoczoną w podejrzane interesy z FS Holdingiem.
    • Gość: Grendel Re: ŁAPÓWKI** AFERY**ZŁODZIEJSTWO**DONAOSY IP: *.swit.futuro.pl 17.05.02, 19:38
      W tą inwestycję na Wieniawie też mi się nie chce wierzyć tak do końca. Tym
      bardziej, że takie plany odnośnie klubów sportowych były w miastach lepszych
      pod względem ekonomicznym od Lublina i z większymi tradycjami piłkarskimi. Ale
      zobaczymy. Jeśli się powiedzie to będę bardzo miło zaskoczony.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka