Gość: warszawiak
IP: *.chello.pl
22.05.05, 11:57
Witam wszystkich po dłuższej nieobecności, znowu Wam pomarudzę na forum ;-)
Byłem wczoraj po dłuższym czasie znowu w Lublinie. Aż mnie serce ścisnęło jak
sobie spacerowałem po mieście. Qrcze, jednak Lublin ma swój klimat, rewelacja.
Myślałem, że po dłuższej przerwie spojrzę z dystansem, ale nie. Nadal
fascynacja! Ja się chyba w tym mieście zakochałem 10 lat temu, i cały czas
jestem zakochany!
Tylko jedno mnie znów niemile zaskoczyło. Po dłuższym pobycie w Warszawie
odzwyczaiłem się od smrodu w komunikacji miejskiej. A w Lublinie niestety -
wsiadającego już u progu uderza fala smrodu, wilgoci i gorąca. Po dwóch
godzinach w Lublinie, jeżdżąc sporo autobusami i trajtkami czułem, że sam się
lepię od brudu, a ręce czarne. Tragedia! I oczywiście w każdym pojeździe
wszystkie okna pozamykane. I oczywiście dzika awantura, kiedy je pootwierałem.
Stąd mój apel do mieszkańców Lublina:
Uszanujcie to, że nie każdy z Waszych współpasażerów może kilka razy dziennie
brać prysznic i zmieniać ubranie. Uszanujcie to, że niektórzy nie przepadają
za mieszaniną zapachu potu, niemytych nóg, nieświeżego oddechu,
kilkumilimetrowej warstwy kremu do twarzy oraz dezodorantu. Otwórzcie okna!
Mamy XXI wiek. Dziś już wiadomo, że człowiek nie "przeziębia się", "bo go
przewiało", tylko dlatego, że go zaatakowały wirusy lub bakterie. A im
bardziej pozamykane okna, tym lepsze środowisko do ich namnażania. I tym
łatwiej się zakazić drogą kropelkową od współpasażera. Mam nadzieję, że wiedza
ta dotrze wreszcie do Lublina - miasta skądinąd uniwersyteckiego.